Wróć do katalogu

Opowieść Bez Tytułu - Rozdział 2, część 2

Druga i ostatnia czesc drugiego rozdzialu mojej ksiazki :P. Troszeczke sie wyjasnia... Ale co do tego wszystkiego ma... No wlasnie, co? Przeczytaj i przekonaj sie! :D

atreides, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tej samej nocy cała trójka opuściła Nathyrf, jako jedyną przeszkodę napotykając nienajlepiej strzeżone mury miejskie. Nie odzywając się, grupa ruszyła ku północy, szukać schronienia w pobliskiej kniei. - To miejsce powinno się nadać – powiedział bez emocji Everic, odzywając się po raz pierwszy od paru godzin. Dziewczyna skinęła głową, po czym rzuciła na ziemię swoją torbę i kostur. Deszcz już nie padał i można było liczyc na znelezienie chociażby kilku suchych gałęzi w lesie. - Chodźmy, Kal. Trzeba będzie rozpalić ogień – powiedziała do przedstawiciela starożytnej rasy. Ten, wydając przyjazny pomruk poszedł za nią. Złodziej został sam. Szczelniej okrył się płaszczem, by odegnać chłód. - I na co mi to było? Teraz jestem nikim... – szeptał do siebie. – Głupi, głupi, glupi! – szeptał raz po raz. Wkrótce zjawiła się tajemnicza para. Kalisto niósł spory zapas drewna, który z pewnością wystarczy do świtu. Tygrysopodobny stwór usiadł na ziemi i dobył szabli, zabierając się zaraz za jej polerowanie. Oręż natychmiast przykuł uwagę Everica. Wspaniale zdobiona rękojeść prezentowała naprawdę stary kunszt. Tego typu broń można było oglądać w prywatnych kolekcjach bogatych kupców, na zamkach możnych albo w popularnych ostatnio muzeach. Nie robiono takich już od bardzo dawna, a oręż był bardzo zadbany. Klinga była niewątpliwie ostra, nie nosiła żadnych śladów zużycia, nawet najmniejszych szczerbów. „Dziwne” – pomyślał Everic. Kiedy złodziej spojrzał na układane przez dziewczynę palenisko kolejna rzecz zwróciła jego uwagę. Jej uszy, niewątpliwie elfie uszy. Jego towarzysze, nie przerywający swoich zajęć, nie zobaczyli chwilowego zaskoczenia, jakie odmalowało sie na jego twarzy. „Na Boga... Elfka, Starożytny, kryształ i co jeszcze? W co ja się wpakowałem...”. - Słyszałem, że elfy nigdy nie zapuszczają się na cywilizowane ziemie... – spróbował zagaić złodziej. - Jak sam widzisz, czasem nam się zdarza, jeśli mamy dobry powód. Swoją drogą, nasze ziemie też są cywilizowane, tylko w inny sposób – odparła cicho chichocząc elfka. – Również swoją drogą, nie poznaliśmy się jeszcze. Ja jestem Tisha, Kalista już znasz. - Everic Delvanas z Amras, któremu zrujnowaliście życie. Starczy? – parsknął łotrzyk. – Nie pytaj. Po prostu nie pytaj – dodał, gdy elfka już otworzyła usta. - W porządku. Jak tam sobie chcesz – powiedziała cicho Tisha. – Idziemy do traktu na zachód, a potem na północ. Możesz iśc z nami lub zostać. Twój wybór – dodała stanowczo. - Obawiam się, że tak naprawdę nie masz wyboru, Everic Delvanas. Pójdziesz z nami, lub zostaniesz tu. Na zawsze – odezwał się niski głos, akcentujący każde „r”, brzmiący w zasadzie jak pomruk, a nie mowa. Krew odpłynęła z twarzy Everica. - Co Ty mówisz, Kal? – zapytała lekko oburzona elfka. - Wie o nas. Wie, że mamy kryształ, wie już dokąd idziemy. Musi iść z nami, albo nas wyda – odparł ze spokojem starożytny. - Pójdę. I tak bym poszedł – dodał po chwili, spoglądając w kocie oczy olbrzyma. – Nie mam w Nathyrfie nic, do czego mógłbym wrócić. - Noo! Zatem postanowione – odezwała się radośnie elfka, próbując rozładować atmosferę. – Ruszajmy skoro świt, a teraz po prostu śpijmy. Tej nocy w obozie nie padło już ani jedno słowo. O pustych żołądkach ułożyli się do snu wokół płonącego ogniska. Jedynie złodziej spał niespokojnie – dręczył go wciąz powtarzający się koszmar: jego przyjaciele rozszarpywani na kawałki, tonący we własnej krwi.

* * *

Dwudziestoosobowy oddział konnych zbliżał się do niewielkiej, osłoniętej kotliny wśród Wilczych Wzgórz. Tutaj, za Linią Kruka, rzadko kiedy pojawiali się ludzie. Korona wydała zakaz osiedlania się na zewnątrz fortyfikacji, ze względów bezpieczeństwa. Wszystkie osady założone w tym obszarze zostały zrównane z ziemią po czasie krótszym niż rok od ich powstania. Zaprawionych w boju żołnierzy prowadził Sir Erynkrist, potężnie zbudowany mężczyzna, odziany w pełną zbroję płytową. Rycerz gwałtownie wzniósł dłoń, sygnalizując drużynie by się zatrzymała. - Coś słyszałem. Formować linię! – rozkazał. Żołnierze zgodnie z poleceniem swego dowódcy uformowali równy szereg i dobyli broni. Promienie południowego słońca odbijały się od wypolerowanych pancerzy – zarówno wojowników, jak i ich wierzchowców. Nagle rozległ się pisk, którego źródło po chwili okazało się zbrojnym. Mały, żółtoskóry goblin wyleciał z kotliny panicznie machając rękoma. Zderzył się z gruntem kilkanaście stóp przed oddziałem. Wygięte w makabrycznej pozycji ciało wskazywało na to, że żałosne stworzenie nie przeżyło spotkania z ziemią. Wnet z kotliny rozległy się krzyki i odgłosy walki. Nieco zdziwieni żołnierze spojrzeli po sobie, szukając potwierdzenia, że to co widzieli zdarzyło się naprawdę. Sir Erynkrist zatrzasnął przyłbicę i dobył miecza, spinając konia. Drużyna ruszyła szpalerem gwałtownie, powodując drżenie ziemi, gdy podkute kopyta tłukły ziemię w galopie. Z kotliny można już było usłyszeć poszczególne głosy. - Ha! Ten jest mój! – wykrzyknął ktoś melodyjnym głosem, przebijającym się ponad zgiełk walki. - Pewnyś? – odpowiedział potężny głos, niemalże ryk. Chwilę potem dało się słyszeć potężne uderzenie. Ponad konnymi przeleciał kolejny goblin, tym razem już nie krzycząc, ani nie próbując się bronić przed upadkiem. Konni zwolnili, gdy zbliżałi się do krawędzi. - Jak mogłeś? – zapytał melodyjny głos z wyrzutem. – Następnym razem cie nie wezmę. Oho! Kolejny! Drużyna kawalerzystów zatrzymała się jak jeden mąż, gdy ukazał im się niesamowity widok. Erynkrist opuścił miecz i podniósł przyłbicę, nie wierząc własnym oczom. W centrum kotliny stały odwrócone do siebie plecami dwie postaci. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jedna z nich nie była drobnym, rudowłosym mężczyzną, wysokim na zaledwie jakieś pięć stóp, a druga dwa razy od niego wyższym minotaurem. Kotlina była usiana ciałami wielu goblinów i kilku hobgoblinów. Parę otaczał pierścień złożony z kilkunastu małych istot, próbujących nieśmiało dźgać swoich wrogów włóczniami. Gdy następna istota ośmieliła się zbliżyć, w jej piersi utonął miecz mężczyżny. Erynkristowi zdało się, że ten rozbłysnął na chwilę niebieskim światłem. - I kolejny na moim koncie! – zaśmiał się drobny mężczyzna, parując pchnięcie włócznią następnego goblina. Minotaur zdawał się być już znudzony. - Kończmy to, Lomi. Szkoda czasu. Bestia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych