Niebo nie istnieje, a Piekło jest na Ziemi - cz2
Twierdzisz, że w ciągu życia pracujemy na to, co nas czeka po śmierci? A co jeżeli to właśnie po śmierci zaczyna się nasza praca?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część 1 - http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71517 Część 3 - http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71583
ROZDZIAŁ 2
Gdy ponownie otworzyła oczy, nadal była w swoim mieszkaniu, w swoim stołowym, na swojej kanapie, ale była sama i wszystko wyglądało inaczej. Coś się stało z jej wzrokiem, bo wszystko wokół niej było rozmazane i niewyraźne. Miała wrażenie jakby była zamknięta w pudełku z mrożonego szkła i zaczęło ją ogarniać uczucie klaustrofobii. Przeszła do kuchni i pomimo, że mrugała i przecierała oczy z upartością maniaka, nic się nie zmieniło. Widziała brązowe szafki, widziała lodówkę, zlew i kuchenkę. Widziała stół i linoleum na podłodze. Nadal jednak wszystko pokryte było mgłą i nie mogła dostrzec szczegółów. Wiedziała, że szafki kuchenne mają czerwone uchwyty, ale ich nie widziała. Wiedziała, że obrus na stole jest w niebiesko-żółtą kratkę, ale dla niej był tylko szarą, kwadratową plamą. Rozejrzała się wokoło przestraszona, że kolorów też nie widzi, ale nie, szafki były wyraźnie brązowe, a na blacie kuchennym stały dwie czerwone plamy – toster i czajnik. Najwyraźniej, więc to połączenie niebieskiego z żółtym w jej oczach dało efekt szarości. Zdesperowana podeszła do okna. Może to tylko jej mieszkanie tak wyglądało? Może miała pożar i wszystko tonęło w dymie i dlatego tak źle widziała? Mieszane uczucia zawładnęły jej sercem, gdy ostrożnie wyglądnęła przez okno. Z jednej strony była przerażona, bo wszystko na zewnątrz widziała w dokładnie ten sam sposób. Z drugiej strony czuła ulgę, bo to oznaczało, że w jej mieszkaniu nie było pożaru. Uczucie ulgi jednak wyparowało tak samo szybko jak się pojawiło i przerażenie objęło władzę nad jej sercem. Za oknem wszystko było na swoim miejscu – sąsiednie bloki, drzewa, zaparkowane auta, nawet majacząca w oddali wieża kościoła – i wszystko tonęło we mgle. Zaczęła panikować i uczucie klaustrofobii powróciło. Musiała się stąd wydostać i to jak najszybciej. Poświęciła jeszcze sekundę na zastanowienie się czy zamykać drzwi wejściowe na klucz, ale po ekspresowym namyśle odrzuciła tę opcję. Po pierwsze nie pamiętała, gdzie zostawiła klucze, a jej wzrok uniemożliwiał znalezienie czegokolwiek mniejszego od kilograma cukru. Po drugie już przecież nie żyła, więc jeżeli nawet zostałaby okradziona, to nie miało to już najmniejszego znaczenia. Z tym drugim to trochę oszukiwała samą siebie, bo jeszcze nie do końca wierzyła, że nie żyje. Zatrzasnęła jednak drzwi i zbiegając po dwa stopnie naraz, w rekordowym tempie znalazłam się przed blokiem. Powinna być przygotowana na to, co zobaczyła, bo przecież nie widząc wyraźnie swojego otoczenia, nie mogłam też widzieć ludzi. Jednak to, co ją spotkało było o wiele gorsze. Nie dość, że twarze mijających ją ludzi były niewyraźne, to jeszcze wszystkie wyglądały jednakowo – jak duże jasne plamy, z mniejszymi plamami w miejscach oczu i ust. W dodatku nie potrafiła nawet odróżnić mężczyzny od kobiety! Mogła się tylko domyśleć, jakiej płci są postacie na podstawie tego, czy ich dolna część była jedną, szeroką plamą (spódnica) lub dwoma długimi (spodnie). Ale przecież w dzisiejszych czasach tyle kobiet nosiło spodnie! To było okropne i przerażające. Zakręciło jej się w głowie i nagle miała wrażenie, że to nie ludzie ją mijają tylko jakieś zombie i że wcale jej nie mijają tylko idą prosto na nią! Usłyszała własny krzyk, który prześwidrował jej uszy i prawie rozłupał czaszkę na pół. W panice, biegiem wróciła do klatki i biegiem na górę, na siódme piętro. Nagle własne mieszkanie wydało jej się najbezpieczniejszym miejscem na ziemi i chciała się jak najszybciej znaleźć po drugiej stronie drzwi wejściowych. Wyglądało jednak na to, że wszystko się sprzysięgło przeciwko niej, bo gdy wreszcie dotarła do celu i szarpnęła za klamkę, okazało się, że drzwi są zamknięte na klucz! W jeszcze większej panice oglądnęła się za siebie, ale z ulgą stwierdziła, że zombie z zewnątrz nie podążyły za nią. Spróbowała jeszcze raz otworzyć drzwi, ale znów trafiła na opór. Co dziwniejsze, wydawało jej się, że za tymi zamkniętymi drzwiami słyszy głosy i śmiechy? Pomyślała, że to jej świszczący oddech płata figla jej uszom i w następnej sekundzie zorientowała się, że wcale nie ma świszczącego oddechu. Nic, zero zadyszki! A przecież powinna sapać jak parowóz, biorąc pod uwagę fakt, że wbiegła na siódme piętro i to biegła tak, jakby sam diabeł ją gonił. Tymczasem nie czuła ani przyspieszonego bicia serca, ani bólu w klatce piersiowej ani nie brakowało jej powietrza. Była całkowicie wypoczęta tak, jakby wjechała tu windą. Głosy za drzwiami się nasiliły, a jeden (kobiecy) zabrzmiał tak jakby jego właścicielka przechodziła przez przedpokój. Ania, niewiele myśląc chwyciła za klamkę, i zaczęła szarpać ją z pasją. Nie mogła wyjaśnić tego, że nagle wzrok się jej pogorszył. Nie mogła wyjaśnić tego, że nie miała zadyszki. Ale jednego mogła się dowiedzieć – kim byli ludzie w JEJ domu! Kiedy szarpanie nie przyniosło żadnego efektu, podniosła dłoń zwiniętą w pięść by zastukać, a właściwie załomotać w drzwi. - Nie rób tego. – Usłyszała za plecami i zamarła z pięścią nad głową. W pierwszej sekundzie pomyślała, że to jeden z zombie ją dopadł, ale coś znajomego w tym głosie sprawiło, że powoli odwróciła się w stronę jego właściciela. Przed nią stał, w całej swojej okazałości Marek. Widziała go dokładnie i wyraźnie. Mogła nawet dojrzeć ciemne plamki na tęczówkach jego niebieskich oczu. - Marek! – krzyknęła uradowana zarówno, dlatego, że widząc go poczuła się bezpieczniej jak i dlatego, że jej wzrok wrócił do normalności. Jednak radość z odzyskania wzroku nie trwała długo, bo chcąc się upewnić, rozglądnęła się dookoła. Niestety schody, balustrada, podłoga i ściany nadal tonęły we mgle. Było tak jakby patrzyła przez obiektyw kamery – Marek był na pierwszym planie, a wszystko wokół było tylko niewyraźnym tłem. - Co zrobiliście z moimi oczami?! – krzyknęła zdenerwowana. Nie wiadomo, czemu użyła liczby mnogiej, bo jak na razie Marek był jedyną osobą, (jeżeli nie liczyć głosu, który wymierzył jej karę), którą poznała ‘po tej stronie’. W jakiś jednak niewyjaśniony sposób doszła do wniosku, że jedna osoba nie mogła pomieszać jej wzroku. - Nic – odpowiedział spokojnie. - Tak? To w takim razie dlaczego tylko ciebie widzę wyraźnie, a wszystko pozostałe jest rozmazane, jakby za mgłą? - Pomiędzy tym światem, a światem żywych leży granica – śmierć. Ty ją przekroczyłaś, a twój wzrok jest skutkiem ubocznym. Nie martw się jednak, bo nie będzie to trwało wiecznie. To, że nie będzie to trwało wiecznie nie było żadną pociechą, ale postanowiła zostawić wyjaśnianie tego na później. Teraz miała pilniejszą zagadkę do rozwiązania – JEJ mieszkanie. - KTO JEST W MOIM DOMU?! – Spytała Ania, powoli wypowiadając słowa. - Zacznijmy od tego, że to nie jest już twój dom. – Marek dostosował się do jej tempa mówienia i każde jego słowo było jak wymierzony policzek. - CO ?!!! – Krzyknęła. - Aniu uspokój się proszę i wysłuchaj mnie. Nie chciała się uspokoić i nie chciała słuchać. Wszystko się w niej gotowało i czuła, że zaraz eksploduje. Nie dość, że coś dziwnego działo się z jej wzrokiem, to jeszcze jacyś obcy ludzie panoszyli się w JEJ domu! A teraz to w ogóle dowiedziała się, że to nie jest już JEJ dom! Jeżeli to co się działo było normalne dla tego świata (Marek nie wyglądał na zdziwionego, więc chyba tak właśnie było), to ktoś powinien ją na to przygotować, a nie tak rzucać na głęboką wodę! Miała dość dziwactw i chciała wywarzyć drzwi, by jak najszybciej dostać się do SWOJEGO DOMU. Złość, a właściwie wściekłość opanowała ją jednak całkowicie i nie była już w stanie ani wykrztusić. Marek postanowił wykorzystać jej milczenie i kontynuował spokojnym głosem. - Od momentu, kiedy umarłaś do tej chwili minęło trochę czasu. Twoi rodzice sprzedali to mieszkanie i teraz należy do kogoś innego. - Co ty mi tu za bzdury opowiadasz?! – Odzyskała wreszcie głos. – Ja przed chwilą byłam w tym mieszkaniu i ono nadal było moje! Poza tym jak dużo czasu minęło?! Tydzień? Dwa? Niemożliwe, żeby moi rodzice tak szybko się go pozbyli! - Nie tydzień, czy dwa, tylko cały rok Aniu. Dzisiaj przypada dokładna rocznica twojej śmierci. – Marek był nadal spokojny, a ona dla odmiany nie potrafiła ustać w miejscu. Kiedy spojrzała na swoje dłonie, zauważyła, że trzęsą się jak jakiemuś pijakowi w delirium. - To gdzie ja byłam przez ten cały rok?! – Wyksztusiła, coraz bardziej przerażona. - Aniu odpowiem na wszystkie twoje…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dejanira
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…