Ostatni.... A może jednak nie?
Nie wszyscy są tym, na kogo wyglądają. Stwierdzenie banalne - ale czasem znaczy zupełnie coś innego niż nam się wydaje....
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zobaczyłem ją na deptaku. Czasami potrafię iść i niczego nie widzieć, kompletnie zanurzony we własnych myślach. Tak wtedy było. Ale coś nagle kazało mi odwrócić wzrok. Miała rudo-złote włosy, prostą, pomarańczową suknię. Wyglądała jak największa na świecie marchewka. Ale tak się w tą marchewkę zapatrzyłem, że prawie władowałem się do sklepu... przez okno wystawowe, nie przez drzwi. No i tyle. Przeszła środkiem deptaku, ja stałem koło sklepu i patrzyłem się. Na moment odwróciła głowę w moją stronę. Wydaje mi się, że się uśmiechnęła. I tyle. Odeszła. Ale ja nie zapomniałem jej wielkich brązowych oczu. Sporo czasu minęło. Nigdy nie miałem nadziei, że spotkam ją ponownie - w tak dużym mieście to chyba nie jest możliwe. Przez pewien czas plułem sobie w brodę, ze wtedy nie podszedłem, nie zrobiłem niczego. Bo ona tak łatwo nie chciała wyjść z mojej głowy. Ale z czasem prawie zapomniałem, żyłem swoim życiem i to mnie zajmowało całkowicie. Do czasu. Pewnego dnia poszedłem na koncert. Muzyki za którą nie przepadam, poszedłem tam tylko dla zabicia czasu. Wszedłem do lokalu, znalazłem sobie miejsce pod ścianą i czekałem na występ. No i mignęło mi coś rudo-złotego. Z początku nie skojarzyłem, ale po chwili.... Tak, przecież to Ona!! Z początku, niezbyt zdecydowany, tylko się przyglądałem jak stała. Chyba jej też niezbyt się podobało. Po chwili zdecydowałem, że chyba byłbym totalnym idiotą gdybym nie podszedł. Ale nie zrobiłem tego. Nie tak od razu. Bałem się chyba, że nie okaże się taka wspaniała, że nie da się z nią rozmawiać. Marzenia prysną. Jednak podszedłem. - Cześć. Spojrzała na mnie, początkowo ze zdziwieniem. Ale szybko przerodziło się ono w uśmiech - ciepły, miły uśmiech. - Pamiętam cię - odpowiedziała - nie pamiętam już skąd, ale pamiętam twoją twarz. - Widzieliśmy się tylko raz, przez chwilę, na deptaku. Myślałem, że mnie w ogóle nie zauważyłaś. - A jednak. Słuchaj, nie trafiłeś na najlepszy moment - właśnie muszę wyjść. Ale skontaktuj się ze mną, zadzwoń pod numer 952-820-2349. Ja mam na imię Eilineaah. I wyszła. Znowu nie mogłem się zebrać, tym razem żeby do niej zadzwonić. „A może jednak nie będzie taka jak bym chciał??” - „A może będzie lepsza niż bym chciał do ciężkiego diabła!!!!!!!” No i zadzwoniłem. Umówiłem się z nią na Placu. W ogóle nie miałem pojęcia, gdzie byśmy mogli iść. - Słuchaj, czy ja mogę zaproponować miejsce do którego pójdziemy?? - zapytała gdy tylko się przywitaliśmy, rozwiązując mój problem. - Oczywiście. No i wylądowaliśmy na... cmentarzu. Ale nie na normalnym cmentarzu. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Nie słyszałem też, żeby jakaś cywilizacja tak chowała swoich zmarłych. Wszystko wyglądało jak środek zimy w lecie. Wielkie, białe nagrobki, nie wyciosane ludzką ręką - to było tak, jakby ktoś wylał białą lawę, a następnie pozwolił jej zastygnąć. Na tych nagrobkach runiczym pismem wykute były imiona?? a może coś innego?? Nie wiem nie potrafiłem ich odczytać. A wszystko wręcz tonęło w zieleni, zupełnie innej od miejskich, pożółkłych od spalin drzew. I tak już było z Eilineaah. Innego razu zabrała mnie do podziemnej groty, gdzie chciałem już zostać na zawsze. W życiu nie wiedziałem piękniejszych i jednocześnie dziwniejszych miejsc niż te które pokazała mi ona. Nie spodziewałem się, że to wielkie betonowe miasto może kryć w sobie i koło siebie tyle piękna. A Eilineaah?? Ona była tak jak wszystko co mi pokazywała - najdziwniejsza. Mówiła niewiele. Ale to nie przeszkadzało - bo nigdy nie marnowała słów. To co już powiedziała wydawało się najodpowiedniejszymi w danej chwili słowami.
- Dziś jest niezwykły dzień - powiedziała pewnego dnia. To. I tylko tyle. Zaprowadziła mnie do parku, w najciemniejszy zakątek, tak aby nikt nas nie widział pośród nocy. - Teraz zamknij oczy. I zaufaj mi. Choćby nie wiem co się działo, nie wiem co byś czuł, nie otwieraj ich. Zaufaj mi. Zamknąłem. Po kilkudziesięciu sekundach poczułem jak coś mnie obejmuje. Ramiona czegoś żywego. Ale nie ludzkie. - Proszę, nie otwieraj - usłyszałem jej głos nad uchem - proszę Zaufałem jej. A po chwili poczułem jak moje nogi odrywają się od ziemi. I poczułem pęd powietrza. Jakbym.... leciał?? Trwało to kilkanaście minut. I w końcu poczułem, że moje stopy znów stoją na czymś. Zniknęło gdzieś to, co mnie obejmowało. - Proszę, nie otwieraj jeszcze, jeszcze tylko chwilka. Po kilkudziesięciu sekundach usłyszałem: - Teraz już możesz. Otworzyłem. I pierwsze co zrobiłem to zmachałem rękoma, by nie spaść w dół. Bo stałem na dźwigarze największego mostu w mieście. Pode mną było ponad sto metrów pustej przestrzeni, do nawierzchni mostu. A potem jeszcze kilometr - bo muszę dodać, że nasze miasto jest rozcięte na dwie części ogromnym kanionem, na dnie którego płynie rzeka. A my staliśmy na powierzchni trzy na trzy metry. Ale niezbyt długo zastanawiałem się nad lękiem wysokości, bo w całości pochłonął mnie widok roztaczający się z tego miejsca. Wiem, że takie same widoki miasta w nocy można zobaczyć na widokówkach robionych z helikoptera, ale nie ma żadnego porównania z tym co można zobaczyć i przeżyć samemu stojąc w miejscu jak to. Gdy czujesz wiatr na twarzy, widzisz trójwymiarowe układy świateł i migotanie księżyca w odległej wodzie, możesz momentalnie się uzależnić. - To.. to jest.... fenomenalne. Ale jak my się tu znaleźliśmy??? - Nie pytaj, proszę. To.... ja po prostu nie mogę ci tego powiedzieć. Staliśmy tak kilkanaście minut. Ja się tylko patrzyłem, ale to wystarczało. - Słuchaj.... od czasu.... - wiedziałem co chcę powiedzieć, ale nie mogłem złożyć tego w sensowną wypowiedź - ....gdy cię poznałem..... mmmm.... wiesz, wiesz, że ja..... - Nie kończ, proszę. I tak nie mamy szans. Wiesz....... - zamilkła na dłuższą chwilę - Zamknij jeszcze raz oczy. Chcę byś zrozumiał. Zamknąłem. Nie wiem czy dobrze mi się wydaje, ale przez wiatr chyba słyszałem cichy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jfidelk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…