Wróć do katalogu

Róża cz.3

Hanka zaczynają ogarniać wątpliwości.

Falvariopublikowano 3 lutego 202519 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W pierwszej chwili Hank miał ochotę rzucić to wszystko w diabły i opuścić posiadłość Grey'ów. Wypadł z gabinetu i skierował się prosto do drzwi wejściowych. Myślał tylko o tym żeby wrócić do swojej nory i urznąć się w trupa. Kolejne nieudane zlecenie. Trudno. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej. Cholera. Znalazł się w holu i podszedł do wyjścia. Kładł już dłoń na klamce, gdy jego uwagę zwrócił obraz wiszący przy drzwiach po jego prawej. Nie był całkiem pewien tego, czy wzrok nie płata mu czasem figla, ale wolał się upewnić. Podszedł do malowidła. Był to portret przedstawiający Charles'a Grey'a twórcę rodowej fortuny. Jego oblicze nie było zbyt szlachetne. Miał dość toporne rysy twarzy, które próbował ukryć pod gęstym wąsem i brodą. Odziany był w czerwoną kurtę przepasaną błękitną szarfą, na której zapięta była... I teraz Hank był już tego absolutnie pewien, srebrno-złota spinka do krawata w kształcie róży. Detektyw jak urzeczony wpatrywał się w ten niewielki element garderoby. To nie miało sensu. Przecież wtedy nawet nie było jeszcze krawatów. Hank sprawdził jeszcze kilka wiszących w pobliżu portretów i ona zawsze tam była. Wpięta za kołnierz, przy kieszeni, czasem zapięta na szarfie. Na każdym z obrazów kolejni przedstawiciele rodu Grey'ów dumnie nosili spinkę do krawata, której po prostu nie mogło tam być. Powinni mieć zwykły, metalowy kwiat bez tego idiotycznego zapięcia, przecież o tym czytał. -Na szczęście w porę podałem mu leki – Hank odwrócił się i spostrzegł Angusa. -Nie słyszałem jak pan podszedł – powiedział spokojnie. -Co pan mu powiedział? - spytał młodszy syn Tytusa Grey'a – Ojciec nie może się denerwować, dostaje wtedy ataków. -Przepraszam – detektyw spuścił wzrok. - Nie wiedziałem. -Niewielu ludzi o tym wie – stwierdził Angus. - I niewielu potrafi go wyprowadzić z równowagi. Więc co mu pan powiedział? -Spytałem o różę. Dziedzic Grey'ów uniósł brwi. -I to wystarczyło? - w jego łosie słychać było powątpiewanie. -Konkretniej spytałem, dlaczego wprowadził mnie w błąd – Hank znów spojrzał na Angusa. - Mówił, że zaginęła rodowa spinka do krawata. -Bo to prawda. -Ciekawe – detektyw chwilę patrzył Angusowi prosto w oczy. - A zastanawiał się pan może kiedyś jakim cudem wykonano takową w czasach, gdy nie wiedziano jeszcze czym jest krawat? Na twarzy młodszego syna Tytusa Grey'a odmalowało się szczere zdumienie. Przez moment stał zupełnie bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w któryś z obrazów. Hank obserwował go uważnie i dostrzegł przelotny błysk w jego oczach, który jednak szybko zniknął. -Obserwował pan obrazy – stwierdził Angus. -Rzeczywiście – detektyw ponownie odwrócił się w stronę Charles'a Grey'a. - Bardzo są interesujące – przez chwilę obaj milczeli. - Nie domyśla się pan, kto mógł ukraść różę? -Ojciec twierdzi, że to Rufus – dziedzic rodu udzielił błyskawicznej odpowiedzi. -Wiem jakie jest zdanie pańskiego ojca – Hank znów spojrzał na swojego rozmówca. - Ale w tej chwili interesuje mnie pańskie. -Rufus byłby do tego zdolny, zawsze uważał nasze rodowe dziedzictwo za bezużyteczną błyskotkę, ale... - Angus zamilkł jakby się nad czymś zastanawiał. - Nie wydaje mi się, żeby to był on. Przecież nie żyje. -Właśnie, w tym cały problem – detektyw pokiwał głową. - Myślę, że sprawiłem zbyt dużo kłopotu jak na jeden wieczór. Pójdę już. -Tak chyba będzie najlepiej.

Posterunek policji przy Micah Road zaliczał się do tych z lepszej ligi. Był to porządny, pięciopiętrowy budynek z zadbaną fasadą. W środku było niezwykle czysto, a podłogi zawsze polerowano na wysoki połysk, o czym Hank dobitnie się przekonał, gdy kiedyś skręcił nogę na śliskich kafelkach. Detektyw wszedł do budynku lekko zamroczony z powodu wczesnej pory i skierował swe kroki w stronę okienka, przy którym urzędował oficer dyżurny. -Dzień dobry – powiedział nieco ochryple. -W czym mogę panu pomóc? - siedzący za szybą młody mężczyzna obrzucił go raczej niechętnym spojrzeniem. -Kto zajmuje się sprawą morderstwa Rufusa Grey'a? - spytał Hank. -Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji byle komu – odparł policjant. -Myślę, że mam pewne przydatne informacje. -Zatem proszę mi powiedzieć co pan wie, a ja przekażę to dalej. Hank zaklął w duchu. Zawsze to samo. -Pomyślmy – powiedział. - Mamy tu brutalne zabójstwo w znanej rodzinie, więc będzie to ktoś z tej czwórki Bender, Martinez, Starsky albo Jones. Grey'owie nie są w tej chwili zbyt bogaci, więc Bender odpada, a wpływów raczej też już nie mają zbyt wielkich, więc Martineza też nikt pewnie nie zaangażował. Z tego co słyszałem Starsky przeszedł ostatnio na emeryturę, więc zostaje Jones – z miny policjanta wyczytał, że trafił. - Dziękuję. Odszedł od okienka i poszedł na schody. Po chwili był już na trzecim piętrze i ruszył przez krótki korytarz. Dotarł do drzwi z numerem trzysta trzy, zapukał i wszedł. Pomieszczenie zdecydowanie nie było małe, ale ciężko również było porównywać je do biur niektórych wyżej postawionych oficerów. Przy drzwiach stał drewniany wieszak na którym wisiał długi płaszcz oraz czarny kapelusz. Tuż obok stała wielka szafa na akta. Oprócz tego w pokoju stało jeszcze tylko solidne dębowe biurko za którym siedział szpakowaty mężczyzna koło pięćdziesiątki. Miał wąskie barki, ale trzymał się prosto. Zdumiał się wyraźnie na widok Hanka. -Myślałem, że nie wstajesz przed południem – jego głos był niski, ale przyjemny dla ucha. -O ile się kładę, to nie – Hank podszedł do biurka. Jones wstał i uścisnął dłoń detektywa, pociągając przy tym nosem. -Nie przyszedłeś chyba po pieniądze? - spytał. -Skąd ten pomysł? -Nie czuję whiskey. -Zapomniałem zjeść śniadanie – Hank wskazał krzesło przed biurkiem. - Mogę? -Jasne, siadaj – Jones z powrotem zajął swoje miejsce. - Co cię do mnie sprowadza? -Podobno zajmujesz się sprawą Rufusa Grey'a. -Dlaczego cię to interesuje? -Jego ojciec mnie wynajął. Jones po raz kolejny zrobił zdumioną minę, jednak powstrzymał się od komentarza. -W sprawie morderstwa? - spytał. -Nie – Hank przez chwilę obserwował piętrzącą się na biurku stertę dokumentów. - Zaginęła mu pewna błyskotka. -I myśli, że obie sprawy się łączą? -Twierdzi, że nie. -A ty? Hank nie odpowiedział od razu. Zamyślony spojrzał w okno za plecami Jonesa. Poranne promienie słońca wpadały przez nie do gabinetu, wyraźnie wszystko oświetlając. To sprawiało, że detektyw czuł się jeszcze bardziej brudny niż był w rzeczywistości. Owszem Jones starał się jak mógł, przy koszu walała się sterta pomiętych kartek, a popiół z popielniczki rozsypany był na połowie blatu biurka, ale jednak nie wpływało to zasadniczo na ogólne wrażenie czystości panującej w gabinecie. Owszem, nie był on nieskazitelny, ale jednak o wiele bardziej zadbany niż sam Hank. -Myślę, że może mieć rację – odparł w końcu detektyw. -Więc co tutaj robisz? - Jones uniósł brwi. Made skierował wzrok na szafę na akta i spostrzegł, że ma ona solidnie podrapane drzwi, co przyniosło mu pewną ulgę. -Wiesz, że zawsze lepiej radziłem sobie z trupami – powiedział. Jones uśmiechnął się nieco sztucznie. -Nie mogę cię zatrudnić – odezwał się po chwili. - Znasz procedury. -Tak, tak. Nienaganny obywatel, wzór cnót, zero alkoholu... -Hank nie mogę działać wbrew prawu. -Wiem. Nie chcę, żebyś mnie zatrudniał, ale chętnie usłyszałbym kilka informacji z pierwszej ręki. Jones zamyślił się. Uważnie przyjrzał się Hankowi. Detektyw nie golił się pewnie od kilku dni. Jego twarz miała smętny, zmęczony wyraz kogoś, kto już nawet nie ma siły na sen. Włosy były w nieładzie. Przydałaby mu się też kąpiel i jeden czy dwa solidne posiłki. Ubranie miał w nie lepszym stanie. Pomięte i brudne, z intensywnym zapachem o ile tak można to było określić. -Po co ci to? - spytał Jones. -Muszę mieć nad czym pomyśleć – odparł Hank. Policjant zastanawiał się przez jakiś czas. -Oficjalnie nie wiesz niczego ode mnie – powiedział w końcu. -Ma się rozumieć. -Wezwanie dostaliśmy około dziesiątej, a kwadrans później byliśmy na miejscu – zaczął Jones. - Drzwi do pokoju były wyważone, a za progiem leżały resztki krzesła. Rufus Grey był na łóżku i muszę uczciwie przyznać, że jeszcze nie widziałem w swojej karierze tak głęboko podciętego gardła. Według koronera zginął około północy... -A potem ktoś wniósł go do pokoju, wyszedł i zastawił drzwi krzesłem – wtrącił się Hank. Jones przez chwilę się nie odzywał. -Byłeś w jego pokoju – powiedział w końcu. -Byłem. Na pościeli prawie nie było krwi. Ciekawe gdzie zginął – detektyw spojrzał w okno. -I kto zadałby sobie trud z całą tą inscenizacją – dodał Jones. -A właśnie, czy klucz był w zamku? Policjant zastanawiał się trochę. -Tak – odpowiedział w końcu. - Na pewno. -Dzięki Jones – Hank wstał. - Odezwę się, jeśli coś przyjdzie mi do głowy. Trzymaj się. -Ty również. Dobrze cię było znów zobaczyć. -Wątpię – Hank uśmiechnął się krzywo i wyszedł.

Po wyjściu z posterunku Hank nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, ruszył więc bez celu w górę Micah Road. Musiał to wszystko jeszcze raz w spokoju przemyśleć, choć od poprzedniego wieczora nie robił praktycznie nic innego. Nie rozumiał jakim cudem szpilka, o której wyczytał wczoraj w księgach historycznych zmieniła się nagle w spinkę do krawata. Przypomniał sobie wiszące w holu posiadłości Grey'ów portrety. Kilka z nich widział wcześniej w mniejszej skali wydrukowane na stronach dziejów rodu. Tylko że na tych małych…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych