MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (6)
Dalsze niesamowite przygody bohaterów "Skłóconych Królestw" i "Miecza Przeznaczenia". Po raz kolejny staną oni do walki z siłami ciemności, jakie niebezpieczenstwa czekają na nich tym razem?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nocne wydarzenia dowiodły że problem wilkołaków miał coś wspólnego ze stojącym samotnie pośród lasów zamkiem. Król Ferdinald, który znał się na wojennej sztuce, wpadł na pomysl aby najpierw zbadać co się święci a dopiero potem wkraczać do akcji. Dlatego też postanowił wysłać w pobliże zamku swoich ludzi. W podjazd udali się Snake i Gladius, którzy bez wahania zgłosili się na ochotnika. Dwaj starzy przyjaciele wyruszyli o zmierzchu. Szli pieszo, gdyż konie mogłyby zwrócić uwagę gospodarzy tej krainy. Zwinnym krokiem przemierzali porośnięte drzewami pagórki, stąpając po świeżym śniegu. Do zamku nie było daleko, a drogę oświetlał wiszący wysoko na niebie księżyc otoczony granatowymi obłokami. Kiedy przechodzili przez polanę, nagle Gladius przewrócił się na ziemię. Powodem jego upadku była dość głęboka, przysypana śniegiem dziura w której ugrzęzła obuta w ciężki skórzany but noga. Gladius zaklął pod nosem i wyciągnął stopę z pułapki. Resztki śniegu osypały się ukazując drewnianą klapę przykrywającą wejście do jakiegoś podziemnego pomieszczenia. To właśnie w szparę pomiędzy płytą a jej futryną wpadła noga Gladiusa. Snake odgarnął śnieg z płyty i spróbował ją podnieść. Była ona ciężka, ale pod działaniem jego mięśni ustąpiła. Odkrywając wejście do pieczary. Snake bez słowa wszedł do środka po kamiennych schodach. Gladius podążał o krok za nim. Za schodami rozpoczynał się płasko biegnący korytarz podparty drewnianymi stemplami. Na ścianach wisiały stare, dawno nie używane pochodnie. Na szczęście mieli przy sobie krzesiwo, więc po chwili mogli oświetlać sobie drogę płomieniem. W podziemnym korytarzu pachniało zgnilizną. Po wyrobiskach na ścianach odchodzących od niego bocznych tuneli poznali że była to opuszczona kopalnia węgla. W pewnym momencie ujrzeli kolejne wyjście na powierzchnię. Chcąc zobaczyć dokąd zaprowadził ich tunel, weszli na schody i wspólnymi silami podnieśli ciężką klapę. Gdy wyszli na zewnątrz, spostrzegli że znaleźli się już bardzo blisko zamku, na wzniesieniu z którego było doskonale widać cały dziedziniec. Podziemny korytarz biegł prosto w kierunku zamku i musiał się kończyć gdzieś na jego terenie. Po dziedzińcu krzątały się jakieś postacie. Dostrzegli że nie byli to ludzie.
- Snake, czy ty widzisz to co ja? – upewnił się Gladius - Wilkołaki... Mnóstwo wilkołaków... – odpowiedział Snake. - To one zbudowały ten zamek? - Nie, myślę że nie byłyby do tego zdolne. Ktoś musiał im...
Snake nie dokończył, gdyż na dziedziniec wszedł brodaty osobnik ubrany w czarną, powłóczystą szatę. Potwory czuły przed nim wyraźny respekt, bo kłaniały się i padały przed nim na kolana. Czarnoksiężnik zsunął z głowy kaptur
- Ja go znam... – szepnął Snake – To Karim-Singh!
Zdziwienie Snake’a było tym większe że był on przekonany że złowrogi Mag dawno już nie żyje. Ale jak, na wszystkie demony, zdołał wymknąć się z walącej się wieży?! I co robił tutaj? Czarnoksiężnik wyjął spod płaszcza okrągławy kamień, który przypominał nieoszlifowany diament. Kamień ów dziwnie błyszczał, a w jego wnętrzu zdawały się szaleć pioruny. Mag uniósł artefakt nad głowę i donośnym głosem wyrecytował słowa zaklęcia. Kamień zajaśniał fioletowym światłem, a w stronę zgromadzonych wokół wilkołaków wystrzeliły drgające na powietrzu promienie. Nawet z tej odległości było widać, jak bardzo je to wzmocniło. Po chwili rozległo się głośne, chóralne wycie. Z lasu odpowiedziało kilka pojedynczych głosów. Mag zwrócił się w stronę księżyca i zaintonował pieśń. W jej rytm wokół niego zaczęły krążyć wilkołaki. Magiczny kamień emanował delikatną poświatą, raz po raz wysyłając w kierunku otaczających go istot wiązkę promieni. Snake dał Gladiusowi znak że pora już wracać. Ujrzeli już to, co mieli zobaczyć.
- Więc uważacie że te tunele prowadzą prosto do zamku tego czarnoksiężnika? – zapytał Ferdinand popijając grzane wino. - Wszystko na to wskazuje – odpowiedział Snake – To chyba sieć jakichś starych kopalni, wyglądały na opuszczone.
Cała drużyna siedziała wokół rozpalonego w obozowisku ogniska. Niektórzy rozmawiali ostrząc przy tym swe miecze, inni oddawali się lenistwu. Wkrótce mieli przecież stanąć do walki z niezwykle silnymi i sprytnymi bestiami, których według opowieści zwiadowców w zamku było blisko setki.
- Myślę że moglibyśmy wykorzystać te podziemne przejście żeby niepostrzeżenie dostać się do zamku – odezwał się Gladius – A najlepiej żeby podzielić się na dwie grupy... Jedna, większa, zaatakuje zamek górą, żeby odwrócić ich uwagę. W tym czasie kilku naszych dostanie się niepostrzeżenie do zamku przez kopalnię. - Znakomity pomysł! – podchwycił Snake – Ci, którzy dostaną się do zamku przez tunele znajdą ten dziwny kamień i go rozbiją. Jestem pewien że to znacznie osłabi te potwory! - Wiecie co, przyjaciele? – roześmiał się Ferdinald – Ogromnie się cieszę że mam w swojej armii tak mądrych dowódców! Toast za pomyślność naszej misji!
Snake i Gladius wznieśli w górę swe kielichy opróżniając je jednym tchem.
- A kto pójdzie dołem? – zapytał Snake – Byłem już kilka razy w takich tunelach, umiem się orientować w podziemiach. Mógłbym wziąć kilku ludzi i spróbować dostać się do zamku. - Snake, doceniam twoje umiejętności ale bardziej przydasz się na powierzchni. Potrzebujemy kogoś kto spotkał się już z tego rodzaju stworzeniami i wie jak mogą się zachować w danej sytuacji. Może Gladius poprowadzi ludzi dołem, a my stawimy czoło głównym siłom wroga...
Ferdinald zamyślił się przez chwilę.
- No tak, ale jeśli oni pobłądzą w tych tunelach... - Ja pójdę – wtrąciła się do rozmowy Justyna, która właśnie wyszła z namiotu – Byliśmy raz ze Snake’m w takim labiryncie że przez miesiąc można by szukać z niego wyjścia. A my pokonaliśmy go w dwa dni! - Pamiętam!…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tommy2007
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…