Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 61

Ostrzeżenie

MKP, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wilfred ostrożnie wszedł do małej izby w prawym skrzydle budynku ratusza, gdzie burmistrzowa rozmawiała ze starszą księżniczką. Tijanor powoli dochodziła do siebie, jawiąc się zwykłą kobietą a nie półżywym upiorem, aczkolwiek mocno anemiczna cera i sine worki pod oczami świadczyły o skrajnym wyczerpaniu młodego organizmu.

Cesarz chrząknął dosadnie. Baronowa Erenbrille wstała z krawędzi łóżka i dygnęła lekko – nie przez brak szacunku, a przez wzmacniany listewkami gorset, który skutecznie krępował i piersi, i ruchy.

– Panie.

– Lady Erenbrille

– Pójdę zobaczyć, co u młodszej księżniczki – oświadczyła Margi i po kolejnym zdawkowym ukłonie opuściła izbę.

Wilfred z wyczuwalną ostrożnością podszedł do posłania i usiadł na pościeli. Cały czas patrzył w czarne oczy starszej siostry, jakby szukał w nich tego nienawistnego żaru sprzed kilku dni. Bał się, że to iluzja; miraż, który zaraz pryśnie, a on obudzi się spocony we własnej komnacie i w podłej rzeczywistości.

– Nie zniknę braciszku. – Uśmiechnęła się.

– Tak, wiem… Ja po prostu.

– Też wiem. Sporo się działo, a ja mogłam tylko patrzeć i nasłuchiwać z astry. Czułam was. Słyszałam szepty zdarzeń, widziałam miejsca, ale to wszystko było takie rozmyte w czasie. Nie było tu i teraz, było wszędzie i wszystko… Ciężko to opisać.

– Ćśś… – Położył rękę na drobnej, chłodnej dłoni. – Musisz odpoczywać; skup się na tym, żeby dojść do siebie, a mi zostaw łatanie świata, w którym przyszło ci się obudzić.

– Każdy świat z tobą i Holi to dobry świat. – Spochmurniała, westchnęła i spojrzała bratu w oczy.

– Musimy uciekać.

– Nie mam zamiaru się stąd ruszać, przynajmniej na razie.

– Nie rozumiesz… Tu nie chodzi o mnie czy o ciebie, a o tysiące istnień w tym mieście.

– Miasto ma straż i zakon Pieśniarzy do obrony. Cokolwiek tu zmierza, to nigdzie indziej nie mamy z tym większych szans niż za murami Girzel. Przynajmniej nie teraz.

– Ty naprawdę nie rozumiesz. – Księżniczka wykrzywiła usta w sadystyczny uśmiech. Jej oczy zapłonęły, a dłoń zaczęła parzyć rękę Cesarza.

Poderwał się z łóżka.

Śledziła go wzrokiem. Uśmiechała się, cały czas, potwornie.

– NADAL NIE ZROZUMIESZ, MIESZAŃCU! – wygrzmiała. Pościel zajęła się ogniem. Jęzory szkarłatu spływały na podłogę, wijąc się jak kłębowisko ognistych węży.

Wilfried wycofał się do drwi. Ani drgnęły.

– Straż! – Zaczął walić pięściami w drewniane skrzydło.

– ONI NIE BOJĄ SIĘ OSTRZY, NIE BOJĄ SIĘ PRYMITYWNEJ MAGII, ONI IDĄ I POCHŁONĄ WSZYSTKO, CO ŻYWE, MIESZAŃCU.

Cesarz poczuł wzbierający żar za plecami.

Obrócił się.

Tijanor stała… Nie. Lewitowała tuż przed nim. Płonęła w magicznej pożodze z potwornym grymasem wyrysowanym na smukłej twarzy.

– ZOBACZ! – Wbiła mu dłoń w trzewia.

Wizja wypełniła umysł. Wędrował po płonących zgliszczach miasta. Zewsząd dochodziły rozpaczliwe krzyki. Smród palonego drewna i zwęglonego mięsa roznosił się dokoła. Szedł wiedziony instynktem i wolą silniejszą od jego własnej. Mijał makabryczne stosy ofiarne; wysokie hałdy osuszonych z życia skorup przekładanych krwawymi strzępami ciał.

Spojrzał przed siebie.

Obie księżniczki stały nieruchomo i patrzyły na niego pusto. Za nimi, z dymu i języków ognia, wyłoniły się monstra – cała chmara. Pazury orały ziemię, syki i chrupot łamanych kości wsączały grozę w serce. Zbliżały się. Chciał krzyczeć, biec, żeby osłonić siostry, ale nie mógł nic zrobić, tylko patrzeć, jak jego ukochane rodzeństwo zostaje rozszarpane na krwiste szczapy.

– Coś się stało braciszku? – spytała Tija, wybijając Wilfreda z wizji.

Poderwał się z łóżka i nerwowo rozejrzał po pokoju. Wszystko wyglądało normalnie. Nie czuł też tego strasznego zapachu spalenizny i wszechobecnej śmierci.

– Pokazał ci. prawda? – dopytała niepewnie księżniczka.

– Co to było?

– Przyszłość: nasza i tego miasta, jeśli stąd nie odejdziemy, jeśli Starsi nie udzielą nam schronienia.

Wilfred nadal się trząsł.

– Poproś do mnie Atmę i Lejlę czy Anax, jak każe się zwać. Chcę z nimi porozmawiać. Ja, a nie potwór, który czai się w zakamarkach mojej inry.

Holi wpadła przez drzwi, a za nią Margi, której oddech ewidentnie potrzebował więcej swobody.

– Siostro…? – szepnął głos wysycony tęsknotą i niedowierzaniem.

– Przepraszam, panie. Ne zdołałam jej powstrzymać.

– No chodź do nas. – Zachęciła ją Tijanor, poklepując pościel obok siebie. Młodsza księżniczka rzuciła się na pościel i przylgnęła do siostry. Nic nie mówiła, tylko płakała. Nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Tija głaskała Holi po głowie. Delikatnie, czule. Wilfred spojrzał na nie i pierwszy raz od dłuższego czasu, pomimo całego chaosu, poczuł się dobrze.

Zamknął oczy.

Ciepłe powietrze musnęło go po twarzy. Spojrzał jeszcze raz. Obie stały w płomieniach. Obie zakrwawione.

– ZABIERZ NAS STĄD! – Warknęły demonicznie.

Wizja zniknęła.

***

– Burmistrzu, ilu regularnych gwardzistów jest w mieście?

– Dwa regimenty, panie. Kolejny można zwołać z rezerwistów.

– Niech burmistrz zarządzi mobilizację. Potrzebujemy każdego do ochrony miasta.

– Panie, a co z posiłkami z Orunn czy pobliskiego Hejmryt?.

Wilfred zasiadł ciężko na wyłożonym gęsim puchem i obitym skórą bogatym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych