Wróć do katalogu

Powstanie

POZNAŃ-ŁAWICA. Powstanie, które ukształtowało granice zachodnie II Rzeczypospolitej.

efterlyst, opublikowano , 18 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ławica 7 stycznia 1919

Kochana Isiu.

Nawet nie wiesz jak bardzo tęsknię za Twoimi listami. Czekam na nie każdego dnia, wiem, że jest to tyko mała namiastka Ciebie, ale tutaj na wojnie, po stokroć dodaje mi otuchy. Zawsze gdy je dostaję, biegnę z bijącym sercem do miejsca gdzie w spokoju mogę go przeczytać. Najpierw otwieram kopertę, wyjmuję list, zamykam oczy i wącham go ze wszystkich stron. Na tym zapisanym skrawku papieru czuję Twój zapach, pomimo że to tylko list, czuję w nim Twoją bliskość, wydaje mi się wtedy że jestem koło Ciebie, a tego trzeba mi teraz najbardziej. Tęsknię za Tobą, pragnę dotykać Cię, czuć Twoją bliskość, tulić się do Ciebie. Piszesz że tęsknisz za mną, ja robię to równie silnie. Nie ma chwili w której nie myślałbym o Tobie. Jakich to czasów doczekaliśmy moja kochana Isiu? Jesteśmy pół roku po ślubie, a od tego momentu widzieliśmy się tylko kilka razy. No ale taka jest wojna, tutaj potrzebne jest poświęcenie. Wierzę jednak że nasze pragnienie aby być wreszcie razem, niebawem się ziści. Jednak teraz muszę wykonywać rozkazy, trzeba je przedłożyć ponad ciepło ogniska rodzinnego. Ojczyzna nas potrzebuje jak nigdy przedtem, mamy przed sobą realną perspektywę niepodległości, musimy odłożyć na pewien czas nasze rodzinne ambicje by bezgranicznie oddać się sprawie naszej odradzającej się ojczyzny. Nasz zryw poznański wydaje się dobiegać końca. Wyrwaliśmy Niemcom olbrzymie połacie ziemi które przed wiekami należały do Polski. Wczoraj 6 stycznia zajęliśmy Ławicę, stacjonował tam większy oddział niemiecki. Wydawało nam się, że będzie trzeba stoczyć krwawą walkę. Okrążyliśmy lotnisko na którym stacjonował niemiecki oddział, zaczęliśmy strzelać z ciężkiego działka. Padły tylko cztery strzały, jeden z nich trafił w wieżę lotów. Niemcy odpowiedzieli ogniem karabinów maszynowych jednak po chwili ich strzały zamilkły, wróg zrozumiał, że przy takiej sile naszych wojsk nie będą w stanie utrzymać lotniska. Białe flagi zasygnalizowały że Niemcy poddali się bez walki, był to najpiękniejszy widok dla Polaków. Jednak nie dla wszystkich, zginał nasz żołnierz, można by powiedzieć że tyko jeden, ale dla mnie to aż jeden. Osierocił dwoje dzieci, dziesięcioletniego chłopca i czteroletnią dziewczynkę, gdy pomyślę sobie co będzie czuła rodzina kiedy dowie się o tej tragedii, mam wtedy łzy w oczach. Znałem tego żołnierza, tak jak każdy z nas miał swoje marzenia i walczył dla czegoś co nas wszystkich jednoczy, za wolną Polskę. Teraz jesteśmy już tak blisko celu, doszliśmy pod Bydgoszcz a na południu zajęliśmy już Ostrzeszów. Nikt nam już tego nie zabierze! Zwycięstwa nasze przynajmniej częściowo wypełniają pustkę jaka pozostała w moim sercu po rozstaniu z Tobą. Dzięki temu że wygrywamy, nie jest mi bez Ciebie aż tak strasznie źle na tym świecie.

Kocham Cię Isiu, pisz do mnie często.

Na zawsze Twój Wiktor

P.S. Wczoraj zostałem mianowany komendantem lotniska Ławica, moim pierwszym rozkazem było aby mechanicy przygotowali 6 zdobycznych samolotów do parady lotniczej. Dziś o 9 rano, po raz pierwszy moje samoloty z biało-czerwoną szachownicą przeleciały nad Poznaniem. Widziałem z góry jak ludzie wiwatowali na nasz widok. Dla takich chwil aż chce się żyć!

Pniewski siedział przy biurku w niewielkim pomieszczeniu, otworzył szufladę i uśmiechnął się. - Jeszcze wczoraj, było to miejsce jakiegoś niemieckiego dowódca, - pomyślał. - Teraz mamy tu Polskę, a ja piszę jego piórem list do mojej żony.. … po polsku. Wyjął z szuflady laskę laku którym planował zakleić kopertę. Ktoś zapukał do drzwi. - Wejść! - Zawołał stanowczo Pniewski. Młody oficer wszedł do środka. - A, to pan poruczniku Mańczak, proszę niech pan siada, - wskazał gościowi krzesło. - Panie komendancie mam już informacje na temat zdobytych maszyn. – Porucznik wyjął z kieszeni jakiś skrawek papieru z którego zaczął czytać. - Tak jak już panu wiadomo komendancie, mamy sześć gotowych do lotu maszyn, zresztą w świetnym stanie, spisywały się dzisiaj na paradzie bez zarzutów. - To wiem – przerwał Pniewski. - Mnie interesuje to co jest składowane w hangarach. - No właśnie – odpowiedział Mańczak. - Tak jak pan rozkazał komendancie, razem z mechanikami przeliczyliśmy składowane maszyny. Stoi tam dwieście dziewięćdziesiąt rozłożonych samolotów. - Ile? – zapytał z niedowierzaniem Pniewski. - Tak panie komendancie - odpowiedział porucznik. - Dwieście dziewięćdziesiąt nowych, nigdy nie używanych maszyn. - Cholera – przerwał Pniewski. - Zdobyliśmy prawie trzysta maszyn a najśmieszniejsze, że stało się to po czterech wystrzałach z naszych armatek. Niemcy stracili już całkowicie ducha walki. Ale dobrze, zwiastuje to rychły koniec wojny. - Panie poruczniku, czy my jeszcze latamy? Wydaje mi się że słyszę samoloty. - Nie Panie Komendancie - odparł Mańczak. - Wszystkie maszyny zaraz po paradzie zabezpieczyliśmy w hangarze, nikt z naszych nie lata. - Do diabła, jak nie nasi, no to muszą to być Niemcy - wykrzyknął Pniewski. W tym momencie złapał swój płaszcz i razem z porucznikiem wybiegli na plac. Dwa niemieckie samoloty przeleciały nad ich głowami, ułamek sekundy po tym, olbrzymi huk przeszył ich zmysły. - No to mamy prezent z Frankfurtu, a najgorsze że nie jesteśmy przygotowani na nalot. - Poruczniku, proszę obsadzić karabiny maszynowe, gdy zrobią kółko i pojawią się tu jeszcze raz, naszpikujemy ich śrutem. - Mańczak pobiegł aby organizować obronę przeciwlotniczą, jednak Niemcy nie wrócili. Pniewski zarządził pilne spotkanie ze wszystkimi dowódcami jakich miał pod sobą. - Panowie - zaczął komendant. - Jak widać Niemcy nie dali za wygraną. Na szczęście żadnych znacznych strat nie wyrządzili nam. Wydaje mi się jednak, że to nie jest ostatni nalot niemiecki, tak więc musimy być przygotowani na kolejne. Od teraz wszystkie gniazda karabinów maszynowych muszą czuwać dzień i noc. Jak przylecą jeszcze raz, damy im wtedy do wiwatu. A jak znam Niemców, to na pewno przylecą. Teraz udajcie się do swoich zajęć a ja napiszę depeszę do sztabu i poinformuję ich o nalocie.

Noc z siódmego na ósmy stycznia minęła spokojnie. Rano, Pniewski wraz z kilkoma oficerami robili obchód Lotniska, w ten sposób komendant chciał osobiście skontrolował gotowość stacji przed ewentualnym nalotem niemieckim. - Mam przeczucie że jeszcze przylecą - gdy Pniewski wypowiadał te słowa, nagle z jednego z gniazd karabinów maszynowych padły strzały. Nie było złudzeń, trzy niemieckie bombowce nadlatywały nad Ławicę. - O wilku mowa – wszyscy ruszyli w stronę najbliższego stanowiska strzeleckiego. W tym momencie za jedną z niemieckich maszyn pojawił się czarny dym. - Jest, mamy go – zawołał z radością w głosie jeden ze strzelców. Samolot coraz bardziej wytracał wysokość, pilot ciągle miał panowanie nad maszyną, jednak trafienie które zdemolowało silnik, nie pozwalało na dalszy lot, aby przeżyć musiał lądować. Niemiec znalazł równe, pokryte śniegiem poletko i wylądował kilkaset metrów od lotniska. - Puśćcie za nim zwiadowców, niech wyłapią szkopów – rozkazał Pniewski. Dwa pozostałe samoloty wroga zaskoczone silną obrona Ławicy, zmieniły kurs odlatując przy tym poza zasięg ognia polskich karabinów. Gdy zbliżali się do znajdującego się tuż obok majątku Strzeszynek, wydawało się, że ominą wielkim łukiem lotnisko, dając przy tym za wygraną. I wtem dwa potężne wybuchy zatrzęsły okolicą. Dym i kurz przesłoniły budynki majątku. - Boże, zbombardowali cywilów! - wrzasnął komendant. - Natychmiast wysłać tam sanitariusza i dwudziestu ludzi. Oni tam potrzebują pomocy! - rozkazał. - Panie komendancie! – zawołał jeden z szeregowców stojących w pobliżu. Był to bardzo młody żołnierz, nie wyglądał na więcej niż osiemnaście lat - Panie komendancie, tam w Strzeszynku mieszka i pracuje moja rodzina. - Proszę mi pozwolić iść do majątku, muszę zobaczyć czy nic im się nie stało. - Jak masz na imię? - Zapytał Pniewski. - Józef, nazywam się Józef –odpowiedział szeregowiec. - Idź – zgodził się komendant. - Daję ci przepustkę do godziny osiemnastej. Szeregowiec podziękował, odwrócił się na pięcie, poczym pobiegł w stronę zbombardowanego majątku. - Poruczniku Mańczak – Pniewski zwrócił się do swojego najbardziej zaufanego człowieka. - Uda się pan ze mną do Strzeszynka, chcę osobiście ocenić straty po nalocie.

Gdy Pniewski z porucznikiem Mańczakiem weszli do majątku, ich oczom ukazał się tragiczny widok. Oddelegowani do pomocy żołnierze byli już na miejscu. Gasili pożar który powstał po wybuchu bomb. Płonęła mała obora, nie dało jej się już uratować, dlatego żołnierze raczej starali się powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia na sąsiednie zabudowania. Po lewej stronie na n placu leżały dwie dziewczynki. Kiedy samoloty nadleciały, te bawiły się na podwórku. Gdy bomby eksplodowały, jedna dziewczynek zginęła na miejscu, drugą ciężko ranioną w brzuch siła uderzeniowa odrzuciła kilka metrów dalej. Teraz leżała trzymając głowę na kolanach żołnierza. Pniewski

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych