Mniejsze zło - część 9
"Doszedł do miejsca, w którym wybór sprowadzał się do decyzji: skoczyć czy nie, i nie miał czasu na zwłokę. Jeśli się temu dobrze przyjrzeć, to i tak nie było nic do decydowania. Nie miał żadnego wyboru." (STEPHEN KING - MROCZNA POŁOWA)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
IIL
Laureain przyglądała się kolorowym straganom, próbując skupić się na magicznych towarach, ale nie bardzo jej to wychodziło. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że zwykły naszyjnik w kształcie łuski węża, mógł sprowadzić na nią tak duże kłopoty. Gdyby widziała, że medalion jest kluczem do skarbca, od początku nosiłaby go w kieszeni. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Nawet nie chciała myśleć, ilu wrogów narobiła sobie nosząc wisiorek tak długo na szyi. Pierwszy raz założyła go na pogrzeb ojca i od tamtej pory prawie w ogóle nie zdejmowała. Miała medalion na sobie, kiedy poznała Rimvalena i innych Hanitów. Czy w Shaudzie wiedzieli, że to klucz do skarbca? Hanici podróżowali po całym świecie, ktoś z nich na pewno słyszał legendę. A może nie? W końcu mieli ważniejsze sprawy na głowie. W tej chwili to było już bez znaczenia. Po tym co usłyszała od Amnebe, nie zamierzała wracać do Shaudu. Jeśli Hanici chcą medalion, będą musieli zedrzeć go z niej siłą. - Laureain? Laureain spojrzała na Ryaię. Nie miała pojęcia, o co chodziło czarodziejce. - Słucham? - Pytałam, czy nie chcesz kupić sobie kilku czarów w proszku. Laureain była pewna, że się przesłyszała. - Co? - Pytałam, czy nie chcesz… - Można tu kupić czary w postaci magicznego proszku – przerwała jej Amnebe. – To drobna magia i mało użyteczna. - Mało użyteczna? – Ryaia zmarszczyła brwi. – Chyba tylko dla ciebie! Może mi powiesz, że czar robiący w kilka sekund makijaż, nie przyda się w podróży? Albo czar wskrzeszający ogień, czy wytwarzający piękny zapach lub muzykę? No i jeszcze czar piorący ubrania albo iluzja czyniąca drobne przedmioty niewidzialnymi. To są twoim zdaniem bezużyteczne czary? - Gdyby ta iluzja czyniła niewidzialnym człowieka, byłaby przydatna. A tak to strata pieniędzy. Mogę sama uprać sobie ciuchy, rozpalić ogień i zrobić makijaż. - Czar czyniący człowieka niewidzialnym byłby zbyt niebezpieczny – wtrącił Caod. – Każdy złodziej by go używał. Laureain pomyślała, że iluzja czyniąca przedmioty niewidzialnymi też była groźna. Wystarczyło obsypać proszkiem sztylet i w czasie rozmowy bez wysiłku poderżnąć komuś gardło. Jeśli wiadomość, że coś takiego można kupić rozniesie się, świat obejdzie fala przewrotów zamkowych. Co innego proszek piorący. W drodze naprawdę mógł się przydać. - W jakiej cenie są te czary? - Od pięciu do stu pięciu pensów – odpowiedziała Ryiaia. - A ten piorący? - Najtańszy. Pięć pensów, ale jedna paczka starcza tylko na cztery prania. Laureain zaczęła się zastanawiać, czy kupić proszek. Miała w prawdzie jeszcze dwieście sześćdziesiąt pensów, ale żadnej wizji przypływu gotówki w najbliższym czasie. Spojrzała na Amnebe: - Może wezmę jedną paczkę. Kto wie, co jeszcze się zdarzy. - Chyba tylko tamta wróżka – powiedziała z uśmiechem Amnebe, wskazując granatowy namiot z napisem „Za dziesięć pensów poznasz swoją przyszłość”. Laureain miała już dość ludzi potrafiących czytać przyszłość innych. Wiedziała, że nie potrzeba do tego żadnych kul, ani kart. - To już wolę kupić czar piorący. Laureain stanęła w kolejce. Ryaia została z nią a Caod i Amnebe przeszli do stoiska z czarodziejskimi mieczami. - Nie traktuj zbyt poważnie tego, co Amnebe mówi o czarach. Zwykle przesadza. Obraziła się na magię i odgrywa się na niej jak tylko może. Laureain była przekonana, że Amnebe jest z natury sceptyczna. Pierwszy raz słyszała, by jej niechęć wobec magii miała osobisty charakter. - Obraziła? Dlaczego? Ryaia spojrzała Laureain w oczy, przez chwilę zwlekała z odpowiedzią. - Nie wiem, czy powinnam ci mówić, skoro ona tego nie zrobiła, ale w Antim to żadna tajemnica. Seo, babka Amnebe, zginęła w pożarze. Amarth był arcymagiem, ale magia ognia sprawiała mu duże kłopoty. Coś pomylił i dom stanął w płomieniach akurat w chwili, gdy Seo była w piwnicy. Amatrth ugasił ogień w ciągu kilku minut, ale nie zdążył ocalić Seo. Caod i Amebe byli w tym czasie w szkole, więc nie mogli pomóc. Laureain zamurowało. - Ile Amnebe miała wtedy lat? - Jedenaście. Kolejka się skończyła, więc Laureain poprosiła tęgą kobietę w szkarłatnej sukni o czar piorący. - Nie dziwię się, że Amnebe nie ufa magii – Laureain wzięła przezroczystą paczuszkę ze srebrno-zielonym pyłkiem i dała sprzedawczyni pięć pensów. - Ani dziadkowi – powiedziała Ryaia. Laureain chciała zapytać jeszcze o wiele rzeczy związanych z tą historią, ale znalazły się już zbyt blisko stoiska z mieczami. - Popatrz na to – Amnebe uniosła do góry srebrny półtorak i wbiła go w ziemię. Wszedł w glebę aż do rękojeści. – Niezłe, nie? Laureain była jeszcze myślami przy pożarze, więc tylko skinęła głową. Amnebe gładko wyciągnęła miecz z ziemi. - Łatwo się nabrać – powiedziała. – Ale to tylko iluzja. Wszystkie te miecze zadają tylko iluzoryczne rany. Nie rozumiem, po co je produkują. - Dla pieniędzy – stwierdziła Ryaia. – Kiedyś sprzedawano miecze, z których tryskał ogień i takie, które zmieniały ludzi w kamienie, ale Rada Czarodziejów zabroniła tego. Były zbyt niebezpieczne. - Wyobrażam sobie – stwierdziła Laureain, po czym spojrzała na Amnebe. – A jest tu coś, co twoim zdaniem warto kupić? - Tak – Amnebe uśmiechnęła się. – Amulety.
IL
Namiot z amuletami miał kształt gwiazdy. Na wszystkich pięciu ramionach wisiały amulety i talizmany z tabliczkami objaśniającymi ich zastosowanie. Laureain podeszła do najbliższej ściany i zaczęła oglądać naszyjniki. Miały rozmaite kształty: słońca, gwiazdy, trójkąta, krzyża, oka i chyba wszystkich zwierząt. Amnebe stanęła obok Laureain, ledwo rzucając okiem na medaliony. - Amulet chroniący przed urokami – zaczęła wyliczać Laureain. – Odbijający złą energię, leczący chorobę, niszczący strach, usuwający przeszkody, chroniący przed wrogami… Wierzysz, że one działają? - Wątpię. Gdyby działały, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Te amulety służą raczej do ozdoby, a także dodają pewności siebie. I jedno i drugie jest bardzo ważne. - Myślałam, że znajdziemy tu coś naprawdę magicznego. - Znajdziemy, chodź. Ruszyły w stronę ustawionej na środku gwiazdy lady, za którą stał strasznie chudy staruszek i równie szczupły chłopiec. Na widok Amnebe obaj się uśmiechnęli. - Czy mnie zawodzą stare oczy, czy widzę Amnebe? Jak myślisz Garro? - To Amnebe! – chłopiec okrążył kontuar i popędził w kierunku Amnebe. Rzucił się jej na szyję, omal nie powalając na ziemię. Miał dziewięć, może dziesięć lat. - Cześć, urwisie. Witaj Monre – Amnebe podeszła do lady z Garro w ramionach. – To jest moja koleżanka Laureain. - Dzień dobry – powiedziała Laureain, ściskając pomarszczoną dłoń Monre. - Miło mi cię poznać Laureain. Przyjaciele Amnebe są moimi przyjaciółmi. Nawet ci, którzy mają podobny stosunek do magii jak ona. - Ja nie mam do magii żadnego stosunku – odpowiedziała Laureain, kątem oka próbując uchwycić wzrok Amnebe. Nie wiedziała, kim jest dla niej ten mężczyzna i czy nie powinna zachować więcej kurtuazji. - Doprawdy? Ludzie zwykle kochają magię albo jej nienawidzą. To trochę tak jak z zimą. - Takie właśnie skrajności powodują, że na świecie jest więcej zła, niż kiedykolwiek będzie dobra – stwierdziła Amnebe. – Ta wasza miłość do magii, jest tak bezgraniczna i intensywna, że poświęcilibyście dla niej wszystko. - Tak jak dla prawdziwej miłości – stwierdził Monre. - No właśnie. Mam prośbę. Staruszek uśmiechnął się i sięgnął do kieszeni togi. - Niech zgadnę. Chcesz kupić któryś z moich specjałów. - Właśnie. - No to chodźcie. Garro popilnuj kasy. Amnebe postawiła chłopca na ziemi. Monre dał im znak ręką, żeby stanęły obok niego na granatowym dywaniku z perskim okiem. Przekręcił kluczem w powietrzu i nagle zaczęli zjeżdżać w dół. Laureain omal nie krzyknęła.
L
Po kilku sekundach opadania w coraz większą ciemność, dywan zatrzymał się, a zaraz potem zrobiło się jasno. Znaleźli się w owalnym, brązowym pokoju bez okien i drzwi. Pod ścianami stały stosy kartonów, a na środku izby leżała złoto-czerwona płachta. Laureain rozglądała się za świecami, ale żadnej nie zobaczyła. Światło rozkładało się równomiernie i nie padało z żadnego konkretnego miejsca. Tak jakby to powietrze świeciło. Amnebe i Monre usiedli na płachcie. Laureain z ociąganiem dołączyła do nich. Wmawiała sobie, że nie ma powodów do strachu, ale to nie ukoiło jej nerwów. Przyglądała się ścianom w nadziei, że odkryje jakieś ukryte przejście, ale wszystko wskazywało na to, że to zwyczajny marmur. Spojrzała w górę. W miejscu gdzie powinien znajdować się sufit, było gwiaździste niebo. - Gdybyś teraz stanęła na wzgórzu w Heyens, zobaczyłabyś takie samo niebo – powiedział Monre. Laureain spojrzała na staruszka. W jego oczach odbijały się gwiazdy. - W Heyens? - To wyspa leżąca daleko na północy – wyjaśnił Monre. – Jej mieszkańcy są tak mili, że użyczają mi swojego nieba. - Nawet o tym nie wiedząc – dodała Amnebe. - Nie sądzę, aby mieli coś przeciwko temu. Miałaś już jakiś kontakt z magią, Laureain? Albo z magicznym talizmanami? Laureain pokręciła głową. - Widzisz, magia to nie zabawa – ciągnął Monre. – Zawsze trzeba ją traktować poważnie. Nawet jeśli jest używana w celach leczniczych lub przyziemnych. Za najprostszym zaklęciem, kryje się olbrzymia energia. Laureain skinęła głową, choć nie miała pojęcia, po co Monre jej to mówi. Nie była przecież czarodziejką, nie mogła posługiwać się magią, nawet gdyby chciała. - Wystarczy drobny błąd i… - Monre zrobił krótką pauzę. – Tragedia gotowa. Magiczne talizmany mają w sobie energię, identyczną jak ta, która umożliwia czarodziejom rzucanie zaklęć. Są więc równie pożyteczne, co niebezpieczne. Dlatego nie sprzedaję ich każdemu. - Rozumiem. - Mam nadzieję. Ufam Amnebe, a skoro ona cię tu przyprowadziła, to znaczy, że ci ufa. A zatem, jaki medalion chciałabyś mieć? Laureain bezradnie spojrzała na Amnebe. - Derlies – stwierdziła koleżanka. Monte uśmiechnął się i wyciągnął przed siebie rękę. Pojawił się w niej zielono-szary medalion w kształcie spłaszczonego rombu, w który wpisany był trójkąt równoramienny. - Proszę. Laureain wzięła medalion od Monte. Był ciepły. Spojrzała na Amnebe niepewna, co z nim zrobić. - Załóż go – odezwała się koleżanka - Derlies pozwala rzucać zaklęcie Maleis. Parzącą błyskawicę. Laureain spojrzała na medalion. Czy to możliwe? - Każdemu? – spytała. - Osobie, która go pierwsza założy na szyję – wyjaśnił Monre. – Wystarczy, że powiesz Maleis i złożysz palce w ten sposób. Monre położył palec wskazujący na środkowym. Laureain przełożyła medalion do lewej ręki i powtórzyła ten gest. - Świetnie – powiedział Monre. – A teraz spróbuj z medalionem. Wyceluj palcami w ścianę. Obojętnie którą. Laureain bez wahania założyła medalion. Złożyła palce, po czym skierowała je w ścianę. - Maleis! Nie mogła uwierzyć, gdy z jej palców wystrzelił ogień i rąbnął w ścianę. To było niesamowite uczucie.
LI
- A do czego służy twój medalion? – spytała Laureain, gdy szły w stronę domu Caoda. Amnebe przystanęła i wyciągnęła zza koszuli srebrne serduszko wielkości śliwki. Niebieski oraz czerwony pasek odchodziły od ramion serca, łącząc się na środku w spiralę. - To Balane. Przyspiesza proces krzepnięcia krwi, dzięki czemu rany goją się szybciej. To jedyny istniejący egzemplarz. Zrobiła go moja babka. Medalion był piękny. Laureain nie mogła oderwać od niego oczu. Promienie słoneczne załamywały się na nim, jakby wchłaniało je srebro. - To znaczy, że jeśli ktoś rani cię mieczem, twój organizm się wyleczy? - Balane nie leczy. Medaliony regenerujące obrażenia są wymysłem kupców. Balane jedynie przyspiesza zabliźnianie się ran, więc właściwie działa tylko w przypadku ran lekkich i średnich. - Używałaś go kiedyś? - Jak byłam mała często się kaleczyłam – Amnebe wsunęła medalion z powrotem pod bluzkę. - A w walce? - Też. Dwa czy trzy razy zostałam lekko ranna i dzięki medalionowi szybciej dochodziłam do siebie. Ale to było, jeszcze zanim przeszłam szkolenie hanickie. Laureain uważnie przyglądała się koleżance. Sądziła, że Amnebe tak jak ona, przed wstąpieniem do Hanitów, używała miecza tylko do treningów. - Po wyjeździe z Antim, nie pojechałaś od razu do Shaudu? Amnebe spojrzała na Laureain. - Dwa lata temu? Pojechałam. Jednak wyjeżdżałam stąd już wcześniej. Raz sama i to była krótka podróż. Kilkanaście kilometrów za Antim próbowała mnie obrabować banda zbójów. Obroniłam się,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mgła
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…