Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 17

Starsi są piękni, ale czy doskonali?

MKP, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ II

WSZYTKIE DROGI PROWADZĄ DO WALON

Na północny-zachód od Oruun, prastary masyw górski Chamankadar otaczał dolinę Artem; enklawę jednej z najbardziej majestatycznych ras, jakie kiedykolwiek stąpały po Ilteris. Mowa tu o starszych z plemienia Ariendi, którzy wyglądem przypominali chodzące dzieła sztuki wyrzeźbione przez samą matkę Światła.

Ciało Ariasa pokrywało drobne, igłowate, białe futro, zaś w okolicach głowy i ramion przechodziło ono w dłuższe, postrzępione lotki. Całości tej boskiej kompozycji, dopełniały przepiękne skrzydła, które wychodząc ze smukłego tułowia, stanowiły odrębne kończyny. Jednak to nie one wprawiały w zdumienie, a oczy… piękne, złote oczy osadzone nad kościstymi policzkami, na których pierze odsłaniały cielisto-różową, aksamitną skórę.

Od czasów stworzenia, Ariendi zamieszkiwali miasto Sefalos będące miejscem świętym zarówno dla samych starszych jak i innych, późniejszych ras, wyznających kult bogini matki.

Samo miasto – na którym wzorowano również stolicę Sungardu – składało się z setek bardzo wysokich budynków niedostępnych dla istot pozbawionych skrzydeł. W centrum kompleksu rozmieszczeniem przypominającego plaster miodu, ku górze, pięła się świątynia bogini matki Imaltis. Nie było możliwości przeoczenia tej znamienitej konstrukcji nawet wśród innych, przepięknych pagód wypełniających całą dolinę.

Ze złotej Iglicy zwieńczającej bogato zdobioną kopułę głównej świątyni, wydobywał się jasny strumień światła symbolizujący wieczną nadzieję. Miejscowi nazywali go Andrahajmonem, co w luźnym tłumaczeniu oznaczało „Płomień nadziei”.

Po buncie Szarych, kilkadziesiąt metrów pod świątynią, wybudowano obszerne katakumby, w których spoczął każdy Ariendi zabity w tej bratobójczej wojnie. Według wierzeń to właśnie z zespolonych dusz wszystkich pochowanych, pochodziło światło Andrahajmonu dając świadectwo, iż nawet największy mrok może być źródłem nadziei.

Wewnątrz nekropoli, pośród rzędów zadbanych pomników, na których połyskiwały wzbudzone solasy, jedna z krypt wyglądała nadzwyczaj nowo. Jej ściany nadal jaśniały bielą świeżo polerowanego marmuru, a ilość solasowych lampionów wskazywała na wysoki status pochowanego. Tutaj też, od ośmiu lat, każde popołudnie spędzała najwyższa orędowniczka Imaltis, Atma Adramon.

Dla niej ten dzień nie różnił się od innych: siedziała przy sarkofagu otoczonym świetlistym nimbem, głaszcząc czule zimną płytę nagrobną. Ponad jej głową wznosiła się rzeźba starszego z rozłożonymi skrzydłami, który w lewej dłoni trzymał typową dla wojowników Arias, włócznię zakończoną dwoma grotami, zaś w prawej ręce dzierżył przepięknie zdobioną rękojeść, prawdziwego miecza.

Kapłanka wpatrywała się smutno w kamienną twarz posągu; bez westchnień, bez żałobnego lamentu w milczeniu głaskała marmur, jak rękę ukochanego. Jedyne świadectwo wewnętrznego cierpienia stanowiły łzy, spływające powolnym strumieniem po policzkach Starszej.

– Tak bardzo bym chciała… – wyszeptała przyłożywszy twarz do zimnej płyty nagrobnej. – Dni wydają się latami, a lata wiekami – kontynuowała monolog, którego każde słowo emanowało bólem i nostalgią.

– Jak mam wypełnić pustkę w mojej duszy? Dzień za dniem proszę Matkę, aby rozświetliła mi serce, ale wszystko, co czuję to tylko – żal… żal i nicość. – Atma poczuła delikatny dotyk na ramieniu.

– Wiedziałam, że mnie znajdziesz Irse – skomentowała chwytając dłoń spoczywającą na jej barku.

– Wiesz, że to nie jest ciężkie zadanie – odpowiedziała miękkim kojącym głosem, Irse – Jesteś tu codziennie odkąd Gael połączył się z astrą. – Młodsza orędowniczka przysiadła tuż obok Atmy. Obie miały na sobie zwiewne, niebiańsko-błękitne szaty, częściowo przysłaniające nasady skrzydeł. Końcówki ich najdłuższych lotek wieńczyły ozdobne breloczki odbijające światło pobliskich lampionów. Atma, jako najwyższa kapłanka nazywana inaczej Betami, miała ich znacznie więcej niż Irse: taki skromny symbol statusu.

– Nie możesz przychodzić tu sama Atmo – Irse przykucnęła naprzeciw niej – Dlaczego chcesz nieustannie cierpieć patrząc na jego grób?

– Bo tylko tutaj coś czuję Irse… – wyszeptała Betami – Nawet jeśli to tylko ból – dodała a na podest przed sarkofagiem, spadło kilka smutnych kropel.

Arianki przytuliły się wzajemnie.

– Chodźmy – szepnęła Irse, ocierając twarz Atmy aksamitką. – Prefekt Ornis cię wzywa. Podobno poszukiwacze wrócili i mają wieści o nowym Sehel. – Atma raptownie uniosła głowę i chwyciła obie ręce przyjaciółki.

– Irse, to cudowna nowina! Może w końcu będę mogła z nim porozmawiać! – Betami wstała ciągnąc orędowniczkę za sobą. – Nie pozwólmy prefektowi czekać! – Oznajmiła entuzjastycznie Atma, nie dając Irse szans na jakikolwiek komentarz.

Spojrzała w górę. Łuna skłębionej astry gęstniała przy wylocie z katakumb, zaplatając warkocz światła Andrahajmonu. Betani rozpostarła skrzydła i wzbiła w powietrze, wylatując przez szeroki właz w sklepieniu. Irse podążyła za nią.

Siedziba Prefekta Ornisa mieściła się tuż pod kopułą Świątyni Czuwania wysoko ponad kryptami, gdzie świetlisty snop wybijał w niebo przecinając szarość poranka.

W sali nie było tronu ani straży, jak w typowym pałacu; jedynie kilka wytwornych krzeseł rozstawionych po okręgu wokół Adrahajmonu. Olśniewająca biel marmurowych ścian i kolumnad rozpraszała zbłąkany blask świętego filaru, wypełniając pomieszczenie połyskującą mgiełką.

Obywatele Sefalos zlecieli się tłumnie na wieść o powrocie poszukiwaczy. W centrum tego zgiełku krzątał się smukły Ariaski meżczyzna z dostojnym podbródkiem i przenikliwym złotym spojrzeniem. Prefekt Ornis – bo o nim mowa – pomimo przeciętnego, wręcz skromnego odzienia, emanował czymś, co można by nazwać: „Splendorem Przeżytych Wieków”. Po jego prawicy, uzbrojony w dwuzęby harpun rycerz w złotym kirysie, spokojnie wyczekiwał znaku od swojego zwierzchnika.

Na widok przybyłej Atmy, Ornis klasnął kilkukrotnie w dłonie koncentrując na sobie całą uwagę pobudzonego tłumu.

– Cicho, moi drodzy! Cicho! Dajcie przemówić Batirowi – wskazał na muskularnego oszczepnika.

– Tylko on jest w stanie zaspokoić waszą ciekawość.

– Dziękuję Prefekcie. – Bracia i siostry – wojskowy przemówił wzniośle. – Doskonale wiecie, z jaką misją wyruszyliśmy z Sefalos przed kilkoma laty. Wiem też, że czekaliście z wytęsknieniem na wieści, ale wasze modły dały nam siłę by w końcu sprostać temu trudnemu i niezwykle ważnemu zadaniu. – Wrzawa ustała a cisza utworzyła akustyczną niszę: starsi wyczekiwali na kluczowe słowa.

– Na dalekim wschodzie, wśród mroźnych szczytów Kahil, odnaleźliśmy dziedzica pieczęci! – Na sali zapanował harmider. Ornis musiał interweniować, żeby złagodzić emocje:

– Uspokójcie się kochani! Dajcie mu skończyć! – na jego komendę rozmowy przycichły i wszystkie oczy, uszy i pióra skierowano w stronę Poszukiwacza.

– Dziękuję – chrząknął Ornis.

– Nie każ nam czekać Prefekcie! Kimże jest nowy Sehel!? – nie wytrzymała Atma. Prefekt dał znak zbrojnemu, żeby kontynuował.

Mężczyzna odwrócił się w stronę ogromnego, owalnego okna skierowanego na wschód. Słońce poranka powoli wlewało się do pomieszczenia.

– Poznajcie nowego powiernika światła Imaltis! – oznajmił Poszukiwacz, zapalając solas na harpunie. Okiennice huknęły o balustradę niesione astralnym podmuchem. Do sali plenarnej wleciało dwóch rycerzy, a pomiędzy nimi białoskrzydłe dziecko. Młodzieniec kurczowo trzymał się płaszcza jednego z przybyłych harpunników. Euforia tłumu sięgnęła zenitu: jedni bili brawo, inny składali dzięki Matce Stworzycielce a większość orędowniczek płakała ze szczęścia. Każdy wyrażał radość po swojemu. Każdy z wyjątkiem Atmy, która wnikliwie przyglądała się dziecku.

Czy to on, pomyślała. To ten nowy powiernik? On jest taki… taki zwyczajny. Myśli popędziły jak szalone, kreując coraz to nowe przyczyny zwątpienia.

– Czyż nie jest piękny? – wtrąciła wzruszona Irse, ściskając dłoń Atmy.

– Tak, to prawda – skłamała Betami. W głębi duszy czuła się zawiedziona, ale nie chciała psuć tej chwili

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych