Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 35
DZIWNA TA RODZINA...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
*********
Na tych zajęciach, moi drodzy adepci akademii w Taledark, nauczycie się jak używać języka Pierwszych lub Astras, jak kto woli: obie nazwy są pełnoprawne.
Pewnie zastanawiacie się, czym w ogóle jest ta mowa i na jakiej zasadzie wzbudza pole astralne, wymuszając na nim konkretne działanie? No cóż... tego się tu nie dowiecie: głównie, dlatego że nikt do końca tego nie wie.
Zdziwieni? Nie ma czym. Całe życie używamy rzeczy, których nie rozumiemy; weźmy choćby taki jadeit: wiemy, że można nim przesyłać myśli na odległość, ale czy wiemy dlaczego…? Nie, ale to nas nie powstrzymuje od wykorzystywania potencjału tego kryształu.
Na tych zajęciach nauczymy się kilku podstawowych praw rządzących symetrią. Praw, które stworzono, ażeby ubrać rzeczywistość w jakieś mierzalne ramy, a nie ją interpretować. Praw skonstruowanych na bazie obserwacji zachowania magicznego pola, pod wpływem tych szczególnych, starożytnych dźwięków.
Kończąc ten wstęp, powiem wam jeszcze, że na moich wykładach pobawimy się w kucharzy: będziemy łączyć składniki według znanych, magicznych przepisów nie zachodząc w głowę, czemu musztarda nie pasuje do truskawek.
Musicie zamienić się w dzieci, które akceptują rzeczywistość taką, jaka jest. Dziękuję.
Fragment Wykładu Mistrzyni Tanas, Ilii Heget:
„Język Pierwszych i jego zastosowania”
**************** Zapraszam do obejrzenia grafiki od tego rozdziału:) https://www.wattpad.com/myworks/321118796/write/1303650242
**************************************************************************
Po oficjalnym obwieszczeniu zaręczyn księżniczki Holi z księciem Felixem Borys Samunder był tymczasowo, usatysfakcjonowany i po tygodniu obecności na Cesarskim dworze, wrócił wraz z małżonką Erną, do zamku w Bermet.
Władca dziarskiego ludu nadbrzeżnych, nigdy nie przepadał za Oruńską arystokracją, której maniera, i zamiłowanie do rytuałów dworskiej etykiety, napawało go wstrętem: w Jokivarze o tym, czy ktoś był arystokratą, świadczył duży majątek, za możnych uznawano jedynie mężczyzn, a status społeczny rósł wprost proporcjonalnie do ilości wypijanego alkoholu.
W trakcie szczegółowych pertraktacji ustalono również, iż Felix zostanie w gościnie u Wilfreda, aby mógł poznać się bliżej ze swoją przyszłą żoną. Książę nie protestował. Dla niego oderwanie się od środowiska brutalnych, głośnych i wybuchowych popleczników ojca, stanowiło przyjemną odmianę: zawsze uważał, że nie pasuje do swoich rodaków – zarówno mentalnie, jak i światopoglądowo – i lubił sobie wyobrażać, iż wdał się w rodzoną matkę, którą pamiętał już, jak przez mgłę.
Otóż Felix pochodził z pierwszego związku Borysa z kobietą o imieniu Aida, którą władca nadbrzeżnych – dosłownie – znalazł w lesie podczas polowania: leżała w zaroślach pogrożona w beztroskim śnie, a jej blada, delikatna cera, mocno kontrastowała z soczystą zielenią leśnego runa. Niedźwiedź zakochał się od pierwszego wejrzenia i zabrał kobietę na dwór w Bermet – nie bacząc na takie drobnostki jak zapytanie jej o zgodę.
Nowa wybranka władcy Jokivaru wzbudziła nie lada zaskoczenie wśród baronów, którzy od lat podsyłali Borysowi swoje mniej lub bardziej urodziwe córki. Jednak za każdym razem Niedźwiedź, znudziwszy się towarzystwem zalotnicy, odsyłał ją do domu: oczywiście nie bez rekompensaty, która łagodziła gorycz odrzucenia i pokrywała koszty magicznej odnowy dziewictwa.
Wszyscy bermeńscy dworzanie – jeśli można tak nazwać zgraję impulsywnych pijaków – twierdzili, iż nowa kochanica Borysa była, jakby to delikatnie ująć… nieco osobliwa.
Na oficjalnych zaręczynach, gdy Samunder, na oczach setek gości z całego Cesarstwa, zaoferował jej tron u swego boku, ona przepełniona miłością i rozpierana wzniosłością tej chwili odrzekła…
– Wygląda na wygodny… okej. – Wkrótce potem urodził się ich syn Felix.
Aida z początku była szczęśliwa w roli matki, a z roli królowej chyba nie do końca zdawała sobie sprawę. Z czasem jednak, życie w zimnych murach zaczęło ją przytłaczać, a szeroko pojęta „normalność codzienności”, mocno ograniczać. Coraz częściej, uciekała do swojego wewnętrznego świata, znikając we własnych myślach i wizjach.
Podczas tych epizodów mentalnej ucieczki, królowa niemal całkowicie traciła kontakt z rzeczywistością. Zdarzało się nawet, że przez cały dzień, stała przy oknie patrząc w dal, lub biegała nago po korytarzach twierdzy, śpiewając pieśni w nieznanym języku.
Niestety zatopiona głęboko w swoim obłędzie, kompletnie nie interesowała się dzieckiem, przez co wychowaniem chłopca zajął się Ojciec – naturalnie z całą rzeszą opiekunek.
Pewnego dnia, podczas burzy, królowa przeżywała kulminację jednej ze swoich ucieczek przed rzeczywistością. Tego wieczoru, rozebrała się do naga i wyszła na dziedziniec, na którym rozpoczęła dziwaczny taniec, energicznie przeskakując od kałuży do kałuży. Zbudzony głośnym, obsesyjnym śmiechem Borys, wyjrzał za okno sypialni i dostrzegł małżonkę stojącą po kolana w wodzie ze wzniesionymi w niebo rękoma.
Aida pogrążona w ekstazie chwytała krople deszczu w usta, patrząc w porost w jego stronę. Borys wybiegł tak szybko, jak tylko mógł, ale na miejscu zastał jedynie pogłos śmiechu i echo opętańczej pieśni pohukującej pośród grzmotów.
Aida zniknęła.
Tej nocy i następnego poranka, przeszukano cały pałac i okoliczne tereny. Kobieta rozpłynęła się bez śladu. Borys był załamany i wściekły: pomimo swojej prymitywnej, brutalnej natury, prawdziwie kochał Aidę i ciężko przeżył jej zniknięcie. Przez pewien czas nie mógł nawet patrzeć na Felixa: malutki syn przypominał mu utraconą miłość. Dlatego też podjął trudną, ale mądrą decyzję i oddał chłopca na cesarski dwór, do czasu aż nie poradzi sobie z żalem. Książę spędził wtedy kilka lat pod opieką troskliwej królowej Felte, która traktowała go jak swoje czwarte dziecko.
Powrót po latach w te mury przywołał w młodym królewiczu wiele ciepłych wspomnień. Niestety sentymentalna wędrówka została okrutnie przerwana przez żądną uwagi rzeczywistość.
Książę stanął przed koniecznością zaślubin z osobą, której nie znał i wiedział, że nigdy nie pokocha, i nie chodziło tu o samą Holi: księżniczka pomimo młodego wieku wykazywała podobieństwo do matki, która była piękną kobietą, a to dobrze rokowało na przyszłość. Problem tkwił w ogólnym braku pociągu do kobiet.
Choć Cesarstwo nigdy nie potępiało baskisów to jednak w kulturze Nadbrzeżnych, zawsze uważano ich za gorszy sort mężczyzn, niechętnych do reprodukcji. Przyznanie się Felixa do faktu, iż nigdy nie przedłuży linii Samunderów, oznaczało dla Borysa kolejny potężny cios, zaś dla Felixa… No cóż ciężko przewidzieć skalę i rodzaj konsekwencji, a książę nie kwapił się do tego, by to sprawdzić na własnej skórze.
Na domiar złego, stara, emocjonalna rana ponownie zaczęła broczyć krwią, a dawno stłamszone uczucie, które wróciło ze zdwojoną siłą, oplotło jego serce i obrosło cierniem.
Winnym tego stanu rzeczy był Wilfred, w którym chłopak podkochiwał się od bardzo dawna. Na myśl o tym, że będzie go widywał częściej, ogarnęło go szczęście, ale i cierpki smak zawodu zarazem. Pomimo tego, nadal uznawał pobyt na dworze za powiew świeżości, którego bardzo, ale to bardzo potrzebował.
Książę ostatni raz spojrzał na znikający za bramą orszak, z ojcem i macochą i wrócił do sali tronowej, gdzie zastał Wilfreda z młodym rycerzem zakonu Pieśniarzy. Nerwowa gestykulacja Cesarza wskazywała na irytację i zalecała ostrożność w dobieranych słowach, ale Książe był raczej zmartwiony jego zachowaniem niż zalękniony.
Giętko doskoczył do mężczyzn, aby sprawdzić, co leży u podstaw tego gniewu.
– Coś cię trapi, panie? – spytał, kłaniając się lekko. Mieli z Wilem niepisaną umowę, iż w obecności osób trzecich, będą zwracać się do siebie tak, jak nakazuje etykieta, inaczej Felix mógłby podkopać jego autorytet w oczach zakonów i oruńskiej elity.
– Wyglądasz na roztrzęsionego – Wilfred odwrócił się w jego stronę, ujawniając ceglany kolor gniewu, na policzkach.
– Proszę sobie wyobrazić, książę… – zawarczał, przeciskając słowa przez zakleszczoną nerwami szczękę. – iż lady Winter, mając świadomość niebezpieczeństwa, postanowiła jednak przejść przez las Sunden! – zaciskał pięści, odreagowując każde słowo. Czarodziejka w swoim liście zapewniała, iż ominą knieję, a koniec końców wylądowała w lesie walcząc z bandytami.
– Czy ona nie wie, że narażając siebie, w tak lekkomyślny sposób, naraża też innych!? I… I niszczy moją reputację! – dodał, maskując prawdziwe źródło gniewu, które padło, jako pierwsze w tym rozgoryczonym wywodzie.
– Zaiste Panie mocno nieodpowiedzialne zachowanie – przytaknął ochoczo Felix. Osobiście nie miał nic do Lejli, ale zazdrość rządzi się swoimi prawami.
– Ten, Rycerz! – wskazał palcem na młodzieńca, nieco przerażonego całym zajściem – Jest żywym przykładem tego, jak głupia to była decyzja! – Samunder spojrzał na chłopaka. Ciało miał smukłe, aczkolwiek widocznie umięśnione. To w połączeniu z delikatną chłopięcą twarzą i sympatycznym uśmiechem sprawiło, iż Pieśniarz przykuł jego uwagę na znacznie dłużej niż normalna reakcja na „spójrz tam!”.
– Książe Jokivaru Felix Samunder – przedstawił się nie odrywając od niego wzroku.
– Politer Kalik z zakonu Chwalebnej Pieśni, książę – pokłonił się Pieśniarz, ale szybko podniósł głowę odwzajemniając zainteresowanie Felixem.
– Rycerzu Politerze… – Cesarz zwrócił się do chłopaka o wiele spokojniejszym tonem, a on stanął na baczność.
– Spocznij. W imieniu Cesarstwa, przepraszam za lekkomyślne poczynania mojej ambasadorki i mistrzyni Weil; pozwól, że ci to wynagrodzę, rycerzu. Możesz pozostać w mojej gościnie na czas rekonwalescencji; przydzielę ci komnatę i dam uprawnienia do korzystania z łaźni oraz spiżarni. Przyślę również medyka, żeby dokładnie obejrzał bliznę po bełcie: konsekwencje tak głębokiej rany mogą być długofalowe.
– Panie to wielki zaszczyt, ale narażanie życia jest wpisane w kodeks rycerski. Nie potrzebuję zadośćuczynienia. – Politera zaskoczyła tak hojna propozycja: zareagował odruchowo, z wyuczoną skromnością.
– Nie odrzuca się prośby Cesarza – upominał go Wilfred, wykorzystując swój tytuł do uknucia niegroźnej intrygi.
– Oczywiście panie. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
– Cudownie – W takim razie książę Samunder cię oprowadzi.
– Z przyjemnością – potwierdził Felix i zwrócił się do Pieśniarza: – Zaczniemy, zatem od ogrodów.
Gdy odeszli Wilfred, dumny ze swoich poczynań w roli swata, wrócił na skrzydlaty tron. Przez chwilę nawet zapomniał o oszustwie Lejli.
– Cesarzu… – zadźwięczał basowy głos strażnika, który podszedł do marmurowego podwyższenia. – Mistrz Dalangan z Gildii Astrologów prosi o audiencję – dokończył za przyzwoleniem.
– Diasir jest zawsze mile widziany. Wprowadź go. – Wilfred wstał ociężale i zszedł po kilkustopniowych schodach, podążając w stronę eskortowanego maga.
– Diasirze przyjacielu! Cudownie cię znów widzieć – pozdrowił go ciepło.
– Wzajemnie panie, wzajemnie… Zawsze miło wracać w mury, w których człowiek spędził większość, dorosłego życia – wyznał Mag i odwzajemnił uścisk Wilfreda.
– Przepraszam za niezapowiedziane najście, ale mam dwie pilne sprawy, które nie mogą czekać.
– Usiądź proszę, napijemy się piwa. Tego obyczaju nigdy nie powinno się łamać. – Podprowadził Diasira do stołu, gdzie na stałe gościły beczułki z trunkiem dobrej, jakości. Służba też mogła korzystać z tego zapasu za darmo, ale nie w czasie pracy no i nie codziennie. Jak ktoś przesadził i przysnął na stole, to straż
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MKP
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…