Wróć do katalogu

Mój Przyjaciel

Mój Przyjaciel

szymon, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Często tam zachodzę, chociaż przyznam szczerze, że równie często dostaję kamieniem, który stamtąd wylatuje. Trzeba się więc umiejętnie uchylać, a kiedy trafi, udawać, że to nie był prawdziwy kamień, tylko taki słowny, papierowy. W przedsionku mijam ostre występy, teren jest nie wyrównany, a powietrze zimne. Nie lubię takich miejsc i unikam ich jak tylko mogę, jednak w tym wypadku świadomość ciepłych foteli, przepysznej kawy i dymu papierosowego snującego się gdzieś głęboko wewnątrz pcha, choćbym sobie miał twarz o te cholerstwa porozcinać. Tak naprawdę chyba tylko ja znam tę drogę. Inni albo zniechęcają się wylatującymi regularnie kamieniami, albo nie urzeka ich wystrój przedsionka. Nie dziwię się, ponieważ gdybym odkrywał to miejsce w obecnym czasie, też bym się zniechęcił. Jednak nazywając sam siebie szczęściarzem nie rozmijam się z prawdą, gdyż poznałem tą ciepłą jaskinię w czasie kiedy jeszcze nie było w niej kamieni i kiedy ruchy górotworu nie utworzyły tych perfidnie ostrych krawędzi. I kiedy wchodziłem tam po raz pierwszy nie mogłem jeszcze wiedzieć, że to nie bez powodu, Wysoki Sądzie!

II

No, o ile realizując założenia można się spierać, że to był On, to teraz muszę poddać w wątpliwość albo założenia, albo istnienie jego jako Jego. Jakie mam wątpliwości, Wysoki Sądzie? Po prostu wszedłem, zobaczyłem, że go nie ma i kiedy miałem już wyjść doświadczyłem uczucia innego bytu poza moim. Ale wiem, że nikogo tam nie było, Wysoki Sądzie. Zaraz po wejściu zapaliłem światło, rozejrzałem się, a nawet zawołałem, ponieważ zawsze był, co tym bardziej wzbudziło we mnie zdziwienie. Zawsze siedział w fotelu i palił papierosa. W kominku wesoło trzaskał ogień, a On, ciesząc się, ale tylko nieznacznie radość swą pokazując, gestem spokojnym zapraszał, proponował herbatę i częstował papierosem jak zawsze przywiezionym z kraju, który od tej pory kojarzyć mi się będzie z przemysłem tytoniowym. Jednak wtedy wszystko było jak zawsze, prócz niego. Ogień jak zawsze trzaskał w kominku, papieros kusząco wystawał z paczki i nawet herbata w tej dziwnej porcelanie, którą w fabryce jakiś zasuszony rzemieślnik wytworzył specjalnie na jego zamówienie, dymiła i czekała na mnie, bo on po prostu taki był. Tak, tak, założenia. Przepraszam Wysoki Sądzie. Założenia były zawsze takie same – jego miejsce, jego dom, jego świat i wara. Można było polemizować, można było inne światy ze sobą przynosić, ale nigdy, powtarzam, nigdy nie wolno było zmieniać Jaskini. On ją urządzał. On tu mieszkał i On czuł się tu u siebie. Co więcej, On nigdy z niej nie wychodził. I… Przepraszam Wysoki Sądzie, myślałem, że Wysoki Sąd wie, że Jaskinia to było wszystko, czego doświadczyła Jego stopa. Dlatego właśnie takie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że go nie ma. Właściwie, do dziś mi się to w głowie nie mieści i do dziś zastanawiam się, co Go pchnęło do Tego czynu? Ponieważ, i tu muszę podejść do Wysokiego Sądu, bo czuję się niezręcznie mówiąc o tym głośno, ponieważ wtedy, kiedy przyszedłem i kiedy go nie zastałem, prócz uczucia innego bytu poza moim, prócz zwykłego poczęstunku czekającego na mnie na stoliku oczom moim ukazał się widok, który zapamiętam do końca życia – widok brudnej męskiej bielizny porozrzucanej i porozkładanej wszędzie, gdzie tylko się dało. I jeszcze coś powiem Wysokiemu Sądowi – bielizna ta zalatywała tym, co, nie obrażając Wysokiego Sądu, sam Wysoki Sąd czuje ściągając swoje własne gacie, wąchając je i następnie krzycząc do żony zakładającej sobie wałki na włosy, że więcej tej zupy rybnej nie będzie jadł. Rozumie Wysoki Sąd? Wiem, przepraszam. Doświadczyłem po prostu czegoś w rodzaju prowokacji. W jakim sensie? Nie, to nie było to, że ktoś mu to pod jego nieobecność wyrzucił z bieliźniarki. On po prostu porozrzucał swoje gacie tam gdzie najczęściej przebywał. Po prostu stały przy kuchni, gdzie robiły herbatę, pływały w muszli klozetowej całe zmieszane z papierem, leżały na łóżku razem z książką, której zakładką się stały i siedziały w fotelu, co w końcu zdecydowało o mym powrocie, zajęciu fotela drugiego i polemizowaniu jak co dzień na temat ostatniego wydarzenia jakie miało miejsce na deskach okolicznego teatru.

III

Ależ kiedyś tam było zupełnie inaczej! Właśnie cały urok w tym, że to miejsce, ta Jaskinia tak się zmienia. Lat temu kilkanaście widziałem tam jeszcze pozostałości baloników, kilka plakatów zespołów zupełnie zapomnianych i dźwięk uśmiechu. Było tam też więcej światła, okna niemalże i panowały przeciągi. Brak jakichkolwiek występów skalnych, wręcz wygładzone powierzchnie, powodował, że człowiek czuł się bezpiecznie, ale nie szczególnie swojo. Nie było tego, co jest tu teraz, co, mimo ostrych krawędzi, nieprzyjemnego wejścia, powoduje, że chce się wstąpić, zasiąść w fotelach i snuć rozmowy, które…

IV

Ale Wysoki Sąd nie może mi zarzucić, że to ja spowodowałem, ponieważ ślady wyraźnie stają w mojej obronie. I nie ugnę się przed żadnymi zarzutami, które Wysoki Sąd mi postawi, ponieważ wiem, że to nie było tak, jak Wysoki Sąd sugeruje. Owszem, kamienie były wyrzucane, ale wszyscy o tym wiedzieli. Tych, którzy nie mieli o tym bladego pojęcia ostrzegały tablice. Więc niech Wysoki Sąd nie stawia tu tezy o świadomym spowodowaniu! Coś takiego po prostu nie miało miejsca! Przyszedłem, ominąłem występy skalne, kilka kamyczków śmignęło mi koło ucha i już byłem w środku, gdzie mogłem się rozkoszować Tym Co Najlepsze, bo On zawsze miał Najlepsze. A to, co potem nastąpiło, te bzdurne pomówienia, są tylko wynikiem pomyłki, zupełnego nieporozumienia. Owszem, zasnąłem na chwilę, potem poczułem szturchanie, gdzieś zabolało w prawej łydce, więc przyłożyłem na odlew, ale my tak przecież zwykle, dla śmiechu, dla rozpalania gorącej i gęstej jak smoła atmosfery, dzięki której ciepło wydostające się z kominka nie jest jedynym ciepłem w tej wielkiej komnacie, o niezbadanych, znikających w cieniu zakamarkach.

V

Dwa kieliszki anyżówki. Stuknięcie przełknięcie. Sapnięcie, strząśnięcie, syknięcie. Potem kilka długich chwil przy zgaszonym świetle, bo tak najlepiej na suficie jest rysować konstelacje, układy, pozycje. Wszystko w zapamiętaniu wspominania. Jak to my, Jaskiniowcy…

VI

No, cholera, na czworakach jej szukałem. On zresztą też. Bo, rozumie Wysoki Sąd, były takie chwile, że trzeba było posłuchać akurat tego, właśnie tego, co po głowie chodziło. A to najczęściej nie dawało się znaleźć, więc na czworakach, po podłodze, gdzieś po zakamarkach i nawet czasem zakasując rękawy i w sedesie rękę nurzając szukaliśmy aż do skutku. I zawsze się udawało, zawsze ktoś w końcu krzyczał, podnosił zwycięsko trofeum nad głowę, a potem włączał, czym wypełniał Jaskinię i wszystkich w niej zgromadzonych. Jednak nie tym razem. Tym razem nie dała się odnaleźć. Niezrozumienie na jego twarzy przybrało wymiar katastrofalny. Światło w jaskini samo przygasło. Ogień w kominku przestał wesoło skwierczeć. Próbowałem zająć czym innym, obrócić w żart i zapomnienie, ale poczucie niestosowności, które dopadło, kazało mi wstać i pod byle pretekstem zniknąć. Wysoki Sąd pyta, czy to ma związek ze sprawą?? Chyba nie, ponieważ odnalazła się potem w całości u kogoś, kto na chwilę go odwiedził, pożyczył i nie chciał oddać, lub zapomniał, jak ja to wolę nazywać, czego on nie lubi i za co często boleśnie obrywam przy wejściu, mimo, że kamyki to zwykle fistaszki.

VII

Pani X. – kobieta z okolicy Właśnie przechodziłam obok kiedy wyleciał stanik. Pan Inspektor Nie dostrzegła pani ostrzegawczych tablic? Pani X. – kobieta z okolicy Widziałam, panie, widziałam. I wiem, bo ludzie mówili, że nie tylko kamienie stamtąd wylatują. No, ale żeby staniki!! Toż to karygodne!! Pan Inspektor Co pani wtedy zrobiła? Pani X. – kobieta z okolicy Rzuciła się ja za nim i chciała podrzeć. Pan Inspektor Podrzeć? Pani X. – kobieta z okolicy Tak podrzeć! Bo kto to widział stanik na wierzchu? Panie, toż to granda!! Pan Inspektor A gdzie jest teraz ten stanik? Pani X. – kobieta z okolicy No, podarty… Pan Inspektor A może mi pani pokazać gdzie są jego szczątki? Pani X. – kobieta z okolicy Co jest? Pan Inspektor Resztki stanika gdzie są kobieto?! Pani X. – kobieta z okolicy No, wyrzuciła… Pan Inspektor Gdzie? Pani X. – kobieta z okolicy A bo to ja pamiętam… Już nie te lata, żeby… Pan Inspektor Albo sobie pani przypomni, albo pójdziemy tam jeszcze raz!! Pani X. – kobieta z okolicy No… ja biedna kobiecina… ja wzięła stanik, bo dobry był na mnie…

VIII

W miasteczku na dole zawsze mnie pytali jaki on jest i po co tam chodzę. Patrzyłem na nich trochę z niedowierzaniem, trochę z politowaniem i z przekory odpowiadałem, że taki jak Wy, skurwiel i ladacznik. Ale w odróżnieniu od Was on przywdziewa się w to jak jakaś kurwa i obnosząc się dumnie po Jaskini szydzi z Was sobie, bo wie, że i tak tam nie wejdziecie. Ponieważ to za daleko, za nierozsądnie, za niebezpiecznie i zbyt różnie od łagodnie i równo ustawionych kamieniczek waszego miasteczka, gdzie zawsze znajdą się głusi, którzy kiedy znowu od Ciebie wrócę, zapytają jaki on jest i po co tam chodzę.

IX

Pyta mnie Wysoki Sąd, co ja tam robiłem? Właściwie przychodziłem tam dla rozmów, dla zapalania papierosa, dla wygodnego fotela i dlatego, że nigdy nie musiałem przychodzić po coś. Choć zdarzały się wypadki, kiedy zachodziłem, po cukier, po sól i po mój ulubiony pieprz. Owszem, pożyczał, bo to był dobry człowiek, ale zawsze wymyślał coś w rodzaju swoistej zabawy – chował daną rzecz, powiedzmy niech to będzie cukier, i dawał mi za zadanie ją odnaleźć samemu wcielając się w rolę arbitra konsekwentnie strzegącego reguł rządzących poszukiwaniem. Więc stosując się do owych surowych reguł nie wolno mi było kierować się smakiem, nie wolno mi było szukać pomocy Magdy, której zaraz groził palcem, nie wolno mi było pytać, gdzie ten cukier schował oraz nie wolno było ruszać się z fotela. Poszukiwania były swego rodzaju Poezją, Której Nigdy Nie Wyraził. Wiedział, że podczas główkowania na temat Miejsca Gdzie Schowany Jest Cukier moja głowa przechyli się w nieco inny sposób, że ogień w kominku zabuzuje mocniej, a fotel lekko się spoci. Wiedział też, że elektryczność Jaskini trochę przygaśnie, a Magda stanie się kuleczką futerka zaczepionego na jego ramieniu, co bardzo lubił i głaskał wtedy mrucząc. I wiedział, że kiedy krzykiem oznajmię, iż kilogram cukru, po który przyszedłem znajduje się w lodówce, wszystko zabłyśnie jak nigdy dotąd – w kominku nastąpi dość spektakularny wybuch, światło błyskiem dziesiątek fleszy rozświetli wszystkie zakamarki, Magda będzie szczęśliwa, czemu da wyraz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych