Wróć do katalogu

Przeznaczenie wampira cz. IV

Część czwarta opowiadania. Tytuł: AARUS

Silent M., opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziałam przy stoliku z półotwartą buzią, czując dreszcze przechodzące po całym ciele. Na ten moment, kiedy Razjel opowiadał pokrótce historię swojego rodu [czy też gatunku] nie wiedziałam, jak się zachować. Udało mi się inteligentnie westchnąć kilka razy, ale poza tym, chyba tylko moje szeroko otwarte oczy i usta świadczyły o trudności uwierzenia w wypowiedziane przez wampira słowa. Mimo wszystko, racjonalne nie były. Mój mózg starał się wyprostować każdy fakt, który faktem według niego nie mógł pozostać. Bałam się, że głowa zacznie mi parować po wysłuchaniu tylu nieprawdopodobnych rzeczy. Nigdy specjalnie nie wierzyłam w Boga, a teraz nagle pojawiły się wyrzuty sumienia z powodu głupoty i zaćmienia. Z drugiej strony Razjel nie postawił go w zbyt dobrym świetle. Mogłam to tłumaczyć szacunkiem i oddaniem dla rodu wampirów. Chrząknęłam głośno, lustrując uważnie pustą już szklankę po soku. Nie miałam odwagi poprosić o jeszcze jedną, mimo wyschniętego na wiór gardła. Kątem oka zauważyłam, że Farrel zbliżył się do nas niepewnie. - Podać coś jeszcze? – zapytał, spoglądając na mnie świdrującym wzrokiem. – Może so...soku? – Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie śmiechem. - Tak, soku – odpowiedział Razjel lekko ochrypniętym głosem. – A dla mnie... - Jak chcesz to zamów...pożywkę – powiedziałam szybciej, niż pomyślałam. Obaj mężczyźni spojrzeli na mnie tak, jakbym właśnie zdjęła wszelkie ubrania. - Dobrze, w takim razie... Farrel ty już wiesz. – Razjel był wyraźnie skrępowany. - Czyli krew? Się robi. – I odszedł. Zapadła niezręczna cisza, której nawet brzęk szkła zza lady Farrela nie był wstanie pokonać. - Często pijesz...? No wiesz, krew? – ostatnie słowo wydobyło się z mojego gardła niczym cierń albo ostro zakończony kawałek metalu. - To zależy. - Od czego? - Od rodzaju krwi. Najlepiej smakuje ludzka, ale doceniam też krew dzika i wilka. A w moim gardle płynęła ślina. Pyszna ślina, ślina... - Crystal, niedługo będziemy musieli stąd iść. Zaczną się tutaj schodzić inne wampiry, a chciałbym, żebyś... - Boisz się, że mnie pogryzą? Tak! To ja powinnam ugryźć się w język! Pytanie to zabrzmiało niczym prowokacja! Wystawiałam na próbę dobroć Razjela i jego chęć opieki nade mną. - Nie o to chodzi, po prostu zadawali by pytania. Mogłyby pojawić się zaczepki i docinki z ich strony. W tym momencie Farrel przyniósł „drinki”. - Dzięki. Widzisz, niektóre wampiry, a raczej większość, która wydostała się z miasta Henoch nie przywiązuje wielkiej wagi do zasad Kaina. Wykorzystują tą wolność jako bunt przeciwko Bogu i reszcie świata. Uważają, że są lepsi, a co za tym idzie, chwilami mogą być nieznośni i... Cóż, niebezpieczni. Nagle poczułam jak świat się kurczy. W jednej sekundzie wyobraziłam sobie miliony par oczu, które wyłaniają się z ciemności i śledzą każdy mój krok, liczą każdy oddech i tylko czekają, żeby rzucić się na mnie z kłami i pazurami. - Ale przy mnie możesz czuć się bezpieczna – dotarło do mnie z oddali. Wróciłam z powrotem na siedzenie przy stoliku. Przy mnie siedział Razjel, trzymający szklanicę z nektarem wampirzego życia. Ja natomiast, odnalazłam spokój w jego rysach twarzy i poważnym, przejętym wzroku. Na chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się w uścisku zrozumienia. Postanowiłam zatrzymać ten moment na zawsze tak, żebym w chwilach strachu mogła czuć obecność Tajemniczego. Wydawało mi się dziwne, że odważyłam się na nieskrępowane patrzenie prosto w oczy Razjela. On uśmiechał się delikatnie znad szklanki, po chwili jednak odwrócił wzrok, jakby nie mógł znieść mojej nachalności. I właśnie wtedy drzwi do baru otworzyły się z hukiem. Do baru wkroczyło trzech mężczyzn. Przyciągali wzrok niewiarygodną pewnością siebie i gromkim śmiechem. Trzasnęli drzwiami, jakby chcieli zaznaczyć, że weszła trójka szczególnych, tych jedynych w swoim rodzaju. Od tej chwili lokal należał do nich. Wbiłam się w siedzenie przy stoliku maksymalnie, jakby to miało mi coś pomóc. Chciałam się zrobić maleńka i niewidoczna dla tamtej trójki. Zresztą, sam ich wygląd drażnił moje poczucie bezpieczeństwa, aż w końcu stłumił je całkowicie. Jeden z nich, najbardziej głośny, miał rude włosy i bladą twarz. Był strasznie chudy i najniższy z całej trójki. Pierwszy dopadł lady, za którą stał Farrel i skrzekliwym głosem wydał rozkaz [tak, rozkaz] nalania mu „Napoju Radości” w największy kufel jaki właściciel posiadał. - Muszę uczcić moją wyższość nad wami, głupi ludzie! – grzmiał dziewczęcym falsecikiem. Drugi, ubrany w czarną skórzaną kurtkę z kapturem, spod którego wystawały jasne kosmyki włosów, niesfornie opadające na czoło. Był przystojny, ale na twarzy rysowało mu się okrucieństwo, jakiego jeszcze do tej pory nie widziałam. Jego szerokie ramiona i wredny uśmieszek zdradzały, że nie należy do osobników przyjaźnie nastawionych. Trzeci natomiast był przeciętny. Miał czarne włosy do ramion, posklejane jakby w dredy, oczy błyszczały mu delikatną czerwienią i chyba tylko to przykuwało uwagę patrzącego. Był trochę ociężały w ruchach i jakby...naćpany. Uśmiechał się do butelki z ketchupem, stojącej na ladzie i wydawało mi się przez moment, że coś do niej mamrotał. Ostatecznie wszyscy trzej siedli przy ladzie, czekając aż Farrel napełni im szklanice z [podejrzewam] krwią. Po nich było widać, że należą do wampirów. Zresztą, błyszczące oczy zdradzały zbyt wiele, żeby mieć jakiekolwiek wątpliwości. - Zmywamy się stąd – szepnął Razjel, wstając ze swojego miejsca. I wtedy, jak na komendę, wszyscy spojrzeli w naszą stronę. - Wiedziałem, że czuję ludzką suczkę! – krzyknął rudzielec, uderzając dłonią w blat lady. Ubierałam się drżącymi ruchami, czując, że tamci przyglądają się badawczo. Chciałam narzucić płaszcz szybko i sprawnie, ale zamiast tego mogłam jedynie szarpać rękaw i słyszeć, że w barze nagle zrobiło się cicho i jeszcze bardziej nieprzyjemnie. Nie patrzyłam w ich stronę, ale to nie przeszkadzało mi, żeby być pewną, że oni robią to bez skrępowania – obserwują, uśmiechając się podle, jakby wyczuli deser, którego tak bardzo pragnęli. Razjela chyba zirytowała moja niezgrabność, bo w końcu westchnął i pomógł mi narzucić płaszcz. Podziękowałam niepewnym uśmiechem i ruszyłam za Tajemniczym. Myślałam, że zwymiotuję ze strachu. Nogi plątały mi się okropnie, każdy krok kosztował tyle energii, co przerzucenie tony węgla. Razjel prowadził mnie do wyjścia, za co byłam mu niezwykle wdzięczna. Gdybym miała przejść obok tej trójki sama, wolałabym zamknąć się w ubikacji i siedzieć tam do samego rana. W pewnym momencie o mały włos a wpadłabym na Razjela, który zatrzymał się nieoczekiwanie. Nie spodziewałam się, że któryś z przybyłych postanowi stanąć na drodze Tajemniczemu. Niestety... Wampir w kapturze płynnym ruchem zastąpił drogę Razjelowi. Stanął naprzeciwko niego, po czym zdjął czarny kaptur i uśmiechnął się szeroko. Był to uśmiech, który w pierwszym momencie odczytałam jako powitanie przyjaciela, ale pod tym względem też się myliłam. Jak na moje oko, szykowała się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych