Róża cz. 5
Tutaj kończy się śledztwo. Czy Hank odnajdzie Różę i zabójcę Rufusa?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pokój Lucii Grey znajdował się na piętrze rezydencji, dokładnie naprzeciw pomieszczenia z sejfem. Albert milczał całą drogę, a w domu było tak cicho, że sprawiał wrażenie opuszczonego. Hank podążając za lokajem układał w głowie kolejne puzzle, które jak się okazywało wystarczająco długo obracane wskakiwały w końcu na swoje miejsca. Detektyw uśmiechał się kwaśno pod nosem obserwując mijane po drodze obrazy wszystkich przodków Tytusa Greya z przypiętą spinką do krawata. By pewien, że wkrótce odkryje również i ten sekret. Tymczasem Albert doprowadził go już pod drzwi pokoju Lucii Grey. Lokaj zapukał cicho, a Hank tymczasem spojrzał wzdłuż korytarza. Przy jego końcu dostrzegł przez chwilę Angusa, który widząc go zmarszczył twarz, jednak szybko odwrócił wzrok i wszedł do jednego z pomieszczeń. -Proszę wejść – odezwał się cichy, kobiecy głos. Albert ostrożnie otwarł drzwi i wszedł. Hank niepewnie ruszył za nim. Nie miał zbyt wielkiej ochoty na spotkanie ze starszą panią w żałobie, jednak zdawał sobie również sprawę z faktu, jak istotne może się ono dla niego okazać. Znalazł się więc w przestronnym, mrocznym pokoju, którego okna zasłaniały grube zasłony. Był on urządzony skromnie, jednak ze sporym wyrafinowaniem i chociaż znajdowało się tam niewiele mebli wszystkie co jednego były najprawdziwszymi antykami. A przynajmniej wydawały się nimi być w tym przytłaczającym mroku. -Pani, oto detektyw Henry Made – zaanonsował go Albert, z całą niechęcią wypisaną na twarzy. -Znakomicie Albercie – przemówiła starsza pani siedząca na fotelu w kącie. Z powodu kiepskiego oświetlenia Hank nie był do końca pewien jak właściwie wyglądała. Zdawało mu się jednak, że jest raczej drobna, choć wrażenie to mógł powodować ogromny szlafrok, w który była ubrana. -Czy napije się pan herbaty? - spytała go uprzejmie. -Dziękuję, nie – odparł Hank. - Nie wydaje mi się, żebym był tutaj tak długo. -Rozumiem – Lucia Grey zawiesiła na chwilę głos. - Możesz odejść Albercie. -Pani – lokaj skłonił się i opuścił pokój. Przez chwilę po tym jak zamknęły się za nim drzwi w pokoju panował ciężka cisza. Starsza pani wpatrywała się w okno. Była zdecydowanym przeciwieństwem swojego męża. On mimo swego wieku zdawał się stawać do walki z czasem z podniesionym czołem, gdy tymczasem jego żona siedziała skulona w mrocznym pokoju wpatrując się w zasłonięte okno. -Jak rozumiem poszukuje pan Róży mojego męża? - przerwała wreszcie ciszę. -Zgadza się – odparł Hank zadowolony, że to nie on musiał to zrobić. -Dlaczego pan to robi? - spytała. Made nie odpowiedział od razu. Słowa „dla pieniędzy” cisnęły mu się na usta, jednak to nie był jedyny powód. Przynajmniej już nie. -Z ciekawości – odparł. -Doprawdy? - Lucia Grey spojrzała wprost na niego i pomimo panującego w pokoju mroku dostrzegł w jej oczach błysk. W tym momencie zrozumiał, że jego pierwsze wrażenie o niej było błędne. To była silna kobieta, odporna na trudy upływającego czasu. Jeżeli siedziała teraz samotnie w takich warunkach, to musiało być to spowodowane żałobą po stracie syna. -Owszem – Hank pozwolił sobie podejść nieco bliżej, aby móc dokładniej obejrzeć pokój. -Dowiaduję się coraz więcej o tym kwiatku i powiem szczerze, że chętnie bym go sobie obejrzał. -Więc o to panu chodzi – stwierdziła jakby ze smutkiem, po czym ponownie spojrzała w okno. - Jak rozumiem nie troszczy się pan zbytnio o tę drugą sprawę? Detektyw wyraźnie wyczuł smutek w jej głosie. A więc rzeczywiście żałoba. -Poniekąd owszem – powiedział ostrożnie. - Co może mi pani powiedzieć o Rufusie? Był pewien, że przez chwilę na jej wargach zawitał cień uśmiechu, jednak w panujących wokół ciemnościach, nie mógł być tego pewien. -Jeżeli chce pan wiedzieć, czy byłby zdolny do kradzieży Róży, to tak byłby. Ten chłopak zrobiłby wszystko, żeby tylko zagrać ojcu na nosie. Nie znosił Tytusa i jego pragmatycznego podejścia do życia. Biedny głupiec. - zamilkła na chwilę wpatrzona w falującą lekko zasłonę. - Gdyby tylko wiedział, że mój mąż był dokładnie taki sam w jego wieku. Identyczny. Stąd właśnie nasze obecne kłopoty. Tytusowi serce pęka za każdym razem, gdy musi poświecić jakieś dzieło z kolekcji swojego ojca, ale w obecnej sytuacji nie mamy wyboru, jednak Rufus tego nie rozumiał. Tak to już jest z młodością, z reguły zrozumienie przychodzi wraz z jej końcem. Lucia Grey znów zamilkła i ponownie spojrzała na Hanka. Patrzyła na niego uważnie, jakby oceniając w jakich proporcjach zawiera w sobie młodość i zrozumienie. Detektyw uśmiechnął się mimo woli, gdyż oba już dawno wyparło z niego zgorzknienie. I whiskey. Osiemnastoletnia, przemknęło mu przez myśl, szybko się jednak otrząsnął. -A jakie były jego stosunki z bratem? - spytał Made. -Z Angusem? Rufus go uwielbiał. Wie pan jak to bywa między braćmi, młodszy często uwielbia tego starszego. Zdarza się też, że próbuje go naśladować i być taki jak on. Z moimi synami było podobnie, z tą tylko różnicą, że to Angus odgrywał rolę starszego brata. Rufus był nieporadny, świata nie widział poza książkami, ale brat starał się go z tego powoli wyciągać i pokazywać mu jak rzeczywiście działa świat. Jednak okazywał przy tym zrozumienie. Nie był stanowczy jak ojciec, lecz troskliwy i wyrozumiały. Pokazywał mu jak działają rodzinne interesy, te które nam jeszcze zostały, a wieczorami rozprawiał z nim o starych pisarzach i filozofach. Angus to wspaniały syn, żadna kobieta nie może sobie wymarzyć lepszego. -A jednak wolała pani Rufusa – stwierdził Hank. -Ciężko mnie za to winić – odparła Lucia Grey. - Rufus tak bardzo przypominał mi Tytusa z jego młodzieńczych lat. -Rozumiem – powiedział detektyw. - Jeszcze tylko jedno pytanie, czy Rufus miał jakiekolwiek pojęcie o wartości pieniądza? Starsza kobieta uśmiechnęła się słysząc te słowa. -Nie – powiedziała. - Dla niego dwadzieścia dolarów to już majątek. Wie pan ile książek można za to kupić w lombardzie. -O tak, ostatnio sporo takich zwiedziłem. - Hank pomyślał o „Preludium”. - Nie będę pani zabierał więcej czasu. Pójdę już. -Zadzwonię po Alberta, odprowadzi pana – Lucia Grey sięgnęła po dzwoneczek stojący na stoliku w pobliżu. -Dziękuję, nie trzeba – odparł Hank. - Państwa lokaj chyba nie bardzo za mną przepada. -Cóż – odezwała się gospodyni dziwnym tonem. - Zawsze był raczej chłodny w obyciu, ale odkąd znalazł te koty, doprawdy ciężko z nim wytrzymać. -Jakie koty? - zainteresował się Hank. -Przybłędy. Zawsze szwendały się w pobliżu, a on je dokarmiał. Jakiś czas temu przestały się pojawiać, a ostatnio obchodząc teren posiadłości Albert znalazł je wszystkie martwe. Okrutnie pocięte, a niektóre z nadpalonym futrem. -Kiedy to było? - spytał Hank. -Jakieś trzy dni temu. -Rozumiem. - Made zamilkł na chwilę. - Jeszcze raz dziękuję za rozmowę. Trafię do wyjścia, do widzenia pani.
Hank wyszedł z pokoju Lucii Grey i ostrożne zamknął za sobą drzwi. Następnie stanął w korytarzu i rozejrzał się niepewnie. Początkowo rzeczywiście chciał opuścić posiadłość, jednak wzmianka gospodyni o kotach sprawiła, że zmienił plany. Chciał teraz odwiedzić Alberta,jednak nie miał pojęcia gdzie może się znajdować pokój lokaja. Stał tak przez chwilę niezdecydowany, aż wreszcie ruszył przed siebie korytarzem, próbując się domyślić, które z nich prowadzą do pomieszczenia, którego szukał. Gdy tak krążył po willi usłyszał słowa wypowiadane ściszonym głosem, jednak ich ton wskazywał na wyraźne wzburzenie mówiącego. Zaintrygowany zbliżył się do drzwi i przystawił do nich ucho. Usłyszał wyraźnie głos Angusa Greya, który sztorcował kogoś ściszonym głosem. Do jego uszu nie dochodziły jednak żadne odpowiedzi, więc uznał, że dziedzic rodu rozmawia przez telefon. -Zapewniałeś mnie, że ten cały Made nie stanowi już problemu – syczał Angus do słuchawki. A więc miałem rację w sprawie Gerarda, pomyślał Hank. -I co z tego, że go pobiłeś? Ten śmierdziel znowu wałęsa się po moim domu – chwila przerwy. - Zapłaciłem za to, żeby się odczepił, a nie za to żebyś go nastraszył. Mało dostałeś? Ano właśnie, więc wykonaj robotę jak należy. Hank usłyszał trzask odkładanej słuchawki i natychmiast odsunął się od drzwi. Przeszedł szybko piętnaście kroków i odwrócił się z powrotem w stronę pokoju Angusa, po czym zaczął powoli iść w tym kierunku. Gdy był już w połowie drogi, drzwi się otworzyły i stanął w nich syn Tytusa Greya. -Rozmawiał pan z moją matką? - spytał Hanka, nie okazując zdziwienia tym, że go widzi. -Owszem – odparł detektyw. - Bardzo przeżyła śmierć pańskiego brata. -Jak my wszyscy – zauważył cierpko Angus. - Szuka pan czegoś? -Rzeczywiście – Hank spojrzał wzdłuż korytarza. - Szukam pokoju Alberta. -A na co on panu? -Ciekawi mnie pewna sprawa... -Chyba nie chodzi o te nieszczęsne koty? - skrzywił się Angus. -Właśnie o nie – Made czujnie obserwował rozmówcę. -Nie ma w tym nic niezwykłego, pewnie zalazł za skórę jakimś dzieciakom i się na nim zemściły. -To prawdopodobne. Tak się tylko zastanawiałem, gdzie właściwie je znalazł. -Pod płotem, gdzieś na końcu działki – Angus odpowiedział zanim zdążył ugryźć się w język. - To pomoże panu odnaleźć spinkę? Hank uśmiechnął się tajemniczo. -Ależ nie, ale z pewnością pomoże mi w innej sprawie – jego słowa zawisły między nimi w dwuznacznej ciszy. - Wskaże mi pan jego pokój? -Na dole, drugie drzwi po prawej od schodów. -Dziękuję bardzo – Hank znów się uśmiechnął i ruszył na parter.
Nie było odpowiedzi, gdy Hank zapukał do drzwi. Odczekał chwilę rozglądając się po korytarzu, pełnym obrazów zmarłych członków rodziny, wszystkich bez wyjątku ze spinką do krawata w kształcie róży przypiętą do garderoby. Spróbował znowu, po raz kolejny bez rezultatu. Zirytowany nacisnął klamkę i delikatnie uchylił drzwi. Zerknąwszy przez szparę upewnił się, że pokój jest pusty i wszedł do środka. Pomieszczenie przypominało klasztorną celę. Jedynymi meblami w środku były wąskie łózko, stojące w kącie pomieszczenia krzesło i niewielka szafka pod oknem, na której ustawiono spory, srebrny krzyż. Na podłodze nie było dywanu. Hank był rozczarowany. Jedynie z zawodowej ciekawości podszeł do szafki i wysunął szuflady, w których znajdowały się tylko schludnie złożone ubrania. Podniósł krucyfiks i dokładnie go obejrzał. Przedmiot zdradzał wszelkie oznaki bycia starą pamiątką rodzinną. Srebro w wielu miejscach było przetarte i porysowane, a twarz wiszącego Chrystusa zatraciła ostrośc rysów, zapewne od częstego czyszczenia. Pod podstawą krzyża również nie było nic interesującego i Hank odstawił go na szafkę ze zrezygnowanym westchnieniem. Jedynie z przywiązania dla tradycji opadł na podłogę i zajrzał pod łózko. Nie wypatrzył tam jednak niczego niezwykłego. Na panelach nie było nawet kotów z kurzu, o czymkolwiek bardziej interesującym nie wspominając. Detektyw podniósł się więc na klęczki i w braku lepszych kryjówek zajrzał jeszcze pod materac. I uśmiechnał się tryumfalnie. Ostrożnie wziął w ręce leżący tam przedmiot. Być może policjanci również go znaleźli, ale z całą pewnością nie tego szukali, natomiast on wiedział już teraz prawie wszystko.
Gdy Hank zapukał do drzwi pokoju 313 Tony otwarł je prawie natychmiast. Musiał czekać na niego już od jakiegoś czasu i sądząc po wyglądzie strasznie się czymś denerwował, Włosy miał w nieładzie, i dziwnie rozbiegany wzrok. -Co tak długo? - spytał ledwie detektyw przekroczył próg. -Przecież nie mówiłem ci, że będę jeszcze dzisiaj – odparł Hank z lekkim niepokojem w głosie. -Po naszym spotkaniu u Gregora nie byłem pewien czy wszystko z tobą w porządku, a po tym, co przeczytałem w A... - Tony zawiesił głos. - Wiesz gdzie, zacząłem się poważnie martwić. Hank ciężko opadł na fotel i utkwił w Tonym skupiony wzrok. -Mów – rzucił krótko. -Wygląda na to, że ta błyskotka to potężny artefakt. Myślę, że to dzięki niej Greyowie dawniej dorobili się swojej fortuny. To nawet fascynujące, jeżeli spojrzy się na historię rodu przez pryzmat tego, co wyczytałem o tej całej Róży, można dojśc do naprawdę ciekawych wniosków. -A co konkretnie wyczytałeś? - rzucił Hank ze zniecierpliwieniem. -Jeżeli wiesz jak użyć tej błyskotki, możesz przy jej pomocy zmienić sposób w jaki inni postrzegają świat. -To znaczy? -No nie wiem, załóżmy że mam w tym pokoju niezły syf... Hank ostentacyjnie rozejrzał się wokół i demonstracyjnie uniósł brew. -Załóżmy? -W każdym razie – Tony puścił tę uagę mimo uszu. - Jeżeli miałbym Różę i wiedziałbym jak działa, mógłbym sprawic, że dla ciebie to pomieszczenie wyglądałoby jak schludne, przytulne gniazdko, a nie nora podrzędnego studenta. -Czyli że posiadacz Róży może wywoływać iluzje? - spytał Hank. -Nie tylko to. Prawdziwy ekspert mógłby również zmienić twój sposób myślenia, sprawić, że zgodziłbyś się na coś, na co wcale nie masz ochoty, albo po prostu byłbyś przychylnie nastawiony do pomysłu, który normalnie uznałbyś za durny. -Przecież z czymś takim można zdobyć nieograniczoną władzę. -Niekoniecznie. Róża ma krótki zasięg oddziaływania im krócej przebywasz w jej pobliżu, tym gorzej działa. Dlatego sprawdza się dobrze tylko na krótkie dystanse, ale mimo to w odpowiednich rękach może zdziałać cuda. -Chyba nawet jeden widziałem – mruknął Hank. - Dzięki Tony, myslę, że mam już wszystkie elementy układanki. Jutro dostaniesz pieniądze.
Zapomniana szklanka wypełniona w połowie whiskey stała samotnie na stoliku. Czekała na jakikolwiek czuły gest, chocby muśniecię palcami, czy ułamek spojrzenia. Było jednak coraz później, lód zdąrzył się roztopić, a tymczsem człowiek, który jeszcze do niedawna nie szczędził jej czułych pocałunków, tym razem wydawał się być jakby nieobecny, w pełni pochłonięty leżącym na jego kolanach notatnikiem. Hank odhaczył już cum artis, Gerarda, Różę i wszystkich domowników, całą uwagę poświecając imieniu wypisanemu u góry strony. Rufus. Biedny dureń. Jeśli to wsyzstko okaże się prawdą, a Made nie miał co do tego większych wątpliwości, to imię już zawsze będzie mu się kojarzyło tylko w jeden sposób... Detektyw westchnął ciężko i wstał z fotela. Podszedł do wiszącego na ścianie telefonu, podniósł słuchawkę i po chwili wahania podrapał się z roztargnieniem w głowę. Patrzył na obrotową tarczę aparatu niepewnie próbując sobie przypomnieć numer. Wreszcie zdecydował się zaryzykować i zaczął kręcić tarczą. Jeden sygnał, drugi, trzeci... -Jone... - potężne ziewnięcie. - ...ees. -Siemasz Martin – zaryzykował detektyw. -Chryste Hank, wiesz która jest godzina? - Jones ziewnął po raz kolejny. - A w ogóle, myślałem, że nie pamiętasz numeru. -Taa... - burknął Made. - Słuchaj Martin rozwiązałem twoją sprawę. -Akurat... - zaczął Jones i raptownie przerwał. Przez chwilę w słuchawce nie było słychać nic poza jego oddechem i kilkoma mniejszymi ziewnięciami. -Wiesz kto zabił Rufusa Grey? - spytał wreszcie. -Podejrzewam, że się nie mylę. -Kto? -Szczegóły uzgodnimy rano – odparł Hank. - Powiedzmy o dziewiątej. Przy śniadaniu. A potem spotkamy się w rezydencji,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Falvari
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…