Wróć do katalogu

Pięć Domen: Opowiadania - Przyjaciel: cz. 21 - KON

Coś się kończy, coś się zaczyna

MKP, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Standardowy spokojny półmrok wypełniał kaplicę Arkturosa i jedynie kilka świec rozstawionych wokół ołtarza – przy wsparciu nielicznych magicznych latarenek uwieszonych na surowych ścianach – rozświetlało pomieszczenie bladym światłem. Astralne lampiony wystylizowano na tradycyjne kaganki, tyle że za źródło ognia służyły runy aktywujące i sproszkowane perły pustyni, których uwalniana moc ulatniała się z wolna, tworząc słupki z szarego zimnego światła.

Nic nie zapowiadało nadchodzącej magicznej burzy.

Gwałtowny rozbłysk jednej z tradycyjnych świec zburzył spokój sanktuarium. W ślad za woskowym zniczem poszły kaganki zawieszone najbliżej ołtarza kształtem przypominającego ogromną misę otoczoną balustradą.

Piaszczyste wydmy wewnątrz makutry zaczęły się wznosić i zapadać naprzemiennie, jak stado wielorybów wyłaniających się z morskiej toni, żeby zaczerpnąć powietrza. Na środku miniaturowej pustyni u stóp posągu boga zmiany wyrósł mały pagórek, który z każdą upływającą chwilą zwiększał rozmiary. W końcu nasyp przestał nabierać masy i zastygł w bezruchu. Chaos ustąpił ładowi – zarówno fizycznie, jak i w sferze astralnej.

Nie na długo.

Pozostałe magiczne latarenki i znicze wyrzuciły salwę błysków i zgasły równocześnie. Z górnej części hałdy wybiła owłosiona łapa, potem druga i obie odgarnęły piach ze szczytu nasypu, uwalniając kłąb ciemnej sierści, z którego sterczały szpiczaste, rysie uszy. Głęboki głośny oddech rozbił się echem o ściany. Po nim nastąpiło kilka kolejnych: krótkich i łapczywych, takich, jakie robi człowiek po długim bezdechu.

Wzgórek wybuchł, uwalniając resztę smukłego ciała. Bruka o wchodzącym w nocny fiolet ciemnogranatowym umaszczeniu wypadła z pylistej kurzawy.

Kasłała potwornie.

Wyschnięte na wiór płuca odmawiały posłuchu i wyrzucały powietrze, wywołując potworne konwulsje.

Mistyczka spadła na podłogę i zwinęła się w kłębek. Powracająca świadomość wymusiła spokój, a małe łyczki tlenu oswoiły odnowione ciało z procesem oddechu. Odczuła zimno bijące od kamiennej podłogi. Jej nieużywane od lat organy, budziły się do życia, a mózg dopiero uczył regulować temperaturę. Po kilkudziesięciu gwałtownych spazmach drgawki ustały. Uspokoiła się na tyle, by spróbować wstać.

Upadła na kolana i w porę podparła ramionami, odwołując randkę twarzy z podłogą.

– Potrzebujesz pomocy, Sebil? ¬– rozbrzmiał stanowczy damski głos.

– Przydałoby się Tat… – Bruka przerwała i spojrzała na postać w szarym habicie. – Milena?

– Sporo się zmieniło – oświadczyła Matka Karevis i otuliła mistyczkę kocem.

– Ile spałam?

– Siedem lat.

– To tłumaczy, dlaczego to była najcięższa pobudka od kilku stuleci.

Milena podała jej kubek wody, który przyniosła razem z kocem i ciepłym owsianym kleikiem. Brukijka nie radziła sobie jeszcze z czynnością chwytania. Więc Matka podstawiła jej napój pod usta.

Piła, jakby kolejnej okazji miało już nie być.

– Skąd wiedziałaś, że się wybudzę?

– Powiedzmy, że dostałam cynk od przyjaciela.

– Gdzie… Tatiana?

– Wszystko w swoim czasie; na razie pij i ćwicz ciało. Przyda nam się twoja siła.

Mistyczka spojrzała na Milenę podejrzliwym wzrokiem. Zakonnicę otaczała dziwna łuna: zbyt niewyraźna, żeby określić jej źródło. Jedno było pewne: to coś nowego i obcego.

– Witaj w zakonie Sióstr Miłosierdzia Matki Imaltis – oświadczyła Karevis i rozłożyła ręce w geście powitalnym.

********************************************

– Na Arkturosa… – westchnęła Sebil i wzdrygnęła się na samo wspomnienie tego dnia, a myśl o zbliżającym się kolejnym śnie i kolejnej pobudce w świeżym, zregenerowanym ciele, wwierciła się boleśnie w świadomość. – Czułam się wtedy, jakby ktoś mnie przeżuł, wypluł, a potem roztarł o podłogę – oświadczyła, jeżąc na plecach pręgę niemal czarnej sierści.

– Wyglądałaś niewiele lepiej – skomentowała Matka Karevis, odstawiła pustą filiżankę i powstała z krzesła.

– My tu gadu gadu a obowiązki czekają. ¬– Wzięła się za zbieranie naczyń na tacę, ale gdy złapała za ostygły czarny napój, który dodawał energii, mistyczka zabrała jej kubek.

– Zostaw! Jeszcze się przyda.

– Jak chcesz; tylko potem nie biegaj po korytarzu w amoku – przestrzegła ją Matka, uniosła tacę i zawróciła w stronę schodów.

– Mileno…

– Tak, Sebil? – Przystanęła.

– Przepraszam…

– Nie twoja wina: nie ty decydujesz, kiedy się obudzisz.

– Wiem, ale nadal pazury same wyłażą na myśl, że gdybym tylko była wtedy z wami… Perl, Talina, Jon i Tatiana; one nadal by żyły.

– Nie – zaprzeczyła pewnie Matka Karevis. – Chyba zapominałaś, ile czasu minęło.

– Prawda: zawsze zapominam, że twój pasożyt…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych