Rodzinny galimatias, czyli jak nie dosiadać smoka
Moja druga miniaturka (albo i nie do końca;)) o Liti, jednak z całą pewnością można czytać osobno. Miało być z przymrużeniem oka, a wyszło... jak wyszło. Zobaczcie sami:).
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lady Litiana Lyr von Blackclaw, dla przyjaciół Liti, była wściekła. Od blisko godziny toczyła zażartą dyskusję, wychodząc z niej do tej pory z niczym. - Posłuchaj – zaczęła po raz dwudziesty któryś – wiem, że ty i ja nigdy się dobrze nie dogadywałyśmy, ale w obecnej sytuacji musimy współpracować. No, dalej, zrób to chociaż dla mojego ojca. – Niestety. Po tej wzruszającej przemowie spotkała się tylko ze zdegustowanym spojrzeniem i oburzonym parsknięciem. – Uch… Wega, ty durny latający cielaku! – Zaczęła wymachiwać przed smoczycą palcem, mając nadzieję, że przekona ją jednak do zmiany zdania. - No proszę… Takie słownictwo u damy – dobiegł ją zza pleców głos bynajmniej nie przyjazny. Liti odwróciła się z zamiarem rzucenia na rozmówcę jakiegoś okropnego zaklęcia, ewentualnie przywalenia mu w twarz. To, że rozmówcą była jej własna, rodzona i biologiczna babka, nie miało jakiegokolwiek znaczenia. No, może malutkie, ale kto zwracałby na to uwagę? Oprócz jej ojca, oczywiście. Evelyn Destemonda von Blackclaw, dla przyjaciół… Evelyn, stała prosto w swej przepysznej, długiej sukni, o wyjątkowo uroczym, śliwkowo-buraczanym odcieniu. Liti nie lubiła buraków. Śliwek w sumie też nie. - Czy nie powinnaś teraz ćwiczyć zaklęć lub czegoś w tym rodzaju? – spytała wiekowa dama, tonem tak zimnym, że aż… lodowatym. Jej własna, rodzona i biologiczna wnuczka stwierdziła, że tym oto sposobem wzbiła się na wyżyny swej lodowatości. A to było nie lada wyczynem, nawet dla kogoś takiego jak Evelyn. Liti naburmuszyła się, nastroszyła i wykonała wszystkie czynności, by prezentować się równie dumnie i lodowato, co babcia. Gdy miało się na sobie utytłaną błotem płócienną koszulę, zupełnie nie pasującą do młodej damy, było to niemal niewykonalne. Ale Liti się starała. -{i} To{/i} – pomachała dłonią przed pyskiem Wegi, dokładnie wskazując miejsce, gdzie smoczyca wyszczerzyła swoje białe kły – jest niezwykle zbliżone do zaklęć. I wiąże się z moją nauką w Akademii – odparła, siląc się na uprzejmy ton, chcąc jednocześnie brzmieć równie chłodno i dystyngowanie jak Evelyn. No, może nie dystyngowanie. Jednak chłodno na pewno. Ukochana babcia wzruszyła pogardliwie dystyngowanymi w każdym tego słowa znaczeniu ramionami i odparła wyniośle: - Lepiej skup się na nauce, a nie tych swoich dziecinnych fanaberiach. Że też twój ojciec na to pozwala. Przecież smok tak naprawdę do niczego ci nie jest potrzebny. - Ale… - Przybrała rozgniewaną minę, mając nadzieję, ze zamaskuje chwilową niemożność znalezienia sensownych argumentów. – Ale… Wega i ja jesteśmy bardzo zżyte. Osoba postronna, taka jak ty, {i}droga babciu{/i}, nigdy nie zrozumie więzi, która nas łączy. – Dla potwierdzenia własnych słów poklepała smoczycę po łbie. Ta jednak, wyjątkowo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Shadow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…