Pure Emotions - Chapter 6
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nic się nie zmieniło. Dziś wyglądało jak wczoraj, a jutro będzie wyglądać jak dziś. Jesień stanęła w miejscu obdzierając dobę z minut i wpychając jej do ust coraz szybsze wieczory. Ale tak naprawdę nic się nie zmieniło. Karol był mądrzejszy o kilka informacji i doświadczeń, ale nie sprawiało to, że poczuł się lepiej. Raczej o tym wszystkim nie myślał, bądź przynajmniej starał się tego nie robić. Z Amelią udawali, że do niczego nie doszło, że żadne z nich nie powiedziało sobie tego, co w rzeczywistości zostało powiedziane. Ona dalej się do niego serdecznie uśmiechała, on dalej rozmawiał z nią jak z koleżanką, tylko koleżanką. Choć nigdy nie przeszła mu ochota na więcej. Co się tyczy Marcela, Karol zaczął zauważać jego relacje z Natanem, ale było to raczej wynikiem poprzedniego uświadomienia. Coraz częściej Natan był w miejscach, gdzie był Marcel, lub raczej na odwrót. Marcel mimowolnie zaciągał Karola tam, gdzie zwykł przebywać ciemnowłosy. A ten ciągle działał mu na nerwy, szczególnie dym jego papierosów. - Mógłbyś przy mnie nie palić? – zwrócił się do niego, kiedy Natan usiadł na tej samej ławce w przyszkolnym parku i odpalił papierosa. - Gdybyś nie zauważył, jesteś w miejscu, gdzie wszyscy palą – pouczył go, zaciągając się dymem. - Gdybyś nie zauważył... – zaczął kabaretowym tonem – Ja tu nie palę. - Hm? – wysunął w stronę Karola swoją paczkę. - Co nie znaczy, że mam ochotę! - Skąd mam wiedzieć na co masz ochotę? – uśmiechnął się tajemniczo. Nikt nie zauważył krótkiej wymiany zdań. W parku było kilka osób i nietrudno można było się domyśleć, że wszyscy są ze szkoły, która stała kilkanaście metrów dalej. Niemal na każdej przerwie można było tu kogoś spotkać, niekoniecznie na fajce. - Marcel, oddaj mi zeszyt z łaski swojej – do parkowego grona dołączyła się Amelia. Prawdopodobnie przyszła tu jedynie z wyżej wymienionego powodu, ale mogła to też zrobić z powodu pewnego pana kopcącego na drewnianej ławce. - Haha... chyba go zostawiłem w domu – Marcel czuł zbliżające się niebezpieczeństwo. - Świetnie! Pewnie nie dotarło do ciebie, że może mi być potrzebny. - Możesz dziś po niego przyjść. - Twoja uprzejmość nie zna granic... – zrobiła jednoznaczną minę. - Marcel ma ostatnio głowę w chmurach – burknął z niesmakiem Karol. Jedynie dwójka, której dotyczyła ta sentencja, zorientowała się, o co naprawdę chodzi. - Dziwne Czarli, w takim razie ty też powinieneś o czymś zapomnieć – odpowiedział Natan, jednak nie spojrzał na siedzącego obok chłopaka, zaś podejrzanie uśmiechnął się do Amelii. Ale świetnie zrozumiał aluzję. Zapomniałem ci skręcić kark – pomyślał Karol. - Karol to inny przypadek, on się w ogóle kiedyś zapomni – Amelia próbowała podtrzymać jakąkolwiek rozmowę z Natan. - Chciałbym to zobaczyć. - Halo! Ja tu jestem! - Nie trudno zauważyć – mruknął Natan męcząc nadal swojego papierosa. Karol zmierzył go z niezadowolonym spojrzeniem. Widocznie wszystko w Natanie wywoływało u niego automatyczną niechęć. - Ciebie też nie trudno zauważyć... wyczuć. - Powiedziałem ci, nie przychodź tu jeżeli przeszkadza ci dym. - Ty mi przeszkadzasz. - Oj dobra! – przerwała Amelia wyczuwając w tym osobiste pretensje Karola – Nie macie się o co wspierać? Karol nie odezwał się już więcej. Nie prosił się o jakąkolwiek konwersację z Amelią, ani z Natanem już do końca zajęć. Tym samym chciał sobie skrócić oczekiwanie na powrót do domu. Jednak ciężko było mu usiedzieć w domu w taki piękny dzień. Nie dało się ukryć, iż lubił jesień. Złote drzewa i ciepły chłód powietrza. Zastanawiał się, jaki pretekst mógłby go skutecznie wyciągnąć z domu. Rzucił oko na listę znajomych w swoim komunikatorze. Lecz nie interesowała go rozmowa, raczej próbował wywnioskować, gdzie jest Marcel. Jeżeli chodziło o spędzanie wolnego czasu, najlepszy był do tego dobry przyjaciel. Nie zaskoczył go opis kumpla wskazujący na to, iż ten znowu szaleje na swoim rowerze. Zatem wiadomo już było, gdzie jest. Karol nie zastanawiał się długo, porzucił domowe zajęcia, ubrał się i udał się w zamierzoną stronę. Marcel już z daleka zauważył Karola, ale nie zdziwiła go jego obecność w skate parku. Siedział na ławce czekając aż zbliży się do niego wystarczająco. - No cześć. - Nie chciało mi się siedzieć w domu – odparł na przywitanie przysiadając się do Marcela. - Haha, świetnie cię rozumiem – uśmiechnął się przyglądając się kilku osobom kręcącym się w okolicy w podobnym, co on, celu – W ogóle, nie powiedziałeś mi jak poszła randka z Amelią. - Ach... – westchnął wspominając tamten wieczór – Ciężko byłoby to nazwać randką. - Coś poszło nie tak? - Zastanawiam się, jakby to wyglądało, gdyby właśnie miało pójść ‘tak’. - No wiesz, ja tam nie wiem jak to wygląda między kobietą a facetem – rozchichotał się. - Jesteś niepoprawny – westchnął ukrywając twarz w dłoniach. - Nie przejmuj się – rzekł wstając z ławki – Co prawda nie doradzę ci, ale, wiesz, powiadają, że jak nie ta to inna... – chwycił rower i już chciał odejść. - I pójdziesz sobie ode mnie? Zdążysz jeszcze pojeździć. - Natan ci dotrzyma towarzystwa. - Co?! – odwrócił się za siebie. Karol zobaczył chłopaka idącego w ich stronę. Nie był zachwycony jego obecnością, w tym samym momencie pożałował, że tu przyszedł. Marcel odjechał na rowerze w stronę rampy i nie wydawał się przejmować sytuacją Karola. Zupełnie jakby nie wiedział, bądź jakby chciał przełamać tą niechęć. - Myślałem, że anemicy śpią o tej porze – burknął Karol, kiedy Natan zbliżył się do niego. - Też tak myślałem, dopóki nie zobaczyłem ciebie. Zatrzymał się przy ławce i zaczął obserwować rowerzystów. - Po co tu przylazłeś? - Czasami tu przychodzę, mam blisko – odwrócił się w końcu do Karola. W tym samym momencie sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął paczkę papierosów, cały czas patrząc się na rozmówcę. - Mówiłem ci, żebyś przy mnie nie palił – skomentował Karol. - Oj Czarlie, Czarlie... Nie stękaj. Odpalił jednego, zaciągnął się dymem, wypuścił i usiadł na ławce. Karol miał wrażenie deja vu. - Nie mów do mnie Czarlie – syknął. - Czarlie, chcesz się kłócić? – roześmiał się – Amelii tu nie ma, kto nas pogodzi? Tylko ona ma na ciebie taki zbawienny wpływ. - Zamknij się... Natan się tylko śmiał pod nosem, na chwilę zajmując się tylko swoim nałogiem. - Czy ty zawsze musisz mnie wkurwiać? – Karol przerwał ciszę. - Coś ci się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil FauxPas
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…