Wróć do katalogu

Nieśmiertelni cz.4 "Letto Upadły"

Kolejna część opowiadania fantasy. Inni świat, inne prawa nim rządzące. A w tym? Miłość, wojna, przeznaczenie i wszystko inne..

Shenara, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Są miejsca o których się nie mówi. Są miejsca, które są tak straszne, że nie nadano im nazwy. Są miejsca, o których na samą myśl drży się z przerażenia. Właśnie tam Ra zesłał Letta. *** Ciemne i wzbudzone morze rozbijało się o skały. Czarne niebo zasnute burzowymi chmurami rozświetlały tylko co chwilę błyskawice, które poprzedzały potężne grzmoty. Huk był ogłuszający. Pośrodku wzburzonego morza wnosił się kawałek ziemi, a właściwie czarno szarej skały. Była nieduża, zaledwie kilka metrów szerokości, a wysoka na tyle by nie znikać całkowicie pod ogromnymi falami. Ciągle jednak morze podchodziło do niej i nieustannie ją podmywało. Woda przelewała się z jednego krańca na drugi. Do tej małej wysepki prowadziła wąska kamienna ścieżka, a raczej długi most wzniesiony nad wodą. Przebycie go byłoby co najmniej niebezpieczne. Przynajmniej dla nieśmiertelnika. Ale co robiłby on na Pustkowiu, ziemi niczyjej? Nie było z niej widać drugiego brzegu. Jeśli takowy istniał. Most zdawał się nie mieć końca i znikał gdzieś na horyzoncie mrocznego nieba. Mimo to mężczyzna przykuty do skały doskonale wiedział kiedy ktoś się zbliżał, nawet jeżeli nie mógł dostrzec choćby najmniejszego znaku czyjejś obecności. A niewielu było śmiałków odważnych na tyle aby wkroczyć na kamienną ścieżkę ponad szalejącym morzem. - A więc nadchodzą…- szepnął sam do siebie opierając głowę na skale i przymykając oczy. Był wycieńczony fizycznie, lecz jego psychika była nie do złamania. Na jego wargi wkradł się ironiczny uśmieszek, tak bardzo nie pasujący do sytuacji w jakiej się znalazł. Wydawał się tym jednak nie poruszony, a twarz wyrażała spokój- mimo bladości i potu, a może i wody spływającej po czole. Oddychał głęboko i zamarł na dłuższą chwilę. Jego ciało było nienaturalnie wygięte i przykute czarnych łańcuchami do gołej skały. Kiedy uniósł w końcu powieki można było dostrzec jego przerażające oczy. Ciężko było określić ich barwę. Coś pomiędzy lodowym błękitem a śnieżną szarością. Jednak to nie barwa, a ich wyraz sprawiały, że najmężniejsi zaczynali drżeć pod tym spojrzeniem. Było w nich coś mrocznego, okrutnego i zimnego. Miały też specyficzną moc fascynowania, która pogrążyła już wiele niewinnych stworzeń. Na lewym oku widniało jednak znamię wypalone przez samego Ra. Wyryte wprost na białku, które miało szpecić go już na wieki i oznajmiać wszem i wobec „upadły”. Ze znakiem współgrała blizna na twarzy ciągnąca się w poprzek od brwi, niemal aż do ust. Cienka i prosta, w kolorze świeżej czerwieni, tak jakby nigdy się nie zabliźniła. Na czoło i ramiona opadała chmura prostych srebrnych włosów. Niegdyś pięknych i lśniących, teraz zlepionych w strąki od słonej wody i krwi. Popatrzył w dal, a uśmiech drgający na jego ustach rozszerzył się. Zobaczył cztery szybko zbliżające się postacie. Najpierw maleńkie światełka, a potem w miarę zbliżania się świetliste postacie. Istoty rozpędzające chmury i uspokajające choć na chwilę wzburzoną morską toń. Z daleka widział ich piękne i zadbane skrzydła. Jego dzieci, stworzone z jego duszy. Ra mógł myśleć, że to on jest ich stwórcą jednak to jego jestestwo zniszczył. Jego kawałki zawierają w sobie. Krew z jego krwi. Kiedyś to wykorzysta. Wtedy kiedy dojrzeją i zrozumieją. Teraz byli zbyt młodzi, tak bardzo młodzi…

Jego twarz skurczyła się na sekundę kiedy widział jak nadlatują. Jego własne czarno upierzone skrzydła były połamane. Zwisały bezwładnie, plamione krwią i całkowicie bezużyteczne. Choć teraz i tak było to już bez znaczenia. Wiedział po co Ra tu przybywa. Zamierzał odebrać mu ostatnią część jaka czyniła z niego nieśmiertelnego- jego skrzydła. Pierwszy na skale pojawił się on-Ojciec. Oślepiający w swej jasności i pozornie wszechmocny. Nie do opisana. Nie do zapamiętania. Jego aura uniemożliwiała dostrzeżenie jego twarzy, czy jakichkolwiek szczegółów. Był wyższy niż jakakolwiek istota chodząca po jego świecie. Odziany tylko w długą białą szatę, owiniętą wokół bioder. Na nim wynurzały się skrzydła o rozpiętości dobrych kilku metrów. Były jednak tak niezwykłe, że to one najczęściej przyciągały uwagę. U podnóża, wysuwając się z pleców były samymi kośćmi. Nieco wyżej przechodziły w delikatną srebrzystą błonę, a następnie w złote łuski. Zamiany były tak subtelne, że nie można było dostrzec miejsca kiedy właściwie zmieniała się ich struktura. Powyżej, tuż przy samych końcach przekształcały się w pióra tworząc wielobarwne wzory i kolory, jednocześnie tak żywe i tak delikatne. Mężczyzna z trudem oderwał od nich wzrok. Zaraz za nim wylądowało trzy istoty. Ni to chłopcy ni mężczyźni. Każdy inny od drugiego, a jednocześnie tak bardzo podobni. Pierwszy był blondynem o burzy blond włosów. Delikatna twarz nasuwała wrażenia, że był młodzieńcem wkraczającym w dorosłość, lecz każdy Strażnik dostrzegł by w nim wyraźne piętno wieku. Nie było w nim niewinności, a raczej pewność siebie i arogancja. Oczy miały niebiesko lodowatą barwę, a pełne usta były zaciśnięte. Za jego plecami dostrzegł złożone już kościane skrzydła. Pozbawione jakiejkolwiek tkanki, a przynajmniej tej widzialnej. Choć mogły się wydać kruche były tysiąckroć mocniejsze niż skała. Był to siódmy, Anichiel. Obok niego stał drugi z jego dzieci. Wyższy i bardziej barczysty. Z jego sylwetki emanowała siła i zdolność do największych wysiłków. Miał skórę nieco ciemniejszą niż złotowłosy brat, a oczy wydawały się czarne. Bez wyrazu. Nic nie dało się w nich wyczytać. Były głębokie i teraz patrzyły na niego z zimną wrogością. Włosy targane na wietrze były smoliście czarne i długie- sięgały co najmniej do łopatek. I zza jego pleców wyrastały potężne skrzydła. Z zewnątrz porośnięte złotymi łuskami, które przy rozkładaniu cicho szeleściły, trąc o siebie nawzajem. Od wewnątrz jednak porośnięte były delikatną błoną. Różniły się nieco od skrzydeł pozostałych strażników. Większość z nich wyłaniała się z tyłu za postaci, rozprostowując się na całą szerokość. Jego jednak miał kształt lekkiego półkola otaczając go łuskową ochroną. Był to trzeci, Hess. Ostatnim był białowłosy i nieco wątły Strażnik. Wyglądał trochę jak mały chłopiec, dwunasto może czternastoletni. Na głowie miał bujną czuprynę opadającą na oczy i nadającą jego postaci nieco dziecinną aurę. Jego oczy przeczyły jednak temu. Były smutne i pełne nieskrywanego bólu, w kolorze delikatnego fioletu. Twarz była pełna delikatności i ciepła, jednak skrywała w sobie również zagrożenie- każdy z nieśmiertelnych, choćby najdelikatniejszej urody skrywał sobie ogromną moc. Jego skrzydła były nieduże, miały rozpiętość metra może dwóch. Całe wyglądały jakby utkane z pajęczej sieci i wielokrotnie wzmocnione. Linie łączyły się ze sobą w przeróżnych miejscach tworząc w nich skomplikowane wzory. Sama sieć była biała z licznymi dodatkami jasnych szarości. Miała jednak lustrzany połysk i w słoneczne dni światło odbijało się w nich tworząc srebrną poświatę, okalającą jego postać. Był to dziewiąty, Moises.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych