Nowa Atlantyda
Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}{b}* NOWA ATLANTYDA * (przyszłość kiepska){/b}
Na Ziemi panował wymuszony własną siłą mocarstw nerwowy pokój. Uzbrojenie każdego liczącego się kraju wielokrotnie przekraczało zdolność likwidacji życia na planecie, więc jakakolwiek wojna totalna nie opłacała się nikomu, ale wciąż jeszcze opłacała się przewaga zbrojna, która miała zadanie wymuszać większe powodzenie na rynku tych, którzy byli za jej plecami. Od XXIII w. każde najmniejsze państewko miało swoją atomówkę, żeby nie czuć się głupio z braku możliwości odwetu, wobec ataku często nie wiele większych sąsiadów. Większe kraje miały atomówek pełne silosy, a każda wycelowana w skomplikowany sposób, tak by być przygotowanym na skuteczny odwet w każdą możliwą stronę. Wielka ilość satelitów bojowych, mrowie samolotów kontrolujących przestrzeń powietrzną i tysiące okrętów atomowych było w bezustannym ruchu i w gotowości na wszystkie, nawet najgorsze scenariusze działań. Można było się roześmiać przed telewizorem, ale na krótko, bo ryzyko życia zapierało dech w piersiach. Węzeł wolnorynkowego rozwoju trzymał w coraz mocniejszym nieopanowanym szantażu wszystkie wpływowe czynniki. Każdy wpływowy vip wiedział, że z tego zakrętu dziejów cywilizacja może po prostu nie wyjść. Wierzący modlili się do Boga, ale nie o coś konkretnego, tylko żeby On coś wymyślił. Niewierzący chodzili do psychiatrów po coraz mocniejsze środki na równowagę psychiczną. Nie mający na psychiatrów i nie nauczeni wiary patrzyli tępo przed siebie, bo istnienie rozumu wydawało się im nieprawdopodobne. Wiadomości multimedialne w jednej minucie pokazywały tragedie, po których przydałoby się rok żałoby, wesołych showmenów, po obejrzeniu których przydałaby się długa dyskusja publicystyczno psychoanalityczna, a często nawet i pomoc psychologiczna dla widzów, i jeszcze kilka hipnotycznych reklam po których podświadomość, w samym środku obiadu wyrywała widza z krzesła w kierunku wskazanego hipermarketu. Tempo życia było tak wymagające, że nikt nawet nie myślał o karierze bez viagry i prozaku.
I nie wiadomo dokąd zagnało by ludzkość stale rosnące przyśpieszenie, gdyby nie przypadkowe wydarzenia z XXV w. Oto super ciche okręty podwodne z napędem termojądrowym, z ładowniami wypełnionymi po brzegi głowicami dalekiego i bliskiego zasięgu, każda zdolna uczynić bezpieczniejszym dla swego kraju spory kawałek średniej wielkości sąsiedniego kontynentu, zderzyły się tak niefortunnie, że zgniotły swe ładownie, wielokrotnie przekraczając masy krytyczne ulokowanego w nich materiału rozszczepialnego. Wybuch był tak potężny, że fale tsunami po nim powstałe dotarły do wysoko położonych kurortów alpejskich, a w miejscu wybuchu został rozerwany płaszcz ziemi. Wydobyło się z jej wnętrza mnóstwo rozpalonej lawy, z której powstał nowy kontynent, nazwany później Nową Atlantydą. Masy pyłów i dymów zakryły słońce na 70 lat. Mała epoka lodowcowa przywróciła niechcąco równowagę lodową zakłóconą efektem cieplarnianym, wywołanym nieopanowaną emisją spalin i paleniem papierosów. Ale to mogło się przydać tylko na odległą przyszłość, a nie na teraz. Nowa Atlantyda stygła przez siedem stuleci. Jednak działki na niej weszły do obrotów giełdowych już w trzysta lat po katastrofie, bo spodziewano się na nich diamentów i złota...
Pozostała przy życiu piąta część populacji zmuszona była zamieszkać, żyć i rozmnażać się w schronach przeciwatomowych. W przyrodzie ziemi zaszły potężne zmiany. Większość gatunków uległo mutacji genetycznej skutkiem opadów promieniotwórczych. Morze wyrzucało na brzeg meduzy wielkości małego miasteczka sprzed katastrofy, które zasnuwały smrodem rozkładających się związków organicznych całe wybrzeże. W afryce pojawiły się słonie wielkości szczurów, a w wielkich miastach drapieżne szczury wielkości tyranozaurów. Wielogłowe węże, stonogie jamniki, owady wielkości samochodu, zagubione lwy wielkości pekińczyka... Jednym słowem wszystko się popieprzyło. I nie dało się żyć na powierzchni. Ludzie żyli głęboko pod ziemią, odżywiali się syntetyczną pastą żywieniową, która zawierała wszystkie potrzebne do życia składniki i cyfrowo ustawiane kombinacje smakowe. Miejscem swobody człowieka stało się pomieszczenie wirtualne z miękkimi ścianami. Tam zakładał na głowę hełmokomputer ze specjalnymi goglami oraz kombinezon interaktywny. Cały ten sprzęt zajmował się oszukiwaniem jego zmysłów i umysłu dla jego dobra. Dzięki temu sprzętowi człowiek mógł w miarę bezpiecznie przeżywać wszystko to co potrzebował przeżywać, ale już w całkowicie wirtualny sposób. Ludzkość tak przyzwyczaiła się do życia w schronach przeciwatomowych i do swoich pokoików wirtualnych, że nawet, gdy już po 500 latach warunki na powierzchni stały się zdatne do życia, wyborcy wybrali większością głosów pozostanie w schronach i w wirtualnej rzeczywistości. Po prostu partie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Comporecordeyros
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…