Wróć do katalogu

O tym jak dostalismy w morde

Zdarzylo nam sie kiedys byc na pewnym weselu. Oto relacja.

Blueskies, opublikowano , 13 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nasz dobry kompan Fero popelnil pewien nierozwazny krok. Otoz nieszczesnik ten dal sie do tego stopnia usidlic pewnej niewiescie, ze powiedzial w ktoryms momencie sakramentalne ‘tak”. Malo tego. Powiedzial to glosno i wyraznie w obecnosci setek tak! setek ludzi i do tego bedac zupelnie trzezwym i poczytalnym. A mnie i Irke poprosil o to bysmy byli swiadkami jego kleski i sekundowali mu wiernie obserwujac poczatek jego niewoli. Irka potraktowal cala sprawe z filozoficznym spokojem. - Coz – powiedzial – jest dorosly i chyba wie co czyni. Mam nadzieje... Wesele mialo sie odbyc w remizie strazackiej w jednej z podpraskich wiosek. O oznaczonym czasie stawilismy sie w oznaczonym miejscu i zdebielismy ze zdumienia. Tlum gosci weselnych byl tak spory, ze w pierwszej chwili przyszlo nam do glow, ze oto mamy przed soba jakas procesje do swietego miejsca lub co najmniej pochod pierwszomajowy. O tym, zeby dopchac sie do pana mlodego nie bylo nawet co marzyc. Pomachalismy mu wiec z dystansu, pokazujac na migi, ze w razie czego, gdyby jednak poszedl po rozum do glowy i chcial dac noge, to jestesmy w stanie oslonic i asekurowac jego ucieczke. Nie mam pojecia czy nas zrozumial a nawet jesli, to nie starczylo mu juz czasu na reakcje. Tlum wpechnal go sila do kosciola a gromada starych babek w kolorowych chustkach zablokowala wejscie glowne, trzymajac straz i lypiac czujnym wzrokiem dookola. Kiedy Fero powiedzial juz to swoje „tak” (a panna mloda otarla lze wzruszenia) i kiedy wreszcie wydostal sie na swieze powietrze, tluszcza zaatakowala go momentalnie spieszac z zyczeniami. Spedzilismy z Irka dlugi czas drepczac w miejscu, nim wreszcie dopuszczono nas przed oblicza mlodych. Uscisnelismy im dlonie a Irka powiedzial: - Nie martw sie Fero. Jakos to bedzie... Fero zapewnil nas, ze sie nie martwi. A potem przyszla kolej na mniej oficjalna czesc imprezy. Alkohol wedrowal po stolach a zarcie znikalo w paszczach nienasyconych biesiadnikow. - Napij sie ze mna! – jakis wasaty chlop siedzacy obok tracil mnie ramieniem. - Dziekuje, nie pije – odparlem grzecznie. - To zrozumiale – wasaty kiwnal glowa – ale kieliszeczek trzeba obowiazkowo. - Nawet kieliszeczka. Nie pije zupelnie i zasadniczo. - Ja to doskonale rozumiem – facet przygladzil wasa – ale jeden szczeniaczek jeszcze nikomu nie zaszkodzil! - Pasjami przepadam za psia mlodzieza – odrzeklem nieco zniecierpliwiony – ale mimo wszystko podziekuje... Chlop nalal wodki do dwoch kieliszkow i zajrzal mi w oczy. - Jestes na odwyku? - Nie jestem! – zgrzytnalem zebami ze zlosci – po prostu nie pije! - Taaak – facet kiwnal glowa – to napij sie ze mna! - Naprawde nie mam ochoty! - Za zdrowie mlodych nie chlapniesz?! - Zycze im wszystkiego najlepszego ale jednak nie chlapne... - Zatem do dna chlopcze! - Stanowczo odmawiam! Irka przysluchiwal sie tej wymianie zdan z widocznym rozbawieniem na twarzy. - On nie pije – powiedzial w koncu – bo wzgledy religijne mu nie pozwalaja. On jest buddysta. Wasaty chlop zmarszczyl czolo i rozwazal przez chwile sens uslyszanych slow. Po czym wzruszyl ramionami i wychylil oba pelne kieliszki. A traf chcial, ze niecale piec minut pozniej na stoly wjechalo pieczyste. Zasadzalem sie wlasnie na pokaznych rozmiarow kotleta, gdy wasaty napastnik wyrwal mi polmisek sprzed nosa i wrzasnal glosno: - Nie dawac mu miesa! Nie dawac mu miesa! To buddysta! Lobuz jeden. Irka natomiast nie zalowal sobie zupelnie: pil za trzech, jadl za pieciu, spiewal jak cala strazacka orkiestra deta, plasal i wyczynial najdziksze swawole na parkiecie. Na dobrych dziesiec minut zniknal mi z pola widzenia by pojawic sie ni stad ni zowad z szelmowskim blyskiem w oku. - Mam ochote na maly zarcik – oswiadczyl. - Czego ma dotyczyc? – zapytalem. - Widzisz ta pare, o tam, w koncu sali? – Irka uwiesil sie na moim ramieniu – ten wyprostowany zolnierzyk w wyprasowanym mundurku i ta piegowata blondyneczka szczerzaca sie obok niego...Otoz chwil pare temu, najzupelniej przypadkiem, bylem swiadkiem ich pogawedki. Zolnierzyk wrocil byl dopiero co z koszar i indagowal swoja luba na okolicznosc wiernosci. A ona oczywiscie byla wierna jak malo ktora i co najwazniejsze strasznie tesknila. Zabawne nieprawdaz? - Co ci chodzi po glowie? - Ach, nic szczegolnego – odparl moj przyjaciel zapalajac papierosa – mam jedynie zamiar do niej podejsc i przywitac sie jak ze stara znajoma. To wszystko. - Uwazasz ze to bedzie zabawne? - Chodz ze mna to zobaczysz – i nie czekajac na odpowiedz pociagnal mnie za soba. Zolnierzyk i blondyneczka szczebiotali sobie wlasnie w najlepsze gdy wpadlismy na nich z rozpedu. - Przepraszam najmocniej – Irka zrobil skruszona mine – najmoc... Po czym stanal jak wryty udajac glebokie zdumienie. Cokolwiek by o nim mowic to mial jednak olbrzymie zdolnosci aktorskie, slowo daje. - To ty?! – zapytal usmiechajac sie do blondyneczki – coz za spotkanie! Milo cie znowu widziec! I nie czekajac na odpowiedz przyssal sie do jej rekawa. - Popatrz! Minelo zaledwie pare tygodni a dla mnie wydaje sie to wiekiem! Chwile spedzone przy twoim boku to najlepsza rzecz jaka mi sie kiedykolwiek przytrafila! Szkoda ze nic nie trwa wiecznie. Ale zawsze wiesz gdzie mnie szukac – gadal jak nakrecony. Dziewczyna splonela purpura a zolnierzyk zacisnal zeby i zmarszczyl gniewnie brwi. Irka udal natomiast, ze dopiero teraz go zauwazyl. - Coz za osiol ze mnie! – walnal sie w czolo – nie przedstawilem sie! Polda jestem – chwycil dlon zolnierzyka i poczal potrzasac nia energicznie. - Musial mnie pan z kims pomylic – dziewczyna lekliwie zerknela na marsowe oblicze mundurowego – nie znam pana i nigdy pana nie widzialam... - Nie znasz mnie! Nie widzialas mnie! O stalosci niewiescia! – Irka padl na kolana i w przyplywie rozpaczy zakryl glowe obiema rekami – przeszylas mi serce na wylot! Razisz i ranisz okrutnie i bezlitosnie niewiasto! - Kto to jest?! – warknal wojskowy – co to za typ Adelo?! - Adelo! – Irka gral dalej jak z nut – Adelo! Wiem ze jestem juz teraz dla ciebie puchem marnym! A jeszcze miesiac temu nazywalas mnie tak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych