Mr John
Zapraszam do komentowania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
John zaciągał koc wokół swoich pleców i z powrotem przyłożył czoło do zimnej szyby okna. Nie potrafił stwierdzić, czy obraz bardziej przesłaniają mu kręte strugi deszczu z wolna spływające na ceramiczny parapet, czy łzy zbierające się pod powiekami. Patrzył w pustkę, jednocześnie szukając pocieszenia gdzieś w moknącym świecie. Wciąż zadawał sobie pytanie: dlaczego to ciągle sprawia mu taką przykrość? Przeżywał ją regularnie, za każdym razem tak samo, bez względu na to, ile razy zdołał już sobie wytłumaczyć jak żyć. Wspomnienia wracały. Wracały uderzając co raz to z innej strony, a on ich już nie chciał. Tak mu się wydawało, dopóki nie przychodził kolejny promień nadziei. Jedno jej spojrzenie wynagradzało godziny płaczu, dni pełne cierpienia i bezczynności. Jedno spojrzenie wystarczyło, by znów przywołać wszystkie, jeszcze kilka chwil wcześniej bolesne, wspomnienia. Rozważał je na nowo, usprawiedliwiał ją ze wszystkiego co zrobiła, wybaczał i oswajał się z przeszłością, a gdy zdążył się z nią pobratać, Ann już uśmiechała się do innego. Nie był to zwykły uśmiech. Był to ten uśmiech, podczas którego dziewczyna patrzy prosto w oczy kładąc głowę na swoich dłoniach. Mimo wszystko nie mógł jej tego zabronić. Chciał, żeby była szczęśliwa. O tak, niczego tak nie chciał jak tego, by była szczęśliwa. I na nowo przełykał z nieludzką cierpliwością dławiącą go kulę żalu. Po raz kolejny rozważał swoją bezcelową rozpacz i znów odrzucał wszystkie duszące serce wspomnienia.
Koc nie wystarczał, by ogrzać przeszyte dreszczami ciało Johna. Postanowił rozpalić w kominku. Było to jedno z jego ulubionych zajęć. Jedno z tych, które pozwalały ukoić nerwy, a te bardzo tego wymagały. Miał swoją wypracowaną metodę. Najpierw wybierał cieńsze kawałki drewna- takie by można je było pociąć za pomocą specjalnie do tego przeznaczonego noża. Kroił deseczki na połowy, do momentu, w którym przypominały rozmiarem zapałki. Niektóre strugał na grubość papieru, którego mógł w prawdzie użyć, ale wolał być pewnym, że w sytuacji gdy go zabraknie, będzie mógł sobie poradzić z tym, co ma. Poza tym to rozdrabnianie drzewa wyjątkowo go uspokajało. Skupiał się na tym, by każde następne paliczki były odrobinę większe od poprzednich i gdy miał ich już wystarczającą ilość, układał je na kształt miniaturowego ogniska. Podpalał je, z uwagą przyglądając się jak malutki płomyk łapczywie pożera coraz to większe kęsy drewnianych wiórków. Te z kolei zarażały ogniem bezbronne wykałaczki, które przekazywały go największym patykom. W ten sposób gorący język oplatał całą stertę chrustu. Był to moment, w którym należy układać najgrubsze drwa. Nie można tego robić wcześniej, gdyż zdusiłyby one pierwszy płomień i całą zabawę trzeba by powtarzać. Ogień dawał coraz więcej ciepła, a wciągające zajęcie pozwoliło Johnowi oddalić zmartwienia.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Drzazgawmozgu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…