Wróć do katalogu

Podróż rozdział 7

Joanna spotyka się z Jenny, która próbuje wrócić do życia. Joanna rozmawia z Pawłem, zaczyna też planować życie z Johnem.

jenny35, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wróciliśmy do Nowego Jorku. Od razu skontaktowałam się z Jenny. Była już w domu, więc postanowiłam do Niej pojechać. John chciał koniecznie jechać ze mną. Miałam kilka małych prezencików dla Jenny, które miałam nadzieję, poprawią Jej nastrój. Pojechaliśmy do Niej, ucieszyła się bardzo, ściskała mnie mocno. Widać było, że powoli dochodziła do siebie po szpitalu. Jej mama też uśmiechnięta, jakby kamień spadł Jej z serca, że już jest w porządku. Usiedliśmy wygodnie, Jenny chciała obejrzeć zdjęcia, posłuchać opowieści jak cudowne są Hawaje. Pogadałyśmy sobie troszeczkę. Jednak przyjechaliśmy w konkretnym celu, chcieliśmy wiedzieć co postanowiła Jenny i jakie zdanie na ten temat ma Jej mama. - Jenny, co postanowiłaś? Zostajesz w Nowym Jorku czy wyjeżdżasz do Anglii?- zapytałam, - postanowiłam zostać tu na miejscu, muszę jedynie poszukać jakiejś normalnej pracy. Mogę oczywiście chodzić na castingi, próbować swoich sił na wybiegach, ale to będzie raczej moje dodatkowe zajęcie- odparła, - to wspaniale się składa- odpowiedział John, - dlaczego?- spytała zdziwiona Jenny, - mam dla Ciebie propozycję pracy- powiedział John- oczywiście musisz zgłosić się ze swoim CV na rozmowę do jednego z moich kontrahentów. Myślę, że na początek zadowoli Cię posada Asystentki zarządu. Znasz języki, jesteś obyta w towarzystwie, myślę, że się sprawdzisz. Umówiłem Cię na jutro na 12.00. Co Ty na to?- zapytał, - wspaniale! – krzyknęła Jenny, - dziękujemy Wam bardzo- odezwała się w końcu mama Jenny, która siedziała trochę zmartwiona- teraz wiem, że zostawiam Jenny w dobrych rękach i nie muszę się niczego obawiać. Bardzo dziękujemy. Ja osobiście jestem Ci Joanno bardzo wdzięczna za uratowanie życia mojej córce, gdyby nie Ty nie wiem co by było. Jesteś aniołem. ASIU…. JOANNO… MAMO…. WRÓĆ DO NAS… Mama Jenny zdecydowała się wrócić do Wielkiej Brytanii. Przed wyjazdem wręczyła mi pudełko, w którym znalazłam piękną bransoletkę. Nie chciałam tego przyjąć, jednak nie chciała słyszeć, że tego nie przyjmę. Stwierdziła, że to w podziękowaniu za Jenny. Miała nadzieję, że zaopiekujemy się Nią z Johnem. Nie miałam nic przeciwko bo bardzo Ją lubiłam. Była młoda, ale nad wyraz dojrzała, wiele przeszła co mogło Ją jedynie wzmocnić na przyszłość. Zawieźliśmy mamę Jenny na lotnisko, pożegnaliśmy się i obiecaliśmy, że będziemy opiekować się Jej córką i nie będzie sama. Poleciała do domu spokojna. Odwieźliśmy Jenny do Jej mieszkania, miała się zrobić na bóstwo bo miała spotkanie w sprawie pracy. Sami pojechaliśmy do domu. Chciałam się rozpakować i wykąpać. Ten dzień zrobiłam sobie wolny, ale powiedziałam Johnowi, że następnego dnia chciałam troszkę pozwiedzać- jeszcze zostało kilka miejsc, które były godne uwagi. Nie chciałam rezygnować z tego, po co tu przyjechałam. Spełniałam dalej swoje marzenie o pięknym Nowym Jorku. Rozpakowałam rzeczy, John zrobił mi miejsce w szafie, ale obiecał, że przerobi mieszkanie tak, żebym miała piękną i dużą garderobę. Sprawił mi tym ogromną radość. Wykąpałam się i postanowiłam zadzwonić do rodziców. - halo - usłyszałam głos mamy w słuchawce, - cześć mamo, to ja Joanna - odpowiedziałam, - witaj córeczko, co u Ciebie? Jak Wam się udał wyjazd? Widzieliśmy zdjęcia- przepiękne, - mamo było fantastycznie. Na Hawajach jest cudownie, przyroda rozpieszcza zapachami, smakami, wszystkim, jest bardzo ciepło, wszędzie ocean, palmy, pyszne jedzenie, mówię Ci kiedyś Was tam zabiorę- opowiadałam zachwycona, - tak, tak córeczko. My raczej już tam nie pojedziemy. Za starzy jesteśmy. Gdzie nam się pchać na takie wycieczki- odparła jak zwykle bez entuzjazmu mama, - a co u Was? Jak zdrowie? Jak cała nasza rodzinka? - a u nas po staremu, nic się nie zmienia. Tak sobie codziennie chodzimy z tatą na grób i świecimy tym naszym aniołkom- w słuchawce słyszeć się dało cichutki płacz mamy, - mamo nie płacz, tak musi być, nic już nie zrobimy. Musimy żyć dalej, mi też jest ciężko, chociaż pobyt tutaj bardzo mi pomógł, - to dobrze córeczko, to dobrze. A powiedz kiedy wracasz bo niedługo chyba kończy Ci się wiza, prawda? - o cholera! Rzeczywiście! Całkowicie o tym zapomniałam. Muszę spojrzeć jak długo jeszcze jest ważna i bukować powoli bilet na powrót, chociaż najchętniej zostałabym tutaj. Tu jest tak, jak to sobie wymarzyłam, - ale nie możesz tam zostać, bo jak Cię złapią to dostaniesz karę i wyrzucą Cię z kraju- odparła mama, - tak wiem, pomyślę o tym. Na razie kończę i idę spać, bo jestem wykończona. Trzymajcie się. Do widzenia. - do widzenia córeczko, dobranoc. JOASIU… KOCHANIE… CZEKAM TU NA CIEBIE… WRÓĆ… Następnego dnia wstałam rano, zrobiłam śniadanie i obudziłam Johna. Miałam ochotę na spędzenie tego dnia aktywnie. John niestety nie mógł mi towarzyszyć, bo musiał wreszcie iść do pracy, w firmie nie było Go już dość długo. Tylko doglądał sprawy przez Internet i telefonicznie. Rozmawiałam z Jenny, wyspała się jak nigdy, szykowała się na spotkanie z potencjalnym pracodawcą. Nie chciałam Jej nic mówić, żeby nie była zbyt pewna siebie, ale pracę miała pewną. John załatwił, że mieli Ją przyjąć tak czy inaczej. Jenny nie miała doświadczenia w pracy biurowej, ale szybko się uczyła, była zdyscyplinowana i wiedziałam, że da radę, życzyłam Jej powodzenia. Ubrałam dres, sportowe buty i wyszłam pobiegać. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do Central Parku. To moje miejsce… moje miejsce na ziemi. Polubiłam bieganie. Central Park jest tak tajemniczy i piękny, że nie sposób nie polubić tego miejsca i przejść obok niego obojętnie. Biegałam ścieżkami, pomiędzy drzewami, mostami nad strużkami wody wypływającej z nie wiadomo jakiego źródła. Oglądałam to wszystko z bliska. Z dala pomiędzy drzewami wyłaniały się wieżowce, duże, nachalne, ale nie czuło się zgiełku miasta, nie słychać było ulicznej wrzawy, klaksonów, spalin. Było cicho, spokojnie, tylko ja i mój Park. Zaczęłam rozmyślać o tym, co powinnam zrobić, jak poukładać swoje życie. Kończyła się piękna podróż mojego życia. Musiałam zacząć myśleć o powrocie. Jeśli chciałam kiedykolwiek tu wrócić, nie mogłam przekroczyć daty ważności wizy. Wtedy przypomniałam sobie o Pawle. Ciekawe co u Niego? Nie odzywałam się do Niego, ale On też nie wysłał nawet sms’a. Czyżby coś się stało? Miałam nadzieję, że nie, bo zależało mi na Nim, był moim przyjacielem. Przysiadłam na ławeczce, wyciągnęłam telefon i postanowiłam zadzwonić. - halo- usłyszałam Jego głos w słuchawce, - cześć Paweł, tu Joanna- odparłam, - cześć, wreszcie się odzywasz. Myślałem, że coś Ci się stało, - ale nie zadzwoniłeś- odpowiedziałam z wyrzutem, - nie dzwoniłem, bo stwierdziłem, że kogoś masz i nie chciałem Wam przeszkadzać, pewnie się nie pomyliłem?- zapytał retorycznie, - no, nie pomyliłeś się, mam kogoś, - jesteś szczęśliwa? Jest dobry dla Ciebie?- zapytał troskliwie, - tak, to bardzo dobry człowiek, - cieszę się- odpowiedział, - a co u Ciebie?- zapytałam, - u mnie po staremu, nic się nie dzieje, - masz kogoś? – zapytałam, chociaż bałam się, że powie, że to nie moja sprawa, - tak, Karolina się odezwała, jesteśmy znowu razem- odpowiedział bez entuzjazmu, - to fajnie, dobrze, że jesteście razem, byliście sobie pisani, - nie jestem tego pewien, ale lepsze to niż nic. Wiem, że Ty i tak mnie nie zechcesz, więc tak naprawdę Karolina jest czymś w rodzaju Twojego zastępstwa, chociaż jest bez porównania, - Paweł nie mów tak, przecież tyle lat byliście szczęśliwi. Kochałeś ją i pewnie nadal kochasz? - pewnie na swój sposób tak, ale to nie to. Dobra, muszę kończyć. Odezwij się jeszcze kiedyś. Cześć, - no cześć. Paweł był inny, czuł się przeze mnie skrzywdzony i wcale mu się nie dziwię. Niczego mu nie obiecałam, wiedział, że Go nie kocham, że traktuję Go jak przyjaciela. Pewnie się z tym liczył, ale gdzieś miał nadzieję, że jednak Go pokocham i jak wrócę będziemy razem. Trochę mnie zabolała ta rozmowa, czułam się z tym źle. Miałam wyrzuty sumienia, że ja jestem szczęśliwa a On cierpi. Nie chciałam tego, nie zrobiłam niczego specjalnie. Tak po prostu wyszło. Myślałam, że jak będzie z Karoliną to będzie szczęśliwy, że to Ona jest mu pisana. Wiedziałam, że musi minąć trochę czasu, żeby się z tym oswoił. Posiedziałam tak chwilę, wstałam i pobiegłam dalej. Biegałam tak w kółko, chyba obiegłam cały Park, zapomniałam o całym świecie, o wszystkim wkoło. Rozmyślałam o tym, co powinnam zrobić. Nic nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych