Nie znacie dni ni godziny.
Głównym bohaterem jest Max Cross, gburowaty policjant który wraca na służbę po przymusowej kuracji u psychologa. Trafił tam po zabiciu, w samoobronie, podejrzanego. Zaraz po powrocie usilnie próbuje dostać sprawę pewnego zabójstwa, niestety przeszkad
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I
Krople deszczu zastukały o dach auta Max'a. Zaciągnąwszy ręczny wyciągnął z kieszeni telefon i odczytał zalegającą w skrzynce wiadomość. „Od:Rita. Max, odchodzę. Zabieram dzieci i wyjeżdżam z miasta. Nie zrozum mnie źle nadal Cię kocham ale nie chce by któregoś dnia nasze dzieci musiały iść na twój pogrzeb gdy „znów coś pójdzie nie tak jak miało”. Ja też nie chciałabym na to patrzeć. Jeśli kiedyś zechcesz zmienić swoje życie, będę czekać.” Ta, jasne – zamruczał do siebie – Nie dość, że cały dzień mi dupę trują to jeszcze musiało się rozpadać. No po prostu świetnie. Zajebisty poranek, nie ma co. Po tych słowach Max postawił kołnierz swojej czarnej, skórzanej kurtki i wysiadł z auta. Szybkim krokiem skierował się na miejsce zbrodni, nie lubił deszczu a padało coraz to mocniej. Przepraszam – zawołał jeden z funkcjonariuszy w płaszczach przeciwdeszczowych z odblaskami – To miejsce zbrodni. Wstęp wzbroniony, proszę się oddalić. Jestem z policji, idioto – odparł pokazując odznakę – Detektyw Max Cross. A teraz jeśli byś usunął swój tyłek z mojej drogi to byłbym niezmiernie wdzięczny. Tak jest – odparł mocno zaskoczony policjant – Ale muszę pana ostrzec, że w środku już ktoś jest. Zwłoki się nie liczą – powiedział z sarkastycznym uśmieszkiem detektyw – wiesz o tym ? Tak jest, - policjant był ewidentnie poddenerwowany – Ale w środku jest żywy, znaczy człowiek, znaczy żywy człowiek. Ekhm, funkcjonariusz znaczy się, z FBI. No i on zabronił wchodzić. W dupie mam FBI – Max odepchnął ręką policjanta – Co on tam robi ? To nasza sprawa ! Detektyw szarpnął za klamkę i wtargnął do środka niczym huragan. Stał chwilę w przedpokoju czekając aż uruchomi się automatycznie włączane ogrzewanie. Nic takiego się nie stało. Nie ma tu Systemu Domowego – odezwał się głos ze środka – A tym samym brak tutaj ogrzewania. To ty jesteś tym dupkiem od federalnych ? - warknął Max wparowując do pokoju – Chyba się zapominasz. To my znaleźliśmy miejsce zbrodni i to my je zabezpieczyliśmy. Więc to nasza sprawa, a teraz spieprzaj stąd w podskokach. Przykro mi, ale jesteś w ogromnym błędzie – agent mówił spokojnie wręcz arogancko – Ta sprawa wiąże się z naszym dochodzeniem. Dlatego też przejmujemy ją. Od teraz to sprawa federalna, jeśli spróbujecie się wtrącić zapewniam, że zostaną wyciągnięte konsekwencje z waszego postępowania. A teraz przepraszam, skończyłem pracę tutaj. Jeśli chcesz tutaj pobuszować, droga wolna. Daje ci całe... trzydzieści sekund. Potem przyślę tu policjantów którzy zamkną to miejsce. Żegnam. Wal się... Zaraz po wyjściu agenta Max zaczął przeszukiwania pokoju. Nie zwracał już uwagi na ciało, przyjrzał mu się dosyć uważnie podczas rozmowy. Oklepywał teraz silnie ściany pokoju. Waląc w nie pięścią niby dobijający się do drzwi sąsiad podczas nocnej imprezy. Kiedy zaczynał obmacywać ostatnią ze ścian do pokoju wtargnęli policjanci. Ee, przepraszam kolego ale... - zaczął niepewnie ten długowłosy – Musisz stąd wyjść. Natychmiast. Spieprzaj – odwrócił się w jego stronę – A jak jeszcze raz nazwiesz mnie kolegą to przysięgam, że połamię ci rękę. Max znów uderzył tym jednak razem dźwięk odbiegał od tego co zdało się słychać ostatnim razem. Był głuchy i odbił się echem w uszach słuchaczy całkiem jakby za ścianą znajdowała się pusta przestrzeń. Nim jednak detektyw zabrał dłoń od podejrzanej ściany został pochwycony przez długowłosego. Mimo swej mizernej postury chwyt miał dość mocny. Max zmierzył go mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Choć policjant zawahał się na moment szybko się oprzytomniał i sięgnął po kajdanki. Założyć już ich nie zdążył. Detektyw wykonał szybki krok do tyłu, złapał za jego przedramię i wykręcił je zwinnym ruchem, zmuszając funkcjonariusza do dokładnych oględzin swego obuwia. Następnie błyskawicznym ruchem ręki uderzył w jego łokieć. Drugiemu, temu który cały czas zajście obserwował sparaliżowany strachem udało się wychwycić krótki acz dosyć głośny trzask. Potem był równie krótki, urywany krzyk który w końcu zamienił się w cichy płacz. Funkcjonariusz leżał na ziemi i wlepiając wzrok w nienaturalnie wygiętą rękę bezgłośnie poruszał ustami. Lepiej zabierz go do szpitala – powiedział Max rzucając zimne spojrzenie na drugiego policjanta – Myślę, że to złamanie. Ale, ale – zaczął, lecz natychmiast mu przerwano. Nie zrozumiałeś aluzji ? - Max już dawno nie spoglądał na funkcjonariuszy, teraz interesowała go tylko tajemnicza ściana – Masz stąd wypieprzać i najlepiej dla nas obydwu gdybyś zabrał ze sobą kumpla. Wkrótce policjanci, oboje praktycznie sparaliżowani, jeden strachem drugi bólem, opuścili miejsce zbrodni zostawiając Max'a samego. Ten zaś w ogóle nie przejmując się zaistniałą sytuacją dalej badał ścianę. Po paru minutach udało mu się nareszcie znaleźć ruchomy obiekt usadowiony na ścianie którego tak wypatrywał. Wcisnął tę ruchliwą część i pchnął ścianę. Ta bez stawiania oporu otwarła się do środka niby zwykłe drzwi. Zaraz za ścianą znajdowało się małe, ciasne i duszne pomieszczenie. Nie było w nim okien a jedyne światło w środku zapewniały woskowe świece poustawiane wokoło. W najbardziej oddalonym krańcu pomieszczenia stał stół zakryty czerwonym obrusem. Zbliżywszy się do niego Max szybko odkrył, że obrus nie jest czerwony a jedynie przesiąknięty krwią. Na nim, otoczona świecami, leżała księga. Detektyw otwarł jej pierwszą stronę i zrozumiał... że nic nie zrozumie. Strona była usłana czarnymi, kanciastymi znakami nie przypominającymi nic co znał Max.
Rozdział II
Uuu – zamruczała Sara – Skąd to masz, Max ? Znalazłem ? - Max odpalił Sarze papierosa którego trzymało między swymi szkarłatnymi wargami – Mniejsza o to. Potrafisz odczytać te krzaczki ? Swoją drogą pięknie dziś wyglądasz. Dobra dobra – Sara machnęła ręką – nie trudź się i tak ci nie uwierzę. Jesteś marnym kłamcą. Niemniej jednak sprawdzę tę książkę. Zaintrygowała mnie. Ale przedtem, chciałabym cię jeszcze raz spytać. Skąd ją masz ? Z miejsca zbrodni – Teraz Max odpalił swojego papierosa – Zadowolona ? Nie do końca. - wyszeptała wypuszczając obłok dymu z ust – Słyszałam, że było tam FBI. Oni nic nie znaleźli a ty tak ? Wybacz ale oboje wiemy, że nie jesteś aż tak dobrym policjantem. Miałeś cynk ? Wiedziałeś prawda ? Jak zawsze, do bólu szczera – uśmiechnął się obrzydliwie – Może miałem, może nie. Tobie nie powinno to robić żadnej różnicy. Przecież pomagasz mi tylko i wyłącznie z ciekawości. Gdyby nie zainteresowanie książką już dawno byś mnie wykopała, nieprawda ? Prawda – uśmiechnęła się a powstałe w ten sposób dołeczki w policzkach jeszcze wyraźniej podkreślały jej słowiańską urodę – No nie smutaj mi tu. Sprawdzę tę książkę, nie bój się. Ale żeby wszystko było jasne, jeśli FBI wróci tu po nią nie będę nadstawiała za ciebie karku. Jasne. Smutaj ? - spytał po chwili ze zdziwieniem – Poczułaś się z powrotem jak gówniara z podstawówki ? Ta – Sara zagarnęła swoje długie, proste i złote włosy za ucho – ciebie też miło było widzieć. Jeśli coś znajdziesz... - zaczął. Zadzwonię – dokończyła Sara. Po tych słowach wyszedł z ciemnego pomieszczenia w którym znajdowało się jedno w dodatku małe i zakratowane okno. Zatrzasnął za sobą drzwi i ruszył po bardzo długich betonowych schodach ku górze, ku światłu. Tabliczka wisząca na drzwiach zerwała się z jednego z dwóch trzymających ją uchwytów zaraz po zatrzaśnięciu drzwi i dyndała wesoło to w prawo, to w lewo. A napis na niej głosił: „Sara Aristow – główny konsultant do spraw okultyzmu wydziału zabójstw”. Na górze czekał już, ubrany w niebieską kurtkę ze złotym napisem „FBI” krótko włosy brunet, którego arogancki ton Max poznał zeszłego wieczoru, na miejscu zabójstwa. Niezmiernie rad jestem pana znów widzieć – zaczął spokojnie agent – panie... Właśnie pana naganna kultura narobiła nam problemów. Jeszcze mi się pan nie przedstawił. Ja jestem Tim Packard starszy agent federalnego biura śledczego. Wiesz, że mam to w... Max ! - krzyknął jeden z policjantów, wysoki blondyn w niebieskiej koszuli – Max, szef cie woła ! Powiedz mu, że ma się pałować ! Jestem w trakcie dochodzenia. Ależ nie, nie jesteś. To ja poprosiłem o to wezwanie. - ciągnął dalej agent – Ostrzegałem pana co się stanie jeśli będzie pan ingerował w sprawy biura ? Ostrzegałem, więc proszę nie robić takiej zdziwionej miny. Kiedy weszli do gabinetu naczelnika ten właśnie szybkim, niezbyt delikatnym ruchem chował butelkę whisky do szuflady. W środku było dość jasno lecz mimo to niezbyt miło, takie przynajmniej wrażenie odnosił Max za każdym razem gdy tam wchodził. Na cienkich pasach światła przebijających okno pomiędzy pasami rolety widać było unoszące się szare drobinki kurzu. Naczelnik był wyjątkowo młody jak na osobę na takim stanowisku. Miał zaledwie 30 lat. Był raczej krępym i niskim człowiekiem o krótkich, praktycznie nieodstających od głowy włosach. Zaraz po wejściu Tim ruszył w stronę naczelnika by podać mu rękę, odwzajemnić gest. Natomiast Max rozłożył się na kanapie, stojącej naprzeciwko biurka, tak by zajmować ją całą tym samym nie pozwalając usiąść agentowi. Max'a nie przekonało także karcące spojrzenie naczelnika, nie ustąpił miejsca. Przepraszam za niego – podjął rozmowę naczelnik – Powinien być jeszcze na kuracji i, i... Więc dlaczego nie jest ? - Tim rozmawiając nawet z naczelnikiem bez przerwy używał swego aroganckiego, nader spokojnego tonu – Skoro być powinien ? Mniemam, że jak najszybciej zostanie tam wysłany bo jak widać na razie nie potrafi jeszcze na powrót dostosowywać się do poleceń przełożonych. No nie. - nie wytrzymał wreszcie Max – Naczelniku pokaż, że masz jaja i wywal stąd wreszcie tego dupka. Nie jesteśmy jego sługusami, nie będziemy podskakiwać na każde jego zawołanie. Niestety, nie macie wyboru – poprawił okulary – Nasza agencja jest wyżej postawiona od waszego wydziału, dużo wyżej. Musicie spełniać nasze warunki. Naczelniku ufam iż okaże się pan rozsądnym człowiekiem i odeśle swojego podkomendnego. Jeśli nie, będę musiał powiadomić o tym odpowiednie osoby, chyba obaj wiemy jak to się wtedy skończy, czyż nie ? Zamknij się lalusiu – Max właśnie chował zapalniczkę po odpaleniu sobie papierosa – Mówiłem ci coś przed chwilą, nie jesteśmy twoimi służącymi. Jesteśmy policja a ty nie masz tu nic do... Sierżancie Cross – przerwał mu naczelnik, ocierając twarz chusteczką – Proszę złożyć broń oraz odznakę. Z powodu niemożności wykonywania obowiązków odsyłam pana na przymusowy, miesięczny, urlop. Proszę odejść. Że co ? - Max ze zdenerwowania wyrzucił palący się jeszcze papieros na dywan naczelnika – Będziesz się teraz podlizywał temu idiocie ? Poza tym przecież to my znaleźliśmy miejsce zbrodni i je zabezpieczyliśmy, to nasza sprawa. Nie widzisz, że on po prostu boi się nas do niej dopuścić ? Jedyne czego chce to nas od niej odsunąć. Wie, że prawo jest po naszej stronie, wie że... Max, broń – powiedział cicho naczelnik, lekko przerażony temperamentem swego podwładnego – i odznaka. A wiesz co ? - mówił odkładając na biurko z brzdękiem odznakę i pas z bronią oraz kajdankami – Pierdol się, sam dam sobie świetnie radę. Jeśli choćby zobaczę, że zbliżyłeś się do czegoś związanego ze sprawą dopilnuję, żebyś nigdy więcej nie wrócił na służbę. - dokończył Tim. Max nie miał zamiaru słuchać agenta, praktycznie wybiegł z biura z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi. Oczy wszystkich…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AnonimL
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…