Wróć do katalogu

Pomarańczowa plama

O szoku po wypadku.

luminka, opublikowano , 14 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zmysły włączają się po kolei, sekunda po sekundzie. Pierwszy zawsze jest słuch. Podczas gdy oczy odmawiają jeszcze współpracy, uszy rejestrują już następujące dźwięki: - Proszę Pani! Proszę Pani! Niestety, słuch to za mało, żeby zorientować się w sytuacji. Dlatego też jest to sekunda w której zdążysz pomyśleć: „Co do cho…”. I wtedy włącza się wzrok. Och. Widzisz ludzi wiszących nad tobą jak sępy nad padliną i zdajesz sobie sprawę, że zemdlałeś. Metafora z sępami staje się więc niedorzeczna. Dostrzegasz również kobietę, która trzyma twoje nogi uniesione do góry jednak dopiero po upływie kolejnej sekundy, faktycznie czujesz jej dłonie na swoich łydkach. Jest to też moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że w sumie to dużo ludzi cię dotyka i niekoniecznie ci się to podoba. Zanim jednak zdążysz stanąć w obronie swojej przestrzennej strefy intymnej do akcji wkracza nos. Większość ludzi nie zauważa momentu, w którym uruchamia się węch, gdyż na ogół zapach nie jest zbyt intensywny. W tym konkretnym przypadku receptory w nosie zapaliły jednak wielki czerwony neon w moim mózgu: Szpital. Owy neon zaaplikował mi zastrzyk adrenaliny, który pobudził mój mózg do szybszego myślenia. I wtedy sobie przypomniałam. Spojrzałam na puste łóżko przede mną i poczułam jak serce wchodzi w istny galop. Po przełknięciu śliny wychrypiałam: - Marcin? Usłyszałam za sobą prychnięcie i natychmiast odwróciłam głowę. Marcin siedział na innym, większym łóżku uśmiechając się: - Nie wiem jak mógłbym cię nie kochać. To ja leżę ledwo żywy po wypadku a ty mdlejesz na OIOMie, skupiając całą uwagę na sobie. Typowe. Ponownie zwróciłam wzrok w stronę pustego łóżka, na którym Marcin leżał przez ostatnie cztery doby.: - Myślałam, że.. - … będę cię nawiedzać w nocy? Cały strach opadł, więc rzuciłam w jego stronę wściekłe spojrzenie: - Nie jesteś ledwo żywy. Wyglądasz na dużo bardziej żywego niż cztery dni temu. Kiedy leżałeś blady, połamany, zakrwawiony z nagłym zatrzymaniem krążenia. - Dlatego też przenoszą mnie na oddział chirurgii pourazowej słońce. No tak. Oczywiście. Pielęgniarka zaczęła chrząkać ze zniecierpliwieniem i pchać łóżko Marcina w stronę drzwi. Rzuciłam więc tylko: - Odwiedzę cię popołudniu. Marcin odpowiedział uśmiechem. Trzy zgromadzone wokół mnie pielęgniarki postanowiły zająć się intruzem na OIOMie, czyli mną. Najwyższa z nich, ta, która wcześniej trzymała moje uniesione nogi, zaczęła: - Kiedy Pani ostatni raz jadła? - Godzinę temu. - Choroby? - Brak. - Jest Pani w ciąży? - Nie. - Na pewno? Uśmiechnęłam się. Pracownicy służby zdrowia nigdy nie darzyli pacjentek dużą dozą zaufania jeśli chodzi o znajomość własnej macicy. - Na pewno. - Ciśnienie miała Pani w porządku – nawet nie zauważyłam kiedy je zmierzyli – Radziłabym jednak zbadać sobie także poziom cukru. - Zbadam – obiecałam. Nie przejęłam się jednak zbytnio. Ostatnim razem zemdlałam z powodu pęcherzy wielkości kuli bilardowej, które powstały na mojej dłoni po bliskim spotkaniu z wrzątkiem. I bynajmniej przyczyną nie był ból. Mdlenie ze strachu nie było więc w moim życiu pierwszyzną. - Pielęgniarki odprowadzą Panią do śluzy - usłyszałam, po czym dwie pielęgniarki pomogły mi wstać. Ludzie muszę mieć bardzo kiepskie zdanie o zmyśle równowagi. Minuty po tym jak wyszłam z zemdlenia pielęgniarki uważały, że wciąż nie będzie on działał prawidłowo, gdyż prowadziły mnie do przedsionka OIOM-u cały czas trzymając pod ramionami. Przy wejściu do śluzy natknęłam się na księdza. Zanim jednak zdążyłam uprzejmie się przywitać, usłyszałam za plecami głos lekarki: - Niestety, wszystkie narządy przestają powoli działać. Obawiam się, że teraz to już wszystko w rękach Boga. Odwróciłam się i zobaczyłam, że słowa skierowane są do drobnej, niskiej kobiety z burzą rudych loków, skupionych wokół bladej twarzy i podkrążonych oczu. Po słowach lekarki zrobiła się wręcz przejrzysta a potem prychnęła: - No to równie dobrze możemy już szykować pogrzeb, bo jak Pani dobrze wie, żadna magiczna ręka tu nad nami nie czuwa. Jej głos załamał się. Usiadła pod ścianą i zaczęła płakać. Spojrzałam na leżącego na łóżku faceta, który nie mógł mieć więcej niż trzydzieści pięć lat i weszłam do śluzy. Za dużo emocji na dziś. Ksiądz podążył za mną: - Słyszałem, że Marcina jest przenoszony. - Tak, tak, przenoszą go – pokiwałam głową. No i tematy się skończyły. Ksiądz spojrzał w stronę drzwi od śluzy, za którymi znajdowała się zrozpaczona kobieta z rudymi lokami. - Biedna dziewczyna – westchnął. - Biedna – potwierdziłam – Ostatni raz kiedy ja usłyszałam coś takiego od lekarki na OIOMie, nie potrwało to nawet dwunastu godzin. Ksiądz tylko się uśmiechnął i przeszedł do umywalki: - Powinnaś mieć więcej wiary w tą magiczną rękę. - A to niby dlaczego? - Bo w twoim przypadku, zadziałała. Oczywiście mogłam się w tym momencie zacząć wykłócać. Uznałam jednak, że nie ma to najmniejszego sensu i opuściłam OIOM. Natychmiast trafiłam na mojego młodszego braciszka, który szedł przez korytarz z nosem w podręczniku od niemieckiego. - Co ty tu robisz? – spytałam, a ten podskoczył jak oparzony. - O! Ala! Żyjesz? Nic ci nie jest? - Dlaczego miało by mi coś… - w tym momencie mnie olśniło – Zaraz, zadzwonili do ciebie? - Nie do mnie. Do ojca. Wciąż masz go jako ICE w telefonie. Och. - To dlaczego ty tu jesteś a nie on? Na twarzy mojego brata zagościła kamienna mina. Prychnęłam. - Czyżby dlatego, że bzyka się gdzieś w krzakach ze swoją nową kochanką, na drugim końcu Polski? – spytałam. Jego kamienna mina zamieniła się w pełnowymiarowe oburzenie. - Nie wiem jak to możliwe, że bywasz taka nieprzyjemna i złośliwa. Najwyraźniej jest to jakiś twój sposób na radzenie sobie z szokiem i ciężką sytuacją. - To już wiesz dlaczego jestem taka od twojego urodzenia. Nawet tego nie skomentował. Odpuściłam. - A więc co robisz w szpitalu? Bo raczej nie chodzisz tu na lekcje niemieckiego. - Szedłem odwiedzić Marcina, no a że ojciec zadzwonił, że zemdlałaś na OIOMie to trochę przyspieszyłem kroku. Nawet nie chciałam tego rozgrzebywać. - Przenieśli go. - Tak, wiem, pielęgniarka wspomniała. Naturalnie wszystkim tylko nie mnie. Usiadłam na ławce pod oknem i zdecydowałam, że przyszedł czas ma magiczną tabletkę z opakowania ziołowych tabletek uspokajających, które przypisała mi lekarka po tym całym wypadku. - Więc o co chodzi z tym niemieckim – spytałam, a Arek przysiadł się koło mnie. - Uczę się go w trybie intensywnym. Przecież wiesz, że szukam pracy, więc język na pewno się przyda. Spojrzałam na niego badawczo. - Tryb intensywny, co? Idziesz na rozmowę o pracę, gdzie nakłamałeś w CV, że znasz niemiecki i dopiero teraz się go uczysz? Zmroził mnie wzrokiem. I oczywiście natychmiast zmienił temat: - Przyniosłem Tobie zdjęcia. - Zdjęcia? - Pomarańczowych samochodów kombi. Mówiłaś, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych