Przeznaczenie wampira cz. III
Trzeci rozdział opowiadania, noszący tytuł: Ezelium.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
III. EZELIUM Jeszcze nigdy nie miałam tak wielu myśli jednocześnie. Jeszcze nigdy nie czułam, że moje własne uczucia i niezdecydowanie rozdziera mnie na miliony kawałków, które i tak nigdy nie będą stanowić całości, bo są po prostu sprzeczne z dotychczasowymi zasadami. Właśnie złamałam kilka z nich. Umawiałam się nie tylko z obcym mężczyzną, ale na dodatek z wampirem! Przecież wcześniej to było nie do pomyślenia, żebym wyszła gdziekolwiek i do kogokolwiek, kto wyglądał, delikatnie mówiąc, podejrzanie. Druga złamana zasada dotyczyła moich uczuć. Zawsze starałam się trzymać je na wodzy, ponieważ uważałam, że dość łatwo można mnie zranić. Uważałam tak i poczułam to na własnej skórze. Nie była to teoria z kosmosu, czy skądś, po prostu tak było. Często lokowałam swoje najgorętsze uczucia tam, gdzie nie powinnam. Odbijało się to nie tylko na mojej samoocenie, ale również na dalszych planach... Idąc tego wieczora pokrytym śniegiem chodnikiem, nie mogłam się skupić dłużej niż sekundę na jednej myśli. Wszystkie przemyślenia wirowały niczym wiatr w zamkniętej przestrzeni. Krążyły bez celu, bez żadnego powodu i skutku. Chociaż powód mógł być taki, że pojawił się ktoś, kto zafascynował mnie kompletnie, tajemniczo uśmiechając się i patrząc w zamyśleniu złotymi do bólu oczami. Nie rozumiałam samej siebie. Wydawało mi się, że tracę orientację, co jest dobre a co złe. Tak też mogło być, tym bardziej, że w miejsce strachu pojawiło się wyczekiwanie na to konkretne spotkanie i chęć zagłębiania się w duszę i umysł Razjela. Podeszłam kompletnie zamyślona do „naszej” ławki. Dopiero wtedy zauważyłam, że jego jeszcze nie ma. Okazało się, że z nerwów wyszłam za wcześnie, bo nie mogłam znieść oczekiwania. W geście jakby desperacji wsunęłam ręce do kieszeni i przypomniałam sobie, że pozostałam całkiem nieuzbrojona. Paralizator został w domu, komórka również, tylko klucze zdołałam zabrać z biurka – zapewne dzięki przyzwyczajeniu. Spoglądałam z tęsknotą w stronę, w którą zazwyczaj kierował się tuż po naszych spotkaniach. Wypatrywałam czarnej postaci, wysokiej, pachnącej męskością i wręcz magnetycznej! Wydawało mi się, że panuję nad swoimi ruchami, ale niestety było odwrotnie. Drżenie nóg nie było spowodowane zimnem, które i tak tego wieczora było lekkie, ale raczej zdenerwowaniem, że się nie zjawi. Czy to nie śmieszne? Przecież to Razjel obawiał się, że nie przyjdę, a teraz to ja zachowywałam się jak niepewny przedszkolak, czy aby za zsiusianie się w majtki nie dostanie pstryczka w ucho. Trwałam w stanie skupienia jak sopel lodu przy rynnie, kiedy w oddali zamajaczył kontur zbliżającej się osoby. Zmrużyłam oczy lecz to nie dało efektu lepszej widoczności, wręcz ją pogorszyło. Pierwsze, co świadczyło o tym, że znajomy wampir zbliża się do mnie, to dwa lśniące ogniki w jego oczach. Potem z półmroku wyłonił się uśmiech, bardzo charakterystyczny, mówiący więcej niż spojrzenie. Dłonie trzymane w kieszeni, automatycznie zrobiły się mokre od potu. Gdybym była facetem i musiała wtedy wyciągnąć prawą dłoń w geście przywitania, zapewne kapało by z niej jak z zepsutego kranu. - Hej – szepnęłam niewyraźnie w stronę przybyłego. - Witaj, Crystal – powiedział, nie ukrywając zadowolenia. Wydawało mi się przez moment, że miał w zamiarze powitać mnie w inny sposób. Nie wiem, czy to miał być uścisk dłoni, czy też przytulenie, ale niestety wycofał się w ostatniej chwili. Niestety...? Czy to aby na pewno moje słowa? - Pomyślałem..., – zaczął po chwili wymiany uśmiechów i zapytań o samopoczucie. - ...że nie pozwolę, abyś kolejną noc marzła na oblodzonej ławce, dlatego...Hm, możesz się oczywiście nie zgodzić... – przerwał w tym momencie na chwilę, jednak zaraz potem powiedział: - Po prostu chciałem cię zaprosić w pewne miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Chciałbym odpowiedzieć ci na pytania, które na pewno cię nurtują... - Ale... – bąknęłam szybko, jednak Razjel ruchem ręki dał znać, że chciałby skończyć. Umilkłam skruszona. - Wiem, że jestem dla ciebie jedną wielką zagadką. Cenię cię za twoje zaufanie, dlatego chciałbym odkryć to, co jest niezrozumiałe i... Zdanie zostało urwane w połowie. Nie chciałam nalegać, żeby skończył, bo czułam, że tak czy owak najważniejszych rzeczy dowiem się szybciej niż przypuszczałam. Kiwnęłam głową na znak zgody, uśmiechając się niepewnie. Wszelkie czerwone lampki ostrzegawcze w mojej głowie pokryła gruba warstwa kurzu. Nie odbierałam tym samym sygnałów, że to może być pułapka, że tak naprawdę nie chodzi o szczerość. Z drugiej strony, gdyby Razjel chciałby zrobić mi krzywdę, zrobiłby to dawno. Chyba, że należał do tych osobników, którzy działają z cierpliwością stoika i jednocześnie zdobywają zaufanie swoich przyszłych ofiar. Zignorowałam wszystko! Dosłownie wszystko! A mrowienie, które czułam pod skórą, tłumaczyłam stykaniem się ciała ze sztucznym materiałem odzieży. Tłumaczenie zaślepionej i głupiej. Szłam obok Razjela ze spuszczoną głową. Z jednej strony chciałam uchronić się przed ewentualnym skrzyżowaniem naszych spojrzeń, z drugiej musiałam patrzeć pod nogi, żeby nie powtórzyć niezgrabnych piruetów. Nie chciałam najeść się wstydu. Mimo wszystko obok szedł mężczyzna. Co z tego, że nie zaliczał się do tych ludzkich? Do tej pory okazał więcej człowieczych uczuć niż nie jeden homo sapiens. Właśnie przekraczaliśmy mały mostek za budynkami sklepów, kiedy dotarło do mnie, że w języku łacińskim słowo „wampir” można tłumaczyć jako „homo nocturis”. Nie wywarło to na mnie pozytywnego wrażenia, co odczułam dokładnie w koniuszkach palców i strunach głosowych, bo kiedy przyszła moja kolej na powiedzenie czegoś mądrego, po prostu zaniemówiłam i ochrypłam. Po przejściu przez mostek nad niewielkim strumykiem zmieniłam taktykę. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony chcąc zapamiętać szczegóły drogi. W razie czego wiedziałabym którędy uciekać. Miałam jednak nadzieję, że nie będę musiała. Razjel szedł pół kroku przede mną, prowadził mnie do jakiejś zaprzyjaźnionej knajpki. Nie kojarzyłam nazwy, którą mi podał – Ezelium – i uważałam to raczej za pewnego rodzaju przykrywkę. Ku mojemu zdziwieniu po paru minutach dotarliśmy do niewielkiego budynku, stojącego samotnie w mdłym świetle równie samotnej latarni, która mozolnie wysilała resztki energii na dostarczenie przyzwoitego efektu jasności. Zazwyczaj w takim świetle kręciło mi się w głowie. Nie cierpiałam półmroku, który sprawiał, że czułam się niepewnie i jakby przytłoczona napierającą szarzyzną. Nad wejściem do baru [bo to „coś” wyglądało na bar] widniał bordowy napis „Ezelium”. Miejsce wydawało się być dość stare. Rzuciło mi się w oczy lekko zdarte „m” w nazwie, poza tym, okna knajpy zasłonięte były szarymi firankami, nieudolnie podpinanymi po środku drewnianymi spinaczami. Miało to figlarnie pomarszczyć firanki, ale w tym przypadku nie widziałam większego sensu. W środku było znacznie przyjemniej. Ciepło, nie za ciemno i nie za jasno. Na każdym stoliku stała mała lampka imitująca zapaloną świeczkę. Było dość romantycznie, co potęgowały bordowe obrusy, kryjące drewniane stoliki oraz elementy zielonego materiału na pokrytych boazerią ścianach. Na nich też wisiały obrazy, pejzaże i jakieś dyplomy. Naprzeciwko wejścia znajdowała się długa lada, za którą stał mężczyzna w średnim wieku, z delikatną bródką i pierwszymi siwymi włosami na skroni. Gdy weszliśmy, ów mężczyzna kiwnął porozumiewawczo w stronę Razjela, po czym pokazał mu ręką stolik, przy którym mieliśmy prawdopodobnie usiąść. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że w środku nie było żadnego klienta, a sam barman nie wyglądał na zasmuconego tym faktem. Kiwnął głową do wampira tak, jakby się go spodziewał. Doszłam do wniosku, że został uprzedzony o naszym przyjściu. - Witaj, Farrel – rzucił Razjel w stronę mężczyzny, kiedy przechodziliśmy obok lady. – Dla mnie to co zwykle, a dla pani...Co chcesz? – zwrócił się do mnie. - Hm, może sok pomarańczowy? – zapytałam głupkowato, robiąc przy okazji równie głupią minę. Mężczyzna za ladą zaśmiał się w głos. - Sok? – zapytał barman jakby z niedowierzaniem, nalewając już w tym czasie napój dla mojego towarzysza. – Ludzka? – mrugnął okiem w stronę wampira. Razjel tylko pokiwał głową, po czym powiedział: - Daj jej sok. - Klient nasz pan – skwitował Farrel z irytującym uśmiechem na twarzy. Tajemniczy i ja usadowiliśmy się przy kwadratowym stoliku przy ścianie, który jako jedyny stał w towarzystwie lekko startej sofy z zamszu w kolorze zieleni. Wyglądała dość niechlujnie, ale była wygodna. Barman w tym czasie zerkał w naszą stronę z rozbawieniem. Widziałam jak nalewał sok pomarańczowy w wysoką szklanicę. Druga, dla Razjela, była wypełniona czymś czerwonym. Podejrzewałam co to za napój, ale bałam się nawet pomyśleć, że to mogła być... Razjel pomógł mi zdjąć płaszcz, po czym szybkim ruchem zdjął swój. - Czego ten facet tak nam się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Silent M.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…