Próg
Dokąd zmierza ewolucja człowieka, jak wpłynie na nią technologia? Czy ludzkość przetrwa kolejne stulecie? Nie odpowiem tu na te pytania, ale, mam nadzieję, że po przeczytaniu tego opowiadania, sam się nad tym, czytelniku, zastanowisz.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PRÓG by Grzegorz Pudełko 18.02.2015
Na auli, nie licząc głosu młodego profesora, panowała zupełna cisza. Na krzesłach siedzieli przede wszystkim studenci, ale nie brakowało też wykładowców, ludzi z przemysłu, biznesu i prasy. Wolnych miejsc nie było. Wszyscy wiedzieli, że za porywającym głosem mówiącego kryje się niezwykła pasja i ogromny dorobek naukowy. Tytuł wygłaszanego referatu „Czy odwiedzają nas zielone ludziki?” dodatkowo intrygował słuchaczy. „...innym, bardzo istotnym wynalazkiem ostatnich lat są opracowane na MIT ogniwa paliwowe działające w oparciu o płyn mózgowo-rdzeniowy. Proszę sobie wyobrazić, że implanty nie będą potrzebowały zewnętrznego zasilania, bo energię będą czerpać wprost z ludzkiego metabolizmu. Kolejny przykład ciekawych prac wykonał Kevin Warwick z uniwersytetu w Reading. On i jego zespół wyhodowali na szalce tkankę składającą się ze szczurzych neuronów. Do tak spreparowanego „mózgu” podłączyli zestaw elektrod. Sygnały były koncentrowane w urządzeniu, które bezprzewodowo przesyłało je między nim, a prostym trójkołowym robotem z sonarem jako zmysłem wykrywającym przeszkody. Taki robot zachowywał się jak żywy – profesor wyświetlał na ekranie to o czym opowiada – uczył się. Ciekawostką jest to, że „mózgi” wyhodowane z neuronów różnych szczurów inaczej sterowały robotem. Niejako wykazywały osobowość. Wiele innych zespołów, a nawet komercyjnych firm, próbuje opanować technikę sterowania maszyn za pomocą myśli. Wyniki ich prac są bardzo ciekawe. Ludzie za pomocą myśli potrafią ruszać robotycznym ramieniem, kursorem na ekranie, czy sterować innymi procesami. Oczywiście dzieje się to za pośrednictwem specjalnych czepków z elektrodami nakładanymi na głowę. Opracowane algorytmy analizują dziesiątki sygnałów z elektrod i przekładają na odpowiednie działania sterowanych urządzeń. Wygląda to imponująco, choć z czasem okazuje się nieco niemrawe, bo technologia ta ma duże ograniczenia. Mój zespół przyjął inną strategię. Zatrudniliśmy szympansa – na sali chichot, a na ekranie nowy film – Fudo, tak go nazywamy, gra w swoją ulubioną grę – profesor opowiada dalej, a na ekranie widzimy małpę, która wpatruje się w ekran, na którym pokazuje się białe kółko. Gdy szympans go dotyka, ono znika, a w innym miejscu pojawia się kolejne, znów dotknięcie i nowe kółko. Po pewnej ilości prób na ekranie wyświetla się rysunek banana, a Fudo sięga łapą po smakołyk, który otrzymuje od opiekuna. – ...uwierzcie mi Państwo, w tą grę nie macie z Fudo żadnych szans. Stwierdziliśmy jednak, że spróbujemy uczynić Fudo jeszcze lepszym graczem. Wszczepiliśmy mu więc do mózgu mały implant, który mechanicznie umocowaliśmy na fragmencie jego mózgu, oryginalnie odpowiadającego ruchom niektórych mięsni twarzy. Chip składa się z matrycy około tysiąca elektrod, które odbierają sygnały z najbliższych neuronów. Ten sygnał wyprowadzony jest do zewnętrznego, zasilanego bateryjnie, urządzenia, które bezprzewodowo łączy się z komputerem. Program w komputerze analizuje aktywność neuronów przekazaną przez elektrody, interpretując ją tak, że matryca neuronów odwzorowywana jest na siatce 30x30 utworzonej na ekranie komputera. Dodatkowo sygnał części elektrod odpowiada dotknięciu ekranu. Tak wyposażony Fudo zaczął uczyć się jak grać w grę, gdy ekran dotykowy nie działa. Początkowo frustrował się tylko, że nic się dzieje, gdy uderza palcem w monitor, ale po pewnym czasie... – profesor zrobił pauzę i obrócił się w stronę ekranu czekając na uruchomienie kolejnego filmu. Znów można było zobaczyć Fudo wpatrującego się w grę. Siedział spokojnie, ręce miał opuszczone. Ruszała się tylko jego głowa, na której miał opatrunek. Z tyłu na plecach zamontowane miał na pasku małe urządzenie z kablami idącymi pod bandaż i anteną. Na ekranie pojawiały się białe kółka, ale tylko na bardzo krótką chwilę, by zaraz zniknąć. Można by powiedzieć, że ekran od nich migotał. Szybko pojawił się obrazek banana. Szympans sięgnął po nagrodę i jeszcze wkładając ją do buzi rozpoczął kolejną rozgrywkę, którą zakończył w kilkanaście sekund – profesor wyłączył film i zaczął mówić, ale słuchacze zagłuszyli go brawami. Większość ludzi na sali wstała z miejsc. Gdy się uciszyli podjął – eliminując konieczność fizycznego ruchu uzyskaliśmy prawie trzykrotne zmniejszenie czasu reakcji. Pracujemy teraz nad zwiększeniem rozdzielczości do 100x100 i choć nie jest to FullHD to zapewne pozwoli już obsługiwać kafelkowy Windows – na sali rozległ się krótki śmiech publiczności, a profesor kontynuował innym tonem – To dopiero początek drogi cybernetyzacji. Takie i inne powiązane technologie rozwijają się teraz w geometrycznym tempie. Równolegle do nich technologie sztucznej inteligencji: sieci neuronowe, deep learning i wiele, wiele innych. Pracowników call center zastępują komputerowe programy zwane botami. Mamy już roboty poruszające się jak żywe zwierzęta. Inne, choć mniej ruchliwe, już pracują jako ochroniarze. Autonomicznie jeżdżą po wyznaczonym terenie i nagrywają wszystko dookoła. Gdy dostrzegą coś niepokojącego alarmują operatora, a intruza odstraszają głośnym dźwiękiem i światłem. Mamy już samochody bez kierowców. Komputery i działające pod ich strzechami algorytmy pokonują ludzi w szachy, skutecznie popisują się wiedzą w teleturniejach, tłumaczą, automatycznie piszą proste artykuły prasowe, pomagają stawiać diagnozy lekarzom, analizować prawo prawnikom. Każda z tych rzeczy osobno wydaje się całkiem niewinna, ale wielu naukowców i myślicieli obawia się, że jest to ogromne zagrożenie społeczne, że czeka nas ogromny kryzys wynikający z rosnącego bezrobocia. Bezrobocia będącego nie do przezwyciężenia, w przeciwieństwie do tego z rewolucji przemysłowej. Uważają, że roboty i komputery zabiorą pracę, najpierw tym, którzy wykonują powtarzalne zajęcia, jak księgowi, czy pracownicy produkcyjni, później ludziom techniki: programistom, czy konstruktorom maszyn, a na końcu ludziom nauki i sztuki – zabiorą ją Wam i mnie. Czy wierzę w tę wizję? Nie! Uważam, że maszyny nas nie zastąpią, ale... staną się częścią nas. Staną się dla nas tym czym są peryferia dla komputera. Nauczymy się budować takie interfejsy mózg-maszyna, że urządzenia i programy staną się dla nas jak nasze własne ręce i nogi, oczy i uszy. Programy uruchomimy prostą myślą, choć komputer na którym je uruchomimy będzie daleko od nas, być morze w chmurze. Zrobi on to, co sobie dla niego pomyślimy i poda nam potrzebne dane w formie jakiej nauczył się, że lubimy, bo sam będzie w pewnym stopniu inteligentny. Na waszą myśl włączy się blender, zawróci samochód, poruszy się Wasza nowa cybernetyczna kończyna. Tak, ludzie nie będą już tym, czym są teraz. Będziemy jak nowy gatunek, dostosowani do nowych zadań, także na rynku pracy, doskonalsi i ciągle się doskonalący, zróżnicowani, i zapewne bardziej zdolni do podjęcia wyzwań, jakie stawia przed nami nauka, jakie stawia przed nami wszechświat – w tym momencie ton wykładu sięgnął zenitu – wykładowca wziął głęboki oddech i spokojniejszym już głosem podjął – I obiecuję Wam, to wszystko stanie się jeszcze za Waszego życia... No tak, chyba jednak trochę odbiegłem od tematu wykładu, bo co to wszystko ma wspólnego z zielonymi ludzikami? – uśmiechnął się, a sala parsknęła śmiechem – No więc te zielone ludziki, żeby do nas przylecieć, musiałyby opanować technologie znacznie bardziej zaawansowane niż nasze. Może, by nas odwiedzić, „oszukały” prędkość światła i skonstruowały silniki warpowe, co ponoć jest możliwe i nie wymaga tak niewyobrażalnych energii, jak to wcześniej moi koledzy fizycy sądzili? Może potrzebowali na to sto lat rozwoju technologicznego więcej niż do tej pory miała ludzkość? Może tysiąc? Może milion? Każda z tych liczb jest jednak niczym w stosunku do czasu istnienia naszego wszechświata. Jednocześnie każda z tych liczb czyni pewnym, że zielone ludziki nie są już zielonymi ludzikami, ale cybernetycznymi istotami o nieodgadnionym wyglądzie i trudnym nam do wyobrażenia możliwościom. Jeśli są tu obecne to tylko swoimi zdalnymi sensorami, którymi poruszają i które czują tak, jak własne ciało. Które są ich cybernetycznym ciałem. Widzą i słyszą co się u nas dzieje, i wiedzą, że i my niedługo przejdziemy rewolucję naszego gatunku. Życzę więc Wam szanowni słuchacze, byście w tym wspaniałym momencie historii wpisali się do niej na trwale, uczestnicząc w pracach, które pozwolą nam przekroczyć granicę ewolucji...”.
W tym samym czasie, niezwykle daleko od tej sali wykładowej, dwie istoty rozmową wypełniały czas ich podróży na Ziemię. Nie zważając na zielony kolor ich skóry oraz zupełnie niepodobny do ludzkiego sposób porozumiewania się, postaram się przedstawić ich rozmowę tak, jakby rozmawiali ze sobą ludzie. – Daleko jeszcze? – Jakieś czterdzieści lat świetlnych... Dlaczego wy młodzi jesteście tacy niecierpliwi? – Wuju, po pierwsze nigdy nie byłem tak daleko od domu, a po drugie nigdy nie miałem okazji obserwować ingerencji w obcą rasę. A według Ciebie Wuju naprawdę musimy to robić? – Musimy, bo zrobią krzywdę sobie, a potem pewnie i nam. Jeśli pozwolimy im dalej swobodnie rozwijać sztuczną inteligencję, to już niedługo przestaną nad nią panować. Poświęcają dużo środków i energii na rozwój tej technologii, ale niewiele trudu zadają sobie, by myśleć nad jej okiełznaniem. Jak dżin wyskoczy z butelki, nie będą umieli go tam z powrotem zapędzić. My wkraczamy w momencie gdy trzymają znalezioną lampę, wlepiają w nią swój zachwycony wzrok i zaraz spróbują przetrzeć ją rękawem. Musimy, młody, wpłynąć na ich kluczowe osobniki, tak by cała ludzkość zawróciła z nad przepaści. Także naszej przepaści. – Myślisz, że przejście przez Próg zawsze kończy się źle? Czy to w ogóle moralne, że ingerujemy w ich życie? – Znasz naszą historię i historię naszych sąsiadów. Musimy zapewnić sobie przetrwanie. Taki sposób jest najlepszy. Zresztą, przecież nie zamierzamy ich zniszczyć. To byłaby ostateczność. Dochodzą na niebezpieczną grań od jej łagodniejszej strony i jedyne co zrobimy, to popchniemy ich, by dalej szli wzdłuż niej. Wciąż będą podążać do góry. Popilnujemy jedynie, by jej nie przekroczyli i nie spadli. – Czy to dobre porównanie z tym spadaniem, Wuju? – Może i nie, ale wiesz co mam na myśli. – No wiem, Wuju, ale powiedz mi skąd wiadomo kogo konkretnie trzeba popchnąć by cała ludzkość podążyła we właściwym kierunku? – Mamy dość dokładne modele całej rasy i możemy prowadzić inteligentne symulacje. To z nich wiemy gdzie naciskać. – A czy te symulacje są wystarczająco dokładne. Co jak zawiodą? – Zadajesz dobre pytania, młody. Żeby zmieniać zachowanie jednostek stosujemy narzędzia bioprogramowania, które przed tysiącami lat wbudowali w genom ludzkości nasi Ojcowie. Ta sprytna rasa, jakimś sposobem, nauczyła się go trochę używać. Nazywają to hipnozą. Niektórzy potrafią być prawie tak skuteczni jak my, choć nawet nie mają właściwych kluczy. W każdym bądź razie w ten sposób możemy przekierować myśli jednostek, zwykle naukowców i myślicieli, na odpowiednie tory, zaszczepić w nich nowe idee, a nawet wdrukować trochę wiedzy. Nie poprzestajemy jednak na tym. Docieramy też do ich przywódców i innych jednostek mających największe wpływy na prawodawstwo. By wzmocnić efekt, oprócz bioprogramowania, spotykamy się z nimi na żywo. Okazujemy swoją siłę, dajemy niektóre technologie, czasem grozimy. Tak, czy inaczej, finalnie zamierzamy nakłonić ich do takiego kształtowania ich świata, by ludzie sami zaczęli pilnować się przed zbliżaniem do Progu. To długi i trudny proces, dlatego musimy się spieszyć. Jeśli sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, musielibyśmy użyć perswazji na szeroką skalę, a tego nie chcemy.
Opuśćmy na chwilę dwie obce istoty i przenieśmy się znów na Ziemię. Młody doktor neurobiologii siedział wygodnie oparty o krzesło, przy biurku, w swoim domku za miastem. Był spokojny, cichy wieczór. Emocje po sukcesie jego zespołu, pracującego dla DARPA, jeszcze nie opadły, a tu przed nimi postawiono tak duże wyzwanie. Wcześniejsze zadanie wydawało się teraz stosunkowo proste. W końcu istniały już wszystkie technologie potrzebne do jego realizacji. Wystarczyło je tylko we właściwy sposób połączyć. „Sterowanie dronem za pomocą myśli”. W pierwszej fazie z użyciem czepka naszpikowanego elektrodami. Zgodnie z przewidywaniem to rozwiązanie działało, ale dawało bardzo ograniczoną ilość osobnych kanałów sterowania. Przy próbie ich zwiększania pojawiały się interferencje. Nie udało się też skutecznie zastosować sygnałów zwrotnych innych niż standardowe, wizualne. Przezczaszkowa stymulacja magnetyczna okazała się być zbyt skomplikowana i zbyt mało precyzyjna. Szybko podjęto się więc drugiej, docelowej fazy prac. Najpierw test na małpie, której wszczepiono samodzielnie działający implant. Miał on swoją część biologiczną zawierającą wyhodowane wcześniej neurony połączone z elektrodami implantu i komórki macierzyste. Komórki macierzyste, przy odpowiedniej elektrostymulacji przyczyniły się do szybkiego, samoistnego połączenia neuronów z implantu z najbliższymi neuronami płata ciemieniowego, gdzie całość została umieszczona. Elektroniczna część implantu zasilana była glukozą, której było wokół pod dostatkiem. Bezprzewodowo komunikował się on z urządzeniem zamontowanym na głowie małpy, które z kolei pośredniczyło i wzmacniało sygnały dochodzące z i do komputera. Komputer przekładał sygnały z mózgu na ruch wirtualnego ramienia, które mogło sięgać po różne wirtualne przedmioty. Różniły się one tylko tym jaki sygnał zwrotny komputer wysyłał do mózgu, gdy ramie ich dotykało. Udało się nauczyć małpę rozróżniania szesnastu różnych przedmiotów. Jego zespół zaś, nauczył się jak sterować i stopniować wrażenia dostarczane do mózgu. Do ostatniej fazy projektu znaleziono ochotnika, byłego wojskowego pilota dronów, sparaliżowanego od szyi w dół w wyniku wypadku samochodowego. Jemu także wszczepiono implant, podobny do poprzedniego, ale dający większą ilość połączeń nerwowych. Oprogramowanie dostosowano do zamiany sygnałów z mózgu na ruchy elementów awioniki i innych systemów drona. Jako sygnały zwrotne przesyłano do jego mózgu takie parametry jak położenie sztucznego horyzontu, lotek, prędkość. Opanowanie pilotażu drona w symulatorze zajęło pilotowi miesiąc, kolejny miesiąc uczynił go pilotem, rzeczywistego drona, znacznie lepszym niż był nim przed wypadkiem. Ciekawą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil qbill
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…