Paweł
Niepełnosprawny chłopiec w szkole. Dla dzieci.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Paweł jest moim najlepszym kolegą, znamy się od pierwszej klasy ale… …najlepiej będzie jak zacznę od początku. Był pierwszy dzień roku szkolnego. Dotychczas chodziłem do zerówki w tej samej szkole, niby wszystko to samo ale jednak coś innego, rozpocząłem pierwszą klasę. Zerówka to taka trochę szkoła, ale trochę też przedszkole, jednak pierwsza klasa to już coś. Mamy nową panią, nowe książki i zeszyty. Zamiast bawić się, zaczęliśmy prawdziwe lekcje. Bardzo się cieszyłem z tego że rozpocząłem szkołę. Na pierwszej lekcji nasi rodzice stali z tyłu klasy a my po raz pierwszy usiedliśmy do naszych ławek. Przede mną siedział mój kolega Jeremiasz, za mną Mariusz. Wszystkich znałem, przecież razem chodziliśmy do zerówki, jednak w ostatniej ławce, w rzędzie przy oknie siedział chłopiec którego nie znałem. Po opuszczonej głowie rozpoznać można było, że nie czuł się zbyt dobrze w tej nowej sytuacji. Za nim stała jakaś pani, - To chyba jego mama – pomyślałem. Trzymała rękę na jego ramieniu, wyglądało to jak by chciała mu dodać otuchy. - Pewno przyszedł z jakiegoś przedszkola i boi się nowego miejsca, ciekawe kto to jest - pomyślałem. - Chciałam wam przedstawić nowego ucznia, - usłyszałem głos naszej pani. - Paweł, proszę wstań i pokaż się wszystkim. Wszystkie oczy skierowały się na chłopca z ostatniej ławki. Chłopiec wstał, ale zrobił to jakoś tak ślamazarnie, wydawało się że jego mama pomagała mu wstać. Był jakiś dziwny i przestraszony ruszał się też jakoś dziwnie. Gdy skończyła się nasza pierwsza lekcja i wyszliśmy na korytarz, wtedy wszystko zrozumieliśmy. Paweł kulał, gdy szedł przechylał się mocno raz na jedną, raz na drugą stronę. Po prostu, poruszał się inaczej niż inni. Następnego dnia nie było już w klasie naszych rodziców. Siedzieliśmy w ławkach a nasza pani pokazywała nam literki. Uczyliśmy się liter w zerówce, więc znałem wszystkie, prawie wszystkie bo nie wiedziałem co to jest za znak „X”. Później pani pokazała nam cyferki. Również nie miałem z nimi żadnych kłopotów, ale jak zaczęliśmy składać po dwie cyferki, to niektórzy w klasie mieli z nimi dużo kłopotów. Najpierw na tablicy ukazały się: jeden i dziewięć. - Co to za liczba? - zapytała pani. - To jest dziewiętnaście, - odpowiedział ktoś w klasie. - A jaka jest następna liczba po dziewiętnastu? – zapytała nauczycielka. Znowu większość zgłosiła się do odpowiedzi, ale pani poprosiła Pawła, który wcale się nie zgłaszał. Siedział na lekcji i wydawał się taki nieśmiały. - Chłopiec wstał, trochę się zamyślił. - Zapomniałem, - odpowiedział po chwili namysłu. -Paweł, zastanów się, co jest po dziewiętnastu? – zapytała ponownie nauczycielka. - To chyba będzie... To na pewno będzie dziesięćnaście - i w tym momencie uśmiechnął się. Cała klasa zaczęła się głośno śmiać, nawet nasza pani stała uśmiechnięta. - Paweł, nie ma takiej liczby jak dziesięćnaście, - poprawiła chłopca. - Po dziewiętnastu jest kolej na dwadzieścia i zapamiętaj to proszę raz na zawsze. - Nie! – odparł Paweł. - Pani się pomyliła, przecież jest… - i tu zaczął liczyć. - ... sześć, siedem, osiem, dziewięć, a potem jest dziesięć. - To przecież musi być, - i tu znowu liczył, - szesnaście, siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście i dziesięćnaście. Dwadzieścia jest po dziesięćnastu, przecież to takie proste, - i znowu uśmiechnął się. Jeszcze długo śmialiśmy się z kolegi Pawła i jego dziesięćnastego wynalazku. Będąc już po lekcjach, Paweł tak jak wiele innych dzieci, szedł na świetlicę. Spędzaliśmy tam dużo czasu, było tam fajnie, bawiliśmy się zawsze w najróżniejsze zabawy. Jednak pewnego razu nie mieliśmy na nic pomysłu. Nudziliśmy się. Wreszcie Jeremiasz zawołał. - A może zagralibyśmy w piłkę nożną. - Tak! – Jako pierwszy zawołał Paweł. - Ja kocham grać w piłkę! - No ale jak ty chcesz grać w piłkę? – zapytał Mariusz. - Jak to jak? - Przecież na boisku, to takie miejsce gdzie gra się w nogę – odparł Paweł. - Ale ty kulejesz – nie dawał za wygraną Mariusz. W tym momencie Paweł który stał oparty plecami o ścianę, przestał się uśmiechać. - Wezwijcie lekarza, albo przynajmniej pielęgniarkę. – Mówiąc to zaczął obsuwać się na podłogę, coraz niżej i niżej aż usiadł na podłodze. Pani ze świetlicy natychmiast podbiegła do Pawła i z przerażeniem w głosie zapytała: - Co ci jest? - Jestem chory - odpowiedział bardzo wolno Paweł. Powiedział to w taki sposób że w jego głosie słychać było jakaś straszną chorobę. - Ale co Ci jest Pawle? Coś cię boli? Odpowiedz! - krzyczała przestraszona pani. Paweł podniósł rękę, wskazał palcem na Mariusza i rzekł: - Niech on powie. W tym momencie druga pani która również klęczała przy chorym Pawle zawołała przerażona. - Biegnę szybko po pielęgniarkę, on zaczyna bredzić, ma chyba jakieś majaki, - wybiegła ze świetlicy i pędem pobiegła do pokoju gdzie siedzi pielęgniarka. - Niech on odpowie co mi dolega - znowu wskazał palcem na Mariusza. - Proszę pani, ja nic nie wiem, - tłumaczył się Mariusz. - My chcieliśmy grać w piłkę i on się wtedy obsunął na podłogę. - Powiedziałeś że ja kuleję – Paweł przerwał Mariuszowi całkiem zdrowym głosem, potem znowu zaczął jęczeć tak, jak by był nie wiadomo jak bardzo chorował. - Ja kuleję, ratunku! Ja kuleję. Przyślijcie lekarza! Ja kuleję! W tym momencie podeszła do nas pielęgniarka. - Paweł co ci jest? – zawołała. Chłopiec popatrzył na pielęgniarkę i głosem jeszcze bardziej schorowanym wystękał. - Jestem chory, ja…. – i tu przerwał, tak jak by chciał nadać swojemu głosowi jeszcze większej powagi. - … ja, proszę pani, kuleję. - Paweł czy coś cię boli? Przecież ty zawsze kulejesz. - Nic mnie nie boli – odparł normalnym głosem, ale im się wydaje że jak kuleję to nie mogę grać w piłkę. A przecież to nie jest żadna choroba. - W tym momencie wstał z podłogi, uśmiechnął się i zawołał: - No co? Nie zarażę was. Idziemy grać czy nie? Tego dnia nauczyliśmy się, że nikogo nie można oceniać po jego wyglądzie, to że Paweł ma niesprawną nogę, zupełnie nie przeszkadza mu w grze w piłkę. Wprawdzie bieganie nie jest jego mocną stroną a i celne podania piłą też zbytnio mu nie wychodzi, ale za to jest doskonałym bramkarzem. Wiele razy uratował naszą bramkę przed celnymi strzałami chłopaków z drugiej klasy. Dzięki niemu wygrywamy. Następnego dnia, na pierwszej lekcji do klasy przyszła mama Pawła. Razem z synem usiedli na środku klasy. - Paweł urodził się z krzywą nóżką, - zaczęła mama Pawła. - Nauczył się z tym chodzić i biegać. Jest takim samym chłopcem jak wszyscy inni. Jak będzie większy, to lekarze obiecali że zrobią mu operację po której będzie chodził tak jak i my. Do tego czasu musi sobie z tym radzić i jak widać doskonale daje sobie z tym radę. Nie musicie się dziwić że gra w piłkę, że uczestniczy w lekcjach gimnastyki. Nawet jeśli teraz wychodzi mu to trochę gorzej, to niebawem, po operacji będzie mu szło zdecydowanie lepiej. Jak zwykle na początku lekcji nasza pani zaczęła od utrwalenia wiadomości z poprzednich lekcji. Pytała o różne litery, później o liczby i cyfry. Nie było by w tym nic dziwnego, ale tym razem wszystkie pytania zadawała Pawłowi. Jednak ten, nie dał się zaskoczyć. Wiedział wszystko, kiedy pani poprosiła Pawła o to aby policzył do dwudziestu, ten liczył bezbłędnie. - … siedemnaście – głośno liczył. - osiemnaście, dziewiętnaście. – Tutaj jak by głos mu zadrżał ale wszyscy słyszeli że zamruczał coś pod nosem. - Dwadzieścia. Później na przerwie dowiedzieliśmy się że kiedy Paweł mruczał pod nosem, to po cichutku wyrecytował słowo „dziesięćnaście”. - No widzę że wszystko umiesz Pawle, gratuluję. Chłopiec usiadł w ławce a jego buzia rozpromieniła się w triumfalnym uśmiechu. Później gdy już lekcja dobiegała końca, nasza pani kazała nam się spakować i w tym momencie nasz kolega Paweł wstał z miejsca, podszedł do szafki w której była jego szuflada, zapakował całą zawartość do plecaka. Założył pakunek na plecy po czym zaczął się żegnać z uczniami siedzącymi najbliżej. -Paweł a co ty…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil efterlyst
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…