Wróć do katalogu

Rewers

O czynach, które zmieniają nasze życie.

Adam 77opublikowano 21 kwietnia 200911 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Zimno...dlaczego akurat dzisiaj musiało padać?". Piotr odnajdywał w swojej głowie coraz więcej myśli, które karmiły jego pesymizm. Teraz siedział przy komputerze i pisał kolejne, nic nieznaczące opowiadanie. Dobrze wiedział, że wyląduje w koszu, tak samo jak pozostałe, ale się nie poddawał. A raczej poddawał w momencie, kiedy dzieło było zbyt długie, by je pozostawić, a zbyt krótkie, aby napisać zakończenie okraszone sensowną puentą. Ten niezdrowy, słomiany zapał, doprowadzał go do szewskiej pasji. Dochodziła pierwsza w nocy. Krople deszczu bębniły głucho o taflę okiennego szkła, wystukując rytm: "szybciej, szybciej". Wpatrywał się w to, co napisał. "Szlag! Zaledwie jedno, głupie zdanie". Nie potrafił skupić się na pracy. Co chwila jego wzrok padał na inny element wyposażenia w pokoju, z wyjątkiem otwartego arkusza "Worda". Tym razem, jego spojrzenie utkwiło w ładnie obłożonej książce na regale: "Alchemik" - Paulo Coelho. Zdał sobie sprawę, że to będzie kolejna bezproduktywna noc. Noc...zawsze pisał tylko w nocy. Im późniejsza godzina widniała na jego elektronicznym zegarku, tym łatwiej formułował swoje myśli. Jednak nie było to zależne od nieznanego i tajemniczego nawyku, czy też od ukrytych w jego podświadomości czynników psychologicznych. Po prostu warunki w jego kamienicy były zawsze nie do zniesienia, gdy słońce górowało na niebie i nie miał możliwości, by stworzyć coś sensownego i zarazem pięknego, co nie zahaczałoby o zwykłe grafomaństwo. Każdego ranka budziły go hałasy na piętrze. Już od ponad roku mieszkało tam młode małżeństwo, Tomek i Agata. Wbrew pozorom nie byli ze sobą szczęśliwi...przynajmniej jedno z nich. O świcie, kiedy ból i konsekwencje minionego wieczoru spędzonego w barze, dawały o sobie znać, Tomek wyładowywał swoją złość na żonie. Nikt z sąsiedztwa nie zwracał na to uwagi, a Piotrek nie potrafił napisać swojego "wielkiego" dzieła, przy wtórze jęków i krzyków bitej kobiety. Nie tylko to było problemem. Najgorsza była bezsilność wobec właściciela, który każdego miesiąca podnosił czynsz pomimo protestów lokatorów. Przy czym zawsze tłumaczył się tym, że ma prawo zarabiać na wynajmie, a jeśli komuś się nie podoba to "aufwiedersehen", bo nie boi się ganiać po sądach. Doprowadzało to do napiętych sytuacji, a narastający chaos sprawiał, że właśnie ta kamienica była szczególnie niekorzystnym miejscem, dla osoby tak wrażliwej jak Piotrek. Dopiero nocą nadchodziło ukojenie i spokój. Z czasem oduczył się snu, czego przyczyną było spędzanie wielu godzin przed komputerem i praca nad następnym rozdziałem. Gdyby nie jego bezsenność, już dawno padałby z wycieńczenia typowego dla ludzi, którzy nie przywykli do takiego trybu życia. Otworzył szufladę w poszukiwaniu środków nasennych. Entropia w jego biurku objawiła się w całej swej okazałości. Wydmy papierów i skaliste zbocza puszek po piwie, pośród których niestrudzony poszukiwacz środków psychoaktywnych czuł się jak u siebie. Niestety nie odnalazł swojego celu. Szczyt rozczarowania nastąpił w chwili, kiedy zauważył jedynie puste pudełka sprzed kilku dni, a dobrze wiedział, że w taką pogodę nie pójdzie do pobliskiej apteki. Był na to zbyt leniwy. Jednak w tej chwili zobaczył coś, co zupełnie zmieniło tok jego myśli. Co spowodowało kontrreformację w jego planach. Oto na samym końcu szuflady dostrzegł prawie całe pudełko leku. Eureka! Wyglądało na dosyć stare i zniszczone. Może być za słaby, pomyślał. Sięgnął po kilka pastylek, które popił zaczętym godzinę wcześniej piwem. Położył się na łóżku w pozycji horyzontalnej. Stojący obok łóżka budzik wystukiwał usypiający rytm: Tik, tak, tik, tak. Zdawało mu się, że ten rytm, wbrew logice, jest coraz wolniejszy. W końcu, pogrążony w tym braku logiki, odpłynął w sen...

Śniły mu się dziwne rzeczy. Z początku tylko niewyraźne kontury i mgliste wizje. A wraz z upływem czasu wizje nie zanikały, przeciwnie, stawały się ostrzejsze, realne. W pewnej chwili były do tego stopnia rzeczywiste, że pojawiła się w nich nawet namiastka samoświadomości, dzięki której mógł zrozumieć, że śni... - Wszystko kiedyś się zmienia - powiedział nieznany mu głos. - W moim życiu nic już się nie zmieni, głosie ze snu - rzekł beznamiętnie Piotr. - Tak ci się tylko wydaje, nawet najprostsze wybory mogą zmienić nasz los. Oślepiony słońcem kierowca, nieuważny alpinista, pisarz, który zrządzeniem losu napisze coś niezwykłego, wzorowanego na prawdziwym życiu. - Nie jestem pisarzem...a w moim życiu nie ma nic, co jest warte opisania - odparł ponuro. - Tak myślisz? To patrz... W tym momencie, przed jego wyimaginowaną głową, pojawiła się sylwetka kija baseball'owego zmierzającego do konfrontacji z czaszką. Zamierzenia kija były proste: rozbić czaszkę, zabić jej właściciela. To koniec...pomyślał.

Drrrrring!

Dźwięk budzika wdzierał się do jego głowy niczym neurochirurg, operujący znieczulonego pacjenta. Otworzył oczy. Leżał na swoim łóżku, nadal ubrany w swoje zniszczone i wypłowiałe ciuchy. Nastawił czajnik na herbatę i ruszył ospały do łazienki. Co za okropny sen, pomyślał. Czuł się dziwnie obolały. Doszedł do wniosku, że chyba powinien w końcu przestać przesiadywać do późna przy tym elektronicznym "więzieniu umysłu". Komputer wyniszcza go od środka. Próbował przypomnieć sobie, co robił wczorajszej nocy, lecz każda mentalna aktywność na tym polu wprawiała go w jeszcze większe zmęczenie. Popatrzył w lustro. - Ale jesteś blady Piotrze - powiedział sam do siebie. - Nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych