Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 40

Nigdy cię nie oddam!

MKP, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wilfred czekał cierpliwie na przybycie księcia, pożytkując czas na rozmowy z kapitanami poszczególnych oddziałów.

Podstawową jednostką Oruńskiej armii, była lekka piechota, potocznie zwana Skrzydlatymi lub Cesarskimi. W skład ich uzbrojenia wchodził zakrzywiony jatagan z charakterystycznie zdobioną rękojeścią, puklerz z wytłoczonymi na umbie skrzydłami oraz skórzana zbroja wzmocniona siatką z lekkiego, lemachiańskiego stopu; jednak tym, co najbardziej wyróżniało Oruńskich piechurów, był otwarty kask, osłaniający podbródek parą pozłacanych skrzydeł.

Cały ten rynsztunek do najtańszych nie należał, ale kreował wrażenie siły, zarówno gospodarczej, jak i militarnej, co dla kraju spajanego przez silne wojsko, było kluczowym aspektem.

Obok jednostek piechoty, nie mniejszą sławą cieszyła się elitarna, opancerzona kawaleria, na wyposażeniu, której, prócz koni, znajdowały się potężne pasiaste niedźwiedzie zwane Wulfirami. Nie były one tak szybkie, jak rumaki, ale za to stanowiły śmiercionośną broń w zwarciu.

Na grzbiecie każdej z tych bestii zasiadał Wulkir: rycerz szkolony zarówno w walce ciężkim dwuręcznym mieczem, jak i do strzelania z kuszy. Taka wszechstronność czyniła z bestii i jej jeźdźca idealne maszyny do zabijania i kruszenia morale wrogów.

Najbardziej znanym, żyjącym Wulkirem, był sam kapitan straży pałacowej, Hektor Eldenfist, który wraz ze swoją niedźwiedzicą Mirandą poprowadził oddział Wulfirskiej kawalerii, do zwycięstwa nad wojskami króla Lemachów, Marangora w bitwie pod Srebrną Pieczarą.

Oprócz wymienionych jednostek, w szeregach cesarskich wojsk na stałe stacjonowały oddziały zakonów rycerskich. Jedynym wyjątkiem były Siostry Miłosierdzia, które zostały zdemilitaryzowane po podbiciu Telmonton, a Matka Karevis postanowiła utrzymać ich, zgoła, cywilny charakter, nawet po przyznaniu statusu Zakonu Rycerskiego.

Poprzedni cesarz nie nalegał, na formowanie oddziałów przez Siostry: nie widział w kobietach zbyt dużego potencjału bojowego.

Oczywiście nie widział żadnej z kilku wyszkolonych mistrzyń w akcji.

Każdy z pozostałych zakonów delegował tu znamienitych przedstawicieli swojej frakcji: Zakon Tarczy utrzymywał w stolicy oddział ciężko opancerzonych i niezwykle wytrzymałych Tytanów; Zwycięska Pieśń zwinnych łuczników nazwanych Trębaczami Śmierci zaś Żelazna Kuźnia miała tu swoich Kowali. Ci ostatni byli szczególnie zabójczy dla jednostek wroga wyposażonych w ciężką zbroję, bowiem każdy Kowal dzierżył dwa lub jeden pokaźnych rozmiarów młot, pokryty magicznymi runami. Symbole aktywowały się w zderzeniu z metalem i rozgrzewały go do czerwoności. Wrogowie dosłownie gotowali się w swoich pancerzach.

Wszyscy wspominani wojownicy czekali teraz na błogosławieństwo swojego cesarza, a on z kolei czekał na księcia, który w ostatniej chwili zjawił się zdyszany.

– Prze-prze-przepraszam – skulił się, opierając ręce o kolana i desperacko łapał każdy oddech. – Coś mnie zatrzymało – dodał.

– Później to obgadamy, a teraz chodź i prezentuj się dumie. – Wilfred niemal wepchnął go na mównicę, pod którą zgromadziło się liczne wojsko. Na miejsce przybył również Mistrz Diasir reprezentujący gildię magów oraz arcykapłan Imaltis piastujący to stanowisko podczas absencji hierarchy, Sareda Maltona.

Obecność maga była nowym obyczajem wprowadzonym przez Wilfreda na znak pojednania i tolerancji. Jednak fakt, że czarodziej został wyniesiony do tak wysokiej rangi i stał na równi z hierarchą bogini matki, nie podobał się większości zakonów, mocno zakorzenionych w tradycji.

Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, Wilfred rozpoczął przemowę:

– Cześć i chwała obrońcom światła! – pozdrowił wzniośle zgromadzonych.

– CHWAŁA CESARZOWI!!! – wykrzyczeli tłumnie

– Wszyscy wiemy, że ostatnich kilka lat było dla nas wszystkich bardzo ciężkie. Jedność naszego wspaniałego kraju poddawana była licznym próbom przetrwania… i nadal tak jest! – Wilfried nawiązywał do kryzysu spowodowanego plagą i nieurodzajem.

– Nasz kraj jest wielki i jest między nami wiele różnic, ale to właśnie nasza różnorodność jest siłą! Ona pozwala nam się od siebie uczyć, adaptować i przetrwać, jako jedno państwo! – wziął głęboki oddech i oparł ręce o mur ambony, jak gdyby coś ciężkiego spoczęło mu na barkach.

– Mój ojciec twierdził, że szacunek zdobywa się siłą i tylko silna, absolutna władza jest w stanie utrzymać ten kraj w ryzach! – ponownie zrobił krótką pauzę, układając w głowie kolejne zdania.

– Niestety dopiero jego śmierć obnażyła, jak bardzo się mylił, gdy każdy, wyzwolony spod jarzma tyranii lud, zaczął podążać swoją własną ścieżką. Wtedy to państwa ościenne, kuszone naszą słabością, zaczęły zacierać ręce i z apetytem patrzeć na nasze ziemie! – Wyprostował plecy i wypiął dumnie pierś osłoniętą srebrzysto złotą zbroją.

– Ja, wybrałem inną drogę. Ja wziąłem na siebie odpowiedzialność za brutalne czyny mojego ojca. Ja przeprosiłem żony poległych! Ja pogodziłem zwaśnionych i to ja nadałem głos cesarstwu!! Głos, nienależący do jednego człowieka, lecz tysięcy obywateli!!!

– Żołnierze zaczęli skandować „IM-PE-RA-TOR!” Wilfred dał im chwile, po czym wykonał gest dłońmi, sygnalizując, iż chce ponownie przemówić.

– To właśnie ten silny zjednoczony głos krzyknął: precz od naszych ZIEM! Nie damy się ZASTRASZYĆ! Nie damy się KUPIĆ! Nie damy się ZDOBYĆ!! – akcentował, a wypowiadane słowa dźwięczały w przejętych sercach i umysłach jego słuchaczy.

– Wilfred! Wilfred!! – krzyczeli. Cesarz dał znak, prosząc o posłuch.

– Zapamiętajcie, że każdy kraj to nie jest miejsce. To są ludzie, którzy go tworzą, więc walcząc w jego obronie, nie giniecie za skrawek ziemi czy w imię cudzych ambicji! Nie… Walczycie o waszą wolność i o bezpieczeństwo waszych rodzin! Walczycie o to, żeby wasz głos nie był ignorowany! To wy przelewacie krew na pierwszej linii frontu! Zatem to wam dziś mówię… DZIĘKUJĘ! – Zakończył przemowę lekkim ukłonem, a tłum na placu skandował jego imię z niewiarygodną siłą i pasją.

Cesarz zszedł z mównicy w towarzystwie niemal ekstatycznych wrzasków.

– No brawo – pochwalił go Felix klaszcząc. – Kolejny raz dałeś pokaz umiejętności oratorskich: bardziej pompatycznie i pretensjonalnie już się nie dało. Wilfred złapał go za barki i z pół-uśmiechem spojrzał prosto w oczy.

– Ojciec zawsze mawiał: „Prostych ludzi kupisz gadką, inteligentnych złotem i prestiżem, a wrogich idealistów... wygnaj” – poklepał przyjaciela po ramieniu.

– Ja jednak ostatnią zasadę ograniczę do minimum – dodał.

Mag stojący na uboczu zbliżył się do nich.

– Zaiste, piękna przemowa Cesarzu; cudownie jest być ponownie, dumnym ze swojego władcy i kraju – skomplementował go Diasir, choć bardziej wzruszył się samym faktem, że może uczestniczyć w tak ważnym, państwowym święcie. Nie sądził, że jeszcze dożyje chwili, w której Mag stanie u boku władcy z nadzieją na lepsze jutro.

– Dziękuję mistrzu. Zostań na dworze, muszę z tobą omówić sprawę Bąbla: Holi przyznała się, że nie dostała go od ciotki.

– Czyli jednak może nie być taki zwykły? – Diasir pogłaskał wydęty brzuch wypychający luźne kimono. – Oczywiście Panie. Poczekam na twoje przyjście w pałacowym holu.

Wilfred odprawił czarodzieja i wrócił do rozmowy z Kuzynem.

– Pomimo spóźnienia jestem ci wdzięczny. Prezentowałeś się nadzwyczaj dumnie, a jasny przekaz, iż Jokivar popiera moje rządy jest niezmiernie ważny w tych niespokojnych czasach. – Zrobił bardzo poważną minę i spojrzał Samunderowi głęboko w oczy. Książe milczał onieśmielony sytuacją: było mu się po stokroć, bardziej głupio na myśl, iż o mały włos a byłby zapominał o całym wydarzeniu.

– Umilałem czas temu rycerzowi; tak jak rozkazałeś panie – pokłonił się teatralnie.

– Ach tak, rozumiem – Will uśmiechnął się i uznał, że nie chce wchodzić w szczegóły.

– Chodź; pocieszymy jeszcze jednego druha – oznajmił tajemniczo i poprowadził księcia na tyły koszar, od których droga prowadziła wprost do wojskowej stajni. Felix zachodził w głowę, o kogo może

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych