River
II Rozdział
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział II
Po kąpieli czułem się o wiele lepiej niż przedtem i moje własne ciało nie bolało już tak po przemianie jak wcześniej. Kiedy się ubrałem, usłyszałem jak ktoś puka do drzwi, a następnie zmartwiony głos karczmarza. Posprzątałem po sobie w łaźni i wyszedłem za mężczyzną. Ubrałem na siebie suchą już koszula, wysokie wojskowe buty i niekrepujące ruchów spodnie. Płaszcz i kapelusz niosłem w dłoni razem z bronią. W pewnym momencie podeszła do mnie Eleonora, skinęła niepewnie głową i zabrała ode mnie moje rzeczy zanosząc je do pokoju gdzie miałem spać. Właściciel zaprowadził mnie do kuchni i podał talerz z jedzeniem. Trochę się zdziwiłem, że mi nałożył jedzenie, a sobie nie. Później się dowiedziałem, że jedli, kiedy się kąpałem. Nie byłem pewien czy to nie jest jakiś podstęp, ale byłem głodny jak wilk i przestałem się nad tym zastanawiać. Po posiłku poprosił córkę by zaprowadziła mnie do „mojego” pokoju. Intrygowało mnie jej posłuszeństwo, szacunek i oddanie ojcu. Nigdy nie widziałem nawet grama tych cech u ludzi, których spotkałem w ciągu mojego całego, długiego życia. Wszedłem do pokoju przepuszczając ją pierwszą. Czułem jej strach na swojej skórze, aż paliło. Westchnąłem ciężko, kiedy i ona wpatrywała się jak zahipnotyzowana w moje ucięte ramie. Musiałem się do tego przyzwyczaić. Domyśliłem się, że gdzie nie pójdę będę przyciągał uwagę. Podszedłem do łóżka stojącego pod ścianą naprzeciwko drzwi.
- Dziękuję za wszystko. – Powiedziałem patrząc na nią przez ramię, pokręciła tylko głową i otworzyła drzwi, żeby opuścić pomieszczenie.
- Przyjdę z rana, aby obudzić was na śniadanie. – Odpowiedziała niepewnym tonem wychodząc.
Zdjąłem koszulę i buty i położyłem się na łóżku przykrywając się kołdrą. Zastanawiałem się, dlaczego użyła liczby mnogiej „was” skoro byłem sam. Nie trwało to długo. Przestałem zawracać sobie tym głowę, myśląc, że może to jakaś forma grzecznościowa, jak niekiedy dowódca rycerzy zwraca się tak do podwładnego. Szybko usnąłem, nie wiem nawet, kiedy. Nie śniłem. Nigdy nie miałem snów, ani też koszmarów. Niektórzy Dragusi potrafili śnić i to nieraz każdego dnia, o czym innym, ale nie ja.
Byłem bardzo zmęczony. Wiedziałem od początku, że w tej postaci będę słabszy. Nie przypuszczałem, że aż tak bardzo. W ludzkiej formie zmęczenie zaczęło mnie gnębić po piętnastu przebytych kilometrach, jak dotarłem do karczmy. Jako Dragus nie byłem zmęczony nawet jak pewnego razu miałem przelecieć tysiąc mil bez lądowania. Bez przerwy na jedzenie czy picie, siedem dni nie jadłem, nie piłem. W dodatku po przybyciu na miejsce będące celem podróży od razu czekała nas walka. Nigdy jeszcze nie byłem tak umęczony jak właśnie teraz, a to dopiero mój pierwszy dzień, jako człowiek. Domyśliłem się, że moje nowe życie nie będzie łatwe.
Spałem na prawym boku, z odkrytym torsem i lewa dłonią pod policzkiem. Usłyszałem ze coś się ruszyło i zaczęło się do mnie zbliżać. Kiedy poczułem, że wyciąga w moja stronę rękę, obróciłem się z gadzią szybkością i gracją, wyciągając z pod poduszki mały sztylet. Kobieta od razu dostrzegła lukę w mojej „zbroi”. Podhaczyła mi nogę i upadłem na podłogę. Niewygojonym ramieniem uderzyłem o kant łóżka. Skrzywiłem się z bólu, a obraz przed oczami mi się zamazywał z wściekłości.
- Skąd się tu wzięłaś? – Powiedziałem starając się by mój głos dalej był pewny siebie, silny.
- Nie mam zamiaru odpowiadać na twoje pytania. – Odparła z jadem w głosie. -Pójdziesz ze mną Riverze Firegrowl.
Zmarszczyłem nos i cicho zawarczałem. Zastanawiałem się skąd zna moje imię, ale i tak chciałem ją zabić. Miałem dziwne wrażenie jakbym skądś znał tą kobietę. Kiedy z trudem podniosłem się z ziemi, uderzyła mnie mocno swoim łukiem w głowę. Upadłem ogłuszony na podłogę tracąc przytomność. Ostatnie, co pamiętam to widok stojącej nade mną pewnej siebie, silnej kobiety i jej słowa pełne pogardy oraz złości:
- Popełniłeś ogromny błąd opuszczając swoje legowisko.
* * *
Wybudzać się zacząłem, dopiero, gdy wszystko spowite było grubą warstwą mroku, a ze swoich stęchłych nor wychodziły bestie, nawet te jeszcze obce ludziom. Obudziły mnie odgłosy końskich kopyt na piaskowej drodze. Podniosłem się do pozycji siedzącej i złapałem z wielkim bólem za głowę, gdzie miałem niewielkiego guza. Później dopiero zwróciłem uwagę na trzęsące się podłoże i stanąłem na równe nogi. Dłonią chwyciłem jedną z krat klatki i mocno szarpnąłem. Ani drgnęła. Uderzyłem bokiem w stalowe pręty z taką siłą, że powóz się przechylił kilka razy na boki grożąc przewróceniem się, ale nic się nie stało. Konie się gwałtownie zatrzymały z przeraźliwym rżeniem, a ja upadłem na drewnianą podłogę pojazdu. Z siedzenia konnicy ktoś zszedł i powędrował na środek niewielkiej polany, na której się zatrzymaliśmy. Rozglądał się. Kiedy cień wrócił do powozu rozpoznałem kształt. Ryknąłem z gniewem w jednej chwili przyjmując prawdziwą postać. Rozpostarłem szeroko skrzydła i zionąłem ogniem w kobietę. Odskoczyła rzucając w moja stronę nożem. Przestałem dmuchać płomieniem. Warczałem cały czas nie spuszczając z niej wzroku. Klatka była o połowę za mała i zaczynało mi się robić nie wygodnie. Wróciłem do ludzkiej postaci czując jak ze zranionego policzka wolno spływa krew. Podszedłem do krat patrząc na nią rozdrażniony.
- Czego ode mnie chcesz? Wypuść mnie stąd albo pożałujesz tego, że kiedykolwiek mnie spotkałaś. – Warknąłem, dalej gotów do ponownego ataku.
Zignorowała mnie. Spod siedzenia konnicy wyciągnęła śpiwór i swoją torbę. Zebrała trochę suchych gałązek i większego drewna. Położyła swój plecak niedaleko powozu i rozpaliła ognisko.
- Nie daruję ci tego! – Ryknąłem wściekle i znów zacząłem walczyć ze swoim więzieniem. Konie wierzgały w panice chcąc się odczepić od wozu i uciec.
- No, no, no. A więc to jest ten słynny Jednooki Diabeł z Eldarii? Zaiste wspaniała bestia. – Rozbrzmiał męski bas, a po chwili z krzaków wyszedł ze strażnikami potężny mag z mrocznej krainy pokrytej bagnami. Ramirad nie był przyjazną krainą dla żadnej żyjącej istoty.
Czarnoksiężnik rzucił łuczniczce sakiewkę pełną szeleszczących monet. Otworzyła woreczek, przeliczyła i kiwnęła głową odchodząc w mrok. Przeraził mnie fakt, że kiedy odeszła rozbrzmiał odgłos uderzających o powietrze skrzydeł przy wznoszeniu się w powietrze. Spojrzałem w stronę gdzie odeszła, a później na mężczyznę i plunąłem w niego ognistą kulą. Strażnicy odskoczyli na bok od wybuchu, wszystko wokół zaczęło się palić, a mag osłonił się magiczną tarczą.
- Czego chcesz? Wypuść mnie, a może cię nie zabiję! – Patrzyłem mu głęboko w oczy. Ani drgnął. Zacząłem ponownie uderzać o kraty. Uśmiechnął się lekko i wyszeptał jakieś zaklęcie. Padłem na podłogę i nie mogłem wstać. Czułem jakby coś mnie przygniatało do ziemi. Wszystkie moje próby podniesienia się spełzły na niczym. Mogłem tylko tak leżeć, patrzeć na niego i warczeć.
- Powiem tylko, że potrzebuję twojej pomocy Smoku z Eldarii. – Powiedział zaczynając się złowrogo śmiać. Miałem złe przeczucia.
Całą drogę przeraźliwie warczałem zwracając na powóz uwagę wszelkich leśnych bestii. Po odparciu ataku wygłodniałych potworów mag kazał zatrzymać wóz i wyszedł do mnie stając przed klatką. Nie był zadowolony przez uwagę, jaką na siebie sprowadzałem. Ja byłem dumny, że udało mi się go wytrącić z równowagi, dzięki temu mógł popełnić jakiś błąd, a ja bym był wolny.
Chwilę po tym znów jechaliśmy dalej, ale ja nie byłem, tym zadowolonym. Mężczyzna rzucił zaklęcie, że kraty ożyły i wiły się jak węże, a później mnie spętały. Jeden z prętów nawet owinął się ciasno wokół mojego pyska. Nie mogłem go otworzyć. Zacząłem się szarpać, ale to też nie był dobry pomysł, bo stal zaczęła się bardziej zaciskać dusząc mnie i raniąc. Zostałem pokonany przez człowieka. Nie mogłem uwierzyć w to. Uległem jednemu przedstawicielowi tej rasy. Legiony przez milenia nie mogły mnie obalić, a jednemu magowi się to udało. Magia nie działała, kiedy była rzucana na nas. On nie rzucał zaklęć na mnie tylko na przedmioty. Byłem załamany. Nic nie mogłem zrobić.
Nad ranem zaczęliśmy się zbliżać do ogromnych ruin zamku, którego strzegły różne pozbawione uczuć i rozumu kreatury, stworzone przez tego mężczyznę. Zastanawiało mnie, kim on jest. Kiedy jego bezrozumni słudzy ściągali mnie z powozu dalej miałem skrępowane skrzydła, pysk i unieruchomiony ogon. Ciągnęli mocno za łańcuch, który był przyczepiony do obroży na mojej szyi. Opierałem się, ale byli silni, a ja coraz bardziej opadałem z sił. To mroczne miejsce już zaczynało oddziaływać na moje ciało. Czułem się pozbawiany życia z każdą chwilą. W końcu pokuśtykałem z nimi na trzech łapach, bo nie mogłem wstać i się wyprostować. Na czterech łapach najlepiej się tylko biega.
- Jaki przyjemny się z ciebie jaszczur zrobił. – Uśmiechnął się do mnie czarnoksiężnik i poklepał po pokrytym szorstkimi łuskami policzku. Jak się po nich przesunęło pod odpowiednim kontem, można było się nieźle pokaleczyć.
Kiedy mnie dotknął w moim oku zapłonął płomień. Odsunąłem głowę od jego dłoni. Spojrzałem na niego wściekle wyrwałem się żałośnie stworzonym istotom i sam poszedłem w głąb ruin. Ciekawiło mnie, co to za człowiek, skąd ma taką moc i po co mu jestem potrzebny. Po zebraniu tych informacji mógłbym się udać do smoczej enklawy i poinformować innych o istnieniu kogoś, kto z łatwością mógłby nas kontrolować.
Zamknęli mnie w dość dużym pomieszczeniu z wysokim sufitem. Rozejrzałem się. Mogłem tu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hanagi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…