Opowieść Bez Tytułu - Rozdział 2, czesc 1
Prawie calutki drugi rozdział powieści w moim autorskim świecie fantasy. Akcja nabiera prędkości + kilka nieprzewidzianych zwrotów akcji =](mam nadzieje;p)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gospoda była duża, a kształtem nieco przypominała literę „C”. Z wszystkich okien na parterze dobywało się światło, zaś na piętrze tylko z nielicznych. Co parę chwil salwy śmiechu dobywały się ze środka, a ludzie wciąż przybywali do „Zajazdu Valevena”. Karczma była zdecydowanie jednym z popularniejszch lokali w mieście – zarówno wśród mieszczan jak i podróżnych. O wyborze tej drugiej grupy zazwyczaj decydowała lokalizacja budynku – parędziesiąt metrów od zachodniej bramy Nathyrfu oraz koszary armii, tuż pod miejskimi murami, które gwarantowały bezpieczeństwo gościom zajazdu. Przynajmniej pozornie, gdyż do budynku wchodził właśnie wolnym, acz zdecydowanym krokiem oddział zbrojnych. Balansujący na mokrym parapecie złodziej domyślał się co ich sprowadza do domu Valevena i w myślach przeklął deszcz, który opóźniał jego drogę do kolejnego okna. Po kolejnych dwóch krokach zdołał chwycić ręką drewnianą framugę. Przetarł szybę rękawem i zajrzał do środka. To również nie był ten pokój. Wiedząc, że nie ma więcej czasu otworzył okno, pomagając sobie przy tym sztyletem. Wszedł do środka, stawiając stopę na łóżku stojącym przy oknie, zostawiając przy tym błotnistą plamę na pościeli. „Valeven będzie musiał mi to wybaczyć”, pomyślał Everic krzywiąc się lekko i w chwilę przedostał się przez pomieszczenie do drzwi. Był teraz w dużym salonie z kominkiem, pięć par drzwi prowadziło do pokoi gościnnych, zaś schody pod zachodnią ścianą na parter. Złodziej w duchu podziękował Bogu, że nikt nie przebywał w tej chwili w dużym pomieszczeniu. Do jego uszu dotarł stukot okutych butów z dołu. Najemnicy byli już na schodach, gdy Everic zapukał energicznie do przedostatnich drzwi w salonie, przybierając dramatyczny wyraz twarzy. Nim skończył pukać, drzwi otworzyła mu szczupła, niewysoka dziewczyna, ubrana w zieloną suknię z głębokim dekoltem (nie wyglądającą na przeznaczoną na bale, jakie często wyprawiał syn Hrabiego de Nathyrf, Rodrik), jej ładną twarz okalały długie blond włosy, splecione w mnóstwo warkoczyków, przyozdobionych dziesiątkami koralików. Czarny kryształ spoczywający na jej piersi nie pozostawiał wątpliwości co do tożsamości jego nosicielki. Złodziej wpadł do pokoju, trzasnął drzwiami i je zaryglował. Na twarzy dziewczyny wymalowało się niemałe zaskoczenie. - Musisz stąd uciekać i to natychmiast! – powiedział pośpiesznie złodziej, udając wielkie przerażenie. – Zaraz tu będą! Oboje musimy uciekać! - O czym Ty mówisz? – powiedziała oburzona kobieta. - Natychmiast stąd wyjdź, kimkolwiek jesteś – dodała, nieco zbita z tropu. - Ależ nie rozumiesz! Oni nas zabiją! – ciągnął z dramatyzmem. – Słyszysz te kroki? Uciekajmy stąd i to natychmiast. Blondynka chwilę milczała, nie wiedząc co robić. Przebiegła oczami po pomieszczeniu, po czym skinęła niepewnie głową. Złodziej złapał ją za rękę i pociągnął pospiesznie w kierunku okna. Gdy je otwierał, dziewczyna chwyciła swój kostur i przerzuciła przez ramię torbę. Kiedy młoda kobieta wyjrzała przez otwarte okno, zauważyła, że człowiek już stał na mokrym bruku Nathyrfu. Odwróciła głowę z powrotem do pokoju, po czym wyszła przez okno na mokry parapet. Huk rozstrzaskiwanego drewna wystarczył, by straciła koncentrację i równowagę. Przed bliskim spotkaniem z brukiem uchronił ją jedynie refleks złodzieja, który ją złapał. Nim ją postawił na ziemi, wciąż lekko zszkokowaną wydarzeniami, zasypał ich deszcz drzazg, gdy z łoskotem ktoś wyskoczył przez okno pokoju, lądując zwinnie tuż za nimi. W dłoniach złodzieja błysnęła stal.
* * *
Wiekowe mury Linii Kruka wznosiły się wysoko ponad równiną. Blanki pradawnych fortyfikacji znajdowały się ponad dwadzieścia metrów nad ziemią, zaś cztery wielkie strażnice, ulokowane w odcinkach co czterdzieści kilometrów, sięgały niemal trzydziestu metrów ponad równinę. Nikt nie wiedział kto i kiedy zbudował Linię Kruka – była tu na długo przed przybyciem ludzi w ten obszar świata. Duchowni twierdzili, że to Bóg zesłał aniołów, by wznieśli te fortyfikacje, zaś prości ludzie mówili o tytanach, którzy mieli tu żyć tysiące lat temu, wznosząc kamienne twierdze. Jedno było pewne: pradawny mur był najstarszym obiektem w tej części świata. Linia ciągnęła się od Morza Wewnętrznego aż do bagien, daleko w głębi lądu. Wyznaczała południową granicę Królestwa, a stacjonujący tam żołnierze skutecznie odpierali coraz częstsze najazdy bestii żyjących znacznie dalej na południe. Sir Allan Trevion podniósł wzrok na żołnierza, który wpadł zdyszany do komnaty. Ten zasalutował, uderzając się pięścią w pierś. - Tak? – zapytał Trevion odkładając pióro do kałamarza. - Sir, melduję, że nieprzyjaciele zbliżyli się do Linii w pobliżu bastionu Sir Thrara. Przed chwilą dostrzeżono dym sygnalizacyjny – powiedział żołnierz. – Jakie są rozkazy, sir? - Podajcie sygnał dalej – odparł kapitan strażnicy. – I niech dwudziestu konnych pojedzie na zwiad, trzeba sprawdzić Wilcze Wzgórza. Idź. Żołnierz zasalutował ponownie i pospiesznie opuścił komnatę by przekazać rozkazy dalej. - Doprawdy... niespokojne czasy nastały... – wyszeptał do siebie Sir Trevion i wrócił do pracy nad mapami, zaznaczając miejsca gdzie ostatnio pojawiali się i atakowali wrogowie Królestwa.
* * *
- Zginiesz! – warknął Everic do zaskakująco wysokiego nieznajomego, wykonując niskie pchnięcie jednym z mieczy, gdy drugi miał przygotowny do sparowania ewentualnego ciosu. Przeciwnik z łatwością wykonał unik, wydając niski pomruk. Nie cofnął się jednak. Dziewczyna chwyciła ramię złodzieja, zmuszając go, by opuścił klingę. - Zostaw go, to przyjaciel – powiedziała spokojnym tonem. – Mój towarzysz podróży. Złodziej spojrzał jej w oczy, po czym schował broń. - Szybko – rzekł wskazując wąską uliczkę – tędy. No dalej! – wykrzyknął do stojącej
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil atreides
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…