Wróć do katalogu

Owoc bezradności

dylemat przyszłej samotnej matki

Akima, opublikowano , 12 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Magda wróciła właśnie od lekarza. Gdy próbowała otworzyć drzwi, ręce tak jej się trzęsły, że ledwo trafiła kluczem do zamka. Usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Ale hałas i nagły napływ zbędnych informacji nie mógł zagłusić myśli kłębiących jej się w głowie. Słowa lekarza odbijały się echem w jej umyśle, wciąż i wciąż, bez końca. Jakby została uwięziona w jakiejś piekielnej pętli czasowej. "Jest pani w ciąży, gratuluję", powiedział lekarz po dokładnym badaniu. Tak dobrze znała te słowa, z oglądanych filmów, z książek. Tylko, że wtedy bohaterka zwykle podskakiwała ze szczęścia i szła szybko do męża lub chłopaka podzielić się radosną nowiną. Teraz niestety tak nie było. Nie miała do kogo iść, nie było męża, chłopaka, czy nawet kochanka, z którym by się widywała w weekendy. Wiedziała czyje to dziecko. Piotrka. Spotkała go miesiąc temu na imprezie u koleżanki. Ale to była znajomość na jedną noc i nigdy nie sądziła, że coś z tego będzie. Prawdę mówiąc to do dzisiejszego dnia wcale o nim nie pamiętała. Nie miała najmniejszego zamiaru mówić mu o tym. Sama wychowa swoje dziecko. On by pewnie nawet nie skojarzył, kim ona jest. Ale… co to znaczy, że sama wychowa dziecko?! Przecież ona nawet nie była pewna, czy chce zostać matką, a szczególnie teraz. Dopiero co dostała pracę, nie może od razu wziąć macierzyńskiego. Nie była to, co prawda jej wymarzona posada, ale pozwalała jakoś przeżyć. Bez wielkich luksusów, jednak nie przymierała głodem. Ale dla dziecka trzeba kupić tyle rzeczy: śpioszki, smoczki, wózek, nosidełko… A jedzenie dla niej? A rachunki? A jakiekolwiek przyjemności? Nie mówiąc już o tym, że musiałaby całkowicie zrezygnować z życia towarzyskiego, bo dziecko wymaga całodobowej opieki. Nie poradzę sobie, myślała, a łzy płynęły jej bezradnie po policzkach, nie jestem jeszcze na to gotowa.

Przez cały kolejny tydzień rozmyślała, o swojej przyszłości. Stwierdziła, że fakt noszenia w sobie dziecka uczynił ją już pełnoprawną matką, a przecież potępiała matki, które porzucały swoje dzieci. Jej własna wyrzekła się jej, gdy tylko, następnego dnia po wizycie u lekarza, Magda zadzwoniła do niej i powiedziała, że będzie miała nieślubne dziecko. Zresztą nigdy nie układało im się najlepiej, szczególnie po śmierci ojca Magdy. Nie mogła wytrzymać w swoim rodzinnym domu. Jak tylko skończyła 18 lat, zatrudniła się w niewielkim osiedlowym sklepiku i wynajęła kawalerkę w obskurnej kamienicy na przedmieściu. Wkrótce jednak właścicielka sklepu zwolniła ją z pracy, bo Magda romansowała z jej mężem. Znowu groziła jej bieda, gdy nagle koleżanka powiedziała jej o wolnej posadzie w barze swojego ojca. Pracowała tam dopiero od dwóch miesięcy i miała nadzieję, że jeśli przedstawi swoją sytuację szefowi to on ją zrozumie. Była pewna, że po tak krótkim stażu nie dostanie podwyżki, ale może chociaż dodatkowy etat... Teraz była już przekonana, że wychowa to dziecko bez niczyjej pomocy. Może czasem poprosi którąś koleżankę, żeby je popilnowała podczas jej nieobecności. Ale przyrzekła sobie, że nigdy nie będzie od nikogo pożyczać pieniędzy. Już i tak miała zapożyczoną duszę, nie potrzebowała robić sobie jeszcze długów, których i tak nie miałaby z czego spłacić. Wyprosiła u szefa tydzień urlopu i zaliczkę na ten miesiąc. Postanowiła zrobić niewielkie zakupy. Niewielkie, bo i pensja była niewielka, dostawała najniższą dopuszczalną stawkę, ale szef obiecał jej, że za dwa miesiące dostanie podwyżkę. Wcześniej nie może, bo sam nie ma na razie pieniędzy, a bar nie jest najbardziej dochodowym interesem. Przez pierwsze trzy dni kupiła smoczki, grzechotki i kilka ubranek, białych, bo nie wiedziała jeszcze, jakiej płci będzie dziecko. Czwarty dzień urlopu przeznaczyła na odpoczynek, siedziała przed telewizorem i oglądała wypożyczone filmy. Popołudniu znudziła się telewizją i zajęła porządkami. Wśród sterty książek, wycinków z gazet i starych zeszytów szkolnych, odnalazła swój pamiętnik. Nic nadzwyczajnego, po prostu brulion A4 z ponaklejanymi nalepkami z wafelków, które zbierała, gdy miała dwanaście lat. Otworzyła go na pierwszej stronie i zaczęła głośno czytać. Trochę do siebie, a trochę do dziecka, któremu chciała przybliżyć historię jego matki.

15 stycznia 1996 Nie mogę już tego znieść!! Matka znowu wysłała mnie na górę. Uderzyła mnie! Nigdy jej tego nie wybaczę. Ja nie mogłabym być taka dla swoich dzieci. Sądzi, że wszystko jej wolno, już i tak ciągle jej ustępuję jak tylko mogę. Mam nadzieję, że szybko się stąd wyprowadzę.

18 stycznia 1996 Jestem na nią taka wściekła!! Kiedy wracałam ze szkoły, wydarzył się wypadek. Zagapiłam się, stałam tam chyba z pół godziny i patrzyłam, jak sanitariusze wnoszą bezwładne ciała ofiar do karetki. To było straszne! Wróciłam do domu i chciałam opowiedzieć o tym matce, ale ona nie dała mi dojść do słowa. "Gdzie byłaś?!" - zapytała, gdy tylko przekroczyłam próg. Chciałam odpowiedzieć, ale zadała kolejne pytanie: "Jak możesz tak się nade mną znęcać? Zamartwiam się o ciebie, a ty szwendasz się gdzieś, niewiadomo gdzie!!". Wkrótce posypała się z jej ust cała salwa skarg i żalów. Nie mogłam jej nic wytłumaczyć, bo za każdym razem mi przerywała. W końcu krzyknęłam: "Daj mi wreszcie coś powiedzieć!!!". I uderzyła mnie w twarz. "Przeproś!!", rozkazała. "Powiedz, że kochasz swoją mamusię i przeproś!". "Kocham", oznajmiłam, ale nie przeprosiłam, mimo, że strasznie się na mnie darła i wysłała mnie do pokoju, znowu.

21 stycznia 1996 Matka odkryła dzisiaj, że palę. Palę od dawna, ale ona o tym nie wiedziała. Weszła do łazienki, gdy właśnie zapalałam drugiego papierosa ( wróciła wcześniej z pracy ). Powiedziała tylko: "Mam nadzieję, że nie kradniesz moich pieniędzy, żeby kupować to świństwo" i wyszła. Nie wiem, jak można aż tak bardzo nie przejmować się swoim dzieckiem.

22 stycznia 1996 Dziś są moje urodziny, ale matka dopiero wieczorem sobie o tym przypomniała. Cały dzień się do mnie nie odzywała, nie wiem, czy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych