Wróć do katalogu

Pięc Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 15

ROZDZIAŁ II: Nowa JA

MKP, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{i}I stanęła Archontka w stworzenia progu. Przed nią bezmiar wszechświata; jasny i młody. Za nią zaś spokój, ideał symetrii, zgody.

Postąpiła o krok. Wybrała – nie było powrotu… Patrzyła obliczem z tysiąca słońc splecionym, i tak przez eony… Aż pojawiła się myśl, dziecię woli. Myśl na równi okrutna, co niespodziewana.

„Jestem sama”, wyszeptała.

Wieczność i nieskończoność z lęku zadrżały. Boskie troski unicestwiać mogły – gdyby chciały.

„Nie jesteś sama” oświadczył Inny, obecności echo.

Matka spojrzała… na cień głaszczący czule, po stopach, kolanach…

„Ja jestem, i będę… blisko; zawsze obok, zawsze zatroskana… Tylko nie patrz, bo boli, siostro ukochana”.{/i}

***

Podziemne pomieszczenie w kształcie obszernej skalistej kopuły rozświetlał pulsujący blask zielonego światło. Jadeitowe serce biło rytmicznie, wypełniając komnatę dziwnym dudniącym szumem. Uderzenia energii zatykały uszy i zsyłały wizje… Nie… Bardziej uczucia; chęć przetrwania tak silną, że materializowała się w przestrzeni i tłumiła cichy szept wypowiadanych zaklęć.

Crow przerwała inkantację i otworzyła oczy. Tęczówki niczym szmaragdy zatopione w idealnej czerni zapłonęły odbitym światłem

– Gdzie jesteś, siostro? – spytała samej siebie, gdy po raz kolejny nie wyczuła nawet najdrobniejszego śladu obecności Mojry.

Od czasu starcia w komnacie serca kobiety zostały rozdzielone, a podstawiona gosposia czarodzieja Markusa teleportowała się w głąb cesarstwa. Nie zginęła; rozmawiały przez annam, ale teraz… Teraz coś się zmieniło. Po bitwie nad rzeką Mojra zamilkła, i nie chodziło wyłącznie o połączenia przez jadeit. Ona, jej esencja, ślad w unitrze… On zniknął, niemal całkowicie. Niemal, bo cienka wstążka z życia łącząca obie kobiety, nadal drgała na granicy istnienia i niebytu.

Crow zamknęła oczy i jeszcze raz pogłaskała ciepłą kryształową powierzchnię z zamiarem podjęcia kolejnej próby. Ze skupienia wyrwało ją stukanie kostura o kamienną posadzkę. Do komnaty wkroczył mistrz Inahan. Starzec odziany w szorstki ciemny płaszcz z kapturem, nieco zbyt pewnym krokiem – jak na kogoś podpierającego się laską – podszedł do Serca, stanął obok Namiestniczki i zakotwiczył wzrok w bladozielonym świetle nasyconego jadeitu.

– Piękny, nieprawdaż? – nagabnął skupioną Crow.

– Tak… chyba tak – odpowiedziała niepewnie.

– Jak ci się podoba wolność, moja droga? – dociekał, a kobieta zdjęła rękę z annamu i przekierowała uwagę na mężczyznę.

– Jest… inaczej – stwierdziła zdawkowo.

– To na pewno, choć pozostanie w starej formie, przeczy temu stwierdzeniu – skomentował kąśliwie mędrzec. – Ale no cóż, to twój wybór; cały urok polega na tym, że w końcu go masz – dodał z uśmiechem łagodzącym nieco jego okaleczone potężną blizną oblicze.

– Moderatorze…? – rozpoczęła nieśmiało czarownica.

– Tak?

– Czy w twojej głowie też panuje kompletna cisza?

– Chciałbym moja droga, chciałbym… Ale moje marzenie jest bliskie spełnienia, więc daleko mi do spokoju ducha.

Po obojętnym spojrzeniu kobiety można było wywnioskować, iż odpowiedź nie spełniła jej oczekiwań.

– Czyli mam rozumieć, że to normalne uczucie, gdy jest się samotnym w środku? – dopytywała w nadziei, że usłyszy coś, co zaspokoi jej ciekawość i może podsunie wskazówki.

– Ha! – roześmiał się Proditis, ale ten śmiech nie był miły, raczej pogardliwy. Chwycił ją za ramiona. – Całkowicie normalne – oświadczył. – Niebawem przyzwyczaisz się do nowej Siebie, a tymczasem… chodź powitać brata; już wkrótce powinien dotrzeć.

– Zostanę tu jeszcze i poszukam Mojry; od dłuższego czasu nie daje znaku życia – odrzuciła propozycję mistrza trochę nazbyt stanowczo jak na jego gust. Starzec otaksował czarownicę wzrokiem. Po skórzastej bliznowatej runie na jego twarzy przebiegły czerwone iskry. – Jeśli pozwolisz mistrzu, oczywiście… – poprawiła się. Mavis nigdy nie lubiła się płaszczyć, pomyślała, nie wiedząc, dlaczego to zrobiła...

Oblicze mistrza złagodniało.

– Rób, jak chcesz. Teraz jesteś kowalem własnego losu, a siostrą się nie zamartwiaj: czymże jest jedna niekompletna istota wobec tysięcy rodzeństwa, które niebawem stanie na własnych nogach… Zupełnie tak jak ty, dziecko. – Położył dłoń na jej barku; gest niby życzliwy, ale ramię starca było nad wyraz ciężkie… albo takie jej się wydało. – Poza tym Mojra i tak nie była taka jak wy. Prędzej czy później ciało tej kuchty by was odrzuciło – oświadczył i spojrzał na Crow. Milczała. – Dołącz do nas, jak skończysz – nakazał i pośpiesznie ruszył w stronę korytarza wiodącego ku powierzchni.

Namiestniczka zastygła w bezruchu i w kompletnym milczeniu, zupełnie jakby ktoś podmienił ją na woskową podobiznę naturalnych rozmiarów. Po chwili ocknęła się z letargu i układając bladą dłoń na kryształowym Sercu, powróciła do poszukiwań. Wędrowała umysłem pośród szumów i szelestów żywych stworzeń, które znaczyły swoją obecność w astrze. Przypominało to nasłuchiwanie tysiąca dźwięków, będąc głęboko pod wodą. Znalezienie i identyfikacja konkretnej osoby w takim chaosie były niemal niemożliwe, ale w tym przypadku wielka moc zgromadzona w kolosalnym annamie działała niczym wzmacniacz, zaś aura Namiestniczki, skoncentrowana na gosposi, stanowiła swoiste sito oddzielające oznaki obecności kobiety od nic nieznaczących szumów tła.

Jednak nawet przy tak ogromnej mocy nigdzie nie wyczuła śladu po aurze Mojry. Powoli traciła nadzieję i gdy już miała się poddać, poczuła znajomy impuls. Astra wezbrała i zasiliła ten mały błysk pełgający pośród astralnego zgiełku.

Usłyszała głos – ciche skomlenie na pograniczu szumu. Cienka struna wiodąca do Moijry zamigotała i odcięła się od reszty sieci. Ślad, prawie niewidoczny, odcisk pozostawiony w astralnym śniegu, nawoływanie zbyt słabe, żeby odróżnić poszczególne słowa. Crow odbierała tylko urywki myśli pochodzących od gosposi Markusa, a wokół bezmiar magicznej przestrzeni dudnił echem dziejów.

W skupieniu przelała więcej magii, żeby podsycić płomień zmarniałego istnienia. Słowa przedarły się przez nicość:

– Pomocy…

W ciało czarownicy wgryzł się potworny ból, jakby rzędy ostrych jak brzytwy kłów powoli, ale konsekwentnie, szarpały skórę.

Zerwała połączenia.

– Ty umierasz, siostro – konkludowała, ale bez gniewu ani strachu. Kolejna próba, tym razem z całych sił, pomyślała i ułożyła dłoń na jadeitowym kolosie. Jej oczy wypełnił mrok… Mrok głębszy niż w najczarniejszą bezksiężycową noc. Cienie rzucane przez pulsujący annam spływały ze ścian, tworząc smoliste bajoro skondensowanej ciemności.

Zaczerpnęła.

{i}– Aregis Per-sum, Vital–{/i} wyrzuciła słowa Pierwszych. Świadomość Crow opuściła ciało, które zastygło w bezruchu. Ludzie, zwierzęta; przeszłość, teraźniejszość; tu i wszędzie indziej, mieszały się ze sobą… Pokonała granice miejsca i czasu narzucone przez fizyczność i zaczęła płynąć w chaosie splecionych istnień. Świat materialny przestał ograniczać zmysły: widziała i czuła aurą. Była aurą. Wolą zamkniętą w lekkim konstrukcie z energii.

Krzyk szarpnął za struny symetrii. Wołanie rozbrzmiewało coraz głośniej pośród niekończących się ścieżek unitranej sieci. Crow zmierzała w kierunku Mojry i gdy dotarła do źródła zawodzenia, stanęła przed bezkształtnym widmem. Smugą z jestestwa tak rozrzedzoną, że prawie niewidoczną.

– Mojra? – spytała obłoku.

– Maaavis… – odpowiedziała zjawa jej dawnym mianem – Siostro, pomóż… Proszę… – głos gosposi wysycał ból tak silny, że wędrował przez astrę falami cierpienia.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę, idę, jestem już blisko – szeptała Crow, próbując podtrzymać wątłą wolę życia kobiety.

W komnacie jadeitu, gdzie Namiestniczka pozostawiła fizyczną skorupę, ciemność wezbrała, a zgromadzone cienie wpełzły po nieruchomym ciele niczym stado przerośniętych pijawek po posągu.

Ponownie zaczerpnęła cienia i otworzyła oczy.

Pomieszczenie przypominało komnatę Serca: kamienne mury bez okien i wszechobecna ciemność gdzieniegdzie rozpraszana przez światło magicznych latarenek

– Mavis… – rozbrzmiał drżący głos; echa nie niosło powietrze, a napięte wstęgi magicznego pola.

Źródło dźwięku znajdowało się w głębi komnaty.

Namiestniczka sięgnęła po całą moc i wyłoniła się z plamy cienia w posadzce, stając niczym zjawa z lekko rozmytą, chwiejną sylwetką. Jej zmaterializowana esencja do złudzenia przypominała ciało pozostawione przy Sercu w podziemiach wieży Markusa, zaś kruczoczarne włosy lewitowały w powietrzu, tworząc wrażenie otaczających głowę dymnych wici.

Wytworzenie stabilnej projekcji z czystej astry było wyczynem ponad wszelką miarę niezwykłym: nawet ci obdarzeni najsilniejszym darem aury, co najwyżej potrafili przesyłać myśli na duże odległości. Niewielu magów miało talent, by zbudować choćby kształt przypominający ich sylwetkę w tak oddalonym miejscu. A Crow tego dokonała.

Cienista postać poszybowała w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych