Nasi Przyjaciele
Przypowieść o współczesności - czego dotyczy łatwo zgadnąć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dawniej, na samym początku, byli nowością. Czymś nieznanym, nowym i tajemniczym. Mówili cicho i grzecznie. Pokazywali się rzadko i dzięki temu nie denerwowali. Pozwalałem im wchodzić do mojego domu. Po co mieli stać na deszczu przed drzwiami? Zapraszałem na herbatę. Byli zdziwieni, niewinni i wystraszeni. Z przyjemnością brałem udział w rytuale wymiany uprzejmości i z rozbawieniem patrzyłem, jak wpadają sobie w słowo i uśmiechają się nieśmiało. Byłem zadowolony. Miałem odtąd nowych Przyjaciół, którzy odwiedzali mnie, przynosili prezenty i zawsze byli punktualni. Nieco później zauważyłem, że aby się nie spóźniać, zamieszkali po drugiej stronie ulicy. Minęło kilka lat. W kraju zapanowała demokracja. Wszyscy zapomnieli o totalitaryzmie i komunistach, a na przedstawieniach "Procesu" Kafki pękano ze śmiechu. Żyliśmy w dobrobycie, w którym technika nie tylko ratowała i wydłużała życie, ale przede wszystkim sprawiała, że było ono o wiele przyjemniejsze. Oczywiście moi Przyjaciele także zaczęli się zmieniać. Stawali się bardziej natarczywi, a ich wizyty coraz częstsze i niezapowiedziane. Tłumaczyłem sobie, że w końcu każdy się zmienia i miewa lepsze lub gorsze dni. Teraz mówili dużo i szybko. Nawet gdy nie słuchałem. Przestali pić herbatę. Wchodzili i zaczynali mówić, mówić i mówić.. Starałem się nadal być uprzejmym i zawsze kiedy przychodzili, otwierałem drzwi i słuchałem, choć zwykle nie pamiętałem długo tego, co opowiadali. Problemy zaczęły się, gdy Przyjaciele coraz częściej pojawiali się w nocy. Byłbym to darował, ale powtarzali te same rzeczy, które słyszałem w dzień! Przestali witać się ze mną i kłaniać na ulicy. Moim zadaniem było tylko słuchać. W tym samym czasie Przyjaciele stali się znani i popularni. Prowadzili programy w TV, śpiewali piosenki w radiu, grali w filmach, pozowali do zdjęć, a ich podobizny umieszczano na plakatach. Wtedy też przestali dawać prezenty. Teraz trzeba było za nie płacić. Choć nie były drogie, to jednak Przyjaciele przynosili ich coraz więcej. A ja wcale nie byłem bogaty. Któregoś dnia nie wytrzymałem i nie otworzyłem drzwi. Po prostu siedziałem w fotelu i słuchałem jak pukali i dzwonili. Nagle wszystko ucichło. "Czyżby zrezygnowali?" - pomyślałem. Podszedłem do drzwi i powoli otworzyłem. Nie było nikogo. Wróciłem do pokoju, bardzo z siebie zadowolony. Tutaj czekali już Przyjaciele. Musieli wejść przez okno. Było ich więcej niż zwykle i miny mieli wyraźnie niezadowolone, a w ich głosach dało się wyczuć nutkę rozczarowania. Kiedy wreszcie poszli, zaryglowałem drzwi, zabiłem deskami okna i zamknąłem się w piwnicy. Wiedziałem, że niedługo przyjdą następni. Nie minęło pięć minut, gdy rozległo się pukanie. Najpierw delikatne i ciche, potem coraz mocniejsze i głośniejsze. W końcu stało się naprawdę brutalne - aż drewno trzeszczało. "Nie ośmielą się..." - pomyślałem. Wówczas jedno niezwykle silne uderzenie roztrzaskało drzwi na kawałki. Usłyszałem tupot wielu nóg. Po krótkim przeszukaniu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lukasz Kulewski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…