Wróć do katalogu

MM: Miecz Przeznaczenia (odc 10-ost.)

Dalsze losy bohaterów "Skłóconych Królestw", tym razem spotykają oni na swej drodze m. in. piękną czarodziejkę, wojowniczkę i piratów, a wszystko po to aby pokonać złego czarnoksiężnika, uratować świat przed zagładą i poznać pewien sekret

tommy2007, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tymczasem Veronica przedarła się przez dżunglę i weszła na rozległą polanę, na której usytuowany był zamek. Ku swemu zdziwieniu nie zauważyła żadnych straży, tak jakby Karim-Singh oczekując jej wizyty umyślnie chciał ułatwić dziewczynie dotarcie do swojej siedziby. Jasnowłosa czarodziejka przeszła przez otwarte wrota i wkroczyła dumnie na kamienny dziedziniec. Skierowała się w stronę głównego wejścia do zamku i już miała przestąpić próg, kiedy cicho skrzypiąc otworzyły się drzwi prowadzące na wieżę. Bez zastanawiania się skręciła w ich kierunku. Wewnątrz było całkowicie pusto i bardzo ciemno, wąskie okienka dawały niewiele światła a pochodnie wiszące na ścianach sprawiały wrażenie nieużywanych od lat. Veronica wyciągnęła rękę w ich kierunku i po chwili blask spokojnego płomienia rozświetlił mrok pomieszczenia. Były w nim tylko strome schody prowadzące w górę. Veronica wyjęła spod swej bluzy amulet zawierający Miecz Przeznaczenia i podążyła w kierunku komnaty znajdującej się na szczycie wieży. Okute żelazem drzwi otworzyły się szeroko zapraszając dziewczynę do środka. Veronica weszła do przestronnej komnaty. Znajdowało się w niej niezwykle dużo różnorodnych przedmiotów magicznych: zwierciadła, szklane kule, czarodziejskie mikstury i księgi z zaklęciami. Pod jednym z ozdobionych witrażami okien wysoki, obity czerwonym materiałem fotel na którym siedział dobrze zbudowany mężczyzna w sile wieku. Miał on opadające na ramiona długie siwe włosy, lecz jego twarz nie była jeszcze pokryta zmarszczkami. W dłoniach trzymał szklana kulę, którą na widok Veroniki odłożył nieśpiesznie na brzeg stołu.

- Witaj dziecko. Czekałem na ciebie. Podobno masz do mnie jakąś sprawę?

Jego głos brzmiał spokojnie, jednak ton był władczy i nieprzywykły do nieposłuszeństwa.

- Dobrze wiesz z czym przychodzę – odparła Veronica nie siląc się na ani odrobinę pokory. - Ach tak. Masz zamiar powstrzymać mnie przed zawładnięciem kilkoma z tych nędznych nadmorskich królestw. Mam rację? - Zamordowałeś wielu niewinnych ludzi i nawet nie pozwalasz aby ich dusze zaznały spokoju! Zwróć wolność zmarłym żeglarzom i opuść tę wyspę, bo będę musiała użyć siły! - Ty mi grozisz?! – ryknął czarnoksiężnik – Młoda, niedoświadczona amatorka udająca wielką czarodziejkę? Ty chcesz mnie pokonać? Czym?! - Tym! – Veronica przekręciła wiszący na jej szyi medalion i Miecz Przeznaczenia po raz kolejny ujrzał światło dzienne. Niewielki sztylet jarzył się błękitną poświatą. Karim-Singh zamilkł na chwilę, ale dosyć szybko odzyskał pewność siebie. Uśmiechnął się szyderczo do jasnowłosej czarodziejki.

- Przecież ty nawet nie wiesz jak się tego używa...

Istotnie, Veronica nie wiedziała w jaki sposób wykorzystać Miecz Przeznaczenia do obalenia potęgi czarnoksiężnika. Naiwnie wierzyła że stanie się to samo z siebie. Tymczasem Karim-Singh nawet nie okazywał strachu przed jej bronią, a jeśli nawet czuł jakąś niepewność to doskonale ją ukrywał.

- Oddaj mi tą zabawkę a zapomnimy o sprawie – rzekł czarnoksiężnik – Nawet będziesz mogła stąd odejść. - Nigdy! – krzyknęła Veronica – Prędzej zginę niż oddam ci Miecz Przeznaczenia! - Wedle twego życzenia, panienko! – powiedział mag i chwycił leżącą w pobliżu niego różdżkę – A nie za zimno ci w rączki?

Veronica poczuła nagle przeszywający chłód. Wydawało się jej że trzyma w dłoniach sopel lodu, a nie niewielki kawałek stali. Pomimo tego nie wypuściła z rąk magicznego sztyletu. Czarnoksiężnik wypowiedział zaklęcie i z jego różdżki wyskoczyła błyskawica, która poszybowała z ogromną prędkością w kierunku dziewczyny. Veronica zrobiła szybki gest połączony z wypowiedze-niem kontr zaklęcia i nagle utworzyła się przed nią ściana bladoniebieskiej poświaty, w którą uderzył wysłany przez maga piorun. Po chwili wypowiedziała inne zaklęcie i w miejscu gdzie dotychczas stał czarnoksiężnik wybuchł słup ognia. Karim-Singh jednak był szybszy. Za pomocą jakiejś magicznej sztuczki przeniósł się o kilka kroków dalej w przeciwległy kąt pomieszczenia. W niedługim czasie cała komnata utonęła w oślepiających błyskach przecinających powietrze błyskawic. Wymiana ognistych ciosów trwała przez dobrych kilka minut, raz tylko Veronica popełniła błąd i jeden z płonących węży zahaczył o jej udo pozostawiając na nim czerwoną plamę po oparzeniu. Mimo to dziewczyna dzielnie stawiała opór przeciwnikowi. Z każdą chwilą była jednak coraz bardziej zmęczona.

Justyna położyła na grobie Rollanda bukiet zerwanych pośpiesznie kwiatów porastających obrzeża tropikalnego lasu i dołączyła do stojących za nią Snake’a i Aminy. Spojrzeli jeszcze raz na własnoręcznie usypany stos kamieni i odwrócili się w stronę buszu. Teraz musieli dogonić swoich ludzi, którzy kilka minut wcześniej wyruszyli tą drogą w stronę zamku by pomóc Veronice. Mieli nadzieję że nie było jeszcze na to zbyt późno i ich piękna przyjaciółka nie podzieliła losu swego kuzyna. Kiedy już weszli w dżunglę i przeszli kilka kroków, Amina przypomniała sobie że przy grobie Rollanda został jej miecz. Przeprosiła przyjaciół i pobiegła w stronę wybrzeża, Snake i Justyna podążyli naprzód. W krótką chwilę po odejściu Aminy usłyszeli za sobą trzask łamanych gałęzi. Zatrzymali się i chwycili za miecze, stając w gotowości do ewentualnej walki. Zarośla rozstąpiły się i ujrzeli przed sobą czterech mężczyzn we wschodnich strojach uzbrojonych w ciężkie miecze. Jednego z nich widzieli już wcześniej, był to człowiek z baru, który walczył ze Snake’m przy strumieniu w Ashabdah. Amina nazywała go Rashidem. Snake i Justyna oparli się o siebie plecami i stali z wyciągniętymi mieczami mierząc w stronę nieprzyjaciół, którzy otaczali ich ze wszystkich stron. Rozpoczął się nierówny pojedynek. Snake dzielnie odpierał ataki Rashida i jednego z jego towarzyszy, Justyna również zręcznie blokowała spadające na nią ciosy i sama również przeprowadzała kontrataki, jednak przewaga wroga zrobiła swoje. Po chwili jeden z arabów wytrącił dziewczynie miecz z ręki i chwycił ją mocno ograniczając możliwość obrony, drugi z napastników przyłożył swój miecz do jej szyi. Snake był zmuszony się poddać. Kiedy trzeci pomocnik Rashida odebrał snake’owi broń, zza krzaków wybiegła zdumiona Amina. Widok jaki zastała zupełnie ja zaskoczył, dość szybko odzyskała jednak zimną krew.

- Puść ich! – krzyknęła do Rashida – Słyszałeś? Puść ich! - Bo co mi zrobisz gołąbeczko? – Rashid odsłonił białe zęby w uśmiechu. Na jego pokrytej kilkudniowym zarostem twarzy pojawiło się rozbawienie. - Wyzywam cię na pojedynek – powiedziała zdecydowanym głosem Amina – Jeżeli wygrasz, pójdę z tobą dokąd zechcesz, a jeśli nie – dasz rycerskie słowo honoru że puścisz nas wolno. Na Allacha, chyba mi nie odmówisz?! Rashid zaklął pod nosem, kiedy jego ludzie utkwili w nim swe spojrzenie. Po chwili jednak spojrzał pobożnie w niebo i powiedział: - Bóg jest wielki, niechaj będzie tak jak mówisz!

Hamas, Hesbollah i Al-Kaidos, trzymający pod bronią Snake’a i Justynę cofnęli się ze swymi zakładnikami do tyłu dając miejsce swemu dowódcy i ciemnowłosej wojowniczce, która wyzwała go do walki. Oboje chwycili miecze i przez pewien czas krążyli wokół siebie planując zadanie ciosu. Pierwszy zaatakował Rashid. Amina wykonała unik i zablokowała jego cios swoim mieczem. Jej przeciwnik spróbował szczęścia po raz kolejny. Tym razem Amina również zręcznie uchyliła się przed jego mieczem, wykonała efektowny zwód i wyprowadziła cios z drugiej strony. Rashid był zaskoczony jej umiejętnościami. Nie dawał jednak za wygraną. Raz po raz kolejne ciosy spadały na broniącą się przed nimi piękną brunetkę, ale dziewczyna również nie pozostawała dłużna. Zręcznie manewrując ostrzem miecza już kilka razy zdążyła przyprawić Rashidowi dreszcze. Zarówno on jak i ona starali się głównie rozbroić przeciwnika wytrącając mu broń z ręki, ale w walecznym zapale nietrudno było o poważniejsze kontuzje. Mężczyzna zdecydował się wreszcie na decydujący atak, w który włożył całą swą siłę. Amina jednak przewidziała jego zamiary. Momentalnie odskoczyła w bok uchylając się przed ostrzem jego miecza, po czym wymierzyła przeciwnikowi solidnego kopniaka w tylnią część ciała. Rashid pozbawiony swej godności wściekle zaatakował, mierząc prosto w osłonięty lekkim stalowym pancerzem brzuch dziewczyny. Amina zasłoniła się mieczem, jednak siła uderzenia była tak duża, że straciła równowagę i upadła na ziemię, wypuszczając broń z ręki. Rashid odrzucił swój oręż i uradowany oznajmił: - Teraz należysz do mnie. A twoi przyjaciele i tak zginą! Ich głowy zawisną na głównej bramie mojego pałacu! Amina wyciągnęła niepostrzeżenie sztylet, który miała ukryty za cholewką buta i ostrożnie obróciła go w dłoni pod pozorem niezgrabnego podnoszenia się po upadku. Powoli wstała, sprawiając wrażenie zrezygnowanej i pogodzonej z losem. Poczekała aż Rashid odwróci się twarzą do niej, po czym wkładając w to całą siłę swego ramienia rzuciła w jego stronę swój sztylet, który wbił się w jego serce aż po rękojeść. Nim zaskoczony przeciwnik zdążył zareagować, już leżał martwy pod jej stopami. Dziewczyna bez chwili zastanowienia podniosła swój miecz.

- Puśćcie ich! – zwróciła się do przerażonych takim obrotem sprawy towarzyszy Rashida. Posłusznie wykonali oni jej polecenie, a uwolnieni Snake i Justyna zaczęli krępować ich dłonie i stopy lianami. - Dzięki, Amina! – powiedział Snake, a Justyna posłała jej uśmiech i powiedziała z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych