Wróć do katalogu

MM: "Czerwona Krew i Zimna Stal" (9)

Dalsze niesamowite przygody bohaterów "Skłóconych Królestw" i "Miecza Przeznaczenia". Po raz kolejny staną oni do walki z siłami ciemności, jakie niebezpieczenstwa czekają na nich tym razem?

tommy2007, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Justyna doszła do siebie kilka minut po tym jak Crato opuścił piwnicę. Chociaż poorane dziesiątkami nacięć plecy piekły ją niczym ogień, zaczęła myśleć o tym jak wydostać się z ciemnych i śmierdzących zgnilizną podziemi. Zawieszona za ręce na uczepionej do sufitu linie była w dość beznadziejnym położeniu, jednak odważna dziewczyna nie należała do takich które potulnie czekałyby na to, co przyniesie im los. Ponieważ pomieszczenie nie było zbyt wysokie, znajdowała się zaledwie kilka cali ponad podłogą. Wystarczyło to żeby móc dotknąć stopami ziemi i dać chwilę odpoczynku bolącym ramionom. Przez chwilę trwała w takiej pozycji ciężko oddychając, po czym spróbowała oswobodzić ręce z krępujących je pęt. Kiedy posłuszne Crato wilkołaki ją wiązały, umyślnie napięła mięśnie do granic możliwości, aby teraz po ich rozluźnieniu mieć szansę na uwolnienie się i ucieczkę. Nie było to takie łatwe jak się spodziewała, jednak pomiędzy dłońmi a liną była odrobina luzu. Zaciskając zęby Justyna spróbowała przecisnąć swe ręce przez wąską pętle. Nie zważając na to że szorstką liną zdziera sobie skórę, uwolniła z więzów najpierw jedną, potem drugą dłoń. Zdyszana upadła na zakurzona posadzkę. W połowie była już wolna, pozostało jeszcze tylko wydostać się z tego przeklętego zamku. Droga do starej kopalni była jednak odcięta, a wyższe kondygnacje roiły się zapewne od krwiożerczych bestii. Poza tym wszystkim po zamku krążył gdzieś nawiedzony czarnoksiężnik. Justyna przekonana że lochy mają zwykle więcej niż jedno wyjście, skierowała się w stronę schodów prowadzących jeszcze bardziej w dół. Na ich końcu znajdowały się ciężkie drzwi. Gdy okazało się że nie były one zamknięte na klucz, na ustach dziewczyny pojawił się uśmiech zadowolenia. Czuła, że tym razem znowu uda jej się oszukać zły los. Ta wiara dodała jej odwagi i nowych sił. Otworzyła wolno masywne drzwi i otworzyła szeroko swe piękne brązowe oczy. Jej zdziwienie nie miało granic, kiedy znalazła się na długim lecz dość wąskim kamiennym pomoście biegnącym ponad wrzącą krwistoczerwoną lawą. Uderzyło ją też buchające z bulgoczącej cieczy gorąco. Budując zamek na czynnym wulkanie czarnoksiężnik nie musiał martwić się o drewno na opał. Oczywiście na pewno zabezpieczył go swymi zaklęciami przed ewentualną erupcją. Justyna dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że odkąd znalazła się w tym dziwnym zamku nie czuła zimna pomimo otaczających ją kamiennych murów. System centralnego ogrzewania działał więc nadzwyczaj sprawnie. Część niego stanowiła sieć biegnących pod pomostem żelaznych rur, które następnie biegły ku górze aby po przejściu przez dziesiątki zaworów zniknąć w nierównym suficie. Justyna zaczęła iść po szerokim na dwa kroki skalnym grzbiecie, który po drugiej stronie podziemnej groty łączył się z kilkoma innymi, zapewne biegnącymi do pozostałych części zamku. Kiedy jednak uczyniła zaledwie kilka kroków, ujrzał przed sobą kłęby fioletowego dymu, który zaczął formować się w jakąś tajemniczą postać. Po chwili z oparów wyłonił się sam Karim-Singh odziany w purpurową szatę. Na widok roznegliżowanej dziewczyny uśmiechnął się lubieżnie i opierając się na swej drewnianej, powykrzywianej lasce rzekł:

- Wspaniałe urządzenie, nieprawdaż? Dzięki niemu nawet w najmroźniejszą zimę w zamku jest ciepło jak latem... Ale powiedz moja droga, w jakiż to sposób uciekłaś memu wiernemu słudze? Czyżbyś i ty miała magiczne moce? - Wystarczyły mi ludzkie umiejętności – odparła Justyna – Chyba tak wielki czarodziej nie zniży się do tego, aby prześladować bezbronną dziewczynę? - Prześladować?! Nie... Nie chciałbym zniszczyć tak pięknego kwiatu. Chcę tylko żebyś powiedziała mi gdzie mogę odnaleźć moją własność którą mi ukradliście! Czekam zatem na twoją dobrowolną odpowiedź.

Justyna nie odezwała się ani słowem. Wiedziała że nie ma dokąd uciec, ale nie mogła zdradzić przyjaciół i poświęcić całej misji. Pomyślała jedynie o swoim ukochanym Snake’u który w tej chwili walczy zapewne z hordą wilkołaków...

- No więc jak będzie?! Oczywiście nie powiesz?! – denerwował się czarodziej. Wyciągnął spod fałdy swej szaty buteleczkę z jakimś zielonkawym proszkiem, a następnie rozsypał go pomiędzy sobą a Justyną. Po tym zabiegu wyciągnął w jej kierunku swą suchą i pomarszczoną dłoń i wymamrotał zaklęcie. Z obsypanego pyłem pomostu delikatnie jak zaklinany przez flecistę wąż uniosła się smużka zielonego dymu, który zaczął oplatać dziewczyną. Justyna poczuła się osłabiona i zakręciło jej się w głowie. Nie dała rady utrzymać się na nogach więc opadła na kolana. W swojej głowie czuła jakieś dziwne myśli koncentrujące się na Kamieniu. Zrozumiała że były to myśli czarnoksiężnika, który usiłował wtargnąć do jej umysłu. Mag ponowie uśmiechnął się tajemniczo.

- Gladius... Tunele... Kto to jest Snake?!

Justyna czuła że czarnoksiężnik za chwilę złamie jej opór i posiądzie wszelkie informacje o całej wyprawie. Nie mogła na to pozwolić. Ostatkiem sił przewróciła się na plecy i przetoczyła na krawędź pomostu. Następnie jeszcze raz dźwignęła się na rekach i zsunęła z zawieszonej ponad wrzącą lawą skalnej półki. Jej lot w dół by jednak nadzwyczaj krótki. Nim dziewczyna zdążyła zareagować, uderzyła o grube stalowe rury biegnące pomiędzy pomostem a bulgoczącą w dole płynną masą. Rury były rozgrzane, lecz ona była jeszcze zbyt oszołomiona aby poczuć ból. Z pewnością była jeszcze pod wpływem zielonego dymu, lecz z każdą chwilą stawała się coraz bardziej świadoma. Uwagę jej zwróciła zwisająca z jej szyi mała muszelka na srebrnym łańcuszku. Ujęła ją w dłoń i otworzyła. W środku znajdowała się żółto-różowa pastylka pachnąca ziołami. Gdzieś przed nią zamajaczył kształt materializującego się czarnoksiężnika. Mag rzeczywiście postanowił towarzyszyć jej nawet tutaj i po krótkiej chwili pojawił się ponad wrzącą cieczą otoczony powiewającym na unoszącym go magicznym wietrze purpurowym płaszczem. Justyna poczuła jak mroczna osobowość Karim-Singha ponownie wkrada się w jej umysł. Nie czekając aż czarnoksiężnik zdobędzie ważne dla niego informacje, podniosła się i skoczyła w zionącą ogniem otchłań. W jednej chwili zobaczyła siebie jako małą dziewczynkę bawiącą się pod czułym okiem rodziców w pełnym kwiatów pałacowym ogrodzie, a następnie w jej myślach pojawił się obraz kilku-nastoletniej, ubranej w długą połyskującą suknię damy, która ujmowała wszystkich swym cudnym uśmiechem na jednym z organizowanych przez króla bankietów. Zbliżając się do wrzącej czerwonej masy zobaczyła się jeszcze w roli panny młodej stojącej obok przystojnego bruneta i poszukiwaczki przygód na płynącym po błękitnym oceanie żaglowcu. Przez ułamek sekundy znów była w pachnącym tropikalnym lesie, na bezkresnej piaszczystej pustyni oraz przy wielkim murze otaczającym dziwne państwo zamieszkiwane przez żółto-skórych ludzi o czarnych błyszczących

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych