Wróć do katalogu

Przygody, dnia jednego, Krasnala Wiewiórczaka

Bajka o pewnym krasnalu z Wiecznego Lasu.

Falcor, opublikowano , 25 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pobudka Krasnala Wiewiórczaka

Słońce prażyło mocno od samego rana. W małej izdebce, znajdującej się w środku wielkiego dębu, starał się przebudzić krasnal Wiewiórczak. W zasadzie wcale nie chciało mu się jeszcze wstawać, ale słońce tak natarczywie wnikało przez szpary w okiennicach, iż nie był on w stanie walczyć dłużej z nadchodzącym dniem. Krasnal powoli siadł na łóżku, zrobionym ze starego, rozbitego na poły, pnia kasztanowca i zaczął miarowo drapać się po wydatnym brzuszku. Powoli odwrócił się w stronę okna i złożył głowę w dłonie. Domyślał się, że jego nieswojość mogła mieć jakiś związek z wczorajszym spotkaniem u Wuja Niedźwiedzia. Jeszcze jakiś czas nie mógł przejść do siebie, aż w końcu zwlókł się z kasztanowego łóżeczka i podreptał w kierunku telefonu. Wykręcił numer i nie czekał długo, gdy w słuchawce usłyszał znajomy, donośny i poważny głos, z którego wypływała jakaś głębia. - Haallloooo! - Gromowładny? Wiewiórczak mówi. Potrzebuję chyba jakichś czarów, bo ... - Nie! Nic nie mów! Sam zgadnę – przerwał mu Gromowaładny, etatowy czarodziej z czterema fakultetami oraz guślarz amator. Nastała chwila milczenia, po czym triumfalnie oświadczył: - Bardzo cierpisz. Zły demon opanował twe ciało. Nic to jednak, znam lekarstwo na twój problem. Tym lekarstwem jest... czas! – W tym momencie nastąpiła chwila konsternacji, po czym krasnal Wiewiórczak usłyszał w słuchawce gromkie „buhahaha !! Ale go załatwiłem.” – Przez słuchawkę dochodziły gromkie śmiechy reszty czarodziejów pracujących w magicznym Helpline. Nagle linia się rozłączyła. To był koniec porady. „Dowcipniś się znalazł” – pomyślał krasnal. – „Taki to przyjaciel. Niech spróbuje kiedy poprosić mnie o wykucie mu dodatkowego pokoju w tej jego norze. Ehh, wezmę aspirynę.” - I drapiąc się po głowie, udał się w kierunku małej szafeczki.

Poznajemy Krasnala Wiewiórczaka

Po porannym przebudzeniu i rozmowie z Gromowładnym, Krasnal Wiewiórczak dochodził powoli do siebie. Korzystając z tej chwili spokoju, przyjrzyjmy się bliżej naszemu małemu bohaterowi. Co tak naprawdę o nim wiadomo? Na początku krasnal Wiewiórczak miał zostać wiewiórką. Jednak na skutek wielu przedziwnych splotów okoliczności, Matka Nautra powołała go w końcu na ten świat pod postacią krasnala. Wywołało to wielkie zdziwienie wśród mieszkańców Wiecznego Lasu, bo z dawna oczekiwali wiewiórki, której w ich lesie brakowało. Natomiast krasnali mieli już siedmiu i raczej rozważali możliwość ich „eksportu” do Zachodniej Puszczy, niż „produkcję nowych”. A jednak szybko polubili Wiewiórczaka. Był to bowiem bajarz nad bajarzami. Nikt inny, nawet pieśniarz Brzdąkała, nie wymyślał takich historii jak on. Przyznacie, że w Świecie Baśni jest to umiejętność nie do przecenienia. Krasnal Wiewiórczak zyskał więc w krótkim czasie pokaźne grono przyjaciół, którzy jednak, czasami nie będąc pewnymi czy mówi poważnie, czy też układa właśnie nową bajkę, nie zawsze traktowali go poważnie. Na co dzień nasz krasnal był osobą dość pracowitą. Wstawał co prawda dopiero na trzecie pianie koguta, ale za to wracał do swej dębowej chatki późno w nocy. A czym się zajmował? Otóż był on wykuwaczem chatek i domków. Potrafił zamienić spróchniałe drzewo w kilkupoziomowy apartament albo stworzyć w ziemi (w skale zresztą też) małą rezydencję. Bajkowe stwory ceniły jego robotę, bo mimo iż zwykle trwała ona niezmiernie długo, to efekty często przerastały wyobrażenia szczęśliwego właściciela. A jednak jakiś czas temu stało się coś ,co zmieniło tak uporządkowane życie naszego bohatera. I to wcale nie na lepsze. Jak to w większości przypadków bywa, przyczyną tych niezbyt pożądanych zmian, stała się pewna rusałka.

Wieczny Las

Po obfitym śniadaniu, złożonym głównie z leśnych owoców, Krasnal Wiewiórczak postanowił udać się na wykuwanie kolejnej chatki. Założył więc plecak i czerwoną czapkę, do prawej ręki wziął kilof, a do lewej skrzynkę z narzędziami. Dawno było już po piątym pianiu koguta, gdy opuszczał swój dębowy domek, który stał na rozległej polanie Spokojnego Wzgórza, w południowo-zachodniej części Wiecznego Lasu. Z nieba lał się żar, toteż krasnal ruszył energicznie w kierunku lasu. Po chwili drzewa okryły go cieniem swych liści, przynosząc ulgę. Dzisiaj była pora na powiększenie salonu Borsukowi Barabaszowi. Wiewiórczak zwlekał z tą robotą już przeszło miesiąc, omijając borsuczą norkę ilekroć się do niej udawał i docierając ostatecznie do Wuja Niedźwiedzia, który zawsze miał dla niego ciepłe słowo i sporo zrozumienia. Tym razem także wiele wskazywało na to, że krasnal po raz kolejny zboczy z wyznaczonej ścieżki. W plecaku niósł nawet sok z porzeczek, który Niedźwiedź tak bardzo sobie chwalił. Wieczny las tętnił życiem. Świergoty ptaków dochodziły niemalże z każdego drzewa, a co kilkadziesiąt metrów można było spotkać zwierzęcych znajomych zajmujących się swymi codziennymi sprawami. Mimo takiego ruchu las dawał wytchnienie. Istnienia tych wszystkich stworów nie były natarczywe, a wręcz przeciwnie, wzajemnie się uzupełniały, tworząc od wieków jedność z ich drzewiastym domem. Krasnal Wiewiórczak kroczył nieco przyśpieszonym krokiem, rozglądając się i nasłuchując wkoło, jakby starał się w tych dźwiękach znaleźć ukojenie dla swej rozdartej duszy. Czasami się nawet uśmiechał, gdy świergot jakiegoś ptaszka wydał mu się nadzwyczaj ładny. Dochodził właśnie do rozstaju dróg, skąd mógł się udać do Borsuka Barabasza lub też do Wuja Niedźwiedzia, gdy zza gęstych zarośli wyskoczył Zając Świrus. - Bara-ba-ram ?! – zapytał głośno. Krasnal zawahał się z przez chwilę po czym, nieco zaskoczony, odpowiedział pytaniem. - Baram-ba-ba-ra-bam? - Baram-baram! – odpowiedział Świrus szczerząc siekacze. Odpowiedź dała Wiewiórczakowi wiele do myślenia. Dzień „Bambaram” nie należał do zwyczajnych. W dniu tym nie tylko mówiło się po Bambararowemu, był to też dzień, w którym czar rzucony przez Matkę Naturę sprawiał, że można było zacząć wszystko od nowa. Krasnal popatrzył z zamyśleniem na rozstaje dróg. - Ba-ram-bam-ra-ra – powiedział Zając Świrus zupełnie poważnie. Krasnal Wiewiórczak lekko się uśmiechnął i zapytał: - Ra-bam-ra? - Ra – odparł Zając i razem ruszyli w kierunku borsuczej norki.

Nora Borsuka Barabasza

Droga, którą podążał Krasnal z Zającem, wychodziła z lasu na niewielką, porośniętą wysoką trawą polanę, po środku której znajdował się pagórek. Pagórek ten, na którego szczycie rosła sobie sosna, był zarazem wejściem do borsuczej nory. Borsuk Barabasz kosił właśnie trawnik przed domem swą kosiarką, którą dostał za zasługi od leśnej społeczności. Lubił, aby przed jego pagórkiem, zawsze wszystko było w jak najlepszym porządku. Trzeba wam wiedzieć, że Borsuk był osobą niezwykle w lesie poważaną, bowiem zanim przeszedł na emeryturę, zajmował się on opieką nad drzewami Wiecznego Lasu, który to znał jak mało kto. Dwóch osobników zbliżających się do jego domu zauważył dość późno. Kiedy jednak dostrzegł, że jednym z nich jest Wiewiórczak, od razu nadął się urzędowo i z lekką złością w głosie zaczął. - No proszę. Pan Wiewiórczak. Nie pomylił pan przypadkiem drogi? Krasnal zmieszał się i nie bardzo wiedział co powiedzieć. Widząc jego zakłopotanie, odezwał się Świrus. - Bam-ba-ram-ram – powiedział, starając się udobruchać Barabasza. Ten spoważniał jeszcze bardziej, pogładził się powoli po ogonie, po czym odparł. - Rara-bam. Pozwólcie, że od tego momentu będę tłumaczył „Bambararowe” wypowiedzi naszych bohaterów, bo mimo iż język ten jest najbardziej powszechnym ze wszystkich, to niektórzy zapominają o nim w wieku późniejszym. - Dobrze więc – ciągnął dalej Borsuk – jeśli rzeczywiście postanowiłeś uczynić ten dzień Nowym dla siebie, w takim razie nie mam prawa ci go zakłócać. – Po czym dodał wskazując łapą wejście – Wchodźcie do środka. Mój salon od miesiąca czeka na remont. Borsucza nora nie była wcale taka mała. Owszem, pomieszczenia do największych nie należały, ale za to było ich tu całe mnóstwo. Barabasz jednak od dawna marzył o wielkim, reprezentacyjnym salonie, ale nigdy nie miał czasu, by się tym zająć. W końcu miał na głowie wszystkie drzewa w lesie. Teraz, gdy te obowiązki przejął od niego Borsuk Dąboriasz, mógł wreszcie poświęcić się salonowi. W sumie Wiewiórczak mógł go powiększyć i bez udziału Barabasza, jak to czynił u innych swych znajomych, ale Barabasz lubił wszystkiego dopilnować osobiście. Salon faktycznie nie był wielki. Mieścił się tu mały ozdobny stolik i wspaniała stara sofa, przekazywana z borsuka na borsuka. Dookoła wisiały obrazy przedstawiające las oraz małe kamienne drzewo – nagrodę, jaką zdobył Barabasz w konkursie: Najbardziej Zadbany Ze Wszystkich Lasów. Krasnal Wiewiórczak obejrzał dokładnie ściany i zamienił kilka słów z Borsukiem na temat powiększania salonu, po czym wziął się do roboty.

Tajemnica borsuczej norki

Krasnal pracował bez wytchnienia już kilka godzin, przemieniając borsuczy salon w zasypaną ziemią kopalnię. Barabasz niepokoił się nieco, czy po skończonej robocie faktycznie jego salon będzie piękniejszy, czy też przyjdzie mu podejmować gości w tym rumowisku. Uspokajał się nieco tym, że Wieiwórczak wykuwał chatki od lat i do tej pory nikt nie miał większych zastrzeżeń co do efektu końcowego. Nagle kilof Krasnala zahaczył o coś twardego. – „Skała tutaj?” – zastanowił się Wiewiórczak i ostrożnie zaczął kuć dalej, obok twardego miejsca. Kilof coraz częściej trafiał na wyraźny opór, aż w ścianie pokazało się coś białego. Krasnal chwycił młotek i jął odbijać bryły ziemi od znaleziska. Białej powierzchni było coraz więcej. - Co to? – spytał Barabasz podchodząc do ściany. - Nie wiem. Pierwszy raz natrafiłem na coś takiego – odparł Krasnal. – Na pewno nie jest to dzieło natury. Ma zbyt gładką powierzchnię. Zawołali Zająca Świrusa, który wycinał trawę przed norką i z zaciekawieniem zaczęli odkopywać dziwny obiekt. Nie minęły trzy kwadranse, gdy w borsuczym salonie stanęła wielka, marmurowa skrzynia. Przypominała nieco sarkofag, tylko była o połowę krótsza. Idealny marmurowy sześcian. Na górnej płycie znajdował się zrobiony ze złota i srebra symbol dwóch splecionych ze sobą węży, połykających własne ogony oraz wyryty na marmurze napis. Nikt z tu obecnych nie potrafił go jednak przeczytać. Nikt też nie mógł otworzyć wieka skrzyni. - To język dawnych baśni – powiedział Borsuk po namyśle. – Zdaje się, że mam książkę na ten temat – pośpiesznie udał się do swej biblioteki. Po chwili był z powrotem. W łapkach ściskał starą, oprawioną w skórę księgę, której kartki dawno już pożółkły. Borsuczy księgozbiór należał do najznamienitszych w Wiecznym Lesie. Książki przekazywane z borsuka na borsuka, pochodziły z niemalże każdego okresu Baśniowej Krainy. Nasza trójka odkrywców zaczęła zaciekle wertować zawartość ów rękopisu przyniesionego przez Barabasza. Gdy dotarli na stronę z numerem siedem tysięcy sześćset osiemdziesiąt jeden, wiedzieli, że znaleźli klucz do tej zagadki. Oczom ich ukazał się rysunek przedstawiający dwa węże. Identyczny jak na marmurowej skrzyni. Podpis pod rysunkiem brzmiał: „Pradawny symbol przenikania się fantazji z rzeczywistością, głoszący, że historia ich nigdy nie dobiegnie końca”. Na sąsiedniej stronie było też kilka zdań, zapisanych w języku dawnych baśni, a wśród nich mieniącymi się literami, także i to które zostało wyryte na skrzyni. Obok znajdowało się tłumaczenie. - Podążaj za swymi marzeniami – przeczytał głośno Borsuk. Wieko skrzyni drgnęło i z głośnym zgrzytem, powoli odsunęło się.

Dziwna księga

Wszyscy trzej od razu podskoczyli ku skrzyni i zajrzeli do środka. Wewnątrz znajdowała się gruba księga. Wyglądała na niezmiernie starą, ale jednocześnie nie była w ogóle zniszczona. Na okładce z grubej skóry także widniał symbol z dwoma wężami. Tytułu jednak nie było. Barabasz wziął księgę do rąk i w tym momencie dwa węże zaczęły się mienić, a po chwili trysnęły strugą srebrnego światła. Borsuk odruchowo rzucił księgę. Po chwili światło znikło. Tylko jeden cieniutki paseczek jednej ze stron tlił się złotym blaskiem. Borsuk powoli nachylił się na księgą i ostrożnie otworzył ją na świecącej stronie. Oczom naszej trójki ukazał się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych