Powrót magii
Keara - porwana przez trzech mężczyzn - została przyprowadzona na miejsce tajemniczego rytuału. O co chodzi w rytuale? Czego chcą dokonać? Czy zostanie złożona w ofierze?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zachód słońca barwił niebo. Sprawił, że świat wyglądał, jakby spłynął krwią. Ostry ból w nadgarstkach promieniował do łokci, zdawał się wbijać w mózg niczym setki igieł. Starałam się go ignorować, ale osiągnął już taką siłę i trwał tak długo, że było to niemożliwe. Więzy, którymi związali moje ręce na plecach, były o wiele za ciasne. Moje rozpaczliwe próby uwolnienia się wcale nie pomogły. Nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że zdarłam sobie ciało do krwi. Zimno powoli zaczynało się we mnie wkradać. Gęsia skórka pojawiła się na udach. Doskonale wiedziałam, że jeżeli to wszystko potrwa dłużej, niebawem mróz stanie się o wiele gorszy od bólu. Wolałam go jednak niż to, co miało mnie spotkać już niebawem. Ubrana byłam jedynie w sięgającą połowy ud białą sukienkę. Zabudowana pod szyję i z długimi rękawami, tak naprawdę nic nie zakrywała. Sutki mocno przeświecały przez cienki materiał. Moi oprawcy twierdzili, że to szata rytualna. Szczerze w to wątpiłam. Początkowo byłam upokorzona i przerażona ich spojrzeniami. Teraz jednak zastąpiło je uczucie pustki. Nie potrafiłam już nic czuć. Mój koniec był blisko. Mężczyzna stojący po mojej lewej stronie szarpnął mnie za łokieć, zmuszając do kontynuowania marszu. Spojrzałam na niego zimno. Długie do uszu brązowe włosy miał gładko zaczesane do tyłu. Wsmarował w nie tyle olejku, że lśniły w blasku zachodzącego słońca. Oczy były zimne, bez wyrazu. Również ubrany był w białą szatę, ta jednak sięgała ziemi i była grubsza niż moja. Jemu na pewno nie będzie zimno. Zerknęłam na bruneta po prawej. Był niski i muskularny. Żadnemu z nich nie dałabym rady, lecz ten był najsilniejszy i najbardziej brutalny. Krótkie czarne włosy również zaczesał do tyłu, lecz niesforne kosmyki zaczynały mu już odstawać od czaszki. Przede mną szedł tłusty blondyn o czerwonej, świńskiej cerze. Uczesany i ubrany był identycznie, jak pozostali. Czułam się, jakbym dostała się do domu wariatów. Znajdowaliśmy się na malowniczej polanie, ze wszystkich stron otoczonej pradawnym lasem. Na wschodzie wypiętrzały się poszarpane, pokryte śniegiem góry. Piękny widok. Teraz jednak, w ostatnich chwilach mojego życia, nie potrafiłam się nim cieszyć. Ruszyliśmy małą, pokrytą czarnym piachem ścieżką. Czułam, jak przykleja mi się do gołych stóp, a małe kamyki lekko mnie kłują. Do nozdrzy dotarł zapach świeżej, wiosennej zieleni. Już teraz widziałam na horyzoncie cel naszej podróży. Bardziej to czułam niż wiedziałam, że właśnie w tym miejscu wszystko się zakończy. A dla każdego innego: diametralnie zmieni. Im bliżej byliśmy, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że widzę kamienny ołtarz. Początkowo to do mnie nie docierało, jakbym celowo nie chciała wiedzieć, co mam przed oczami. W końcu musiałam jednak przyjąć to do wiadomości. Wykonany był z czarnego marmuru. Na pewno kosztował majątek. Temu, kto go tu postawił, musiało bardzo na tym wszystkim zależeć. Tak naprawdę nie wiedziałam, co mi zrobią ani jaki miał być tego skutek. Mężczyźni udzielali mi jedynie zdawkowych informacji. Wiedziałam tylko jedno: ma to jakiś związek z magią. Koło ołtarza stała wysoka, jasnowłosa kobieta. Odziana była w drogocenną, obszytą szlachetnymi kamieniami suknię. Długi tren czarnego stroju spływał wprost na ziemię, lecz ona zdawała się nie przejmować tym, że się zniszczy. Błękitne, zimne niczym lód oczy wpatrywały się wprost na mnie. Pod tym spojrzeniem czułam się jak mysz stojąca oko w oko z kotem. Im bliżej celu byliśmy, tym bardziej strach zaczynał brać mnie we władanie. Udało mi się oderwać oczy od drapieżnego spojrzenia i powiodłam wzrokiem dookoła w poszukiwaniu możliwości ucieczki. Żadnej nie było. Gdybym chociaż spróbowała zrobić krok w inną stronę, mężczyźni od razu by mnie pochwycili. Już raz zostałam przez nich pobita, teraz nie chciałam tego powtarzać. Parę miesięcy temu, tuż po porwaniu, próbowałam uciekać i tym samym naraziłam się na ich gniew. Od tamtej pory bardzo się pilnowałam, żeby nie rozgniewać ich ponownie. Dopiero teraz dostrzegłam, że na ołtarzu coś leży. Czerwony klejnot, wielkości i kształtu serca. Biło od niego szkarłatne światło. Nie odbijało się od jego powierzchni, a promieniowało z wewnątrz. Po czasie będącym dla mnie wiecznością, dotarliśmy na miejsce. Tym razem blondyn ustawił się za mną, zagradzając mi jedyną drogę ucieczki. Przede mną był jedynie ołtarz z kamieniem ¬¬¬¬¬¬¬¬¬¬– i przerażająca kobieta. Jej spojrzenie powodowało u mnie pierwotny strach, dużo gorszy niż przed mężczyznami. Chciałam, by było po wszystkim, byle uciec od tych świdrujących oczu. – Jestem Lyriel, kapłanka bogów: Marduka, Arduna, Misandry, Feriny i Ulesa – powiedziała dźwięcznym, melodyjnym głosem, który niósł się daleko po dolinie. – Jestem tu, by wypełnić ich wolę, jako nakazali. Głos kapłanki odbijał się nienaturalnym echem. Szkarłatny artefakt pojaśniał i zaczął wydawać niskie buczenie. Wpatrywałam się w to bezsilnie. Serce mocno tłukło mi się w piersi. Szum krwi w uszach niemal sprawił, że nie słyszałam słów kobiety. Cała się spociłam pomimo zimna, sukienka przykleiła mi się do skóry. Chciałam, by to wszystko już się skończyło. – Bogowie stworzyli świat u zarania czasu – kontynuowała śpiewnie. – To co rośnie i to co więdnie, to co żyje i umiera, witalne i pozbawione żywota, magię i niemagiczne. To wszystko złączyło się w jedno, pod władzą bogów. I tak trwało. Aż do narodzin Wyklętych. Zdobyli siłę większą, niż jakikolwiek śmiertelnik był w stanie. Sięgnęli po moc niemal równą boskiej. A potem rozpoczęli dzieje zniszczenia. Bogowie swą wolą, pragnąc ratować swe dziecię, Świat, pozbyli się Wyklętych. Czyn ten jednakże pozbawił ich mocy, a Świat magii. Pozbawiony swej części, skazany na umieranie. Wraz z opowieścią wzrastała moc bijąca od artefaktu. Brzęczenie stało się wszechogarniające, niemal ogłuszało. Biły od niego fale mocy, które wywoływały mrowienie w całym moim ciele. Nie wiedziałam, czemu Lyriel opowiadała historię wygnania bogów, ale moc, którą to wyzwalało, była przerażająca. Nawet, gdybym mogła teraz uciec, nie byłabym w stanie uczynić kroku. – Tylko jedno może przywrócić życie Światu: powrót magii i rodzicieli. – Wyrzuciła ramiona w górę. Jej głos nabrał mocy, niemal krzyczała. – I oto ten czas nadchodzi! Marduk, Ardun, Misandra, Ferina, Ules, powróćcie dzięki życiu Urodzonej w Magii! Nagle wszystko ustało. W nagłej ciszy dźwięki przyrody brzmiały nienaturalnie. Wszystko było takie same, a jednak zdawało się odmienione. Nie miałam wątpliwości, że to nie koniec. Mimo że nie wiedziałam nic o swojej wyjątkowości, doskonale zdawałam sobie sprawę, że to mnie nazywa Urodzoną w Magii. – Rozwiążcie ją – powiedziała Lyriel do mężczyzn, takim tonem jakby traktowała ich jako zbędną przeszkodę. Blondyn podszedł do mnie. Mocno zaczął szarpać więzy, powodując wybuchy bólu. Wbrew mojej woli oczy zaszły mi łzami. Nie wydałam żadnego dźwięku, mimo że miałam wrażenie, iż rani mnie coraz głębiej i głębiej. W końcu mężczyzna się nade mną ulitował i po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kathlaen
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…