Niezwykłe przygody Marcelka i Igorka
To jest moja próba pisania dla dzieci. Opowiadanie nie jest skończone, bo nie wiem czy dalsze pisanie ma sens.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Niezwykłe przygody Marcelka i Igorka Dawno temu, dwóch chłopców wybrało się na spacer do lasu. Byli to mili chłopcy, ale mieli w sobie tyle życia i energii, że czasami rodzicom brakowało do nich siły. Właśnie dlatego często przebywali na podwórku, w domu było im za ciasno. Marcelek był starszy, miał jasne włosy i chcał zostać wynalazcą, a Igorek był wesołym chłopcem o kosmicznym apetycie. Dzień był słoneczny a na niebie nie było ani jednej chmurki, więc chłopcy postanowili wybrać się na wyprawę do strasznego lasu. Las był blisko ich domu, a nazywali go strasznym, bo drzewa rosły w nim tak gęsto że zarówno w dzień jak i w nocy było tam ciemno. Czasami ludzie słyszeli w nim różne dziwne odgłosy i bali się tam chodzić, ale nie Marcel i Igor, oni nie bali się niczego. Zabrali kanapki i wodę mineralna na drogę i ruszyli. Gdy weszli do lasu, ich oczom ukazał się nieciekawy widok, dookoła panował półmrok, a pnie drzew wyglądały jak pomarszczone twarze czarownic. Chłopców przeszedł dreszcz po pleckach, ale postanowili iść dalej. – Marcel !, trochę się boję – nie ma czego – powiedział marcelek chociaż sam poczuł żę trzęsie się ze strachu. Przełknąwszy ślinę ruszyli przed siebie, a w lesie zrobiło się jakby ciemniej. Po pewnym czasie ich oczom ukazała się polanka, było na niej pełno kwiatów i motyli, a trawa była tak soczyście zielona że aż prosiła się by się na niej położyć. Najważniejsze dla chłopców było to że było tam jasno, bo słońca nie zasłaniały żadne drzewa. – Nareszcie!!!! - krzyknął Marcelek teraz będziemy mogli odpocząć, już się bałem że nigdy nie wydostaniemy się z tych ciemności. – Ja też – powiedzał Igorek- ale martwi mnie co innego. – Co takiego??? - zapytał Marcelek – Nie mamy już kanapek, wszystkie zjadłem – Jak to zjadłeś???!!!, już???!!!, przecież miały nam starczyć na całą podróż. – Wiem, ale jak zobaczyłem te straszne drzewa to ze strachu poczułem taki głód że musiałem coś przekąsić. – Przekąsić???!!! tam było ze 20 kanapek – Wiem, trochę mało nie???? Marcelek trochę się zmartwił, ale nie był zły na braciszka, wiedział że Igorek ma wilczy apetyt i źle zrobił że pozwolił Igorkowi nieść prowiant, mógł to przewidzieć. – Dobra - powiedział Marcelek- teraz odpoczniemy, położymy się na trawie i nabierzemy sił do dalszej drogi, ty musisz strawić bo słyszę jak gejzery szaleją w twoim brzuchu. Położyli się na trawie, i zamknęli oczy. Igorek zapadł w drzemkę a śniły mu się pieczone kurczaki, było ich ze sto, a do tego słodkie bułki z serem i lody!!!! całe wiadra lodów !!! Marcelek śnił o wechikule czasu, który bardzo chciałby wynależć. Śniło mu się że podróżował w czasie i trafił do czasów w którym żyły dinozaury. Nagle obaj zerwali się na równe nogi, bo potężny grzmot oznajmił że nadchodzi burza. – Ale miałem fajny sen – powiedział Igorek – Ja też – powiedział Marcelek W pewnej chwili: – Ratunkuuuuuu !!! Pomocyyyyy !!!! - słychać było głos dobiegajacy z lasu – Kto tam??? Co się dzieje??? - krzyknał Marcelek. – Pomóżcie mi, pomózcie mi – powtarzał głos. Chłopcy pobiegli w kierunku drzew, zza których dochodził głos wzywający pomocy. Gdy dobiegli na miejsce zobaczyli małego borsuka, którego łapę przygniotło drzewo. Borsuk bardzo cierpiał. Chłopcy złapali za konar i podnosili z wszystkich sił. Po chwili łapka borsuka była już wolna. – bardzo wam dziękuję – powiedział borsuk. – Zaraz, zaraz!!!! – krzyknął Marcelek – dlaczego rozumiemy co mówisz? Przecież jesteś zwierzakiem a my jesteśmy ludzmi, jak to się stało??? – No właśnie – potwierdził Igorek. – To z powodu tamtej polany – powiedział borsuk. Jest magiczna i sprawiła że rozumiecie mowę zwierząt, prawdę mówiąc nie wiem czemu was zaczarowała. Może myślała że jesteście zwierzętami, bo jeszcze żadem człowiek tutaj nie dotarł. Ludzie boja się tego lasu, ale to dobrze, dla nas, zwierząt. – Ale przygoda !!! - krzyknął Igorek – Mama i Tata nam nie uwierzą!!!! – bardzo wam dziękuję za ratunek, pamiętajcie że gdyby spotkało was cos złego, zawsze możecie liczyć na moją pomoc, wystarczy że zadzwonicie tym złotym dzwoneczkiem, a ja zjawię się i pomoge wam. – Bardzo dziękujemy!!! - powiedzieli chłopcy i poszli w dalszą drogę. Tymczasem , burza się skończyła i znowu słońce zapanowało na niebie. Nasi chłopcy jednak już tego nie widzieli, bo byli już w ciemnym lesie. Spacer to był dziwny, zamiast śpiewu ptaków, słyszeli rozmowy. Rozumieli mowe ptaków, zajęcy, dzików, wilków i wszystkich innych zwierząt. Nagle niechcący podsłuchali rozmowę, dwóch dzięciołów: – Mówię ci stary !!! ten czarownik męczy te biedne stworzenia, całymi dniami zmusza je do ciężkiej pracy. Jedyna rzecza jakiej się boi, to ludzie. Ale ludzie tu nie chodz..... – Hallo!!! o czym rozmawiacie? - zapytał Marcelek – Człowiek!!!! - wrzasnęły ptaki - skąd wiesz o czym rozmawiamy???? jak to możliwe??? – To długa historia – powiedział Marcelek Lepiej powiedzcie gdzie możemy znależć tego czarownika, jeśli dobrze zrozumiałem waszą rozmowę to on boi sie ludzi, więc chyba możemy pomóc. – Tak - powiedział dzięcioł - moglibyście uwolnić dużo niewinnych zwierząt zmuszanych do ciężkiej pracy, jesteście gotowi to zrobić??? macie w sobie tyle odwagi?? – No pewnie – powiedział Igor – ale najpierw bym coś zjadł, bo mój brzuszek narobi zaraz tyle hałasu że czarownik nas usłyszy. Ptaki poleciały gdzieś, i po chwili pojawiły sie dwa dziki, które ciągnęły za sobą potężny worek z jabłkami. – Posilcie się dobre dzieci – powiedział pierwszy dzik – czeka was długa droga – I wiele niebezpieczeństw przed wami – wtrącił drugi Igorek rzucił się na jabłka, jakby nie jadł od tygodnia, dosłownie połykał jedno jabłko za drugim. Marcel zdołał złapać zaledwie dwa owoce, ale więcej nie chciał, wiedział żę Igorek potrzebuje więcej. – Zostawcie coś dla mnie- odezwał się gruby głos Oczom chłopców ukazał się ogromny niedzwiedż, miał długie pazury i ogromne, białe, ostre zęby. – Nie obawiajcie się – powiedział dzięcioł, który właśnie usiadł na gałęzi – on pójdzie z wami i będzie was ochraniał, sporo tu wilków. – Jeśli pozwolicie, oczywiście – powiedział niedzwiedz – spodobaliście mi się chłopcy, ty jesteś Marcelek tak? – zapytał niedzwiedz podchodząc do Marcelka. – Tak – odpowiedział Marcelek cofając się o krok. – Nie bój się, jestem tu po to, aby nie stała wam sie krzywda. – Ty jesteś Igorek, poznałem cię po twoim apetycie, gdy tu szedłem zwierzęta rozmawiały o chłopcu który je jakby żołądek miał z gumy. – Lubię dobrze zjeść - powiedział Igor. – Wiem, to nas właśnie łaczy, chyba się zaprzyjażnimy – powiedział niedzwiedz I uśmiechnął się do Igorka. – Dobra dosyć gadania, czas ruszać w drogę – stwierdził niedzwiedz. I wyruszyli, niedzwiedz znał drogę do czarownika, i wiedział że czeka na nich wiele niebezpieczeństw, coś mu jednak podpowiadało, że z Marcelkiem i Igorkiem dokona wielkich rzeczy. Po dwóch godzinach wędrówki, Igorek zaczął narzekać: – Nogi mnie bolą, I jestem głodny. – Mnie też bolą nogi – powiedział Marcelek. – Wskakujcie na mój grzbiet, powiedział niedżwież, z przyjemnością was poniosę. – Dziękujemy misiu !!! - wykrzyknęli chłopcy – Mam na imię Bulba, możecie tak na mnie mówić, lepsze to niż miś, przecież nie jestem już małym niedżwiadkiem, I warzę chyba z trzysta kilo. – To prawda Bulba, na misia jesteś stanowczo za duży – powiedział Marcelek, I razem z Igorkiem zaczęli się śmiać. – A co do jedzenia – powiedział Bulba – niedaleko mam zaprzyjażniony ul, pomogłem niegdyś pszczołom w nim mieszkającym. Dostaniemy tam pysznego miodu. – Hmmmm... miodek – rozmarzył się Igorek – a daleko jeszcze do tego ula???? – Przecież powiedział że niedaleko – odpowiedział Marcelek – a zresztą od kiedy ty lubisz miód? Z tego co wiem to jeszcze nie jadłeś miodu. – Nieważne, ważne że jest do jedzenia – powiedział Igorek gładząc się po brzuszku. – Jesteśmy na miejscu, możecie juz ze mnie zejść – powiedział niedzwiedż – ul jest trochę wysoko, więc będę musiał się wspiąć na górę. Chłopcy zeszli z niedzwiedzia, spojrzeli do góry I zakręciło im sie w głowach. Nigdy w życiu nie widzieli takiego wysokiego drzewa, wierzchołek znajdował sie nad chmurami. Bulba stanął na tylnych łapach, objął drzewo I zaczął się wspinać. – Poczekaj Bulba !!! - krzyknął Igorek- chcę iść z tobą!!! – ja też – powiedział Marcelek. – Ale to strasznie wysoko, możecie spaść – zmartwił się niedzwiedz. – Ale my chcemy zobaczyć jak jest nad chmurami !!! - krzyknęli chłopcy. – Dobra, ale musicie iść przede mną, żebym miał szansę was złapać jak będziecie spadać. – Nie spadniemy !!! - wykrzyknęli chłopcy. – Moglibyście nie krzyczeć, przecież czarownik nas może usłyszeć, lub jego szpiedzy, wszędzie w lesie ma szpiegów. – Dobrze, a teraz ruszajmy – powiedział Igor – bo głód coraz bardziej mi doskwiera. Zaczęli sie wspinać, chłopcy narzucili dosyć szybkie tempo, czym niedzwiedz był wyrażnie zaskoczony. Marcelek I Igorek dosłownie skakali z gałezi na gałąż, wspinając się coraz wyżej I wyżej. W pewnej chwili, usłyszeli głośne syczenie. Chłopcy obrócili głowy I zobaczyli ogromnego węża Boa, siedział zwinięty na tej samej gałęzi na której oni stali. Igor prawie zemdlał ze strachu, a Marcelek znieruchomiał I nie mógł ruszyć nawet palcem. Igorek spojrzał w dół, Bulba był daleko pod nimi, zanim ich dogoni wąż napewno zaatakuje. – Sssssssmakowite kąssssssssski, cały dzień czekam na jakiegoś ptaszka na kolację, a tu proszę dwa smaczne kąssssssssski na raz. Wąż uniósł wielki łeb, otworzył paszczę, I zaczął badać rozwidlonym językiem nowe zdobycze. Nagle nadleciała ogromna pszczoła, była wielkości sporego ptaka. – Zastanów się dwa razy, zanim coś im zrobisz – powiedziała – to drzewo należy do mnie, I nie pozwolę ci zrobić im krzywdy. Jeśli spróbujesz, to wbije się w ciebie dziesięć tysięcy żądeł. Nagle za królową pojawiła się ogromna czarna chmura, brzęcząca tysiącami malutkich skrzydełek. Wąż spuścił łeb, I zaczął posłusznie ssuwać się w dół po gałęziach. Gdy mijał Bulbę, to ten potężnie zdzielił go łapą po głowie. – Ja ci dam gadzie, zaczepiać niewinne dzieci – warknął niedzwiedz. Tymczasem chłopcy, zaczęli dziękować królowej pszczół za ratunek. – Mieliście dużo szczęścia – powiedziała królowa – dobrze że moi zwiadowcy zawiadomili mnie na czas. Inaczej byłoby już po was. – Mój miś !!! - krzyknęła królowa na widok zdyszanego Bulby, który podciągał się do gałęzi, na której stali chłopcy - Miło cię widzieć staruszku !!! chociaż drżę o nasze zapasy, za…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ESA
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…