Wróć do katalogu

Oto Julia cz. II

kolejna odsłona

yuka, opublikowano , 13 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dopiero gdy weszłam na swoje piętro oblała mnie fala gorąca. Pod moimi drzwiami rozkwitł najprawdziwszy wiosenny ogród. Dookoła było pełno róż. W głębi duszy ( w bardzo dalekiej głębi) jestem romantyczką, więc widok ten zaparł mi dech w piersiach. Dosłownie, nie mogłam oddychać ani nic powiedzieć. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu, chociaż nie wiedziałam dlaczego. Gdy emocje opadły a zdolność myślenia uwolniła się z zapachu kwiatów, sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Lenki. Ona, jako maniaczka teorii spiskowych i romansów, stwierdziła (i nie dała sobie tego wybić z główki), że sprawcą ów zamieszania, jest nikt i inny jak mój uroczy „Pocieszyciel”. Nie mogłam ani zaprzeczyć, ani potwierdzić, bo niestety, mimo moich drobiazgowych poszukiwań, nie znalazłam żadnego liściku świadczącego o tożsamości sprawcy. Moje rumieńce przybrały kolor czerwonych róż. Pozbierałam co do płateczka wszystko i wniosłam do domu. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Ciekawość pożerała mnie od środka. Nazajutrz jednak, zamiast być w euforii, snułam się bez celu w totalnym przygnębieniu. Nie wiem co sobie wyobrażałam, ale chociaż telefon mi się należał. Tym bardziej, że zdobycie mojego numeru telefonu nie powinno mu sprawić najmniejszego problemu. Znał przecież mój adres i imię, a to już połowa sukcesu. Rzekłabym nawet, że ( i w tym momencie użyję nielogicznego stwierdzenia) „większa połowa”. Pewnie sobie teraz myślicie: a) „ Na co tu czekać? Sama go znajdź!” b) „Weź sprawy w swoje ręce, kobieto!” c) „Facet zostawił Ci z setkę róż pod drzwiami, a Tobie jeszcze mało?” I tu tkwi nasz wspólny problem – za dużo myślimy. Zbyt wiele w nas jest z taktyka, który skrzętnie notuje w pamięci każdy gest i słowo, żeby potem je zanalizować. A po co? Będzie chciał – zadzwoni, nie będzie chciał – nie zadzwoni. Proste. Nie ma nic pomiędzy. Nie mniej jednak mi samej bardzo dużo czasu zajęło się oswojenie z tą myślą. Oświeciło mnie po kilku ostatnich randkach, organizowanych trochę na siłę. Mila i Lena chciały koniecznie mnie wyswatać, a ja – niestety – nie należę do osób typu Lenki, które świetnie się czują w każdej sytuacji i towarzystwie. Lenka pasowałaby do reklamy chipsów: „Jest lenka – jest impreza”. Zboczyłam z tematu. Chciałam powiedzieć, że w większości ( i mam na myśli jakieś 90%) moich randek z góry było skazanych na niepowodzenia. Po prostu wiedziałam, kiedy do drugiej randki dojdzie, a kiedy nie. Z czasem moja teoria się potwierdziła, a kolejne „przypadki” potwierdzały tylko regułę. Dlatego też, tym razem nie mam najmniejszego zamiaru ów wielbiciela szukać, a tym bardziej wydzwaniać do niego. Koniec kropka. Czuję się teraz jak jakaś przodowniczka, za którą podąża naród. Brakuje mi tylko munduru i flagi, bo ego już jest  Czas zejść na ziemię i ruszyć do pracy. A tam kolejna bitwa – z głupotą. Z przykrością musze stwierdzić, że szefową to ja jestem paskudną, przynajmniej dla tej „niebywale” głupiej dziewczyny. Uhhh, już po jednym dniu spędzonym w jej nieustannym towarzystwie i już nabieram jej nawyków. Jak tak dalej będzie, to minie miesiąc, a to ja będę rudzielcem. Znowu zaczynam z rymami. Mam chyba zły dzień. To pewnie przez tego, jak mu tam było? Pawła. Kurcze – Pocieszyciela, no. Zaprząta mnie niepotrzebnie myśli. Jak znam swoje szczęście, to pewnie okaże się, że to nie on podrzucił mi kwiaty, tylko jakiś obleśny, śliniący się pracownik budowy, tej na przeciwko. Nie, on by nie miał tyle kasy… Już zaczynam analizować, dopowiadać sobie dziesięć tysięcy możliwych rozwiązań, a przede wszystkim to zaczynam chyba świrować, a na pewno panikować. -Wejść! – ups… chyba trochę za głośno – Przepraszam, zamyśliłam się i wybiłaś mnie tym pukaniem. Co się stało? – zrobiłam minę godną anioła. -Miałam łączyć dopiero po konsultacji, tak? – zapytała Lidka niepewnym głosem. Brzmi jak z jakiejś bajki dla dzieci hehe. -Tak, miałaś … i ….. – jestem cierpliwa i wyrozumiała, jestem cierpliwa i wyrozumiała, jestem cierpliwa i wyrozumiała, jestem cierpliwa i wyrozumiała…. - Lidka, mów wreszcie kto dzwoni. - Nie wiem. – pisnęła jak mysz kościelna - Jak to nie wiesz? – moja wyrozumiałość wychodziła już uszami. - Nie przedstawił się, ale powiedział, że czekasz na jego telefon. - Hmmm, dobra, połącz go. Lidka, nie stresuj się tak – zmusiłam się na uśmiech, ale naprawdę tego potrzebowała. Miałam pewne obawy, co do tego telefonu, ale podniosłam słuchawkę. -Julia Dworak, słucham? – standardowe powitanie. - Cześć córuś! Jak się masz? Dobrze Ci w tej Warszawie? – wesoły głos strzelał do mnie pytaniami jak z co najmniej kałasznikowa. - Cześć … tato. – Nie powiem, byłam kompletnie skołowana jego telefonem. Akurat nie jego się spodziewałam. Przez ułamek sekundy miałam cichą nadzieję, że to ten od kwiatów. A tu tata, z którym nie rozmawiałam od wieków. Po kiego on do mnie dzwoni? Co mam mu teraz powiedzieć? Może: „Miło się słyszeć tato”, albo „Jak to dobrze, że mi o sobie przypominasz, po tym jak odszedłeś 15 lat temu!”. Spokojnie, tylko spokojnie. Oddychaj, tak oddychaj. Te parę sekund mojego milczenia trwa chyba wieczność. Czuje jak łzy napływają mi do oczu i nie mogę w żaden sposób ich powstrzymać – Cóż za niespodzianka. Hmmm… Dlaczego powiedziałeś mojej asystentce, że czekam na twój telefon? - A nie czekasz? – na chwilę zamilkł – Sądziłem, że jeżeli się przedstawię to nie odbierzesz. Bałem się, że nie będziesz chciała ze mną rozmawiać. - W tym się akurat nie mylisz. Nie mam ochoty na rozmowę z tobą, tak jak ty nie miałeś przez ostatnie kilkanaście lat. Dowidzenia. – i odłożyłam słuchawkę. Nie jestem aż tak pozbawiona uczuć, bardzo chciałam z nim porozmawiać. Marzyłam o tej chwili, od momentu kiedy nas zostawił. Lecz czas mijał, marzenia się nie spełniły i nauczyłam się życia bez niego. Dlaczego miałabym teraz z nim prowadzić miłą pogawędkę? Bo on tak postanowił? Co to, to nie. Nikt nie będzie ustawiał mi życia, bez mojej wiedzy. W jednaj chwili wróciły do mnie, niczym bumerang, wszystkie wspomnienia. Należałoby, więc zacząć wszystko od początku.

Zawsze wydawało mi się, że moi rodzice są dla siebie stworzeni. Wydawało mi się to tak oczywiste. Wierzyłam we wszystkie te bajki o przeznaczeniu i losie, który gdzieś tam się kiedyś spełni. Jak mogłam w to nie wierzyć, skoro przykładem działania losu byli moi rodzice? Szaleńczo się w sobie zakochali. Byli ze sobą niezwykle zgodni w niemalże każdej kwestii. Poza tym bardzo się szanowali, co dla mnie do

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych