Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 1
Początek pierwszego tomu prozy w nowym świecie fantasy. Opis skromny ale historia bogata, więc zapraszam:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
POCZĄTEK, POCZĄTKU
Zaspane słońce z wolna wznosiło się nad horyzontem, zwiastując kolejny chłodny jesienny poranek, który swą nijakością nie obiecywał absolutnie niczego wyjątkowego, a wręcz budził niepokój głęboką przeciętnością.
Tak, to był typowy TEN DZIEŃ; dzień bardzo podobny do wszystkich innych, które poprzedzały tę czy inną tragedię. Dzień, w którym samotna wieża nieopodal portowego Dananhal jak zwykle straszyła ponurym cieniem i martwą ciszą – tyle że tego dnia cisza jakby zalegała wokoło i wyczekiwała niczym monstrum zasadzone na nieświadomą ofiarę. Gdyby tego dnia jakiś zbłąkany wędrowiec przełamał strach i odważył się wkroczyć do środka tej samotnej baszty, zauważyłby istotne zwiastuny nadchodzącej zmiany, mógłby coś zrobić, zareagować… Ale nikt taki się nie znalazł.
Tymczasem spokój zaniedbanych pustych korytarzy wydrążonych pod wieżą mąciło echo dochodzące z magicznej pracowni ulokowanej głęboko pod warstwami skał i zabudowy. Astralne fale niosły niewidzialną moc, zmuszając wrażliwe na magię porosty do wielobarwnych migotań, grzybowe kapelusze do przybierania dziwnych kształtów, a zwierzęta do rychłej przeprowadzki. Tak, mistrz Markus, słynny astrolog i arkanista, nie próżnował. Jeszcze przed świtem rzucił się w wir pracy i napędzany entuzjazmem godnym młodego adepta przygotowywał ważne doświadczenie, roztaczając przy tym typową dla niego aurę twórczego chaosu: porozrzucane artefakty, zapisane strzępki pergaminu wyściełające podłogę i resztki niewygaszonych zaklęć pulsujące harmonicznie; wszystko tworzyło wrażenie przejścia miniaturowego magicznego huraganu.
Mojra, gosposia Markusa, standardowo przystanęła w progu laboratorium, wykreśliła na czole runę światła i pocałowała święty medalik uwieszony na szyi – nigdy nie wiedziała, co zastanie w pracowni, a już dawno straciła nadzieję, że będzie to porządek z dnia poprzedniego.
– Na Imaltis! Co tu się stało, profesorze?! – wykrzyczała, spoglądając na składowisko aktywnych kryształów skrzących się w pobliżu porozrzucanych rycin i notatek. – Przecież zaraz nas szlag trafi! – Ruszyła w stronę potencjalnie wybuchowego kopca.
– Wszystko, co jest mi niezbędne – mruknął mag, nie odrywając wzroku od trzymanego zwoju. – Będzie nam jeszcze potrzebny żywy obiekt – dodał i pogłaskał posiwiałą brodę.
– Jaki znowu: obiekt? – odpysknęła, zbierając kryształy z podłogi; wyuczona ostrożność nakazywała chwytać je przez ścierkę. – Mało tu jeszcze gratów?! Strach kroka zrobić!
Podniosła kilka brudnych naczyń i postawiła na stertę innych brudnych naczyń w myśl zasady: bałagan przecież też może być zorganizowany.
– Żywy obiekt, Mojro – wyjaśnił Markus, kompletnie ignorując wywód o chaosie w pracowni. – Narzędzie doświadczalne, a w tym wypadku raczej źródło odczynnika. – Poprawił okulary i przybliżył zwój do pobliskiej świecy.
Mojra spojrzała na maga badawczo. Nie rozumiała, o co mu chodzi – a może nie chciała zrozumieć? Rozumieć znaczy wiedzieć, a w fachu gosposi czasami lepiej nie wiedzieć zbyt wiele.
– Co pan plecie, profesorze? Narzędzie… żywe, pff… Jeszcze gadających młotków nam tu trzeba – wyfukała, chwyciła stojącą miotłę, odruchowo sprawdziła czy jest standardowo martwa, jak na miotłę przystało i wzięła się za porządki.
– Nie, nie, nie… – zaprzeczył z wyczuwalną złością Markus i w końcu oderwał wzrok od zapisków. – Interpretujesz to nazbyt dosłownie, moja droga. Narzędzie w ujęciu badawczym ma o wiele szersze znaczenie. – Uniósł palec wskazujący, sygnalizując, iż gosposia ma teraz wytężyć umysł. Kobieta przestała zamiatać i przewróciła oczami. – Wszystko, co nas otacza: skały, przedmioty, zwierzęta, rośliny; wszystko to jest naczyniem na astrę, jednakże istoty żywe wyróżniają się pośród tego martwego inwentarza. – Znowu poprawił niesforne okulary i uśmiechnął się na wyobrażenie własnego wystąpienia na uniwersytecie w Taledark.
– Profesorze? – spytała zaniepokojona gosposia. Mag szczerzył się do ściany jak opętany albo dotknięty paraliżem.
Szturchnęła go kijem od miotły.
Wrócił do rzeczywistości i do prawdziwej niewdzięcznej słuchaczki.
– No cóż… Na czym to ja… A tak, część aury żywych stworzeń to siła poza astrą, siła, która napędza wolę życia, moc, której natury do tej pory nie byliśmy w stanie zgłębić… Nie wspominając już o kontroli.
– Tak, tak, bardzo ciekawe, profesorze. Te stare runy to można już zamieść, czy same wyparują? – Mojra wskazała krąg wzbudzeń wyrysowany na podłodze.
Markus spojrzał na kredowo-solne wzory i dał znak, że można.
– A więc.. Tej życiowej energii nie można też wytworzyć za pomocą rzemiosła ani łamania symetrii. Najznamienitsze umysły tego świata próbowały, ale jak dotąd… bezskutecznie. – Zmartwił się teatralnie i spojrzał na gosposię. Zagarniała puste katality do płóciennego worka. Nie miał szans na bardziej zafascynowanego odbiorcę, więc cieszył się z tego, którego miał, i kontynuował: – Życie, jakie znamy, jest pozostałością po bardzo niespokojnym i odległym okresie w historii świata. Szacuje się, że miało to miejsce około – pokręcił głową i pocmokał – pięć, sześć tysięcy lat temu.
– To wszystko jest fascynujące, profesorze – przerwała mu Mojra – ale tak odległe od naszej codzienności, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy – oznajmiła, próbując w ten sposób uniknąć dalszego wykładu Markusa. Doskonale go znała i wiedziała, że jeżeli pozwoli magowi kontynuować, to straci przynajmniej kilka godzin na słuchanie o rzeczach, których i tak nie pojmuje, a przecież wieża sama się nie posprząta.
– Ech… – Mag westchnął głęboko, rozpaczając nad brakiem zrozumienia. – Zaiste kruchość naszego życia nie pozwala jednostkom ujrzeć wszystkiego z szerszej perspektywy – skomentował, potakując głową. Zawsze powtarzał studentom, że ludzie inteligentni często są bardzo samotni, bo większość populacji nie jest w stanie pojąć głębi ich myślenia. – Całe szczęście! – wypalił energicznie. Mojra aż się wzdrygnęła. – Nauka daje nam zajrzeć w to, co było; uchyla wrota przeszłości – Podszedł do długiego stołu ukrytego pod lnianą narzutą. – Toteż, w imię tejże nauki – Markus zrzucił materiał jednym szarpnięciem – wykupiłem od grabarza ciało tego nieszczęśnika.
Miotła gosposi dźwięcznie uderzyła o podłogę.
– Na miłość Matki Światła! Po co panu trup?! – wykrzyczała przerażona. Widziała już dużo dziwactw Markusa, ale tego się nie spodziewała.
Sine i półnagie zwłoki młodego chłopaka, spoczywały na szerokim kamiennym pulpicie, zanurzone w drewnianej skrzyni i zasypane jakimś zimnym parującym proszkiem.
– Nie krzycz tak! – Dostąpił do kobiety i chwycił za pulchne ramiona. – Zaraz mi tu nieboszczyka obudzisz! Żadna bogini nie ma z tym nic wspólnego. Te wymysły pospólstwa z niczym nie mają nic wspólnego prócz mieszania ludziom w głowach!
– Tak się nie godzi! Chłopakowi należy się przyzwoity pochówek. Jak każdemu! – Skrzyżowała ręce na piersiach w geście protestu. – Nie będę milczeć podczas takiego diabelstwa!
– I będzie miał ten swój pochówek… – Markus zawrócił w stronę stołu – ale wpierw przysłuży się badaniom. Oby po śmierci był z niego lepszy pożytek niż za życia – skwitował okrutnie. – Ale dosyć tych pogaduszek, trzeba brać się do pracy. – Strzelił z knykci i z karku, ale z pleców to już się bał. – Przyprowadź z zagrody owieczkę, moja droga. Tylko wybierz młodą i zdrową.
Gosposia ponownie zmierzyła Markusa wzrokiem i po dłuższej chwili wahania z ulgą opuściła ich nową magiczną kostnicę. Nerwy nadal targały jej ciałem, a uderzające fale oburzenia pstrzyły policzki gniewną czerwienią. Musiała ochłonąć, a spacer dobrze robił na wrzące myśli.
Po dłuższej nieobecności ponownie stanęła w wejściu do pracowni, dysząc ze zmęczenia. Złapała kilka oddechów, otarła czoło umorusanym fartuchem i pociągnęła za napiętą linę, której drugi koniec sięgał w głąb korytarza.
– Bydlę uparte! – wysyczała.
– O, już jesteś. Wspaniale! – zawołał podekscytowany Markus, kiedy dostrzegł Mojrę wściekle szarpiącą za sznur.
– Przepraszam, ale całą drogę wlokłam tego beczącego zawziętego osła jak wór ziemniaków! No chodźże! – Mocnym szarpnięciem wciągnęła owcę do środka. Wzrok kobiety, pałał żądzą mordu, a policzki pokraśniały od gniewu i wysiłku.
– Nic się nie stało, wybaczam – oznajmił Markus łaskawym tonem. Żeby nie zadyszka pulchnej kobiety, dostałby mocną reprymendę. – Miałem, co robić podczas twojej nieobecności. Już prawie wszystko gotowe, nie wiem tylko, gdzie podziałem zapasowy katalit. – Obmacał tradycyjne belatrejskie hanfu, jakby faktycznie czegoś tam szukał. – Byłoby szkoda, gdyby minerał zaginął. Strasznie ciężko zdobyć cokolwiek magicznego w tych stronach. – Zaczął błądzić wzrokiem po pracowni. – Odkąd zrobiłaś tu porządek, nic nie mogę znaleźć… Gdzież on jest? – wymruczał pod nosem tak, żeby Mojra nie usłyszała. Na jego nieszczęście mamrotanie okazało się nie dość ciche.
– Ja dbam o to, żeby nas pan nie pozabijał! No chodź, uparty mule! – Mojra szarpnęła za linę. Owca broniła każdego skrawka podłogi z determinacją godną wojownika, zupełnie jakby przeczuwała, co się święci. Gosposia zrobiła przerwę na zebranie sił. – Proszę… opisać… ten kryształ, pro…fesorze; mam dobrą pamięć, zaraz się znajdzie.
– Spory odłamek mętnego, jakby zamglonego szkła ze słabą niebieską poświatą. Jest bardzo zimny w dotyku.
– Leży w kredensie z minerałami.
– To ja mam kredens z minerałami? – spytał zaskoczony, głaszcząc z wolna strąkowatą brodę – Nieważne, przywiąż owcę do palika w podłodze, zaraz za zwłokami. – Wskazał palcem wspomniane miejsce.
Gosposię przeszył zimny dreszcz: już prawie zapominała o nieboszczyku.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MKP
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…