MM: Skłócone Królestwa (odc.1)
Miłość i Miecz. Opowieść o miłości pomimo dzielących różnic, utrzymana w klimacie fantasy historia o przyjaźni, poświęceniu, pragnieniu zemsty i zdradzie. Tom pierwszy, odcinek pierwszy. Serdecznie zapraszam i dziękuje za komentarze!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Blask księżyca oświetlał małe, drewniane chaty kryte słomą. Ich mieszkańcy dawno już spali po kolejnym dniu wypełnionym ciężką pracą. Od kilku dni trwały już żniwa, wieśniacy spędzali więc całe dnie na pracy na położonych niedaleko polach. Dni były upalne, słońce bezlitośnie przypiekało pracujących w pocie czoła ludzi, jakby ich chciało spalić na popiół. Najmniejszy powiew nie poruszał listkami rosnących przy polach drzew. Noc była więc jedyną porą, kiedy utrudzeni mieszkańcy wsi mogli sobie odpocząć i nabrać sił na kolejny dzień. Nagle spokój nocy przerwała ognista strzała, która wyleciała z krzaków rosnących na obrzeżach pobliskiego lasu. Za nią podążyły kolejne. Kiedy dosięgły celu - kilka domów od razu stanęło w płomieniach. Wybiegli z nich zdezorientowani i przerażeni wieśniacy. Jedni zobaczywszy ogień uciekali z krzykiem, drudzy próbowali jeszcze ratować co cenniejszy dobytek. Z lasu sypały się kolejne strzały. Wkrótce cała wieś stała się jednym wielkim pożarem. Wtedy to w powietrzu rozległo się głośne wycie i z lasu wybiegli napastnicy uzbrojeni w łuki, miecze i topory.Spadli na wieś jak szarańcza niszcząc wszystko co spotkali na swej drodze. Nie zostawili też nikogo przy życiu. Z zimną krwią zarżnęli zarówno silnych, dorosłych mężczyzn i kobiety, jak też dzieci i starców. Wieś już dogasała, kiedy przestępcy zniknęli w cieniu drzew.
Robiło się szaro, kontury skał i drzew zaczęły się wyostrzać. Budził się nowy dzień. Snake, który całą noc spędził na polowaniu przedzierał się przez krzaki niosąc na plecach upolowanego dzika. Przez ramię miał przewieszony łuk, a przy boku strzały. Przy pasku wisiał ozdobny sztylet z blisko dziesięciocalowym ostrzem. Ubrany był zaledwie w skórzane buty, zielone spodnie i taką samą podkoszulkę. Był średniej budowy. Nie był wysoki, ale nie był też niski. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Kiedy wyszedł z lasu, dobrze sobie znaną dróżką, jego oczom ukazał się przerażający widok: wieś była doszczętnie spalona i ograbiona, ziemię pokrywał popiół i plamy zaschniętej krwi. Wszędzie leżały ciała jego pomordowanych przyjaciół i sąsiadów ze wsi. Z wrażenia puścił upolowaną zdobycz i ruszył przed siebie, omijając trupy. Widział młode dziewczyny leżące bez życia, z otwartymi do krzyku ustami, ciała małych dzieci zadźganych nożami a nawet odrąbane siekierą głowy walające się po wypalonej ziemi. Bez chwili namysłu pobiegł w tę stronę, gdzie powinien być jego dom lecz go tam nie znalazł. Zamiast niego leżał stos spalonych desek i szczątki połamanych i opalonych mebli. Spomiędzy pobitych kafli, które kiedyś były piecem wyglądały zwłoki jego ojca, a kilka kroków dalej kolejne ciała zmasakrowane tak, że nie dało się ich zidentyfikować. Snake wiedział że są to trupy jego matki, brata i siostry. Przez chwilę stał niezdolny do żadnego działania, cały jego świat właśnie przestał istnieć. Nie miał już domu ani rodziny - był wolny. W przypływie szaleństwa chciał ze sobą skończyć, kiedy nagle uderzyła go myśl, że najpierw musi pomścić rodzinę i przyjaciół. Sposób w jaki wieś została zniszczona wskazywał na to, że tego pogromu z pewnością nie uczynili ludzie cywilizowani. Rozglądał się wokół starając się znaleźć jakiś trop, który naprowadziłby go na morderców, ale nic nie dostrzegł. Snake wiedział, że tej nocy nie spędzi w łóżku. Znalazł kilka krzemieni i rozpalił ognisko by się ogrzać. Przy okazji upiekł zająca, którego upolował, żeby się trochę posilić, bo od poprzedniego ranka nie miał w ustach ani kawałka mięsa. Po posiłku poszedł obejrzeć ruiny wioski. Miał nadzieję, że znajdzie coś, co pomoże mu przynajmniej ustalić z której strony nadeszli sprawcy. Resztki wiejskich budynków chrzęściły mu pod nogami. Snake zauważył że jeden dom z całej wioski oparł się najazdowi. Podszedł by obejrzeć go z bliska. Był to lekko nadpalony dom miejscowego znachora. Nie miał w oknach szyb, a drzwi zdjęte z zawiasów zostały położone na wierzchu studni, która stała przed domem. Snake podszedł bliżej i zobaczył coś, co przyprawiło go o szybsze bicie serca. Prowizoryczny stół pełnił rolę ołtarza na którym krwią napisany był dziwny symbol w kształcie podwójnych wideł w okręgu. Wokół stołu leżały ludzkie czaszki.
Poranne słońce raz po raz wyglądało zza różowych chmur pokrywających horyzont. Początek dnia zastał Snake’a przy pracy. Poznosił wszystkie ciała do domu, który znalazł w nocy. Kiedy wszystko było już gotowe, podłożył ogień z tlącego się jeszcze ogniska pod budynek. Następnie znalazł dwa mniej więcej równe,proste patyki, skrzyżował je ze sobą, związał kawałkiem materiału, który wyciągnął spomiędzy ruin jednego z domków i uformował starożytny, święty symbol przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wetknął go w ziemię i odszedł przekonany, że uczynił wszystko co mógł, by zapewnić duszom zmarłych dostanie się do raju. Snake nie był przesadnie religijny, ale uczestniczył we wszystkich świętych rytuałach, jakie kilka razy do roku gromadziły wszystkie okoliczne wioski na świętym wzgórzu nad rzeką. Tradycja ta trwała już od niepamiętnych czasów. Snake pamiętał to miejsce od małego. Porośnięty różami stok góry na trwałe został w jego pamięci. Chętnie słuchał tam opowieści starców którzy mówili, że wiele tysięcy lat temu Ziemia wyglądała zupełnie inaczej. Ludzie umieli latać i jeździli na dziwnych, warczących stworzeniach, wznosili budowle ze stali i szkła a zajmowali się gromadzeniem broni. Potem nastała wielka wojna i ciemność otoczyła świat, a powietrze stało się trujące. Ludzie zeszli pod powierzchnię i żyli tam przez setki lat, a jeszcze później ziemia się zatrzęsła i pogrzebała ich w swym wnętrzu. Nieliczni, którzy przeżyli wyszli na powierzchnię i znów zobaczyli słońce, a cała Ziemia wyglądała zupełnie inaczej niż opowiadali im ojcowie. Zobaczyli nowe lądy i morza, góry pokryte śniegiem – po dawnych miastach nie było śladu. Rozmyślając tak i przypominając sobie opowieści kapłanów i starców, Snake przemierzał równinę i szedł na południe, do stolicy kraju. W oddali widział białe, błyszczące w słońcu stoki gór.
Mijało południe, Snake wędrował już drugi dzień. Żywił
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tommy2007
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…