Wróć do katalogu

MM: Skłócone Królestwa (odc. 7)

Miłość i Miecz. Opowieść o miłości pomimo dzielących różnic, utrzymana w klimacie fantasy historia o przyjaźni, poświęceniu, pragnieniu zemsty i zdradzie. Tom pierwszy, odcinek siódmy. Serdecznie zapraszam i dziękuje za komentarze!

tommy2007, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Snake siedział w fotelu w swym prywatnym apartamencie na ostatnim piętrze zamku i oglądał jakąś starą, zakurzoną księgę w starożytnym, niezrozumiałym języku pochodzącą sprzed tysięcy lat. W bibliotece królewskiej znajdowało się wiele takich ksiąg. Niektóre z nich posiadały ilustracje przedstawiające dziwne maszyny latające, czy wymarłe zwierzęta. Obrazki ze starych książek zdumiewająco pokrywały się z opowieściami starych ludzi o dawnym, zapomnianym świecie. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Snake zaprosił przybysza do środka i odłożył księgę na stół. Do sali wszedł Marco.

- Witaj, Snake – odezwał się do nowego króla. Postanowili, że nadal będą rozmawiać ze sobą jak dawniej, bez żadnych tytułów czy wymuszonych zwrotów. - Cześć, Marco! – odpowiedział Snake – Co nowego u ciebie? - Przyszła jakaś dziewczyna. Mówi, że chce się z tobą koniecznie widzieć. Strażnicy mówili jej, że król jest zajęty, ale ona nie daje się przekonać. Żebyś wiedział, jaką zrobiła minę, gdy dowiedziała się, że teraz ty jesteś tu panem! - To nie Justyna, bo ją byś poznał. Nie wiesz, jak się nazywa? Skąd jest? - Nie mam pojęcia, Snake! Co robimy? - Zawołaj ją tu... może trzeba jej w czymś pomóc!

Marco poszedł po dziewczynę, Snake tymczasem zaczął się zastanawiać, kim jest nieznajoma. Nie znał nikogo z miasta, a gdyby to była dziewczyna z jego wsi, która również jakoś ocalała z pogromu, to skąd wiedziałaby gdzie go szukać? I wtedy jego wątpliwości zostały rozwiane. Do pokoju weszła, a raczej wbiegła Nastasia. Ta sama dziewczyna, którą widział nad rzeką razem z Justyną.

- Nastasia! Co się stało?! – zapytał.

Dziewczyna podbiegła do niego, objęła go i położyła mu swą głowę na ramieniu. Wybuchnęła płaczem.

- Nastasia, dziewczyno opanuj się! – powiedział łagodnie Snake – Czy coś się stało?

I nagle w jego głosie pojawił się cień strachu.

- Coś z Justyną? Mów szybko! - Król nie żyje... Victor przejął władzę... – chlipała Nastasia pociągając nosem pomiędzy urywkami zdań wypowiadanymi wśród płaczu. - A Justyna, co z nią?! – dopytywał się Snake. - Victor wysłał ją gdzieś... nawet mi nie powiedział gdzie... dzisiaj rano...

Snake puścił ją i krzyknął w głąb korytarza.

- Marco, chodź tu szybko!

Wkrótce pojawił się zdyszany Marco i spojrzał pytająco na Snake’a.

- Marco, muszę wyjechać. Zastąpisz mnie? - Dokąd?! – zdziwił się Marco – O co tu chodzi?! - Ten drań Victor został królem i pozbył się Justyny, żeby mu nie przeszkadzała w sprawowaniu władzy. Muszę ją odnaleźć! - Teraz? Poczekaj, jadę z tobą! – zdjął ze ściany żelazny miecz służący za ozdobę, należący kiedyś do króla Augusta, poprzednika Antoniusa. - Nie, Marco. Musisz zostać tutaj i pilnować porządku. Tylko ty jesteś tu na tyle rozważny, że nie zamienisz zamku w jakąś knajpę! - A co z nią? – Marco wskazał na Nastasię, która powoli się uspokajała. - Nastasia, zostaniesz z nami? – zapytał Snake. - Muszę wracać... Jak Victor odkryje, że poszłam do was... - No to zostań! Tu nic ci nie grozi – dołączył się Marco. - Ale tam mam dom i rodzinę. Muszę do nich wrócić. - Jak chcesz, ale uważaj na siebie. Marco, niech ktoś odprowadzi ją do granicy.

Następnie Snake poszedł do drugiego pokoju, żeby zrzucić ozdobne, królewskie ubranie i włożyć coś wygodniejszego. Włożył czarną podkoszulkę i spodnie tego samego koloru, za pas wetknął miecz i ruszył w drogę. W chwilę potem pędził już na koniu mijając po drodze lasy i łąki, rozpryskując na wszystkie strony wodę spod końskich kopyt pochodzącą z kałuż, które powstały po nocnej ulewie. Jego uwagę zwróciło drzewo roztrzaskane na pół uderzeniem pioruna, jednak nie zatrzymywał się, żeby obejrzeć je z bliska. Chciał jak najszybciej odnaleźć ukochaną, nie wiedział jednak, gdzie jej szukać. Obawiał się, czy nie stało się jej nic złego, dlatego poganiał konia i nie robiąc po drodze żadnych postojów zmierzał wciąż na północ. W całym królestwie był teraz tylko jeden człowiek, który mógł mu pomóc.

Zbliżał się już wieczór, gdy Snake dotarł wreszcie do małej, drewnianej chatki położonej w głębi lasu na porośniętej trawą polance. Puścił zmęczonego kilkugodzinną jazdą konia wolno, by najadł się i odpoczął, a sam zastukał do grubych dębowych drzwi. Po dłuższej chwili otworzył mu szczupły staruszek, z długą, sięgającą do ziemi siwą brodą, w sięgającej do ziemi brązowej szacie z kapturem.

- Witaj, czcigodny Dagoniusie! – ukłonił się Snake – Nie gniewaj się, że cię niepokoję o tak późnej porze, ale tylko ty jeden możesz mi pomóc. - Jeśli mnie oczy nie mylą, Snake, syn Zamunda? – odezwał się staruszek – Wejdź, jesteś zmęczony i pewnie głodny...

Snake skorzystał z zaproszenia i wszedł do niskiej, słabo oświetlonej izby. Cały domek był przedzielony na dwie części. W jednej z nich znajdował się piec z żelaznym blatem do gotowania posiłków, łóżko, stół i duża szafa. Od drugiego pomieszczenia oddzielała ją zasłona z rozpiętego pod sufitem grubego, ciemnego materiału. Pustelnik poczęstował Snake’a gotowanymi ziemniakami z jakimiś grzybami, usiadł naprzeciw niego i zapytał:

- A teraz powiedz, Snake, co cię do mnie sprowadza?

Snake opowiedział mu o wszystkim począwszy od najazdu na jego wieś, po czym poprosił Dagoniusa o pomoc w odnalezieniu Justyny. Pustelnik zamyślił się przez chwilę, po czym rzekł do Snake’a:

- Chyba będę mógł służyć ci pomocą.

Podniósł się z miejsca i przeszedł do drugiej części domku, odsłaniając zasłonę. Dał Snake’owi znak, by poszedł za nim. Pomieszczenie to było wypełnione różnego rodzaju przyrządami o nieznanym Snake’owi znaczeniu. Były tam szklane kule, rurki i zwierciadła. Pod ścianą stał regał z niezliczoną ilością buteleczek wypełnionych różnokolorowymi płynami. Dagonius podszedł do kotła stojącego na palenisku w środku pokoju i rozpalił ogień, używając krzemieni, po czym otworzył okno i wziął z regału kilka buteleczek. Zmieszał ich zawartość w pustym naczyniu i wlał do kotła. Następnie dosypał do niego fioletowego proszku. Płyn w kotle natychmiast się zburzył i zaczął parować. Da gonius wziął do ręki drewnianą łyżkę o długim trzonku i zaczął mieszać gotującą się ciecz, z której zaczął wydobywać się zielony dym. Dym ten stopniowo gęstniał i był na tyle dziwny, że nie wydostawał się przez otwarte okno na zewnątrz, ale koncentrował się w powietrzu formując się w jakieś kształty z których z czasem wyłonił się położony w lesie ponury dwór zbudowany z czarnego marmuru. Zaraz po tym obrazie Snake ujrzał w dymie Justynę siedzącą w kącie jakiegoś mrocznego pomieszczenia, a potem olbrzymich rozmiarów typa jedzącego mięso przy ogromnym stole. Potem dym niespodziewanie się rozwiał i przybrał zwykły szary kolor. Dagonius wygasił ogień i zwrócił się do Snake’a:

- Dziewczyna jest o dzień drogi na wschód, na dworze Venoma. To bardzo zły człowiek. Możliwe, że będziesz musiał się z nim zmierzyć. Jeśli tak, będzie to ciężka walka... - Poradzę sobie – powiedział Snake – Dzięki mistrzu Dagoniusie! - Zaczekaj, młodzieńcze – powstrzymał go pustelnik – Mam coś, co może ci pomóc zwyciężyć.

Podszedł do stojącego w kącie metalowego przyrządu, zbudowanego ze sprężyn, gumowych przewodów i niezliczonej ilości kół zębatych.

- To zwiększy twoją siłę. Znalazłem opis tego urządzenia w jednej ze starych ksiąg i zbudowałem prototyp.

Snake trochę się wahał, ale ostatecznie się zgodził. Dagonius kazał mu usiąść na drewnianym stołku, po czym do jego ramion przyłączył gumowe rurki zakończone kleszczami, podał mu ciężką kamizelkę obładowaną metalowymi częściami, następnie podłączył ją do urządzenia. Kolejny odchodzący od niego przewód wetknął do dużego pojemnika z wodą, w którym pływały dwa węgorze. Ledwo Dagonius wypuścił z rąk przewód, pobiegły po nim niebieskie iskry, koła zębate w maszynie zaczęły się obracać ze zgrzytem, a na kamizelce Snake’a pojawiły się wyładowania przypominające pomniejszone setki razy pioruny. Wreszcie pustelnik odłączył go od urządzenia i wyłączył je.

- Wystarczy – Dagonius zdjął Snake’owi kamizelkę i podał mu lustro – Zobacz, jak teraz wyglądasz.

Snake wziął do ręki zwierciadło. Jego nowy wygląd trochę go zaskoczył. Nie był może górą mięśni, ale efekty były porównywalne z solidnym, długotrwałym treningiem. Obwód jego bicepsów zwiększył się dobre dwa razy, a pod bluzką wyraźnie było widać zarysy mięśni. Snake podziękował Dagoniusowi i czym prędzej poszedł po swego konia, by ruszyć w dalszą drogę. Było jeszcze przed wschodem słońca i wokół panowały ciemności, on jednak nie zamierzał tracić czasu na czekanie do rana. Trzymając w ręku zapaloną pochodnię powoli wyprowadził konia z lasu, po czym zgasił ją i dosiadł wierzchowca. W ciągu dnia zatrzymywał się zaledwie dwa razy, posilając się prowiantem przygotowanym przez Dagoniusa. Pod wieczór Snake ujrzał złowrogą siedzibę Lorda Venoma. Podjechał pod wysoki na trzech mężczyzn mur i zsiadł z konia zastanawiając się, co robić dalej. Przypomniał sobie jednak słowa starego pustelnika, że najlepiej będzie działać pod osłoną nocy i choć bardzo się niecierpliwił, postanowił poczekać, aż zapadną ciemności. Po pewnym czasie Snake uznał, że pora już działać. Odpiął od siodła skórzaną torbę, którą otrzymał od Dagoniusa z poleceniem, by nie otwierać jej zanim nie przyjdzie pora na działanie. zapewne stary pustelnik wiedział, jak niecierpliwy jest Snake i kazał mu czekać do wieczora, by przypadkiem nie wpaść w ręce wroga. We wnętrzu torby, ku swej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych