Wróć do katalogu

Pure Emotions - Chapter 3

To niesamowite! Nawet sam autor się tego nie spodziewał! Ciekawe co teraz zrobi Karol.

FauxPas, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dla Karola nie istniało coś takiego jak „sobotni poranek”. Ciężko było o taki, kiedy wstawało się nie wcześniej niż o dwunastej w południe. Dzięki Bogu nikt, ani nic, nie zdążyło go wcześniej obudzić, więc spokojnie mógł zagnić w łóżku. Dopiero, gdy jego oczy ostatecznie nie chciały się już zamknąć wstał i na dobre wrócił do życia. Reszta dnia nie miała znaczenia, dopóki za oknem nie zaczęło się ściemniać. Marcel wkroczył w wiek pełnoletni i trzeba było to uczcić. Na szczęście udało się namówić jego rodziców na udostępnienie mieszkania na cały sobotni wieczór, noc i poranek. Trzeba było oczywiście z tego skorzystać, nie wiadomo kiedy się im powtórzy takie szaleństwo. Chyba nie dotarło do nich od razu, jakie wielkie ryzyko niesie ze sobą banda młodych ludzi w ich mieszkaniu. W pewnym momencie Karol uznał, że już czas ubrać się i przygotować sobie to, co na tą wspaniałą okazję jest niezbędne. Kiedy nakładał kurtkę i miał już wychodzić, w drzwiach zatrzymała go matka. - Karolku, zawieź do Lenie – kobieta o drobnej budowie wręczyła mu jakiś pakunek. - Mamo... - Nie marudź, wiem, że jedziesz do Marcela. Wysiądziesz przystanek wcześniej. Bunt nie miał celu. Karol wsadził paczkę do plecaka, nie interesując się jej zawartością zanadto. W końcu mógł wydostać się z domu. Jeszcze tylko kurs autobusem i wszystko będzie dobrze. Wysiadł wcześniej, według rady, i udał się w kierunku osiedla domków jednorodzinnych. Wiele z nich było łudząco do siebie podobnych, jednak Karol bywał tu tak często, że nie było takiej możliwości, żeby się zgubił. Co więcej, znał przydatne skróty. Po kilku minutach otwierał furtkę. Nie znosił domofonów, więc przełożył przez nią rękę i nacisnął klamkę z drugiej strony. To bezpośredni dzwonek przy drzwiach wejściowych miał wybawić jakiegoś domownika ze środka. Nie czekał na to długo. - Karol, to ty. Właź – otworzyła mu młoda kobieta i szybko wróciła do swoich zajęć. Wcale go to nie zniechęciło. Zdjął buty w przed pokoju, a potem udał się do miejsca skąd dobiegały odgłosy obecności kobiety. Z kuchni dobiegał cudowny zapach, prawdopodobnie też dlatego od razu się tam znalazł. W tym samym momencie gospodyni wyjmowała z piecyka dużą blachę jakiegoś ciemnego ciasta. - Masz szczęście. Trochę ostygnie i będę mogła cię poczęstować. - Nie, nie, zaraz wychodzę, mama chciała, żebym ci coś dał. Położył plecak na blacie kuchennego stołu i próbował się dobić do owego czegoś. - Ho! Ho! Młody, a gdzie ty się wybierasz? Z plecaka wystawała szyjka butelki o zawartości, której można się było łatwo domyśleć. - Idę na urodziny do kolegi – uśmiechnął się szeroko wręczając jej enigmatyczną rzecz. - Zostajesz tam na noc? - No właśnie się zastanawiam... czy będą warunki – roześmiał się – Mieszka w pobliżu i pomyślałem, czy jak coś nie mógłbym się ewakuować do ciebie. Lena wysłuchiwała tego z przekornym uśmiechem na ustach i założonymi rękami na biodra. - Zastanowię się nad tym. Matka widziała, co masz w plecaku? - No dobra, mam jeszcze tamte dorobione klucze. Nie musicie na mnie czekać – odparł Karol i wycofał się z kuchni. Odprowadziła go do drzwi. - Co ty byś zrobił bez takiej kochanej siostry – mruknęła bardziej do siebie. Oparta o ścianę obserwowała jak Karol zakładał i wiązał buty. - Wszystko to, czego nie mogłem do tej pory – zarzucił plecak na ramię i otworzył drzwi, wychodząc z domu. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno i chłodno. Wieczory o tej porze roku przychodziły coraz szybciej i były coraz zimniejsze. Idąc w stronę domu Marcela, chłopak widział w powietrzu swój oddech. Kiedy przemierzył kawałek osiedla, zobaczył cel swojej podróży. Dom ten był jednym z tych typowych domków jednorodzinnych, z piętrem, ale też nie za duży. Też dzięki pozbawieniu się z niego zbędnych wielkości wydawał się sympatyczniejszy. W większości okien paliło się światło. To mogło oznaczać tylko tyle, ze Marcel już miał gości. Z resztą Karolowi nie zależało na tym by być pierwszym. Jednak zanim wszedł na podwórko zatrzymał się, gdyż zobaczył, że i ktoś inny zmierza w tą stronę. Nawet w półmroku mógł rozpoznać tą niepozorną sylwetkę. - Karol! Ale trafiałam... – Amelia przywitała go uśmiechem, który był ledwo dostrzegalny w świetle ulicznych lamp. - To chyba przeznaczenie – otworzył przed nią furtkę. - Dzięki. Już po kilku krokach stali przed dużymi drzwiami wejściowymi. Amelia nacisnęła dzwonek, ale nikt się nie zjawił, nawet po dłużej chwili. Ze środka dobiegała ich muzyka i odgłosy ludzi, ale widocznie nikt nie zorientował się. Amelia nacisnęła jeszcze raz. - Rusz się, kretynie... – burknął zniecierpliwiony Karol. Na szczęście dało się wyczuć kogoś nadchodzącego do drzwi. - No witam! – przywitał ich już leciutko wstawiony Marcel – A wy razem? No proszę. - Wszystkiego najlepszego, staruszku – Amelia uścisnęła kolegę, kiedy weszła już do środka, po czym wręczyła mu starannie zapakowany prezent. Karol wszedł za nią, zamykając drzwi, bo chłód z zewnątrz był dość nieprzyjemny w tej sytuacji. W końcu Marcel wypuścił wyściskaną koleżankę. - No, wszyscy już są! Tylko na was czekamy, gołąbeczki. - Nie pierdol – przerwał Karol i również wręczył mu drobiazg od siebie – Mam jeszcze coś, ale jak się tak błaźnisz po alkoholu to lepiej znajdę sobie innego kompana do picia. I choć Karol uśmiechał się serdecznie, Marcel spiął się i wyprostował. Panowie nie zauważyli nawet jak Amelia znikła już gdzieś wśród innych gości. - Przecież jestem w świetnym stanie! To dopiero początek! - Tak, tak... – poklepał go po ramieniu – Daj i mi zacząć. Jak to na takich „uroczystościach” bywało, ludzie bawili się dobrze, popijając napoje wyskokowe i spędzając czas z ludźmi, których lubili. Wbrew pozorom było mnóstwo rzeczy do robienia, prócz monotonnego siedzenia w salonie i uchlewania się na śmierć, bo właśnie tam najwięcej alkoholu wlewano sobie do gardła. Na wiele sposobów korzystano z telewizora, który też z resztą znajdował się w głównym pomieszczeniu samego domu. Panowie niestety nie puszczali sobie pornosów, a to ze względu na obecne panie, a to też z powodu, gdyż nie mieli owych filmów na nośnikach video czy też DVD, ale doskonale sobie radzili po podłączeniu do odbiornika gier. Co prawda, każdemu z nich szło nieco gorzej po pewnych ilościach promili we krwi, ale wciąż bawili się wybornie. Głównym zajęciem wieczora było oczywiście przebywanie w gronie znajomych, picie z nimi i rozmawianie o wszystkim i o niczym. Gości było trochę, zatem zanim porozmawiało się z choć jedną znajomą nam osobą to już trochę czasu upłynęło. Na przestrzeni dwóch godzin wytworzyły się małe grupki adoracji, jednak z czasem konsekwentnie się mieszały i każdy mógł pobawić się z każdym. Oczywiste również było, że pewne osoby szczególnie upatrzyły sobie kilka person. Tak też było z naszym Karolem, i myślę, że jasne jest to, iż głównym obiektem zainteresowania chłopaka była Amelia. Na szczęście nie przylepił się do niej nieznośnie, lecz subtelnie pojawiał się w jej towarzystwie, a najlepiej gdy na chwilę pozostawała sama. Kiedy jednak była w gronie przede wszystkim swoich koleżanek, nie miał ochoty zawracać jej głowy i wkręcać się w żeńskie dyskusje. Z reguły wtedy kręcił się po domu, znajdując swoich przyjaciół z przeróżnymi butelkami i towarzyszył im w dążeniu do otwarcia kolejnych. Jedyną osobą, której starał się unikać jak ognia, był Natan. Nie miał ochoty ani z nim pić, ani patrzeć się na jego „blada mordę”, jak sam to określał. Około północy najbardziej pijaną osobą w gronie wciąż był Marcel. Pił wszystko i ze wszystkimi, co chyba było jasne ze względu na charakter tego spotkania. Nie przewracał się jeszcze o własne nogi, ale był już mocno zakręcony. Pewnie też z tego względu, że szybko zaczął i konsekwentnie pił, od kiedy się tylko ściemniło. Karol obserwował go i podziwiał, że wciąż jeszcze nie padł schlany i nie zasnął po drodze. Na chwilę wycofał się na piętro, gdzie piło się mniej, a więcej rozmawiano. Na górze leciała głośna muzyka, a ludzie porozchodzili się po pokojach. Po czasie utrwaliła się tam bardziej kameralna, intymna atmosfera. Karol odnalazł tam kilka osób z klasy, w tym Amelię. Szczęśliwie nie było tam Natana, który widocznie siedział na dole. Była to o tyle wyjątkowa sytuacja, gdyż Amelia na chwilę odpuściła sobie przebywanie z Natanem w jednym pomieszczeniu – jak gdyby miałoby to coś zmienić. Karol dołączył do kilku osób siedzących na ziemi i co ważne, udało mu się usiąść przy swojej ulubienicy. Dziewczyna nie mogła wypić wiele, zachowywała się normalnie, ale Karol czuł już od pewnego momentu szumienie w głowie. Uparcie tkwił przy niej, mimo iż nie odezwał się ani słowem. Stracił rachubę czasu, siedział przy niej i pił piwo – na chwilę obecną wystarczało to w zupełności. - Karol! – nagle do pokoju wpadł, chwiejąc się leciutko, Marcel. - No co jest? – zapytał przymulonym głosem. - No chodź do nas trochę – podszedł do siedzącego na ziemi kolegi, ostrożnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych