Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 51

….JAM JEST SZKARŁAT TYŚ PURPURĄ, RAZEM NIEŚMY WIEŚĆ PONURĄ. TYŚ JEST ŹRÓDŁEM JA NAKAZEM, LECZ CZERWIENIĄ TYLKO RAZEM...

MKP, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

***** Ze słownika określeń przydatnych *****

Seis-turai, w języku starszych i niektórych młodszych mowach, oznaczało bratnią duszę.

U starszych Astelionów przyjmowano dosłowne tłumaczenie tego wyrażenia, które definiowało dwie, splecione w astrze, dusze. Młodsi Asuriajnie podchodzili do tego zagadnienia bardziej metaforycznie: mianem Seis-turai określano wszystkie silne więzi pomiędzy niespokrewnionymi np. bardzo dobrych przyjaciół, czy żołnierzy gotowych oddać życie jeden za drugiego.

******************

Khmekiem zwano dużą żarłoczną larwę zamieszkującą cały Narakam. Stworzenie to żywiło się osadami siarki i wulkanicznych minerałów, a wyglądem przypominało harmonijkę z nachodzących na siebie, płytowych łusek: bez wyraźnej różnicy pomiędzy odwłokiem a paszczą z żuwaczkami. Na domiar złego śmierdziało zgniłym jajem.

Po osiągnięciu dojrzałości Khmek wił sobie, kokon by przepoczwarzyć się w jeszcze większą i jeszcze bardziej śmierdzącą larwę tylko z setką nóżek: zaiste urocze stworzonko.

Limazi samica człowieka w języku Skalion.

****************************************************************************

KANAREK

– Holi… Księżniczko Hoooli… pobudeczka. – Nieco skrzeczący, dziecięcy głos rozbrzmiewał echem wokół budzącej się Ichti. Jej powieki drgnęły, przepuszczając intensywne, czerwone promienie światła. Księżniczka powoli przywoływała wspomnienia; pamiętała, jak Bąbel popadł w szał, a potem otoczył ich krąg ognia.

– Holi, wstawaj – powtórzył Głosik. – To nie czas na drzemkę! – dodał głośniej i bardziej piskliwie.

Księżniczka usiadła na piętach i przeciągnęła się ociężale. Podłoże grzało ją przyjemnym ciepłem, a twarz owiał upalny wiatr.

– Fuj! – zatkała nos. – Co tak śmierdzi?! – zrobiła kwaśną minę. Powietrze pachniało jak sala balowa po uczcie z przewagą grochu i kapusty.

– No i w końcu – oświadczył Głosik. Holi spojrzała przed siebie.

– AAA!!!! – wrzasnęła przerażona i uciekła na czworaka za pobliski głaz bazaltu. – Czy-Czy-Czym ty jesteś?! – wykrzyczała do istoty, która zawisła w powietrzu, o kilka metrów przed nią.

– Nie bój się, to ja, Sikher – oznajmił człowieczek i łopocząc swoimi skórzastymi skrzydełkami, podleciał bliżej.

Księżniczka przywarła do skały.

– Stój! Nie podchodź… podlatuj… Po prostu zostań, tam gdzie jesteś! Nie znam żadnego Sikhera! – krzyknęła. Stworek opadł na ziemię, stając na małych kopytkach.

– Bąbel; jeśli wolisz panienko. – Ukłonił się, prezentując niewielkie kościane różki. Jego ciało przypominało hybrydę chłopca z jakimś dziwacznym zwierzęciem: ludzki tułów; krótkie, pokryte gęstą sierścią i zwieńczone kopytkami, nogi oraz małe dziecięce rączki; do tego czerwone oczy i ognisto-czerwona czupryna.

– Bąbel…? – spytała z niedowierzaniem Holi i wychyliła się zza głazu.

– We własnej osobie księżniczko – latający stworek uśmiechnął się serdecznie – W tej formie możemy przynajmniej porozmawiać – dodał i z wolna podleciał bliżej.

– Nie zbliżaj się! – ostrzegła go, a Sikher zawisł jak koliber. – Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?! – zmierzyła go wzrokiem.

– Ćśśśśś. Nie krzycz – szepnął stworek.

– Pamiętasz, kiedy rozpaliłem ognisko nosem? Albo jak wyciągnąłem Brenę z pokoju twojej siostry? – Ichti nic nie odpowiedziała, ale przestała się chować i wyszła mu naprzeciw. Sikher widząc, że przynosi to efekt, kontynuował przywoływanie wydarzeń:

– Ja nadal pamiętam jak w noc, kiedy się spotkaliśmy, stanęłaś na schodach; pełna gracji, pełna siły i emanująca dobrocią. Od razu wiedziałem, że to o tobie mi opowiadała Ti...

– Bąbel! To naprawdę ty!! – przerwała mu Ichti i doskoczyła do przyjaciela, serwując mu mocnego przytulasa.

– No już, spokojnie, też się cieszę – odwzajemnił jej uścisk.

– Ale dlaczego ty teraz tak wyglądasz? – spytała księżniczka, sondując Sikhera wzrokiem.

– Wszystko ci wyjaśnię, ale teraz chodź za mną – złapał dziewczynkę za nadgarstek. – Musisz go poznać. – Pociągnął ją za sobą wydłuż skalnego korytarza, który zdawał się być długą i wąską jaskinią ze szczerbą w sklepieniu. Na końcu tunelu jaśniało karminowe światło. Wybiegli na otwartą przestrzeń, a Holi przykucnęła zdyszana.

– Po… Poczekaj… Muszę odpocząć – oznajmiła, łapiąc oddech.

– Dobrze, ale tylko chwilę – przyzwolił Sikher. – Nie mamy za wiele czasu – rozejrzał się nerwowo. Księżniczka wzięła kilka głębokich wdechów.

– Nie mamy czasu, na co? – Ja cię! – spojrzała w dal, rozdziawiając usta, a widok otoczenia odebrał jej mowę. Oboje stali na skalnej półce, pod którą, leniwie bulgotało jezioro lawy. Od jego rozpalonych brzegów, aż po horyzont ciągnęły się czarne postrzępione granie poprzecinane licznymi, wolno płynącymi potokami roztopionej skały.

Krajobraz był jak wyjęty z koszmaru. Po skórze Ichti przeszedł dreszcz ekscytacji, która przytłumiła strach. Podeszła bliżej krawędzi.

Wbrew wszelkiej logice, skaliste wyspy rozsiane po ognistym morzu, tętniły życiem: rosnące w gęstych zagajnikach, cierniste krzewy usiane pomarszczonymi, pękatymi owocami, rzucały mozaikę cieni na dywan krwistych kwiatów. Słońce przesłaniały ciemnoszare chmury a wszystko wokół wyglądało jak otoczone czerwonym nimbem.

Nie zabrakło też dziwnych stworzeń.

Ogromne stawonogi o długich odnóżach, stąpały między rozpadlinami jak na szczudłach. Ponad nimi, w przestworzach, krążyły liczne stada ptaków – a przynajmniej z oddali przypominało to ptaki.

– Gdzie my jesteśmy Bąbelku? – spytała Holi a stworek podleciał bliżej.

– Ta kraina to Narakam; piękne a zarazem paskudne miejsce. Niegdyś zamieszkiwali ją Astelionowie z plemienia Sumedów, ale obecnie stanowi dom dla młodszej rasy Skalionów – No i niezliczonej ilości krocząco-pełzających paskudztw – dodał Sikher z grymasem obrzydzenia, który oszpecił jego sympatyczną, piegowatą buźkę.

– Czy to stąd pochodzisz? Jesteś Skalionem? – dopytywała zaintrygowana dziewczynka.

– Odpowiedź na pierwsze pytania jest mocno skomplikowana; otóż ja nie mam pochodzenia – jako takiego. Od zawsze towarzysze wybrańcowi Murkira, gdziekolwiek i kimkolwiek się narodzi – załapał jej dłoń i odciągnął od krawędzi skalnej półki. – Natomiast, jeśli chodzi o mój gatunek, to starsi nazywają nas Etirionami, ale… – Urwał opowieść, widząc, że coś rozproszyło Holi. Uwagę dziewczynki przykuł dźwięk przypominający wycie, tylko bardziej delikatne i… smutne.

– Słyszałeś to? – spytała.

– Tak. Autor tego dźwięku jest naszym celem – odpowiedział stworek – Chodźmy!

Im bliżej źródła tego przedziwnego zawodzenia byli, tym bardziej przypominało ono melodię; melodię przepełnioną tęsknotą i żalem. Minęli zakręt i wyszli na niewielką dolinę. Po drugiej stronie płaskiego, zastygłego jeziorka lawy, dwa olbrzymie głazy formowały wejście do obszernej groty.

Melodyjne dźwięki wypełniły przestrzeń i wywołały ciarki na plecach Holi. Nie było wątpliwości, iż dochodzi z wnętrza jaskini. Sikher poprowadził ją bezpieczną ścieżką wśród ostrych jak brzytwa, skalnych świadectw gniewu natury.

Weszli do środka, a czupryna Etiriona zaświeciła ognistym światłem, rozrzedzając gęstą ciemność, groty.

– Co to za miejsce? – spytała księżniczka, patrząc na kamienne stalagnaty, zagradzające przejście w dalsze partie jaskini.

– To jest klatka – odpowiedział Sikher i podszedł bliżej ustawionych w gęstym szeregu, kamiennych słupów.

– Klatka, na co? – dopytywała z niepokojem dziewczynka.

– Raczej, na kogo… ale łatwiej będzie, jak ci pokażę – oświadczył stworek, włożył dwa palce w usta i wygwizdał sekwencję dźwięków. Na tyłach pieczary zajarzyły się dwa krwiste ślepia. Etirion zbliżył się do największej przerwy pomiędzy skalnymi kolumnami. Dziwny wibracyjny dźwięk wprowadził ściany jaskini w rytmiczne drgania. Runy na stalagnatach – do tej pory ukryte – teraz zalśniły bladym blaskiem.

– Dobra! Już nie podchodzę – oznajmił Sikher i cofnął się nieco. Drżenie ustało, a glify wyblakły.

– Kalka zim! Nu kres el korak wal-akur? – z głębi groty dobiegł basowy dźwięk przypominający słowa, aczkolwiek Holi nie rozumiała, co oznaczają. Nieświadomie zrobiła kilka kroków w przód.

Z granicy cienia wyłoniła się wielka, trój-palczasta łapa z ostrymi szponami. Księżniczka odskoczyła i schowała za Bąblem.

– Co-Co to jest? – spytała drżącym głosem.

Wyjdź Turingalu i nie strasz dziecka! – zawołał stworek, a za szponiastą łapą podążyła reszta ciała.

Jego widok wcale nie uspokoił dziewczynki: humanoid miał ponad dwa metry i czerwoną skórę, a mięśnie na brzuchu, torsie i ramionach pokrywały grube, brunatne łuski. Nie pomogła nawet, ludzka twarz. Zapewne, dlatego, że z głowy kolosa wyrastała para potężnych rogów będących kopią tych u Sikhera, tylko znacznie większych i zakręconych w łuk jak u barana.

Bestia podeszła pod kamienną kolumnadę i złapała dwa filary, unosząc ramiona ponad głowę. Szpony u rąk w niczym nie ustępowały tym na stopach, zaś od przedramienia aż do bioder, ciągnęły się skórzaste skrzydła przypominające błonę w rybich płetwach.

Stwór spojrzał na Ichti, marszcząc wrogo czoło.

– Drne mur egna, harak? – przemówił, a z nozdrzy poleciała mu para.

– Ona nie wie, co paplesz Szkarłat! Poczekaj chwilę – nakazał Bąbel i zwrócił się do Holi:

– Złap mnie za rękę, księżniczko – poprosił, wystawiając dłoń. – Będę waszym łącznikiem – dodał, zdobiąc swoją krągłą buzię sympatycznym uśmiechem. Dziewczynka, nadal spłoszona, nieśmiało pochwyciła jego rączkę.

– Powtórz teraz! – krzyknął w stronę bestii.

– Pytałem, czy to ona? – warknął rogaty gigant. Tym razem wszystkie słowa były dla Holi zrozumiałe.

– Niestety nie… ale to jej siostra! – odpowiedział Sikher. Bestia złapała się za głowę.

– Możesz wyjaśnić… – Turingal zaczął łagodnie – …dlaczego przyprowadzasz tu ludzkie dziecko zamiast jedynej osoby, która może mnie stąd wyciągnąć! – skończył wrzaskiem i dopadł do filarów. Sklepienie posypało deszczem kamieni.

– Czego się drzesz! – pyskował Sikher. – Twoja Seis-turai nie może tu przyjść.

– No dawaj, dobij mnie, nie krępuj się! – Turingal przysiadł na głazie, wewnątrz swojego więzienia – Dlaczego nie mogła?

– Bo jest nieprzytomna – oznajmił Bąbel.

– Litości… – westchnął stwór. – A co jej dolega? – dopytał a ton jego głosu dopowiadał: Wal! I tak już jest beznadziejnie.

– Na skutek

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych