Ogródek
Opowiadanie o chłopcu, wybierającym się w ramach zakładu z kolegami na teren pewnego ogródka działkowego. Tam jednak czeka go niemiła niespodzianka...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
— Dajesz! Idź tam, no! Zachęcany przez swych żądnych mocnych wrażeń i ośmieszenia wszystkich oprócz siebie kolegów, Piotrek zrobił dwa nieśmiałe kroki w stronę małego, drewnianego budynku. — Albo nie, zmieniłem zdanie, chłopaki — powiedział, popychany w stronę mikroskopijnej wręcz szopy przez kolegów chłopak, próbując się jakoś wycofać z niezręcznej sytuacji. — Załóżmy, że wygraliście, co? — Nie — powiedział jeden z chłopaków. — Nie lubimy walkowerów, walkowerami się przegrywa z frajerami. Chcemy wygrać uczciwie, prawda, panowie? Za Piotrkiem rozległy się śmiechy pozostałych i kilka „To prawda”, ewentualnie „Tak”. — Sam widzisz, musisz tam iść. Zawarłeś z nami układ, to teraz bądź fair wobec nas. Dalej, chłopaki! Tamci zaczęli nacierać coraz mocniej, a uciekać się nie godzi, bo nawet i po co, więc Piotrek skapitulował. Sam podszedł do furtki w siatce, porośniętej bluszczem i winogronem, po czym wszedł do ogródka. Taki był pierwszy punkt zakładu: wejść do ogródka i spenetrować najdokładniej, jak się da szopę, magazyn czy co to tam było. W każdym razie to z drewna. W ogródku było niezliczone mnóstwo kwiatów, krzewów i innych głupotek wytwarzających chlorofil, które ludzie mogliby zasadzić po to tylko, żeby rosły i ładnie wyglądały. Był bez, ale nie wyższy od szopy, wręcz przeciwnie – troszkę mniejszy, za to pachnący o wiele mocniej, niż, jestem tego pewien, normalnie. Nad siatkę wystawało jedno, jedyne drzewo: wielka, rozłożysta czereśnia. Nigdy takiej nie widział, ale mógł się założyć o kolejną stówę, że żadna nie była tak wysoka jak ta. A kwiaty! Gerbery, hortensje, narcyzy, tulipany, szarotki… były tu na pewno. Nie starczało mu nazw dla tego bezkresnego morza barw i zapachów. No właśnie. Bezkresnego. Gdzie się, do jasnej cholery, podziała furtka? Rozejrzał się dookoła. Nic. Nic… prócz kwiatów… kwiaty… znowu kwiaty… i jeszcze więcej kwiatów… czereśnia… kwiaty… kwiaty… kwiaty… kwiaty… szopa… kwiaty, kwiaty, kwiaty. Nigdy nie czuł się bardziej osaczony przez te w większości małe, kolorowe i kochane przez kobiety chwasty, nawet w kwiaciarni. Spojrzał na swój cień, swojego prawdziwego, wiernego i wiecznego przyjaciela. On go nigdy nie zdradzi, nigdy nie opuści… a teraz zwracał się na wschód, z grubsza ku furtce. Niestety, horyzont zapełniony kwiatami nie dawał zbyt wielkich nadziei chłopakowi, stojącemu bezradnie w niewielkiej odległości od drewnianego budyneczku. Nie będzie tam zaglądał. Po co? Ma teraz inne zmartwienia. Irracjonalny impuls nakazał mu iść w stronę wielkiego, wyrastającego po środku oceanu roślin drzewa owocowego. Zajęło mu to co najmniej dziesięć minut, ale doszedł do owego czereśniowego hegemona, a kiedy dokonał tego cudu, oparł się, zmęczony, o pień, spojrzał przed siebie i widok, który rozpościerał się stamtąd, zdumiał go, przeraził i zachwycił. Otóż zobaczył w dole łąkę, pełną najróżniejszych zbóż, kołyszących się pod naciskiem delikatnego zefiru, traw, poruszanych przez jakieś żyjątka, które zwykle egzystują w trawie, być może nie mając pojęcia o ogromie otaczającego je świata, oraz nienormalnie wysokie róże, niemal sięgające płatkami nieba na zachodzie. Piotrek zaklął. Na głos, bo tutaj nikt mu nie mógł nic za to zrobić. Jak się stąd wydostać? Nie próbował nawet dociekać, w jaki sposób niemal działkowy ogródek rozrósł się do rozmiarów przynajmniej gminy, jeśli nie województwa! Przecież są na tym świecie (i być może nie tylko na tym) rzeczy, których nie da się wyjaśnić racjonalnie. Może to wszystko to jakiś Matrix, a Programiści tworzą nową lokację w tym cyfrowym, niematerialnym świecie? Spojrzał na pejzaż w dole jeszcze raz z mieszanymi uczuciami, po czym zerwał sobie czereśnię z najniższej gałęzi drzewa. Była wręcz smakowita. Wziął jeszcze pięć, i osiem, i kolejne dwie, i więcej już nie, bo ogołocił całą najniższą gałąź. Potwornie długą gałąź, jak mniemał. Położył się w cieniu drzewa i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil del Mirjarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…