Opowieść Bez Tytułu - Rozdział 5, część 1
Dalsza czesc powiesci. Nowa, ciekawa postac, troche wiecej realiow swiata i czesc dalsza intrygi. Prosze oceniac i komentowac.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Po posiłku gospodarz pozostawił wędrowców w salonie, gdzie przy kominku rozłożono dla nich posłania. Wcześniej Veliel wręczył im klucz do jedynych drzwi prowadzących do pokoju, prosząc by się zamknęli drzwi i nie wychodzili ze względu na dzieci. Jak powiedział były żołnierz, jego córka i syn raczej bali się obcych, a szczególne przerażenie mógłby w nich wzbudzić widok olbrzymiego taraera. Tymczasem Kalisto ani razu się nie obudził, wciąż pozostawając w kamiennym śnie, spoczywając na sofie. Jego ogromna porcja jedzenia leżała na stole obok nadal nietknięta. Tisha trochę żartobliwie mówiła, że pierwszą rzeczą o jakiej pomyśli po obudzeniu będzie właśnie strawa. Everic zamknął drzwi na klucz i w zamyśleniu podszedł do okna. Na zewnątrz wciąż szalała burza, a wstęgi błyskawic przeszywały niebo. Gdy zobaczył w oddali piorun kulisty, przypominający wyglądem gigantycznego pająka, przypomniał sobie walkę na trakcie. Przez chwilę wahał się, czy dobrze robi, ale zaraz odrzucił wątpliwości. - Tisha, podejdziesz? Elfka powoli zbliżyła się do okna, stając obok człowieka. Wyglądał znacznie lepiej, podobnie jak i ona, po kąpieli, jaką zaoferowała obojgu Elera. Choć domyślała się, że gospodyni bardziej zależy na zachowaniu czystości jej domu, niż wygodzie gości, była jej wdzięczna za udostępnienie balii z wodą i odrobiny mydła. - O co chodzi? – zapytała szeptem. - Powiedz mi, jak zabiłaś tamtego człowieka? Jeśli już podróżujemy razem, nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic – dodał cicho, choć stanowczo. Dziewczyna westchnęła, odgarniając odruchowo kilka warkoczyków za ucho. - Wiesz przecież, nie jesteś głupi. Magia zawsze była domeną elfów, a ludzie pojęli ją tylko w kilku nieznacznych aspektach. – Zaczęła tłumaczyć. – Niewielu śmiertelnych potrafi gromadzić manę i kontrolować jej przepływ do tego stopnia, by wywoływać fizyczne efekty. Ale dla nas, elfów, to nic nowego. Doskonalimy sztukę czarodziejską od wieków, zwykłe ludzkie życie nie wystarczy, by poznać tak wiele sekretów magii. Więcej nie mogę powiedzieć, więc nawet nie pytaj. Everic skinął głową nieznacznie. Mnóstwo ogólników, niewiele konkretów, pomyślał, choć postanowił nie drążyć już tego tematu. Przynajmniej na razie. - Co z Kalistem? – zapytał Everic po paru chwilach ciszy. – Wiesz, że nie możemy tu długo zostać. - Wygląda na to, że ma złamane żebro, nie jest to poważna rana. Podobnie z pociskiem w nodze. Wyliże się – powiedziała szeptem. – Choć będzie kuleć dość długo, mogą się pojawić niewielkie problemy z oddychaniem. Ale to wszystko minie. Rany taraerów leczą się szybciej niż twoje, czy moje. Złodziej pokiwał głową. Nie wiedział jak się zachować, gdy starożytny został ranny. Z jednej strony, nie był już pod presją, elfka nie mogła go powstrzymać przed odejściem. Jednak pojawiało się też pytanie – dokąd miał pójść, i jak przetrwać samemu? Z pewnością samotnie nie dałby rady grupie napastników, a ich nieznani wrogowie z pewnością jeszcze się nie poddali. „Nie, to jeszcze nie jest dobra chwila”, pomyślał. „Zostawię ich w Anigrze i tam zacznę nowe życie”, dodał w myślach i uśmiechnął się delikatnie do siebie. Z rozmyślań wytrącił go głos elfki. - W takiej sytuacji, myślę, że wyruszymy pojutrze. Kalisto będzie musiał podróżować konno, więc znowu będziemy dzielić wierzchowca. - Tak. To dobre wyjście. – Odparł złodziej, stukając cicho palcem w szybę. – Ale musimy też zrezygnować z głównego traktu. Mniej prawdopodobne, że znajdą nas na mało uczęszczanej drodze. - Masz rację i tak też zrobimy – powiedziała radośniejszym tonem, zadowolona, że złodziej wykazuje inicjatywę. Tisha odeszła od okna, by usiąść obok Kalista. Spojrzała na swojego ogromnego przyjaciela z troską. Everica trochę przygnębiła ta scena. Jakby nie patrzeć, taraer uratował mu życie, być może nie pierwszy i nie ostatni raz. Złodziej bez słowa odszedł od okna, zasłaniając je starą firaną i ułożył się na posłaniu, wcześniej dokładając nieco drewna do paleniska. Nad kominkiem wisiały dwa szerokie miecze, całkiem zwyczajne, choć niesamowicie wyszczerbione. Obydwa musiały przetrwać niejedną walkę. Złodziej wyobraził sobie niesamowite przygody i walki, jakie mógł przeżyć Veliel. W królestwie nie było już prawdziwych bohaterów. Byli sławni najemnicy, ale czy można ich było nazwać bohaterami? Nie, pomyślał złodziej. Potwory zostały przepędzone, ziemia ucywilizowana, a prawo ustanowione. Poszukiwacze przygód albo stali się najemnikami, odeszli na emeryturę lub opuścili kraj w pogoni za sławą, szukając szczęścia gdzie indziej. Takich domów jak ten z pewnością było niewiele na ziemiach Korony. Złodziej potrząśnieciem głowy przerwał swoje rozmyślania, decydując się jednak poddać zmęczeniu. Tej nocy wszyscy spali dobrze. Everic pierwszy raz od wielu lat mógł spać nie nękany niepokojem - domostwo Veliela i Elery wytwarzało niesamowitą, wręcz nienaturalną aurę spokoju i bezpieczeństwa. Choć z przezorności i tak przed…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil atreides
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…