Wróć do katalogu

Piaskiem w oczy Rozdz.I cz. 2

Ciąg dalszy przygód bohatera powieści. Dzień dla niego zaczyna się bólem głowy, a kończy co najmniej tajemniczym spotkaniem.

pisarz, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział I Część 2

Jacek obudził się krzycząc. Tak głośno krzyczał, że samego siebie usłyszał. Usiadł na łóżku. Cały był zlany potem. - Co, koszmarne sny? - spytał mężczyzna. Przetarł oczy i rozejrzał się wkoło. Przy stole siedział jakiś chłop. Jacek nie znał go. Przed nim leżała otwarta gazeta. Wyraźnie przerwał sobie czytanie żeby go spytać, czy śniły mu się koszmary. W końcu co go to obchodzi i co on tu robi? - Tak, śnił mi się jakiś koszmar - odpowiedział bardziej na odczepne niż z grzeczności. Nie czuł się dobrze. W gębie miał jak w trampku. Przyglądał się chłopu nadal badawczo. Nic nie pamiętał. Spodziewał się raczej swojej małżonki choć wszystko to co go otaczało było mu zupełnie nieznane, takie obce. A może ten gość jest u siebie, a Jacek jest tutaj intruzem? Nie mógł sobie nic przypomnieć. Zupełna amnezja. To straszne uczucie. - Gdzie ja właściwie jestem i co ja tu robię? - spytał zdziwiony. - Jesteś u mnie, we wsi Ślężany i właśnie obudziłeś się - poinformował go dość oficjalnie jak pani z informacji na dworcu PKP. Rozejrzał się dookoła. Pokój był skromnie umeblowany. Pod ścianą komoda i łóżko, w którym spał. Na środku stał niewielki, okrągły stół i cztery krzesła. W kącie pokoju był kaflowy piec. - Jak to spałem? - spytał zdziwiony. - Całą noc? - No tak, przespałeś całą noc choć w nocy trochę majaczyłeś. - Co mówiłem? - Mówiłem przecież, że majaczyłeś, a majaczenia nie można zrozumieć - skwitował mężczyzna i dalej przeglądał gazetę. Jacek spojrzał na siebie i stwierdził, że jest tylko w podkoszulce i w slipkach. - No dobrze, a gdzie moje rzeczy? - spytał. - Nie pamiętam, żebym się rozbierał. Tak naprawdę to nic nie pamiętam. - Nie dziwię się - mruknął pod nosem mężczyzna. - A twoje rzeczy wzięła moja Jadzia i trochę je wyczyściła i przeprała co się dało - odpowiedział nie podnosząc wzroku z nad gazety. - Jak to wyczyściła i przeprała, czy to znaczy, że trochę zabrudziły się? - Rzeczy nie były trochę brudne, ale bardzo brudne - powiedział to z naciskiem na słowo "bardzo" - one były.... - w tym miejscu wykonał ręką ruch, jakby coś wyrzucał z ust. - Chce pan powiedzieć, że zwymiotowałem sobie na ubranie!? - Niemalże krzyknął. - No tak właśnie było. Znalazłem cię tutaj niedaleko w rowie, przy szosie. Byłeś zupełnie pijany no i zwymiatany. - Mówi się z w y m i o t o w a n y albo zerzygany. - Poprawił go, dokładnie literując ten wyraz i dodając jednocześnie nowe pojęcie. - No przecież mówię. - Dobra, dobra - powiedział nieco zniecierpliwiony. I co było dalej? Prowadziłem akurat wózek bo jechałem od Macieja. Zawiozłem mu dwa worki pszenicy bo wczoraj mnie o to prosił. Wracałem więc z powrotem do domu i widzę, że w rowie coś leży. Podszedłem bliżej, nachyliłem się i okazało się, że to leży nie coś, a ktoś. To ty leżałeś zupełnie pijany no i do tego z w y m i o t o w a n y - wypowiedział to słowo dokładnie sylabizując. Zlitowałem się więc nad tobą bo akurat zbierało się na deszcz. Wtaszczyłem cię na wózek jak worek kartofli i zabrałem do domu. No, a potem razem z Jadzią położyliśmy cię do wyrka. Ciekawych rzeczy dowiaduje się o sobie. Nigdy przecież nie miałem skłonności do wymiotowania. No, chyba, że zjadłem coś niestrawnego. Ale tym razem to nawet nie pamiętam, kiedy jadłem. Ostatecznie przerwał mu wypowiedź bo wydawało mu się, że trochę fantazjuje. - To jak będzie z tymi moimi ciuchami, da mi pan chociaż jakieś spodnie? - Zaraz zawołam Jadzię i przyniesie jakieś portki. A z tym panem to podaruj sobie. Tutaj nikt do nikogo tak nie mówi. Ja mam na imię Kazimierz. Wołają na mnie po prostu Kazik. To mówiąc wyciągnął do Jacka rękę. Spojrzał na jego dłoń. Była bardzo duża i spracowana. Ręka Jacka w porównaniu z ręką Kazika - przypominająca raczej łopatę - była zdecydowanie mniejsza no i trochę bardziej zadbana. - Ja mam na imię Jacek. - Przedstawił się mężczyźnie i wyciągnął do niego swoją rękę, która była bez porównania mniejsza choć przecież też męska. Uścisnęli sobie dłonie. To było dla Jacka dość bolesne doświadczenie. Ale przeżył ten uścisk. Trzeba przyznać, że siłę w łapie ten chłop ma i nie chciałbym z nim zadrzeć i dostać od niego w twarz z otwartej dłoni, przemknęło Jackowi przez myśl. - Jadwiga, Jadwiga! - krzyknął w kierunku drzwi doniosłym głosem, aż Jacek zląkł się. - Przynieś te rzeczy cośmy zdjęli z tego zalanego faceta, tzn. z Jacka. W wejściu pokazała się kobieta w chustce na głowie. Była w wieku może około 50 lat. Na sobie miała brązową, bluzkę i ciemnoszarą, długą spódnicę. Na tym wszystkim fartuch w niebieskie kwiaty. Na ręku trzymała przewieszone rzeczy. - Nie wszystko jeszcze uschło. Mam pana skarpetki i krawat. - A co z resztą - spytał trochę zaniepokojony. - Wyglądałbym komicznie w samym krawacie, w skarpetkach i tylko w bieliźnie. - Na razie ubierze pan koszulę Kazika, a jak wyschnie to dam pana koszulę. - To mówiąc położyła rzeczy na łóżku. - A tutaj są spodnie Kazika. Takie od roboty bo niedzielnych mi szkoda. Jacek ubrał to wszystko na siebie. Kazik to był duży chłop i jego koszula wisiała na nim jak na wieszaku, a spodniami w pasie mógłby owinąć się chyba ze dwa razy dookoła. Ale nie wybrzydzał. Jadzia i Kazik stali pod ścianą pokoju i przyglądali mu się jak się ubierał. Za wszystko był im bardzo wdzięczny. Kazik wyciągnął go z rowu i przywiózł do swojej chaty. Oboje położyli go kompletnie zalanego do łóżka. Jadzia wyprała jego obrzygane i śmierdzące rzeczy. Okazało się, że Kazik przez całą noc czuwał nad Jackiem. Opowiadał mu potem, że "jakieś dwa lata temu Miecio ze wsi, dał sobie ostro w gaz. Jego żona położyła go do wyra i poszła do drugiej izby spać bo z pijakiem nie będzie leżeć w jednym wyrku. Mieciowi w nocy zachciało się rzygać, a że leżał na wznak to udusił się swoimi rzygami". On sam nie chciał, żeby Jacek udusił się i siedział przy nim całą noc, a Jadzia spała w drugiej izbie". Kiedy Kazik opowiadał Jackowi o tym, nazwał rzecz po imieniu. Jackowi chciało się w tym momencie śmiać i ledwie powstrzymał się. Zrozumiał jednak, że chłopina nie chciał rano znaleźć trupa w swoim łóżku i postanowił czuwać nad pijanym mężczyzną.

Jadzia poczęstowała Jacka rosołem, który nagotowała na obiad. Potem zjadł trochę gotowanej kury z ziemniakami. Wszystko podnosiło mu się do góry, ale jakoś zjadł i nawet poprawiło mu się samopoczucie. Po obiedzie poczuł się jednak bardzo zmęczony. Bardzo bolała go głowa. Miał kaca giganta. Poprosił Jadzię o jakąś tabletkę przeciwbólową, ale w domu nie było takiej, więc musiał dalej cierpieć. Za oknami widać było słońce. Wyszedł, więc przed dom i usiadł na ławce. Był ciepły, bezwietrzny dzień. Spojrzał w niebo. Było czysto niebieskie. Nie widać było żadnej nawet najmniejszej chmurki. Skierował twarz w stronę słońca. Poczuł przyjemne ciepło. Przymknął oczy. Promienie słońca pieściły jego twarz. Myślał o żonie, dzieciach, pracy i o tym co go ostatnio spotykało. Uzbierało się tego sporo. Można by tymi przeżyciami obdarować przynajmniej kilkaset istnień ludzkich. Jak ja to wytrzymuję? - zadawał sobie to pytanie. Przecież jestem...... . Zastanawiał się nad sensem życia. Doskonale wiedział, że wielu ludzi popada czasem w taką melancholię i zastanawia się nad swoim życiem. Jacek miał dopiero 34 lata, żonę, dwoje dzieci, dobrą pracę i wydawałoby się, że niby jest dobrze, ale jednak nie jest wcale tak jak powinno być. Nieustannie nawiedzają go pasma przeżyć, nie zawsze przyjemnych. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to nabywanie doświadczenia życiowego. Kazik też wyszedł przed dom. Stanął w progu, rozłożył ręce i przeciągnął się. Potem spojrzał w stronę Jacka. - Usiądź obok mnie. - Jacek przesunął się w prawą stronę ławki robiąc mu miejsce. Kazik usiadł na ławce. Oparł się wygodnie i wyprostował na siedząco nogi. - Piękny dzień. - Jacek rozpoczął rozmowę rozglądając się dookoła - Kaziu, Chciałem Tobie i Twojej żonie bardzo podziękować. Gdybyś mnie nie przywiózł do siebie do domu to nie wiem, co by było ze mną dalej. - Zrobiłem to co trzeba było zrobić - odpowiedział stanowczym głosem. - Wcale nie musiałeś tego robić. Mogłeś przejść obojętnie i mnie tam zostawić. Nie zrobiłeś jednak tego - powiedział to z prawdziwym podziwem dla niego. - Mnie zawsze uczono, że trzeba pomagać drugiemu i swoje dzieci też właśnie tak uczę. - A właśnie, nie widzę w domu żadnego dziecka. Macie dzieci? - Zmienił temat. - Noo, a jak by inaczej. Pewnie, że mamy. Jadzia mi dała syna Miecia, po swoim chrzestnym i młodszą córkę Marię. - A Maria to pewnie po chrzestnej? - Ależ skąd. Chrzestna Marysi ma na imię Klara. Nie podoba mi się to imię, więc daliśmy jej imię po mojej matce. - A gdzie są teraz wasze dzieci? - Jacek spytał, rozglądając się tak jakby chciał znaleźć je obok siebie. - Oboje poszli do miasta, na studia - odpowiedział. Jacek wyczuł w jego głosie jakby żal. - Gospodarka pójdzie chyba na zmarnowanie bo im w głowie coś innego. - Dodał. - Wiesz Kaziu, ja też zostawiłem rodzinny dom daleko stąd, ale jak mi jest ciężko to jadę w rodzinne strony, do swoich rodziców bo tego potrzebuję. Myślę, że kiedy twoje dzieci kiedykolwiek będą w potrzebie też przyjadą do domu, żeby być ze swoimi rodzicami choć kilka dni, żeby - jak ja to mówię - podładować baterie. Pożalić się, powiedzieć, że im ktoś zrobił krzywdę, albo powiedzieć, że są zadowolone, szczęśliwe, że wszystko im się dobrze układa. W tym czasie z domu wyszła Jadzia i stanęła w progu. Patrzyła daleko przed siebie przysłuchując się rozmowie. Nagle spojrzała na Jacka i powiedziała: - Pięknie mówisz, ale widzę, że sam masz jakieś problemy. Coś cię gnębi. Możesz być u nas tak długo jak będziesz chciał, ale powiedz mi, czy twoi bliscy wiedzą gdzie jesteś? Może martwią się o ciebie? Niestety Jadzia miała rację. Małżonka Jacka nie miała pojęcia, gdzie on jest. Potrzebował tego, żeby być sam i wszystko sobie poukładać. Przed wyjściem z domu wprawdzie pozostawił list, że mają się o niego nie martwić i że nie długo wróci. Wziął kilka dni urlopu i poszedł szukać nie wiadomo, czego. Zupełnie jak Koziołek Matołek z bajki, którą bardzo lubił, gdy był dzieckiem. Odszedł jednak trzy dni temu. Siedzieli dosyć długo w milczeniu na ławce. Głowa Jacka trochę przestawała boleć, ale mimo wszystko czuł się nie najlepiej. Niestety ból głowy był skutkiem ubocznym "wyskoku" alkoholowego i nic nie mógł na to zaradzić. Co najwyżej mógł nie pić, ale teraz to już musztarda po obiedzie. Jackowi jednak bardzo chciało się pić, ale już bynajmniej nie wódki. Jadzia przyniosła mu z domu kubek zimnej wody. Ugasił pragnienie. Wypił jednym haustem całą zawartość kubka aż poleciała mu strużka wody po brodzie. Potem postanowił trochę się przejść. Pospacerował najpierw dookoła zagrody. Gospodarstwo Kazika i Jadwigi było niewielkie. Podobno około 4 hektarów w tym 1 hektar łąk. Chałupa to stara otynkowana parterówka, pokryta kilkudziesięcioletnią dachówką. Dach w kilku miejscach wymagał przełożenia, a tynk nadawał się w całości do wymiany. W jednym końcu podwórka stał nie otynkowany budynek gospodarczy, z którego słychać było ryczenie krowy i chrumkanie świń. Z drugiej zaś strony podwórka stała buda psa - Azora. Przywiązany do niej Azor był rasy nieokreślonej. Azor był starym psem. Kiedy nie spał to leniwie spacerował wokół budy na długość łańcucha. Sierść miał lekko siwawą. Pozostały inwentarz tj.: kury, kaczki i gęsi spacerowały po podwórku. Jacek właśnie w tej chwili wyglądał jak ten inwentarz. Spacerował razem z kurami, kaczkami i gęsiami po zagrodzie. "Kazikowy" drób chodzi tak długo aż Jadzia nie zrobi z którejś kury rosołu. Jacek zdał sobie sprawę z tego, że jego życie jest podobne do życia inwentarza domowego Kazika. Wstaje codziennie rano, idzie do pracy, a po pracy obiad telewizja i spać tyle tylko, że nikt z niego nie zrobi rosołu. Chciałby prowadzić normalne, ustatkowane życie - nawet mu to odpowiada - , a tu los rzuca mu kłody pod

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych