Wróć do katalogu

PIOSENKA DLA ZUZI

Opowiadanie, które powstało z natchnienia "Pokochała Toma Gordona" Stephena Kinga

pauluk, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PIOSENKA DLA ZUZI

Jacek znalazł Zuzię, gdy szedł przez las z wiadrem pełnym wody, nabraną przed chwilą z jeziora. Spojrzał pod nogi i zauważył małe ciałko wciśnięte tam, pod krzak. Przypominało lalkę z powykręcanymi kończynami, która znudziła się kapryśnej nastolatce. Postawił wiadro na ziemi i kucnął, by móc lepiej przyjrzeć się znalezisku. Śliczna, mała Zuzia - obiekt zazdrosnych westchnień wszystkich matek z miasteczka. Zawsze wspaniale ubrana, uczesana, promieniująca anielską świeżością. Gdy szła, nosek miała zadarty pod same chmury, rączki z gracją godną aktorki filmowej obciągały sukienkę (w wesołych kolorach, z nieodzownymi falbankami i koronkami). Cukierkowa twarzyczka o idealnych rysach wyglądała na zdjętą wprost z obrazu przedstawiającego księżniczkę. Idealnie błękitne oczy, wąskie truskawkowo czerwone usta, maciupeńkie dołeczki w policzkach - to wszystko świadczyło o cudowności sześcioletniej Zuzi. W lipcu miała wystartować w wyborach małej miss gminy Bielawa. Jej zwycięstwo było równie pewne jak to, że po nocy przyjdzie dzień. Ale tego roku noc trwała wiecznie, a słońce nie chciało wzejść. Jacek odgiął kilka liści zasłaniających mu widok ciała. Przez dłuższy czas wpatrywał się w poplamioną krwią i podarta sukienkę w niebieskie kwiatki. Szkarłat kojarzył mu się z sokiem malinowym, którym zawsze chlapał sobie koszulkę. Pamiętał. Słodki - na zawsze wtopiony w kubeczki smakowe na języku. Czasami jednak ten smak bolał… Gdy przepraszał i błagał… Przepraszam, mamo, szklanka mi się przechyliła i… tak po prostu się oblałem. Zmarnowałem wynik pracy twych rąk. Przepraszam. Mama stawała się czerwona. Jak sok. A czerwień soku ciekła z nosa Jacka. Jacek odłamał kawałek gałęzi. Powoli, ze strachem, zbliżył go do główki dziewczynki. Koniec kija wepchnął w pozlepiane włosy, na których widoczne były pozostałości po lokach. Kiedyś idealnie wymodelowana fryzura, przypominała teraz kępę wyschniętej trawy. Kilka mrówek przebiegło między martwymi kosmykami, powodując ich drgnięcie. Fragmencik dziewczynki ożył, lecz tylko na chwilę. Wepchnął kij głębiej. Jego końcówka zniknęła między włosami, a one oplotły ją niczym węże. Matka Zuzi powiedziała kiedyś córce, że gdy ta dorośnie, będzie mogła owijać sobie mężczyzn wokół wszystkich palców. - Dlaczego? - spytała dziewczynka aksamitnym głosem. Nie uzyskała odpowiedzi. Dźwignia. Jacek pociągnął do góry. Główka uniosła się z cichym mlaśnięciem skóry odklejanej od mokrego piachu i liści. Ciągnął mocniej. Na wysokości około dziesięciu centymetrów zakrzepła krew pękła, kij wyplątał się spomiędzy włosów i twarzyczka Zuzi uderzyła o ziemię. Z powodu nagłego nacisku na policzek, odrobina powietrza zebranego w ustach dziewczynki wydostała się jej noskiem. Zabrzmiało to jak ostatnie tchnienie. Mama, gdy była bardzo stara, nie mogła oddychać. Pomagała jej w tym wielka maszyna pompująca powietrze do jej płuc. Jacek całe dnie spędzał przy łóżku matki, słuchając miarowych wdechów i wydechów mechanizmu podłączonego do gniazdka w ścianie. Wszszt… wyszszt… wszszt… wyszszt… Aż do śmierci. A w nocy Jack bronił się przed mamą wyrywającą ze swego ciała plastikowe rurki i krzyczącą: - Kochanie, oddychaj ze mną! Świeży tlen! Oddychaj! Walczył… Aż do śmierci. Pewnego dnia do chłopca podszedł łysy lekarz z nieszczerym uśmiechem odsłaniającym szczerbę między zębami. Jacek siedział na małym krzesełku przy łóżku mamy i ściskał jej dłoń. Doktor bez słowa kucnął obok maszyny i wyciągnął wtyczkę z gniazdka. Oddech umarł. Jacek z trudem powstrzymał się przed ucałowaniem łysielca. Chciał krzyczeć o tym, że potwór wreszcie zdechł. Nagle jednak mama otworzyła oczy… Zamknęła je dopiero, gdy lekarz użył strzykawki. Jacek odłożył patyk i chwycił biodro dziewczynki. Nawet przez sukienkę wyczuł chłód ciała. Lodowata, zimna jak diabli - śmierć. Ostatni bastion człowieczeństwa. Zuzia obróciła się. Potrafiła…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych