Prześniedź - Rozdział 9
Rozdział 9
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ścieżka zwężała się, aż przestała przypominać szlak. Krzaki rosły gęsto, a sploty gałęzi wyglądały, jakby ktoś zasadził je tu celowo. Żeby nikt nigdy tędy nie przeszedł.
Amelia szła pierwsza, choć wolałaby być ostatnia. Czuła na karku ciężki wzrok zmatowiałego lasu. Kot zatrzymał się nagle. Po prostu wbił pazury w ziemię i stanął. Patrzył w puste powietrze przed sobą, a jego ogon zesztywniał. Zrobiła krok, żeby go ominąć. I wtedy w to weszła.
To było jak zderzenie z gęstą, lodowatą wodą. Zatrzymała się gwałtownie. Wyciągnęła dłoń. Nic. Pustka. Spróbowała zrobić kolejny krok. Jej but ugrzązł w powietrzu, jakby niewidzialna, sprężysta tafla fizycznie odrzucała jej ciało.
Gwałtownie wyciągnęła ramię, zagradzając drogę dziewczynce. Maja stała obok. Patrzyła na pustą przestrzeń przed nimi. Nie bała się.
— Dlaczego stoimy? — Płaski, odklejony od otoczenia głos Alberta wdarł się do głowy Amelii. Chłopiec podszedł bliżej. Zagrodziła mu drogę, a jej oczy zwęziły się w ostrym, niemym ostrzeżeniu.
Spróbowała jeszcze raz. Mocniej. Napierając barkiem. Nic. Ściana. Poczuła nagły, dławiący ciężar w brzuchu. Zmęczenie. Błędnik wariuje. To tylko ciśnienie w skroniach – powtarzała w myślach, gorączkowo odpychając od siebie prawdę.
Gestem dłoni nakazała dzieciom pójść przodem. Musiała zyskać na czasie. Odwrócić ich uwagę od faktu, że ona sama utknęła.
Maja zrobiła krok. Przeszła bez najmniejszego oporu. Materiał jej sukienki otarł się o gęste krzaki po drugiej stronie, odchylając ciężkie od wilgoci liście.
Albert ruszył za nią. Przeszedł przez barierę, jakby wcale jej tam nie było. I nagle stanął.
— O... — westchnął.
Tam, po drugiej stronie „niczego", na wysokości jego twarzy unosiła się mała, pulsująca kulka czystego, ciepłego blasku. Patrzył, jakby nic innego nie istniało.
Amelia rzuciła się na barierę, uderzając w nią pięściami. Z jej gardła nie wydobył się najmniejszy dźwięk, by go ostrzec. Chłopiec nie patrzył na nią. Wyciągnął rękę i dotknął światła.
Jego twarz zmieniła się w ułamku sekundy. Zniknęło zszarzałe, tępe zmęczenie. Policzki nabrały kolorów, jakby pod bladą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Anolinka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…