Wróć do katalogu

MM: Skłócone Królestwa (odc. 2)

Miłość i Miecz. Opowieść o miłości pomimo dzielących różnic, utrzymana w klimacie fantasy historia o przyjaźni, poświęceniu, pragnieniu zemsty i zdradzie. Tom pierwszy, odcinek drugi. Serdecznie zapraszam i dziękuje za komentarze!

tommy2007, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy tylko kontury przedmiotów zaczęły wyłaniać się z mroku, Snake pożegnał się z Jumbą i jego kompanami i skierował się w stronę odległego o dobry dzień drogi miasta. W miarę jak szedł, pofałdowane pola zmieniały się w rozległe równiny, na których pasły się stada bydła. Snake zatrzymał się przy strumieniu będącym wodopojem i rozpakował pakunek z żywnością, który dostał od Jumby. Po posiłku uciął sobie drzemkę, po czym znowu ruszył w drogę. Wieczorem w oddali zobaczył wreszcie mury miasta z górującym nad nimi zamkiem, gdzie mieszkał władca tej krainy. Wysoki na trzech mężczyzn mur, wykonany z czarnego marmuru odcinał się ciemną plamą na tle granatowego, wieczornego nieba. Właśnie w kierunku tego muru chroniącego średniej wielkości miasto zdążał Snake. Miasto leżało na górce, a prowadziła do niego kręta, brukowana nierównymi kamieniami droga. Wielka żelazna brama była otwarta. Ponad nią znajdowała się mała, kwadratowa wieżyczka w której urzędował strażnik. W chwili, gdy Snake przekraczał bramę miasta, strażnik ten spał jednak sobie w najlepsze i niezauważony przez nikogo Snake bez zbędnych formalności znalazł się w stolicy. Zaraz za murem rozciągał się nieduży kwadratowy placyk, od którego odchodziły 3 równoległe ulice. Snake skierował się w środkową, szerszą niż pozostałe. Wydawała się ona być główną miejską alejką. Szedł pomiędzy niskimi, przeważnie jednopiętrowymi domkami z drewna znajdującymi się po obu stronach ulicy. Po drodze mijał mieszkańców miasta: podpitych obdartusów z czerwonymi nosami i butelką wina w ręce, podejrzanych typów w ciemnych strojach, z kapturami na wygolonych głowach – jak się domyślał kapłanów jakiejś nieznanej religii , zwykłych rzemieślników takich jak kowal czy stolarz, rozmawiających ze sobą przed jednym z ich sąsiadujących ze sobą zakładów, kobiety niosące żywność ze sklepów, oraz małe dzieci bawiące się w kałuży w rogu brukowanej uliczki. Przed budynkiem, który wyglądał na gospodę stała grupka młodych chłopców, może nawet w jego wieku, ubranych w skórzane kurtki nabijane kolcami i młodsze od nich dziewczyny w obcisłych, zielonych lub niebieskich bluzkach i lateksowych spodniach. Byli chyba po kilku kuflach piwa, bo śmiali się głośno i nie zwracali na nikogo uwagi. Snake pomyślał, że dobrze byłoby coś zjeść. Wyjął z zawieszonego na szyi woreczka garść drobnych monet i skierował się do gospody. Pomyślał też, że będzie musiał szybko postarać się o jakąś pracę, bo pieniędzy nie starczy mu nawet na jutrzejsze śniadanie.

Gospoda była niedużym, drewnianym budynkiem. Miała parter i jedno piętro, gdzie sądząc po dochodzących z góry odgłosach mieściła się agencja towarzyska. Właściciel czerpał więc podwójny zysk. Parter zajmowała knajpa z drewnianymi stolikami i takimi samymi ławkami, na których siedzieli, lub raczej leżeli opierając swe głowy na stole grubi opoje w porwanych szmatach. Przy innym stoliku siedziało czterech młodzieńców i zawzięcie dyskutowało na jakiś temat, co chwilę popijając piwo z kufli. W rogu sali siedział dobrze zbudowany kapitan Gwardii Królewskiej, co można było poznać po kilku odznaczeniach przypiętych do jego rozpiętej, skórzanej kurtki. Miał krótkie czarne włosy i krótko przyciętą na wzór hiszpański bródkę. Na kolanach trzymał zgrabną panienkę o długich jasnych włosach, ubraną zaledwie w obcisłe, czerwone spodnie i szerokie, żółte szelki zakrywające jej piersi. Na szyi dziewczyny błyszczał szlifowany diament na srebrnym łańcuszku. Kapitan w jednej ręce trzymał kufel z piwem, a drugą władczo obejmował dziewczynę w talii. Snake podszedł do baru i zamówił u tłustego barmana o wielkiej łysinie na czubku głowy porcję pieczonego schabu. Chwilę potem z glinianym naczyniem w jednej i kuflem piwa w drugiej ręce podszedł do jedynego wolnego stolika na sali, usiadł na ławce i postawił talerz na nieheblowanej desce stołu. Właśnie zaczynał jeść, kiedy do jego stolika podszedł starszy już i lekko siwiejący mężczyzna z pokaźnym brzuszkiem i gęstymi wąsami.

- Mogę się przysiąść? –zapytał i nie czekając na odpowiedź postawił na stole dzban z czerwonym winem, który trzymał w ręku. - Siadaj pan – powiedział Snake przegryzając kawałek mięsa.

Gość rozsiadł się wygodnie i krzyknął do barmana:

- Hej, Fondo! Przynieś mi no dwa kieliszki!

Fondo szepnął coś do dziewczyny stojącej przy palenisku za barem.. Po chwili dziewczyna podeszła do stolika, przy którym siedział Snake i jego nieznajomy towarzysz i postawiła na stole 2 szklane puchary uśmiechając się zniewalająco. Oczy wszystkich mężczyzn na sali zwrócone były na nią. Mieli zresztą na co patrzeć: dziewczyna miała doskonałą figurę, włosy w kolorze blond sięgające połowy pleców i błyszczące, zielone oczy. Jej jasnozielona sukienka raczej podkreślała niż ukrywała jej kształty.

- To Nicola, córka tego grubasa za barem – odezwał się towarzysz Snake’a nalewając wino do kielichów – Częstuj się, chłopcze! To bardzo dobre wino, kupiłem je na targu w Forest Valley! - Dziękuję – powiedział Snake i przysunął do siebie kielich z winem. - Co cię tu sprowadza, młodzieńcze? Nie jesteś stąd! – zaciekawił się nieznajomy. - Mieszkałem w małej wiosce na północ stąd – zaczął Snake – Aż pewnej nocy banda jakichś świrów napadła na nas. Zrównali wioskę z ziemią i wymordowali wszystkich ludzi. Ja jeden ocalałem... Mój przyjaciel mówi, że to robota jakiejś mafii z Sun-Stocku... - Na Leppera, boga rolników! – przerwał mu jego kompan – Słyszałem, że ci psychopaci napadają na osady w naszym królestwie. Podchodzą coraz bliżej. Nasze wojsko szykuje się jednak, żeby im dołożyć... Król Antonius już zbiera chętnych do wyprawy. Ale wybrali zły czas... Szykuje się wojna z Meksykiem... - To ci, którzy mieszkają za rzeką? - upewnił się Snake. - Tak jest... To łotry i chamy bez kultury. Trzeba ich nauczyć rozumu! - Co takiego zrobili? – zapytał Snake - Tak naprawdę to sam nie wiem... Ale nasze narody od zawsze się nienawidziły.

Wymianę zdań przerwał im wielki, ogolony na łyso osobnik o brązowych oczach, ubrany w skórzaną kamizelkę. Na prawym ramieniu miał tatuaż przedstawiający trupią czaszkę, a przy lewym boku wisiał jego długi, ostry miecz. Gość ten kopniakiem otworzył drzwi, podszedł do barmana, złapał go za jego niebieską koszulę i wykrzyczał mu prosto w twarz chrypiącym głosem:

- Nalej mi wina, grubasie... tylko żeby nie było za ciepłe!

Przestraszony barman wyjął spod lady butelkę i szybko ją otworzył. Mierzący ponad dwa metry, atletycznej budowy złośnik opróżnił ją w mgnieniu oka, po czym rzucił na ziemię, aż szkło rozprysło się na drobne kawałki; przyciągnął do siebie Nicolę, pocałował ją w usta i – nie płacąc rachunku – zniknął równie szybko, jak się pojawił. Jeszcze przez moment po jego wyjściu w knajpie było tak cicho, że słychać było brzęczenie much.

- To Crato, z armii królewskiej – wyjaśnił nieznajomy – Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. - Muszę znaleźć pracę – powiedział Snake – Może pójdę do zamku i zapytam, czy przyjmą mnie do armii. Będę miał przynajmniej okazję, by zemścić się na tych bydlakach, którzy wymordowali mi rodzinę. - Armia to nie miejsce dla takiego chłopca, jak ty – powiedział wąsacz – Posłuchaj starego Saxo. Nie pchaj się do wojska, bo lepsi od ciebie już dawno gniją pod ziemią... Saxo, mam do ciebie prośbę – odezwał się Snake – Nie mam pieniędzy, a muszę gdzieś przenocować... - Nie ma sprawy, chłopcze! – uśmiechnął się Saxo – Mam dom naprzeciwko. Możesz się w nim zatrzymać jak długo chcesz, ale znajdź sobie uczciwą robotę i nie idź do zamku.

Zanim słońce wzniosło się nad horyzont, Snake był już na głównej miejskiej uliczce, prowadzącej do wznoszącego się na górce zamku z czerwonej cegły. Snake szedł w cieniu kwitnących lip rosnących po obu stronach drogi. Wreszcie stanął pod żelazną bramą na której widniał napis: „Green Hills Royal Castle” i zastukał w przymocowaną do niej kołatką. Po dość długim czasie zjawił się strażnik ubrany w skórzaną kurtkę, będącą widocznie miejscowym mundurem wojskowym i blaszany hełm z herbem, który przedstawiał rycerza z mieczem siedzącego na koniu i mającego nad głową orła. Strażnik bez słowa wpuścił Snake’a na dziedziniec i zamknął za nim bramę. Snake rozejrzał się po placu z zainteresowaniem. Po raz pierwszy w życiu widział przecież pałac królewski. Wreszcie zagadał strażnika:

- Przepraszam, szukam zajęcia. Myślałem, że może znajdę zatrudnienie w zamku.... - Chwileczkę, ja tu tylko pilnuję wejścia. Zaraz zawołam kogoś, kto się tobą zajmie – rzucił sucho strażnik i skierował się wprost do zamku.Wkrótce jednak wrócił prowadząc za sobą dobrze zbudowanego typa z kilkudniowym zarostem, wyglądającego na wyższego rangą oficera. Mężczyzna ten podszedł do Snake’a i położył mu rękę na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych